Kutno znane i nieznane

/Tag:Kutno znane i nieznane

Kutno znane i nieznane. Ofiarność społeczeństwa kutnowskiego w obliczu zagrożenia wojennego w 1939 roku

W okresie II RP mieszkańcy Kutna wielokrotnie dawali przykłady ofiarności na cele publiczne. Tak było również w przypadku zbiórek na dozbrojenie armii, w obliczu groźby wybuchu konfliktu z III Rzeszą w 1939 roku. Już w marcu 1939 roku zarządzono w Polsce tajną mobilizację alarmową, której podlegał również kutnowski 37 pp., który miał walczyć ramach Armii „Poznań”. 26 marca żołnierze 37 pp. załadowali się do wagonów kolejowych i odjechali się w kierunku granicy z Niemcami w okolice Wągrowca.

Uroczystość przekazania broni 37 pp

Potrzeby zbrojeniowe Polski w okresie dwudziestolecia wojennego były ogromne. Pod rządami sanacji Polska wydawała znaczące środki finansowe na utrzymanie armii, było to około 33 % wydatków budżetowych (ok. 770 mln. złotych) i było to procentowo trzykrotnie więcej niż np. w III Rzeszy. Od 1935 roku do wybuchu wojny wydano na cele wojskowe około 6,7 miliarda złotych W tym samym okresie Niemcy pod rządami Hitlera, wydały ok. 90 miliardów marek (tj. ok. 200 miliardów złotych), a więc prawie 30 razy tyle, co Polska. Ponadto większość środków finansowych jednak szła na utrzymanie stałej, ok. 300 tysięcznej armii.

W 1936 roku Prezydent Ignacy Mościcki wydał specjalny dekret o utworzeniu Funduszu Obrony Narodowej. Środki finansowe bezpośrednio przeznaczano na zakup uzbrojenia i amunicji, natomiast dary w złocie i srebrze gromadzono w specjalnym depozycie Banku Polskiego.

Reklama FON prasie kutnowskiej

W marcu 1939 roku na rzecz FON zaczęły wpływać pierwsze kwoty. Stefan Jóźwiak (dyrektor) w Banku Spółdzielczym „Wspólna Praca” w Kutnie, wpłacił kwotę 25 zł.(Spółdzielnia „Wspólna Praca” wspólnie z pracownikami 1416 zł.), Anna i Maria Smoleńskie (majątek Świeciny) 100 zł, a Mleczarnia w Miłonicach 1000 zł, Związek Pracowników Samorządowych w Kutnie 200 zł, Szyja Falc 1000 zł, Jan Aktabowski (adwokat) 100 zł, urzędnicy Starostwa Powiatowego w Kutnie z okazji pożegnania starosty Witolda Pełczyńskiego złożyli na FON kwotę 83 zł, więźniowie w Kutnie prawie 12 zł. Rada Powiatowa w Kutnie przekazała 118 zł, Cech piekarzy 97 zł, Związek Rzemieślników Chrześcijan 56,20 zł, Cech Fryzjerów Chrześcijańskich 100 zł, Zarząd Cechu Kowali 50 zł, Cech Stolarzy Chrześcijan 110 zł, Związek Ziemian prawie 6 tys. zł., Związek Pracowników Samorządowych 200 zł, Młyn Szlajfera 500 zł, Związek Zawodowy Robotników Przemysłu Spożywczego 72, 50 zł. , Związek Drużyn Konduktorskich 100 zł, Aleksander Sobczak 1,5 zł, Ignacy Feliniak 20 zł, Henryk Majewski 10 zł, Henryk Marciniak (syn bezrobotnego) 5 zł, Aleksander Naumik 30 zł, Związek Inwalidów Wojennych 400 zł.

Bank Wspólna Praca przyjmował wpłaty na FON

Nauczyciele i uczniowie Szkoły Podstawowej nr 3 im. Berka Joselewicza w Kutnie ofiarowali łącznie na FON 1185 zł. Jako wzór do naśladowania w Kutnie stawiano wówczas uczennicę II klasy Szkoły Powszechnej nr 1 w Kutnie Danutę Lewandowską, która przez dwa lata oszczędzała pieniądze na książeczce SKO i zaoszczędziła kwotę 5, 34 zł. Wszystkie swe oszczędności przekazała swojemu wychowawcy, mówiąc: „Niech pan moje oszczędności odda na obronę Polski”.

Akcja Katolicka przy parafii p. w. św. Wawrzyńca w maju 1939 roku zorganizowała przedstawienie w reżyserii Mariana Motylewskiego, z którego dochód w kwocie 335 zł przeznaczono również na FON.

Mieszkańcy Kutna i powiatu przekazywali na FON również biżuterię, złote i srebrne monety, m.in.: Maria Andrzejewska (srebrny łańcuszek), Leon Barszcz (srebrna papierośnica i złota obrączka), Wiktoria Filipowicz ( marki i ruble w srebrze), Antoni Zdziubany (10 zł w złocie i pół marki w srebrze), Zygmunt From ( 1 obligację Pożyczki Narodowej o nominale 50 zł), Bolesław Pasiński (1 obligację pożyczki dolarowej), Helena Kaniepień (monety w srebrze i srebrna bransoletka), Adolf Kasparek ( 2 ruble w srebrze, kilkadziesiąt kopiejek i 4 marki niemieckie)

Reklama POP

Dodatkowo na dozbrojenie armii rząd ogłosił subskrypcję Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej w formie 5 % obligacji po 100 zł i 3 % obligacji po 20 zł. W akację propagowania POP aktywnie włączył się wójt gminy Kutno Antoni Marczak, który w specjalnej odezwie do mieszkańców gminy apelował o kupno obligacji. W dniu 31 marca 1939 roku powstał Gminny Komitet Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej, który uchwalił, że każdy rolnik posiadający do 10 mórg ziemi zobowiązany jest do nabycia 1 bonu obligacji za 20 zł. A. Marczak pisał, że: „Sromotą i hańbą okryją się Ci, co nie spełnią swego obowiązku”. W maju 1939 roku w Komunalnej Kasie Oszczędności w Kutnie odnotowano 2110 subskrypcji obligacji na łączna kwotę 180 tys. zł.

Komunalna Kasa Oszczędności przyjmowała subskrypcje POP

W subskrypcję Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej włączyły się również dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Kutnie. Uczniowie przynosili pieniądze pozyskane od rodziców, w łącznej kwocie 100 zł, z którą w Komunalnej Kasie Oszczędności w Kutnie zakupiono 1 obligację Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej i przekazano na rzecz FON z komentarzem: „Na razie jesteśmy dumni z tego, że mogliśmy, choć częściowo przyczynić się naszej Armii, całkowite zaś zadowolenie będzie, jeżeli w przyszłej potrzebie będziemy mogli własną piersią zasłonić naszą umiłowaną Ojczyznę”.

Łącznie do połowy maja 1939 roku na róże akcje wspierające dozbrajanie armii mieszkańcy Kutna i powiatu wpłacili ok. 750 tys. zł. W całym kraju udało się zebrać ok. 1, 2 mld zł, (z czego wpłaty i darowizny ludności wynosiły ok. 38 mln zł). Uzbrojony czołg 7TP – kosztował wówczas 231 tys. zł, a uzbrojenie zmotoryzowanej brygady kawalerii ok. 20 mln. zł., dywizji pancernej 150 mln.

Wręczanie broni ufundowanej przez społeczeństwo Gołębiewa 1939r. W środku starosta W. Pełczyński

W dniu 16 maja odbyło się zebranie partii rządowej Obozu Zjednoczenia Narodowego. Zebrani członkowie i sympatycy partii rządzącej gminy Kutno, byli wówczas pod wrażeniem mowy sejmowej ministra Józefa Becka, a prezes OZON – u w Kutnie Marian Golański w emocjonalnych słowach w imieniu chłopów mówił, że: „…zmiażdżą każdą łapę wyciągniętą po nasz ojczysty zagon, że my Polacy nie będziemy się kryli za mury fortec, bo każda chata polska jest niezdobytą twierdzą, a o każdą polską pierś rozbije się wroga potęga”.

Na wiecu napiętnowano również, tych wszystkich, którzy uchylili się od obowiązku subskrypcji pożyczki POP. Feliks Florczak (rolnik z Kościuszkowa) mówił: „ Rodacy! Słowa moje będą zgrzytem w naszej dzisiejszej manifestacji. Ale, my możemy i musimy powiedzieć sobie, że niestety nie wszyscy spełnili swój obowiązek!. Są to nieliczni, ale tac, którzy się uchylili w pożyczce lotniczej. Te parszywe owce należy napiętnować, należy się od nich usuwać i traktować jak obywateli drugiej klasy. Proponuję, by ogłosić czarne listy tych wyrodków i zdrajców, chyba że się zrehabilitują i złożą ofiary na FON”.

Wniosek F. Florczaka został jednomyślnie przyjęty przez zgromadzonych. Na koniec zebrania przyjęto rezolucję do marszałka Edwarda Rydza Śmigłego, w której pisano, że: „… z utęsknieniem czekamy na Twój rozkaz (maszerować), a nie zatrzymamy się, aż legnie w gruzach germańska potęga”. Wysłano również depeszę do ministra Józefa Becka z wyrazami uznania na stanowczą mowę sejmową w dniu 5 maja 1939 roku. Po odśpiewaniu Roty o głos poprosił jeszcze Jan Gałecki z Łąkoszyna, dziękując (za przemówienia i wkład w utrwalenie niepodległości Polski) słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

dr Jacek Saramonowicz

30 marca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Choroby zakaźne w Kutnie w okresie II RP

Kutno wielokrotnie nawiedzane było przez różnego rodzaju epidemie chorób zakaźnych. W 1918 roku śmiertelne żniwo zbierała grypa zwana potocznie „hiszpanką”. Ogromne znaczenie dla potencjalnego rozwoju chorób zakaźnych miał zły stan sanitarny ówczesnych miast oraz problemy z przestrzeganiem zasad higieny osobistej. W Kutnie nie było publicznej łaźni miejskiej (do 1923 r.) oraz kanalizacji, a opieka zdrowotna pozostawiała wiele do życzenia.

W grudniu 1918 roku spośród chorób zakaźnych najwięcej notowano przypadków zachorowań na dur plamisty oraz dur brzuszny. Notowano także zachorowania na grypę „hiszpankę”. W latach 1918 – 1919 odnotowano w powiecie kutnowskim 399 zachorowań na dur plamisty i 306 przypadków duru brzusznego. Były również zachorowania na płonicę, błonicę i czerwonkę.

Szpital powiatowy w Kutnie

Spośród chorób zakaźnych najwięcej osób umierało na gruźlicę. Ustawa z 25 lipca 1919 r. wymieniała gruźlicę jako chorobę zakaźną niebezpieczną dla otoczenia. Ustawa ta dawała podstawę do tworzenia przychodni przeciwgruźliczych. Walkę z gruźlicą prowadził, powstały w 1924 roku Polski Związek Przeciwgruźliczy. W 1928 roku w Kutnie powstało Towarzystwo Przeciwgruźlicze. Jednym z zadań towarzystwa było organizowanie „Dni Przeciwgruźliczych”. Powiatowy Komitet Dni Przeciwgruźliczych koordynował akcję przeciwgruźliczą. Na czele sekcji propagandy stali lekarze: dr W. Podczaski i dr W. Talikowski. Akcja odbywała się w miastach powiatu, gdzie powstały komitaty lokalne. Sekcja techniczna prowadziła sprzedaż nalepek przeciwgruźliczych. Wygłaszano odczyty, przeprowadzano pogadanki, rozdawano ulotki i broszurki. Towarzystwo urządzało również kolonie i półkolonie dla dzieci. W 1930 roku korzystało z nich 205, a w roku 1931 – 150 dzieci. Dzieci z powiatu kutnowskiego wyjeżdżały na kolonie do Gąbina. Podczas pobytu dzieci zapewnione miały opiekę lekarską.

Personel szpitala w Kutnie 1929 r.

Dużym postępem w walce z gruźlicą było utworzenie w kwietniu 1931 roku przychodni przeciwgruźliczej. W szpitalu powiatowym wydzielone zostały dwie sale z 10 łóżkami dla gruźlików. W maju 1930 roku w Kutnie gościła objazdowa wystawa przeciwgruźlicza, która cieszyła się dużą frekwencją, z powodu wyświetlanych przy tej okazji filmów dydaktycznych.

W 1938 roku został uruchomiony w Kutnie Samorządowy Zakład Elektroleczniczy przy ul. Troczewskiego 16, w którym dokonywano prześwietleń rentgenowskich. Aparat rentgenowski obsługiwany był przez specjalistę z Warszawy. Prześwietlenie klatki piersiowej kosztowało 5 złotych. W 1938 roku wykonano 252 zdjęcia i 281 prześwietleń oraz dokonano 723 naświetleń.

Cennik Zakładu Elektroleczniczego w Kutnie

Jednym ze sposobów walki z chorobami zakaźnymi były szczepienia ochronne. W latach 1934 -1935 szczepieniem objęto przeciwko ospie 2568, płonicy 2913, błonicy 2913, durowi 3845, wściekliźnie 27. W 1938 roku zaszczepiono 6324 osoby przeciwko durowi brzusznemu oraz prawie 5000 dzieci przeciwko ospie, przeciwko płonicy i błonicy 1723 osoby. Odkażono 124 mieszkania i 12 studzien. Zapoczątkowano również akcję rejestracji nosicieli duru brzusznego, którzy byli głównymi ogniskami szerzenia się tej choroby. Nosiciele byli stale kontrolowani i pouczani o sposobach właściwego zachowania.

Poważny problem zdrowotny stanowiła jaglica. Jej zwalczanie przebiegało na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z 23 marca 1923 roku. W Polsce zorganizowano ponad 400 przychodni przeciwjagliczych. W 1933 roku przychodnia przeciwjaglicza w Kutnie udzieliła 5319 porad. Z przebadanych dzieci szkolnych w 1931 roku u 4,9% stwierdzono jaglicę. W 1934 roku w powiecie kutnowskim zarejestrowanych było 2825 chorych na jaglicę (najwięcej w całym woj. warszawskim, w którym łącznie zarejestrowano 7695 chorych).

Stan higieny w szkołach kutnowskich nie wyglądał najlepiej. Sporo było dzieci zawszonych oraz zarażonych świerzbem. Powiatowa Rada Szkolna w Kutnie zatrudniła lekarza szkolnego, który badał dzieci w niektórych szkołach wiejskich. Ponadto Magistrat Kutna zatrudniał własnego lekarza szkolnego. W 1930 roku w powiecie kutnowskim skontrolowano 89 szkół. Złe warunki sanitarne stwierdzono aż w 68 szkołach (76,4%). W 1934/35 roku na ogólną liczbę 87 szkół, aż 73% nie spełniało odpowiednich warunków sanitarnych.

Starano się popularyzować kwestie higieny osobistej przez organizowanie różnego rodzaju odczytów, pogadanek i wystaw tematycznych. W styczniu 1922 roku z inicjatywy dr. W. Epsteina w salach ratusza miejskiego mieszkańcy mogli obejrzeć wystawę higieniczną o zdrowiu i sposobach uchronienia się od chorób. Wystawa nie spotkała się jednak z większym zainteresowaniem mieszkańców Kutna.

dr Jacek Saramonowicz

23 marca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Epidemie cholery w XIX-wiecznym Kutnie

W połowie XIX wieku przy ulicy Oporowskiej (obok cmentarza ewangelickiego w Kutnie) powstał cmentarz choleryczny. W zbiorowych mogiłach chowano tam mieszkańców Kutna i okolic, którzy masowo umierali wówczas na cholerę (ostrą zakaźną chorobę przewodu pokarmowego, spowodowaną spożyciem skażonego bakteriami pokarmu i wody). Największe fale epidemii cholery przetoczyły się przez Kutno w latach 1852, 1855 i 1873 roku. W 1852 roku całe Królestwo Polskie straciło w wyniku epidemii ok. 50 tys. mieszkańców.

Epidemie chorób zakaźnych nawiedzały Kutno wielokrotnie. Choroby docierały do Kutna wraz z przemarszami różnych wojsk. W okresie napoleońskim była to np. czarna ospa. Pojawiały się wówczas pierwsze próby masowych szczepień mieszkańców Kutna. Akcję taką prowadził ksiądz Sienicki, który zaszczepił przeciwko ospie 600 osób, napotykając przy tym na różnego rodzaju przesądy i opory ze strony miejscowej ludności.

Głównie jednak epidemie wybuchały, ze względu na zły stan sanitarny miast Kongresówki, który pozostawiał więc wiele do życzenia. W Kutnie brak było łaźni miejskiej i kanalizacji. Ścieki wylewano prosto na ulice. Częste targi zwierzęce w mieście i pozostawiane odchody i odpadki pogarszały jeszcze sytuację sanitarną miasta. Pod koniec XIX wieku, dr Antoni Troczewski pisał: „Sanitarne warunki miasta są więcej niż opłakane, ciasno zbudowane, brudne położone wśród wilgotnych łąk, nie posiada żadnych sztucznych urządzeń, które by wpływały na polepszenie warunków higienicznych. Natomiast, wkoło miasta mamy porozrzucane zbiorniki, które wydaja najokropniejsze wyziewy i będące siedliskiem drobnoustrojów, rozszerzają zarazę po całym mieście”.

Dr Antoni Troczewski

W 1852 roku pierwsze przypadki zachorowań na cholerę zaobserwowano w maju. Jeden z lekarzy tak wówczas opisywał objawy choroby: „ …okazanie się wypróżnień wodnistych, białawych, z zawieszonymi w płynie białawymi jakby płatkami lub strzępkami, stanowi już początek prawdziwej cholery. Wypróżnienia takowe tym się jeszcze odznaczają, że są bez bólu i odchodzą z pewnym wytryskiem. W brzuchu czuć się daje przelew anie i kruczenie. Przy tym doznaje chory ogólnego osłabienia sił. Następnie przychodzą wymioty, charakterystyczna zmiana twarzy i głosu , kolor języka ołowiany i je go zimno, kurcze, obfite poty zimne, lepkie, niknienie pulsu, upadek sił, zziębnienie lub zlodowacenie członków i całego ciała, zsinienie, pomarszczenie skóry zwłaszcza na rękach i nogach, wstrzymanie wydzielania się uryny…”.

Choroba zaczynała się to od biegunki i wymiotów, to od gwałtownego bólu w brzuchu, chorzy bez przytomności na padali na ziemię i krzyczeli z bólu i w ciągu kilku dni umierali. Lekarze nie potrafili wyjaśnić źródła choroby i stosowali różnego rodzaju metody „leczenia” jak np.: upuszczanie krwi, przystawianie pijawek, stawianie baniek. Gdy jednen z chorych dostał objawów cholery, to lekarz kazał mu: „ …zaraz upuścić znaczną ilość krwi z ręki, przystawić kilkanaście baniek na karku i na tyle głowy i pijawki za uszami, wewnątrz przepisałem tylko 12 gran kalomelu…”. Stosowano też zimną wodę jako metodę leczenia: co do okładań i rozcierań zimną wodą, te wymagają wielkiej ostrożności i umiejętności ze strony dozorujących, gdyż źle zaaplikowane powodują oziębienie ciała; dla tego musiałem zupełnie zaniechać tego środka”.

23-latka z cholerą cyt. za www.wielkahistoria.pl

Brak wiedzy na temat źródła choroby i niekonwencjonalne metody leczenia powodowały wysoką śmiertelność chorych. Do końca sierpnia 1852 roku zachorowało w Królestwie Polskim 56 540 osób, z czego zmarło 26 093 (tj. 46 %). W całym powiecie gostyńskim, w którego skład wchodziło Kutno, do końca sierpnia 1852 roku zachorowało 2253 osób, z czego umarło 662, w tym w samym Kutnie zachorowało 278 osób, z czego umarło 135. Kutnowskich chorych umieszczano na oddziale zakaźnym szpitala powiatowego w Kutnie. Lekarzem powiatowym i kierownikiem szpitala w tym okresie był Karol Kosztulski.

Cmentarz choleryczny obok cmentarza ewangelickiego przy ul. Oporowskiej

Skutki epidemii cholery widoczne są w statystykach parafialnych z tego okresu, kiedy to za cały1852 rok odnotowano 472 zgonów osób wyznania chrześcijańskiego. W 1855 roku zmarło jeszcze więcej, bo 582 osoby. Wcześniej, dla porównania, śmiertelność mieszkańców w parafii kutnowskiej wahała się w okolicach 300 osób rocznie. Kolejna fala epidemii cholery dotarła do Kutna w 1873 roku, wówczas odnotowano ogólnie w parafii kutnowskiej 431 zgony. Osoby zmarłe chowane były obok cmentarza ewangelickiego (pomiędzy ulicą Oporowską a Olimpijską).

Plan cmentarza ewangelickiego w Kutnie przy ul. Oporowskiej

Dopiero w 1883 roku Robert Koch odkrył bakterię przecinkowca cholery i opisał proces roznoszenia się choroby i zwrócił uwagę na to, że źródłem epidemii cholery była przede wszystkim się zanieczyszczona woda ze stawów. Profilaktyka i wzrost świadomości mieszkańców oraz odpowiednie metody leczenia, a dziś również odpowiednie szczepionki spowodowały, że przypadki zachorowań na cholerę w Polsce należą do rzadkości.

Robert Koch

dr Jacek Saramonowicz

Kutno znane i nieznane. 115. rocznica krwawego mordu na robotnikach w Łaniętach dokonanego przez wojsko carskie w 1905 roku.

W 10. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości staraniem ówczesnych władz Kutna na zbiorowej mogile zastrzelonych mieszkańców gminy Łanięta (na cmentarzu parafialnym w Kutnie) postawiono kamienny obelisk z wyrytym napisem: „Ofiarom przemocy caratu, robotnikom gm. Łanięta padłym w walce o byt i wolność w 1906 r. Tę pamiątkę stawia Magistrat M. Kutna. Cześć ich pamięci. 1928. To właśnie przed tą mogiłą Stanisław Gruszczyński (burmistrz Kutna) oraz Jan Aleksander Janiak (poseł na sejm RP) przemawiali w dniu 11 listopada 1928 roku, wspominając ofiary i przelaną krew w walce z caratem.

Zbiorowa mogiła na cmentarzu w Kutnie

Na kamiennym obelisku widnieje błędny rok „1906”, brak jest również nazwisk zastrzelonych osób. Dziś, po 115 latach warto przywrócić pamięć tamtych tragicznych wydarzeń, które były jednym z elementów walki Polaków o odzyskanie niepodległości.

Projekt tablicy pamiątkowej

W dniu 10 marca 1905 roku na cmentarzu kutnowskim pochowani zostali: Stanisław Witczak, lat 12, Walenty Skrobek, lat 14, Adam Wojtalik (robotnik), lat 23, Antoni Torfiński (kowal), lat 46, Józef Sierant (robotnik), lat 52, Łucja Orlińska, lat 45, Walenty Domżalski (robotnik), lat 26, Andrzej Nuckowski (robotnik, trzy rany brzucha, wypadnięcie kiszek), lat 42, Józef Rojewski (robotnik, rany brzucha wypadnięcie kiszek), lat 35, zmarł 10 marca. W kilkanaście dni później 28 marca zmarła jeszcze Maria Fornalska, (lat 19, dwie rany klatki piersiowej).

Robotnicy folwarczni z rodzinami z okolic Kutna

W lutym 1904 roku wybuchła wojna Rosji z Japonią. Przeciągające się walki zmusiły cara w październiku 1904 roku do wydania ukazu o mobilizacji w kilkunastu powiatach Kraju Nadwiślańskiego, w tym i w powiecie kutnowskim. Pobór do wojska wywołał ogromne niezadowolenie społeczne, a szczególnie głośno protestowała Polska Partia Socjalistyczna. Urządzano demonstracje antywojenne, a rezerwiści celowo nie wsiadali do pociągów mobilizacyjnych. Do tego doszła jeszcze klęska nieurodzaju i powódź, co znacznie pogorszyło warunki życia mieszkańców Kongresówki.

Pastuszkowie folwarczni z terenu powiatu kutnowskiego

Zimą i wiosną 1905 roku przez powiat kutnowski przetoczyła się fala strajków robotniczych w cukrowniach i robotników rolnych, w których domagano się przede wszystkim 8-godzinnego dnia pracy, podwyżki płac, czy świadczeń zdrowotnych. W dniu 9 marca od godzin porannych zgromadzeni robotnicy w Łaniętach prowadzili rozmowy płacowe, które zakończyły się wynegocjowaniem 5-procentowej podwyżki zarobków oraz zwiększeniem ekwiwalentu żywnościowego. Około godziny 11.30 z kierunku Kutna nadciągnęła rota piechoty 192 wawerskiego pułku w sile 78 żołnierzy z naczelnikiem straży ziemskiej Gribem naprzeciw rozchodzącym się już robotnikom. Padł rozkaz rozejścia się. Robotnicy (nie rozumiejąc jęz. rosyjskiego) szli dalej w kierunku Benignowa. Wówczas naczelnik straży wydal komendę „ognia”, którą wykonano, po trzykrotnym werblu na bębnie.

W wyniku ostrzału dwie osoby zmarły na miejscu: „… Rozległ się jęk, płacz i wycie z bólu. Padły obok mężczyzn kobiety i dzieci. Nikt rannym nie pospieszył z ratunkiem, z pomocą”. Na widok bezecnej zbrodni pokajał się oficer rotny i rzekł do Griba, trzykrotnie się przeżegnawszy — „ Ja udowolił wasze razporiażenia kto was budjet sudit, nie moje djeło”… Nieżywych i rannych załadowano na sześć wozów i gnojnic tak, że jedni na drugich leżeli, zlewając się nawzajem broczącą krwią i oparami okrutnych ran ze zmiażdżonymi kośćmi!

Rodziny robotników folwarcznych z okolic Kutna

Trzech żołnierzy (prawdopodobnie Polaków) odmówiło strzelania, za co zostali zakuci dyby i odstawieni do Kutna. Po sześciu godzinach wozy ze zmarłymi i rannymi robotnikami dotarły do szpitala św. Walentego w Kutnie, gdzie transport przyjął dr Antoni Troczewski. Zabici i ranni posiadali szereg obrażeń, w tym: rany postrzałowe w klatkę piersiową, rany twarzy i głowy ze zmiażdżeniem obu szczęk, zmiażdżenie przedramienia, rany brzucha i wypadnięcie kiszek, zmiażdżenie goleni, rany nóg i rąk. Antoni Troczewski i Marian Kiniorski złożyli protest w tej sprawie. M. Kiniorski udał się do Warszawy, prosząc o pomoc hrabiego Ksawerego Branickiego, który wystarał się o audiencję u generał – gubernatora warszawskiego Kostantina Maksimowicza. A. Troczewski złożył dymisję z funkcji naczelnego lekarza powiatu i oświadczył władzom, iż: „z takimi ludźmi, którzy dopuszczają się mordu na bezbronnych, pracować nie chce”. Przedstawicieli władzy carskiej nazwał „łajdakami”. Następnie napisał specjalny raport gubernatorowi warszawskiemu, inspektorowi lekarskiemu i towarzystwu lekarskiemu.

Ks. Piotr Zbrowski (w środku z krzyżem)

Po przybyciu transportu do Kutna kapitan Grib próbował nakłonić proboszcza Piotra Zbrowskiego do natychmiastowego pogrzebania zmarłych, bez uroczystości pogrzebowych. Pogrzeb poległych odbył się w czwartek dnia 10 marca 1905 roku. Czekano na przybycie podprokuratora sądu okręgowego z Warszawy i na jego pozwolenie oddania zwłok. Prokurator zadecydował, że sekcja zwłok jest zbyteczna i postępowanie kapitana Griba było zgodne z instrukcjami administracyjnymi. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się dopiero o godzinie 11.00. Wzięło w nich udział ok. 5000 uczestników: „… Po nabożeństwie żałobnym ludność nie tylko z Kutna, ale i całej okolicy zgromadziła się w tłumnym zwartym zastępie. Byli w nim wszyscy: ziemianie i włościanie, bracia poległych, rzemieślnicy i robotnicy z cukrowni „Konstancja” i Sojki, oraz z fabryki maszyn rolniczych A. Vaedkego, chrześcijanie i Żydzi handlujący z miasteczka. Na znak żałoby ci ostatni zamknęli wszystkie sklepy po ulicach, którymi przeciągał kondukt pogrzebowy… Przodem szły bractwa kościelne ze światłem i chorągwiami, dalej dwaj kapłani miejscowi: ksiądz proboszcz P. Zbrowski i ksiądz wikariusz W. Sowiński, którzy eksportowali zwłoki. Tuż przed 9 trumnami sosnowymi, biednymi, czarnymi trumnami, 4 rzemieślnicy kutnowscy nieśli wieniec okazały z napisem: „ Braciom włościanom – rodacy z Kutna”. Te trumny dźwigali na barkach właściciele dóbr okolicznych, inteligencja miejska, rzemieślnicy, a za zwłokami ciągnął wielotysięczny orszak żałobny w niemej boleści. Podczas całej uroczystości porządek panował wzorowy. Policja i wojsko schowały się zupełnie. Jedynie trzech strażników ziemskich szło za trumnami. Jeden z uczestników pogrzebu tak podsumował to wydarzenie: „ …Tak uroczystego pogrzebu Kutno może nigdy jeszcze nie widziało. Był dziwnie majestatyczny w swej prostocie, a zarazem powadze, spokoju i nastroju. Czuło się z jednej strony jedność i zbratanie, a drugiej wrzenie siłą stłumionych nienawiści i pragnienia odwetu. — To była wielka chwila duchowa. Po złożeniu dziewięciu trumien, w jedną bratnią mogiłę, odtąd historyczne piętno nadającą cmentarzowi kutnowskiemu — wśród płaczu i zawodzenia wdów i sierót po poległych — zakończył się pogrzeb o godzinie 12.15 w południe. Pewien obywatel miejscowy, szlachetną myślą powodowany, zebrał podczas pogrzebu 109 rubli na zapomogi doraźne dla rodzin po poległych”.

Pod presją opinii publicznej władze carskie wszczęły śledztwo w sprawie, w wyniku którego zdymisjonowano naczelnika powiatu Dwigubskiego, a naczelnika straży ziemskiej Griba przeniesiono na inny teren.

dr Jacek Saramonowicz

9 marca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Akcja rekwizycyjna Grupy Dywersyjnej „Błyskawica” w Rustowie i Krzyżanowie.

7 lutego 1946 roku około godziny 19.30 Posterunek Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Kutnie został zaalarmowany o śmierci starszego sierż. Jana Jędrzejczaka komendanta posterunku MO nr 6 w Rustowie. Natychmiast na miejsce zdarzenia udał się patrol MO w celu wyjaśnienia okoliczności zajścia. W sklepie w Krzyżanowie znaleziono zwłoki zastrzelonego komendanta posterunku.

 

Powojenny sklep w Krzyżanowie

Powojenny sklep w Krzyżanowie

 

Nagrobek. J. Jędrzejczaka w Kutnie

 

Początkowo kutnowscy milicjanci nie mieli pewności, od czyich kul zginął starszy sierżant Jan Jędrzejczak. Po wojnie na terenie Kutna i powiatu działały zorganizowane grupy przestępcze składające się z żołnierzy sowieckich, które terroryzowały mieszkańców. Trzy tygodnie wcześniej jedna z takich grup, podczas rabunku mienia, zastrzeliła dwóch milicjantów na ulicy Łąkoszyńskiej w Kutnie.

Tablica pamiątkowa MO w Kutnie

Komendant powiatowy MO w Kutnie ppor. Lucjan Miszczak nakazał przeprowadzenie śledztwa i w piśmie do Wojewódzkiej Komendy MO w Łodzi donosił, że: trzech milicjantów z posterunku zostało rozbrojonych przez 6 bandytów, którzy okroczyli ich od strony stojącej w stojaku broni, tak że ci nie mieli możności stawienia oporu”. Winą za całe zajście obciążył komendanta posterunku Jana Jędrzejczaka, który wychodząc z kancelarii posterunku „…nie polecił zaryglować drzwi, w związku z czym pozostali milicjanci myśląc, że zaraz wróci, drzwi nie zaryglowali”.

W toku śledztwa ustalono przebieg zdarzeń jakie miały miejsce w Rustowie i Krzyżanowie. 7 lutego 1946 roku o godzinie 18.00 na teren posterunku MO w Rustowie weszło sześciu umundurowanych mężczyzn (później dołączyło do nich następnych pięciu). W tym czasie na posterunku przebywało trzech milicjantów (Jan Krawczyk, Stanisław Kowalczyk i instruktor MO Mrozowicz z Kutna), którzy początkowo uznali niespodziewanych gości, za odział specjalny PUBP w Kutnie. Umundurowani mężczyźni przedstawili się jako „chłopaki z lasu” i kazali podnieść ręce do góry. Wówczas milicjanci mieli już jasność, że mają do czynienia z oddziałem polskiego podziemia niepodległościowego. Nie stawiali oporu i pozwolili na zarekwirowanie broni, umundurowania, gotówki w kwocie 6366 zł oraz pieczątek MO. Przed wyjściem z posterunku oświadczyli, że: „za dwa miesiące wszystko wam oddamy i jeszcze wspólnie z nami będziecie walczyć, gdyż Ruski sami z Polski nie wyjdą”.

Posterunek MO w Rustowie (stan obecny)

Po 10 minutach dwaj milicjanci z Rustowa postanowili zaalarmować o incydencie Komendę Powiatową MO w Kutnie. W związku z tym, że łączność telefoniczna na linii Rustów – Kutno została przerwana, plut. Jan Krawczyk i instruktor Mrozowicz udali się do odległego nieopodal Zarządu Gminy w Krzyżanowie, aby skorzystać z telefonu. Po drodze zatrzymał ich uzbrojony patrol oddziału podziemia i poinformował, że na terenie Zarządu Gminy przeprowadzana jest właśnie akcja. W tym czasie padły trzy serie z automatu. Jak się wkrótce okazało, kule z automatu śmiertelnie trafiły Jana Jędrzejczaka, który zginął, bo: „… strzelał i nie chciał się poddać”.

Zarząd Gminy w Krzyżanowie (stan obecny)

Tymczasem dwaj milicjanci z posterunku w Rustowie udali się w kierunku sklepu w Krzyżanowie, gdzie znaleźli zwłoki komendanta posterunku w Rustowie leżące na podłodze. O godzinie 19.30 plut. Jan Krawczyk poinformował MO w Kutnie o całym zajściu, lecz kiedy z Kutna dotarł oddział pościgowy MO i UB, po Grupie Dywersyjnej „Błyskawica” nie było już śladu. 20 – osobowy oddział (z dwoma wozami taborowymi) oddalił się, przez Krzyżanówek i Julianów, w kierunku trasy Kutno – Łowicz i dalej w stronę kompleksów leśnych koło Gostynina. W nocy z 17 na 18 lutego żołnierze GD „Błyskawica” zarekwirowali środki finansowe z kasy browaru w Ciechomicach. Podczas powrotu na teren powiatu łęczyckiego doszło do kontaktu bojowego grupy pościgowej UB z oddziałem „Błyskawica” na terenie powiatu kutnowskiego. Ze względu na trudne warunki atmosferyczne (wiatr i śnieżyca) oddziałowi podziemia udało się wycofać w bezpieczne miejsce. Kolejną akcję GD „Błyskawica przeprowadziła a 24 lutego w Piątku, gdzie rozbiła m.in.: posterunek MO.

Broń GD Błyskawica

Dowódcą Grupy Dywersyjnej „Błyskawica” por. Józef Kubiak ps. „Paweł” (wcześniej Zasępca komendanta dziesięcioosobowej Grupy Egzekucyjnej NSZ, której dowódcą był Marian Grabski ps. „Spec”. We wrześniu 1945 roku grupa egzekucyjna „Speca” została rozpracowana i rozbita przez UB, a na dowódcy wykonany został wyrok śmierci. Józefowi Kubiakowi udało się uniknąć aresztowania i w połowie września 1945 roku przyłączył się do organizacji „Niepodległość” dowodzonej przez Eugeniusza Kokolskiego ps. „Groźny”. Dowódcą jednego z oddziałów był ppor. Kazimierz Skalski ps. „Zapora”, który przeprowadzał akcje na spółdzielnie produkcyjne i urzędy państwowe, niszczył dokumentacje i nakładał kary na urzędników. W grudniu 1945 roku doszło do podziału organizacji „Niepodległość”, z której wyłoniła się 35 osobowa Grupa Dywersyjna AK „Błyskawica”. Jej komendantem został por. „Paweł”, a jego zastępcą i jednocześnie dowódcą siedmioosobowego patrolu ppor. „Zapora”.

por. Kazimierz Skalski Zapora

GD „Błyskawica” od stycznia do marca 1946 roku przeprowadziła szereg akcji likwidacyjnych i rekwizycyjnych. W kwietniu 1946 roku oddział „Niepodległość” został rozbity przez UB, a GD „Błyskawica” została wcielona do Konspiracyjnego Wojska Polskiego. W dniu 30 czerwca 1946 r. Józef Kubiak „Paweł” zastrzelony został przez funkcjonariuszy UB we wsi Psary powiecie poddębickim. Por. Kazimierz Skalski nie skorzystał z marcowej amnestii w 1947 roku, obawiając się aresztowania. Walczył dalej w oddziałach III Komendy Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Zginął 22 stycznia 1948 roku w czasie potyczki z KBW w lasach województwa poznańskiego.

dr Jacek Saramonowicz

2 marca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Niemiecka zbrodnia na mieszkańcach Kutna w lesie Kraśnica koło Gostynina

26 lutego 1940 roku Kazimierz Adamiak kutnowski urzędnik Magistratu po raz drugi w przeciągu czterech miesięcy został aresztowany przez gestapo. Rodzina tym razem o dalszym losie aresztowanego dowiedziała się dopiero po wojnie, dzięki relacji naocznego świadka egzekucji na kilkudziesięciu Polakach, której dokonali Niemcy w dniu 28 lutego 1940 roku w lesie Kraśnica koło Gostynina. Zofia Adamiak podczas ekshumacji zidentyfikowała szczątki ciała męża po ubraniu, w którym znaleziono charakterystyczne wieczne pióro.

Miejsce egzekucji w lesie Kraśnica

Wśród zamordowanych wówczas przez Niemców mieszkańców Kutna znaleźli się również: Henryk Zieliński, Jan Wojciechowski, Władysław Wiatr, Wacław Blaszczyk, Stanisław Błaszczyk, Władysław Lewandowski oraz przodownik policji Cichomski.

Już w 1937 roku, (w związku z przygotowywaniem planów obronnych Polski) opracowany został tzw. „elaborat o unieruchomieniu”, który dotyczył prewencyjnego internowania obywateli polskich narodowości niemieckiej na wypadek wojny. W marcu 1939 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało odpowiednie specjalne w tej sprawie. Elaborat miał wejść w życie tuż przed ogłoszeniem powszechnej mobilizacji. Informacje na temat nielojalnych wobec państwa polskiego obywatelach zbierały różne instytucje wywiadowcze, policja oraz urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego i gromadzone je w starostwach powiatowych. Powiatowym komendantem PW i WF w Kutnie był Jerzy Gajewski (pracownik referatu gospodarczego kutnowskiego Magistratu). W biurze Zarządu Miasta sprawami wojskowymi i obronności zajmowali się: Kazimierz Adamiak oraz Eugeniusz Kasparek (obrona przeciwlotnicza). Starosta powiatowy składał do wojewody specjalne sprawozdanie o stanie bezpieczeństwa na swoim terenie. Takie sprawozdania składał od kwietnia 1939 roku do wojewody łódzkiego starosta kutnowski Tadeusz Buyko.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się m.in. dokument mianowania K. Adamiaka na stanowisko referenta wojskowego z dnia 20 lipca 1936 roku, podpisany przez Władysława Parniewskiego (tymczasowego burmistrza Kutna).

Mianowanie K. Adamiaka referentem ds wojskowych

Jednym z punktów sprawozdania było zachowanie mniejszości niemieckiej. Na podstawie przygotowanych list osobowych policja sporządzała nakaz zatrzymania i pod eskortą przewożono internowanego koleją do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. W pierwszych dniach września 1939 roku ewakuacja kolejowa stała się niemożliwa, w związku z tym internowani pod eskortą wojska byli prowadzeni pieszo.

Administracja samorządowa informacje na temat bezpieczeństwa sporządzała w oparciu o meldunki policji. Duże zainteresowanie policji wzbudzał wzmożona aktywność pastora ewangelickiego Jakuba Rossnagela. W jednym z lipcowych meldunków dotyczących duchownego, który otrzymał komendant kutnowskiej Policji Włodzimierz Wec (Wetz), starszy posterunkowy Józefa Zatorowski opisywał wyjazd pastora z kutnowskimi ewangelikami do Strzelec, a następnie spotkanie w jednym z domów w Kutnie, podczas którego przybyły ze Strzelec mężczyzna przywitał domowników tradycyjnym „hitlerowskim gestem”. Innym razem starszy posterunkowy opisywał wyjazd kutnowskich ewangelików z pastorem do Zdworza koło Gąbina, gdzie duchowny miał stwierdzić: „U nas zanosi się na wojnę i wojna zbliżyła się, lecz nie lękajcie się, pamiętajcie tylko o braciach za granicą, musicie być w tych trudnych czasach solidarnymi braćmi za granicą i na intencję naszą pomódlmy się”. Informacji policki na temat kutnowskich ewangelików dostarczał również Henryk Zieliński, którego zadaniem było spisywanie numerów samochodów Niemców przyjeżdżających do Kutna. Pod szczególną kontrolą był Karol Markwart (kierownik piekarni B. Malickiego) i to wobec niego zastosowane zostały przepisy wynikające z elaboratu odosobnienia. Do obozu w Berezie Karsuskiej K. Markwart (internowany w sierpniu 1939 roku) już nie zdążył dotrzeć.

16 września 1939 roku Niemcy wkroczyli do Kutna, od ponad tygodnia administrowanego przez Tymczasowy Zarząd Miasta z Walerianem Krzemińskim na czele. Za oddziałami wermachtu posuwały się siły policyjne, spośród których największe znaczenie miała Policja Bezpieczeństwa działająca w formie grup operacyjnych (Einsatzgruppen). W Kutnie działała EG nr III, która m. in. zabezpieczała akta pozostawione przez polskie władze administracyjne, wojsko i policję. Rekwirowano całą dokumentację, którą wykorzystywano jako źródło informacji. Drugim sposobem było pozyskiwanie informacji od miejscowych mieszkańców narodowości niemieckiej.

18 października 1939 roku na podstawie informacji od miejscowych ewangelików wytypowano osoby do zatrzymania. Wśród aresztowanych znaleźli się: Kazimierz Adamiak, Marian Szeluga i Henryk Zieliński. Zarzucano im publiczny bojkot sklepów ewangelickich w Kutnie, a K. Adamiakowi wskazanie policji miejsca zainstalowanej niemieckiej radiostacji i pisanie raportów o kutnowskich ewangelikach. Jak się wydaje Niemcy, nie posiadali jeszcze wówczas odpowiednich dowodów w tej sprawie, a dodatkowo w dniu 23 listopada 1939 roku specjalne zaświadczenie o niekaralności i nienagannym postępowaniu oraz apolityczności K. Adamiaka wydał ówczesny tymczasowy burmistrz Kutna Walerian Krzemiński. W rezultacie dodatkowych starań rodzin o uwolnienie bliskich aresztowani zostali zwolnieni. Kazimierz Adamiak ponownie podjął pracę w biurze Zarządu Miasta, tym razem w wydziale ewidencyjnym.

 

 

Kazimierz Adamiak

Spokój rodzin zatrzymanych w październiku 1939 roku trwał dwa miesiące. W lutym 1940 roku dowódcą placówki tajnej policji niemieckiej w Kutnie został Obersturmmfuhrer SS Eduard Schmidt i 26 lutego K. Adamiak został ponownie aresztowany. Podczas przesłuchania na gestapo został dotkliwie pobity, lecz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Aresztowano również H. Zielińskiego i Mariana Szelugę (został wkrótce zwolniony) oraz przodownika policji Cichomskiego. Tym razem gestapo posiadło już odpowiednią dokumentację. W aktach policyjnych, które dostały się w ręce niemieckie, znajdowały się meldunki i dokumenty policyjne, które nie zostały zniszczone. Dwuznaczną rolę w tej kwestii odgrywają dwaj kutnowscy policjanci. Wywiadowca policji państwowej w Kutnie Piotr Zajdler, który podjął służbę w niemieckim komisariacie policji kryminalnej oraz starszy posterunkowy Józefa Zatorowski, który pełnił tam funkcję tłumacza. Niejasna jest również postawa pozostałego w Kutnie komisarza Włodzimierza Wetza.

26 lutego 1940 roku funkcjonariusze gestapo odwiedzili także ks. prałata Michała Woźniaka, który tak pisał we wspomnieniach: „I znów przychodzi gestapo w sprawie zabitego Niemca, zmarłego na gruncie kościelnym we wrześniu. Powiedziałem jak było, lecz to im nie wystarczyło. Pytają się, jak wyglądał, albo jak się nazywał. Gdzie pochowany i w jakiej kwaterze. Mówię im, że to były naloty. Myśmy mieli 300 zabitych i kilkaset rannych, których trzeba było opatrywać. Gdzie tu czas badać czyjś wygląd lub jak się nazywał. Nie wiadomo zresztą, kto to był, może Niemiec, może Żyd. Jeśli postarałem się, żeby był uczciwie pochowany, to zrobiłem to ze względu, iż leżał na polu, gdzie się orze. Myśmy swoich chowali bez żadnego spisu, w nocy, we wspólnej mogile i bez trumien. Tego Niemca pochowano w trumnie i na cmentarzu ewangelickim. Ale w jakiej kwaterze, tego nie wiem”. Niemcy nie zadowolili się jednak tą dyplomatyczną odpowiedzią. Udało im się ustalić okoliczności zdarzenia (na podstawie innych źródeł) i dotrzeć do Stanisława Bartczaka, który uczestniczył w pochówku zabitego Niemca. Żona aresztowanego Stanisława Bartczaka po wojnie zeznała, że: „Wojsko Polskie prowadziło Niemców, zabito jakiegoś cywilnego Niemca, mąż mój szedł wówczas po zaliczkę do fabryki „Kraj” i gdy dowiedział się o tym wypadku, poszedł zobaczyć zastrzelonego, po czym przyniósł z fabryki szpadel i pochowano go. W lutym 1940 roku przyszedł gestapowiec i kazał mi opowiedzieć o zamordowaniu cywilnego Niemca, po chwili wszedł mój mąż, który mu oświadczył, iż wie o tym wypadku. Nie przyznał się wówczas, że przyniósł szpadel i pochował go. Powiedział tylko, że doradzał, aby przysypać wapnem i sam rzucił trochę wapna na niego”. Po dwóch kazano wstawić się S. Bartczakowi do siedziby gestapo na przesłuchanie, z którego już S. Bartczak nie wrócił. Ojciec zamordowanego zeznał, że: „… gdy Wojska Polskie prowadziły Niemców, ewakuowanych z ziem zachodnich, jeden z Niemców zmarł w czasie drogi, syn mój na rozkaz oficera polskiego wykopał dół, w którym pochowano Niemca, gdy wkroczy wojska niemieckie, jeden Niemiec z Kutna nazwiskiem Wedman zameldował o tym gestapo, które mego syna aresztowało, wywieźli do Gostynina, gdzie został stracony…” Wspominany Stefan Wedman w czasie okupacji niemieckiej pracował na kolei jako Bachnschutz, a po wojnie skazany został na karę śmierci za zastrzelenie Polaka o nazwisku Włodarek na dworcu kolejowym w Kutnie. W grudniu 1945 roku Bolesław Bierut skorzystał z prawa laski i zmniejszył Stefanowi Wedmanowi wyrok na 10 lat pozbawienia wolności.

dr Jacek Saramonowicz

24 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Drezdeńskie egzekucje na kutnowskich członkach ZWZ AK

W lutym i marcu 1942 roku Inspektorat Kutnowski ZWZ AK w wyniku licznych aresztowań został całkowicie rozbity. Aresztowano kilkadziesiąt osób zarówno z Kutna, jak i terenu całego inspektoratu. Większość z aresztowanych przewieziona została do więzienia w Inowrocławiu, a następnie sądzona była przez Wyższym Sądem Krajowym w Poznaniu, który swoje rozprawy prowadził na posiedzeniach wyjazdowych w Saksonii (Zwickau, Budziszyn, Drezno). Ogólnie spośród 181 znanych z imienia i nazwiska oskarżonych, 85 osób skazanych zostało na śmierć, z czego prawie połowę stanowili członkowie ZWZ z terenu Inspektoratu Kutno.

Do dziś sprawa tzw. wielkiej wsypy w Kutnie nie została dokładnie wyjaśniona. Pozostawione liczne relacje byłych członków ZWZ AK z terenu Kutna w tej kwestii są mało precyzyjne i często sprzeczne ze sobą. Ważnych informacji w tej sprawie dostarczają niemieckie dokumenty procesowe, choć i w tym przypadku nie można sobie pozwolić na formułowanie ostatecznych sądów.

W skład Inspektoratu Kutno wchodziły obwody: Kutno, Łęczyca, Gostynin, Koło a te dzieliły się na rejony np. Żychlin, Krośniewice. Od jesieni 1940 roku na czele Inspektoratu stał kpt. Jan Wojciechowski ps. „Janusz”, później dołączył do niego (jako zastępca) ppor. Zbigniew Kutnik ps. „Zbyszek”. Komendantem Obwodu Kutno był natomiast por. Bolesław Ślusarczyk ps. „Korab”, a jego zastępcą Jerzy Kałużny (absolwent gimnazjum im. J. H. Dąbrowskiego i student Wydziału Lotnictwa Politechniki Warszawskiej).

Wiosną 1941 roku kpt. Jan Wojciechowski (po krótkim aresztowaniu przez gestapo) samowolnie opuścił stanowisko inspektora i przeniósł się do Generalnego Gubernatorstwa. Latem w obawie przed aresztowaniem opuścił Kutno Bolesław Ślusarczyk. Komendant Okręgu na miejsce por. Janusza wyznaczył kpt. Jana Kopkę ps. „Kazimierz”, dotychczasowego szefa III oddziału w sztabie okręgu, który przybył do Kutna dopiero jesienią 1941 roku. Natomiast cały ciężar dowodzenia ZWZ w Kutnie przejął na siebie Jerzy Kałużny. Prężnie działał też Aleksander Kaniepień na terenie węzła kolejowego. Od czerwca 1941 roku funkcje komendanta obwodu Kutno pełnił już Jerzy Kałużny, a jego zastępcą był por. Maksymilian Bender ps. „Maben” (Związek Odwetu). Komendantem rejonu Kutno był natomiast ppor. Tadeusz Marlewski, a jego zastępcą pchor. Lucjan Malich (pochodzący z Bydgoszczy były student Prawa Uniwersytetu Poznańskiego, ranny podczas bitwy nad Bzurą) oraz kpt. Jan Liedtke (kwatermistrz), Bronisław Szałowski (BIP i kolportaż prasy).

Lucjan Malich

B. Szałowski był kierownikiem fabryki cykorii w Kutnie i tam właśnie wspólnie z Marianem Kałużnym zorganizował główny punkt dystrybucyjny prasy podziemnej, którą M. Kalużny rozprowadzał po terenie całego powiatu. Po wyjeździe M. Kałużnego do Warszawy, przy kolportażu prasy współpracował z L. Malichem.

Marian Kałużny

Punkt kontaktowy Inspektoratu Kutnowskiego ZWZ mieścił się w domu przy ulicy Narutowicza, naprzeciw łaźni miejskiej. Obsługą punktu zajmowała się Władysława Warczygłowa ps. „Halina” (żona oficera WP przebywającego w niewoli niemieckiej), która zajmowała mieszkanie na poddaszu. W domu tym mieszkał również Lucjan Malich. Kontakt z Obwodem w Łodzi utrzymywała łączniczka „Kazimierza” ps. „Cesia”, natomiast z Warszawą dwie kurierki. Jedna z nich nauczycielka została aresztowana przez Niemców i była więziona we Wronkach.

Punkt kontaktowy ZWZ AK przy ul. Narutowicza

Przybyły do Kutna kurier/łącznik wypowiadał określone zdanie, a następnie na dyskretnie położonej kartce miał narysować trójkąt w kole. „Halina” wówczas informowała komendantów obwodu przebywających najczęściej w mieszkaniu A. Kaniepienia i prowadziła tam łączniczki bądź rozmowy odbywały się na poddaszu w punkcie kontaktowym przy ul. Narutowicza. W mieszkaniu W. Warczygłowy mieścił się również punkt noclegowy dla kurierek.

Punkt kontaktowy przy ul. Narutowicza funkcjonował do końca grudnia 1941 roku, kiedy to „Halina” została wezwana na przesłuchanie do gestapo. Otrzymała skierowanie do przymusowej pracy w Niemczech. Chcąc tego uniknąć, dzięki pomocy Jerzego Kałużnego oraz Henryka Morawskiego ze „Wspólnej Pracy” udało jej się nielegalnie przekroczyć granicę GG i zamieszkać u siostry w Warszawie. Podjęła pracę jako kelnerka w „Cafe Bar Empire”. Dzięki informacji od Jerzego Kałużnego również ukrywającego się w Warszawie, w lutym 1942 roku dowiedziała się o aresztowaniach w Kutnie, w tym Lucjana Malicha i Bogdana Szałowskiego, którzy zostali przewiezieni do Inowrocławia i poddani brutalnym przesłuchaniom.

Kutnowskie gestapo usilnie poszukiwało w Warszawie braci Kałużnych. Kluczową rolę w zatrzymaniu Jerzego i Mariana Kałużnych w Warszawie odegrała tajemnicza kurierka ZWZ AK, która wielokrotnie odwiedzała punkt kontaktowy w Kutnie i tam nocowała. Znała warszawskie adresy W. Warczygłowy oraz M. Kałużnego. Mając pełne zaufanie „Haliny” (podobnie jak ona była rzekomo żoną oficera WP) umówiła spotkanie Jerzego Kałużnego z nieznanym (wysokiej rangi) członkiem ZWZ AK z Kutna ps. „Tomasz”. Do spotkania oczywiście nie doszło, a gestapo aresztowało Jerzego Kałużnego i osadziło go na Pawiaku. Potem został przewieziony do Inowrocławia, gdzie był przez wiele miesięcy bestialsko torturowany w celu wymuszenia zeznań. Zmarł w Inowrocławiu w 1943 roku.

Następnego dnia po aresztowaniu J. Kałużnego miało dojść do spotkania kurierki z M. Kałużnym. Zorientowawszy się, jaką rzeczywistą rolę odgrywa kurierka „Tomasza”, M. Kałużny i „Halina”, uciekli z miejsca spotkania. Niestety po jakimś czasie M. Kałużny został wydany przez informatora gestapo o imieniu Karol (wypuszczonego w tym celu z Pawiaka). Zastawiono na niego zasadzkę w restauracji przy ul. Foksal. M. Kałużny został również przewieziony do Inowrocławia, a nieznany z nazwiska Karol po wojnie pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa w Szczecinie.

Polscy więźniowie trafiali do Drezna albo bezpośrednio przed rozprawą, bądź egzekucją. Orzekane wyroki śmierci wykonywane były przez ścięcie w Dreźnie na placu Monachijskim. Najczęściej kilka dni po egzekucji zwłoki zamordowanych przewożono na nowy cmentarz katolicki w Dreźnie. Ustawiano je w kaplicy cmentarnej, a przy zbiorowej mogile któryś z kapłanów odmawiał modlitwę.

Drezdeńska gilotyna

Kutnowska ośmioosobowa grupa ZWZ AK Bogusława Szałowskiewgo sądzona była w dniu 19 października 1943 roku w Budziszynie. Tam też zapadły trzy wyroki śmierci. Wykonano je w Dreźnie w dniu 12 listopada 1943 r. Do dziś zwłoki bohaterskich członków ZWZ AK z Kutna spoczywają w bezimiennych mogiłach w Dreźnie.

Pomnik ofiar na dziedzińcu więzienia w Dreźnie

Kaplica na cmentarzu w Dreźnie

Pomnik ofiar faszyzmu w na cmentarzu w Dreźnie

Cześć Ich Pamięci !

dr Jacek Saramonowicz

17 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Rewolwer Kazimierza Mielęckiego

W zbiorach Muzeum Regionalnego znajduje się bardzo ciekawy eksponat – rewolwer należący do Kazimierza Mielęckiego, jednego z najbardziej walecznych dowódców powstania styczniowego na Kujawach i Wielkopolsce. Na rękojeści widnieje tajemnicza dedykacja: Kazimierzowi Mieleckiemu/mjr. Ulatowski Witold /23/12/1862.

Pierwsze tygodnie powstania poza licznymi potyczkami z wojskami carskimi przyniosły oczekiwanie na przybycie dyktatora Ludwika Mierosławskiego, który miał przekroczyć granicę i stanąć na czele oddziałów powstańczych. 17 lutego 1863 roku Stefan Bobrowski w Warszawie otrzymał informację o przekroczeniu granicy przez L. Mierosławskiego. Podęto wówczas decyzję o jak najszybszym wysłaniu przedstawicieli Rządu na powitanie dyktatora. W tym celu do Kutna udali się w dniu 18 lutego 1863 roku J. K. Janowski z żoną i J. Maykowski w towarzystwie Tekli Kuczborskiej. Stąd mieli wysłać kuriera w celu pozyskania szczegółowych informacji.

Nocleg członkowie rządu otrzymali u Kazimierza Regulskiego, szkolnego kolegi J. K. Janowskiego z gimnazjum w budynku dworca kolejowego. Jeszcze tego samego popołudnia Paulina Klara Janowska i Tekla Kuczborska udały się do Józefa Żeglińskiego w celu przedstawienia celu wizyty w Kutnie. Następnego dnia rano do domu naczelnika Kutna dotarli również J. K. Janowski i J. Maykowski. Kutnowski naczelnik nie posiadał wiedzy na temat przekroczenia granicy L. Mierosławskiego i natychmiast wysłał kuriera na Kujawy w celu pozyskania informacji. Kurier powrócił dopiero 21 lutego wieczorem i przekazał informacje o klęsce L. Mierosławskiego w bitwie pod Krzywosądem w dniu 19 lutego, jak relacjach L. Mierosławskiego z Kazimierzem Mielęckim dowódcą kujawskiego oddziału powstańczego. Wiadomość o klęsce L. Mierosławskiego sprawiła, że członkowie rządu uznali, że dalszy pobyt w Kutnie jest zbyteczny i 22 lutego 1863 roku postanowili wracać do Warszawy.

W tym czasie, na Kujawach w lasach koło Kowala organizował się kilkusetosobowy oddział powstańczy pod dowództwem mjr. Piotra Ulatowskiego (oficera wojsk polskich i uczestnika powstania listopadowego), który potem walczył razem z M. Langiewiczem, a następnie przeniósł do Galicji, gdzie zajmował się organizacją oddziałów powstańczych. Po upadku powstania zamieszkał w Dreźnie, gdzie zmarł 21 marca 1877 roku. Kazimierz Mielęcki był właścicielem majątku Nowa Wieś koło Włocławka, lecz pochodził z Wielkopolski, gdzie w Poznaniu ukończył szkole realną, a później służył w pułku huzarów.

Kazimierz Mielęcki

Od samego początku czynnie zaangażowany był w konspirację powstańczą na Kujawach i Mazowszu. W nocy z 22 na 23 stycznia dowodził atakiem na Żychlin, który przeprowadził oddział składającego się z młodzieży warszawskiej, ukrywającej się przed branką w Puszczy Kampinoskiej. W samym mieście oddział powstańczy organizowali dwaj oficjaliści fabryki cukru w Dobrzelinie: Jan Zawadzki i Ignacy Kurowski.

8 lutego 1863 roku Kazimierz Mielęcki objął dowództwo nad oddziałem powstańczym organizowanym mjr. Piotra Ulatowskiego. Jeden z naocznych świadków tamtych wydarzeń wspominał, że: „ Nieład był wielki, a ludzi doświadczonych mało”. Życie obozowe nabrało tempa, gdy 8 lutego komendę objął Kazimierz Mielęcki, naczelnik wojskowy ówczesnego województwa mazowieckiego”. […] Mielecki odbył przegląd na polance, zalecał karność i posłuszeństwo, a staremu majorowi Ulatowskiemu pozostawił dowództwo piechoty”.

Już 9 lutego powstańcy zdobyli magazyn rosyjski w niedalekim Przedczu, 16 lutego Koło, gdzie ogłosił manifest Rządu Narodowego. Tam otrzymał wezwanie od Ludwika Mierosławskiego, do podporządkowania się mu jako dyktatorowi. Osobiste ambicje uniemożliwiły jednak porozumienie. K. Mielęcki stoczył jeszcze kilka potyczek w wojskami carskimi. Zmarł w lipcu 1863 roku. Pochowany został na cmentarzu w Łabiszynie.

W oddziale K. Mielęckiego walczył 23 – letni Witold Ulatowski, którego dedykacja widnieje na podarowanej broni K. Mielęckiemu w grudniu 1862 roku. Bez wątpienia obaj młodzi patrioci znali się wcześniej z konspiracji przed powstaniem na terenie Kujaw. Ojciec Witolda – Franciszek Ulatowski piastował funkcję wójta gminy Grabkowo, nieopodal Kowala, a mieszkał w pobliskich Dziardonicach (był również inicjatorem nabożeństwa żałobnego za duszę śp. księcia Adama Czartoryskiego i umieścił patriotyczne emblematy na symbolicznym katafalku zmarłego).

Witold Ulatowski (jako podoficer artylerii) służył pod dowództwem K. Mielęckiego i brał udział w kilku bitwach m. in.: pod Cieplinami, Nową-Wsią i Dobrosołowem. Zginął bohatersko dnia 2 marca 1863 roku w bitwie pod Dobrosłowiem. Polegli zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Dobrosołowie we wspólnej mogile, która po dziś dzień się tam znajduje.

dr Jacek Saramonowicz

10 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Aleksander Toporski – naczelnik powstania styczniowego i prezes Trybunału Rewolucyjnego w Kutnie

Na cmentarzu parafialnym w Łaniętach w znajduje się wysoka mogiła z tablicą epitafijną poświęconą Kazimierze Toporskiej z domu Dobrowolskiej zmarłej w 1885 roku. U jej podstawy widnieje także płyta z napisem „Ś. P. Aleksander Toporski Naczelnik powstania styczniowego i prezes trybunału rewolucyjnego miasta Kutna 1863”.

W 1991 roku sekretarz gminy Łanięta w piśmie do Miejskiego Komitetu Pamięci Walk i Męczeństwa w Kutnie informował, iż na miejscowym cmentarzu znajduje stary grób Aleksandra Toporskiego – naczelnika powstańczego miasta Kutna oraz prezesa miejscowego Trybunału Rewolucyjnego. Z treści pisma wynikało, że opiekę nad mogiłą sprawowała młodzież ze szkoły podstawowej, a ówczesne władze planowały odnowienie mogiły.

W 1965 roku zainteresowanie postacią Aleksandra Toporskiego wykazały „Wiadomości Kutnowskie”, które opisały jego postać oraz stan mogiły na cmentarzu w Łaniętach: „… grób nadszarpnięty, zrębem czasu pozostaje w zupełnym zapomnieniu. Nikt się nim nie interesuje. Nagrobek jest poważnie uszkodzony. Z rozsypującego się ogrodzenia zniknęły metalowe pręty, tablice porasta mech…”. Autor artykułu również wyrażał ubolewanie, że podczas obchodów 100. Rocznicy wybuchu powstania styczniowego w 1963 roku nie wspominano nawet o naczelniku powstania styczniowego w Kutnie.

Aleksander Toporski urodził się w 1822 roku. Po zdobyciu wykształcenia podjął pracę jako kontroler komory celnej w Dąbrowie. W 1852 roku otrzymał etat p. o sekretarza biura naczelnika powiatu w Rawie Mazowieckiej. Potem objął funkcje rachmistrza. Do Kutna przeniósł się przed powstaniem styczniowym i objął stanowisko zastępcy naczelnika powiatu ds. wojskowych. To on odpowiadał za sporządzenie spisu poborowych w Kutnie. Miał więc bezpośredni dostęp do naczelnika powiatu Józefa Świecimskiego i informacje o podejmowanych decyzjach. Dla przykładu, w marcu 1863 roku na polecenie naczelnika powiatu zajmował się organizowaniem podwód w celu dostarczenia poborowych z Kutna do Łęczycy.

A. Toporski aresztowany został w 1865 roku. O całej sprawie dowiadujemy się z dokumentów pozostawionych przez Rosjan, uciekających z Warszawy przed Niemcami w 1915 roku. Dokumentację odnalazł Henryk Cederbaum (adwokat warszawski) w dawnym archiwum jenerał – gubernatora. Stanowiło ją 500 wyroków Audytoriatu polowego (sądu przy Namiestniku Królestwa) z lat 1863-67. Cześć wyroków była w oryginale, większość w kopiach, a jeden z wyroków (nr 331) dotyczył członków organizacji powstańczej w Kutnie.

Sprawę prowadziła komisja śledcza przy Audytoriacie polowym, który funkcjonował w cytadeli warszawskiej i był sądem przybocznym przy Namiestniku. Postępowanie karne posiadało kilka faz. Najpierw komisja śledcza, na której czele stał pułkownik Tuchołko i generał Rozwadowski przesłuchiwała oskarżonego i świadków. Najczęściej zeznania wymuszano za pomocą różnych tortur. Po opracowaniu materiału komisja śledcza składała go do odpowiedniego sądu wojennego, który wydawał wyrok. Następnie wyrok trafiał do Autorytoriatu polowego, który mógł go zmienić. Ostateczną decyzję podejmował na końcu Namiestnik Fiodor Berg.

A. Toporski otrzymał trzy zarzuty, że: 1) był jednym z trzech członków komitetu rewolucyjnego na powiat gostyński, utworzonego z polecenia Rządu Narodowego, 2) pełnił funkcje naczelnika powstańczego miasta Kutna, 3) był prezesem miejscowego trybunału rewolucyjnego. W trakcie śledztwa kutnowski urzędnik nie przyznał się do stawianych mu zarzutów, a policja nie posiadała ewidentnych dowodów winy. Zeznania obciążające złożyli jednak inni aresztowani: Herman Manitius i Artur Konopka, którzy stwierdzili, że A. Toporski utrzymywał kontakty z innymi członkami konspiracyjnej organizacji powstańczej. Artur Konopka był sekretarzem biura powiatu, a Herman Manitius inżynierem. W Zeznań wynikało ponadto, że: funkcje naczelników powstańczych” otrzymali kolejno od A. Toporskiego. Istotnym świadkiem w sprawie okazał się także Wincenty Tuszyński – kutnowski aptekarz, który zeznał, że podejrzany „bywał na schadzkach tajemnych i zbierał pieniądze na cele przeciwpaństwowe”.

W dniu 2 czerwca Rząd Narodowy przyjął dekret o trybunałach rewolucyjnych. Miały one powstać w każdym powiecie. Składały się z prezesa i dwóch członków. Przy trybunale funkcjonował prokurator. Głównym zadaniem trybunałów rewolucyjnych było orzekanie w sprawach „czynów szkodliwych dla sprawy ojczystej”. Trybunały mogły również wymierzać kary śmierci, pozbawienia czci czy wygnania z kraju. W praktyce nakładano np. kary pieniężne za niedostarczenia konia, furmanki, nakazy rekwizycyjne i podatkowe. Reforma ta miała na celu oddzielenie władzy sądowniczej od wykonawczej. Dotychczas wyroki śmierci mógł wydawać rząd i naczelnicy jako jego terenowi przedstawiciele. Do lipca 1863 roku funkcje naczelnika powstańczego Kutna pełnił Józef Żegliński. Członkami trybunałów według Franciszka Dobrowolskiego (członka ówczesnego Rządu Narodowego) mieli zostawać ludzie o nieposzlakowanej opinii. W zamyśle (bardziej radykalnych członków rządu) trybunały rewolucyjne miały nadzorować władzę wykonawczą.

W dniu 9 września 1865 roku Audytoriat polowy skazał A. Toporskiego na zesłanie na Syberię i pozbawienie wszystkich szczególnych praw, uznając, że był czynnym i wpływowym członkiem organizacji konspiracyjnej. W przypadku H. Manitiusa i A. Konopki komisja śledcza uznała, że „można uwolnić ich od odpowiedzialności i nawet na dotychczasowych posadach utrzymać’. Odmiennego zdania był Audorytoriat polowy, który uznał, że: „tacy jak oni ludzie nie powinni być cierpiani w kraju, a tym bardziej na urzędach, gdyż są to zdrajcy”. Wyrok złagodził namiestnik Fiodor Berg. A Toporski został usunięty z urzędu w powiecie i skazany na 6 miesięcy więzienia w twierdzy Modlin. Ze służby urzędniczej usunięci zostali również H. Manitius i A. Konopka. Poddano ich również pod dozór policji.

Po powrocie z więzienia A. Toporski pozostawał przez jakiś czas bez pracy. Utrzymywał kontakty z Bronisławą Żeglinska – wdową po zastrzelonym naczelniku powstańczym Kutna. W 1867 roku otrzymał posadę rachmistrza w dobrach kutnowskich. Mieszkał na terenie folwarku kutnowskiego. W 1869 roku zmarła jego żona Julia z domu Komorowska. Jeszcze w tym samym roku poślubił o ponad 20 lat młodszą Kazimierę Dobrowolską. Ślub odbył się w kolegiacie w Łowiczu. Kolejną posadę otrzymała w cukrowni Łanięta jako kasjer. W 1885 roku Kazimiera Toporska z domu Dobrowolska zmarła w wieku 42 lat. (na płycie błędnie podano datę urodzenia). Nie zachował się niestety akt zgonu A. Toporskiego. Zmarł prawdopodobnie kilka lat po śmierci żony.

Funkcjonowanie trybunału rewolucyjnego w Kutnie poddał w wątpliwość już H. Cederbaum, opracowując wyroki Audotoriatu polowego w 1917 roku. Według niego trybunały istniały tylko w Warszawie i Płocku. Obecny stan badań nie pozwala potwierdzić bądź zaprzeczyć istnienia trybunału w Kutnie. Nie zachowały się żadne inne dokumenty jak np. wyroki, czy wspomnienia z okresu powstania.

dr Jacek Saramonowicz

4 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Józef Marian Żegliński – powstańczy naczelnik Kutna.

W aktach Wydziału Tajnego Generał – Policmajstra w Warszawie wśród licznych spraw dochodzeń przeciwko uczestnikom powstania styczniowego jedna nosi nazwę „O wdowie po inżynierze , w której domu odbywały się spotkania polskich agentów z Poznania, jak również innych osób wymienionych w tej sprawie i zamieszanych w rewolucyjne knowania”. Ową wdową była Bronisława z domu Kosstiał, żona Józefa Żeglińskiego, powstańczgo naczelniku Kutna, rozstrzelanego w dniu 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku.

Józef Marian Żegliński urodził się w Krakowie w 1831 roku. Jego ojcem był Józef Joachim – nauczyciel gimnazjum w Radomiu, a potem Sandomierzu. J. Żegliński jako młody inżynier osiedlił się w Kutnie i w 1862 roku i zastąpił Hermana Manitiusa pełniącego obowiązki budowniczego, który pełnił tę funkcję po śmierci Antoniego Bielawskiego w 1861 roku. W 1861 roku w Kutnie przyszły powstańczy naczelnik Kutna zawarł związek małżeński z Bronisławą Kosstiał. W 1862 roku małżeństwu Żeglińskich urodził się syn Stanisław Jan.

Dom naczelnika miasta

Józef Żegliński jako wyznaczony powstańczy naczelnik miasta zajmował się przygotowaniem organizacji konspiracyjnej do powstania, która w Kutnie miała liczyć ok. 100 konspiratorów.

23 stycznia wspólnie z zon Bronisławą i teściową Kornelią Kosstiał gościł u siebie członków Tymczasowego Rządu Narodowego, a w następnych dniach (wspólnie z członkami rządu) planował napad na koszary kozackie. W lutym 1863 roku pomagał członkom rządu, ponownie przebywającym w Kutnie, uzyskać informację o działaniach L. Mierosławskiego. Dysponował siatką kurierów, którzy dostarczali rozkazy i korespondencje do walczących oddziałów.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kwit powstańczy, którzy zawiera odręcznie pisany tekst czarnym atramentem o treści: „Dnia 18 października 1863 r. dostarczono do mego obozu 44 koszule 40 par gaci 8 par butów z czego niniejszy kwit”. Z lewej strony dwa podpisy: „Roniński” i nieczytelny. Z prawej strony u dołu napis: „ Z Dominium Łęki i Mirosławice”.

Kwit powstańczy

Józef Żegliński jako naczelnik miasta działał w konspiracji, do połowy 1863 roku. Latem 1863 roku gen. Jurij Iwanowicz Szylder – Szuldner (włocławski naczelnik wojenny Kolei Warszawsko – Bydgoskiej) rozpoczął szereg aresztowań osób podejrzanych o udział w powstaniu, w tym szczególnie pracowników kolei. Naczelnikiem stacji Kutno był Kazimierz Regulski, również członek organizacji konspiracyjnej i jednocześnie kolega gimnazjalny J. K. Janowskiego (członka rządu), u którego w lutym 1863 roku w mieszkaniu nocowało dwóch członków Rządu Narodowego w oczekiwaniu na przybycie L. Mierosławskiego. Po powstaniu styczniowym K. Regulski pełnił m.in. funkcję inspektora kolei nadzorującego budowę dworca kolejowego w Skierniewicach w 1874 roku. Do Kutna wysłany został major Nelidow, który aresztował Józefa Żeglinskiego oraz innych członków organizacji konspiracyjnej w Kutnie. Wszystkich przewieziono do carskiego więzienia we Włocławku (po dawnym nieistniejącym już spichlerzu zbożowym przy ul. Stodólnej). Podczas przesłuchań kutnowski naczelnik do niczego się nie przyznał i początkowo skazany został na 6 lat więzienia. Niestety podczas przesłuchań pozostałych aresztowanych pojawiły się nowe informacje obciążające naczelnika i gen. J. Szylder – Szuldner wystarał się o zmianę wyroku, na karę śmierci poprzez rozstrzelanie.

Wyrok wykonano 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku. Podziemne powstańcze pismo „Chorągiew Swobody” zamieściło w tej sprawie komunikat: „…naczelnik miasta Kutna jeden z najznaczniejszych, gorliwszych i najpierwszych około sprawy narodowej, człowiek wielkich zasług, małego o sobie rozumienia. Śp. Józef Żegliński miał stawianych przeciwko sobie świadków, którzy nikczemnie zarzuty mu czynili, osłabiony fizycznie męczarniami Moskwy przyznał się do czynionych mu zarzutów i poszedł na śmierć odważnie, z całym spokojem i rezygnacją, tak jak na Polaka, który dla Polski tylko żyje przystało. Rozstrzelaniem komenderował z amatorstwa znany z dzikości ppłk. Nelidow”.

J. Żeglinski w dniu śmierci miał 33 lata i pozostawił ciężarną żonę Bronisławę i 14 – miesięcznego syna Stanisława. Nie wiadomo, czy władze carskie wydały żonie ciało kutnowskiego inżyniera, czy pogrzebano Go w jakimś bezimiennym dole. Do dziś miejsce pochówku jest nieznane.

25 sierpnia 1863 roku w kościele parafialnym w Kutnie odbyło się nabożeństwo żałobne za J. Żeglinskiego, które odprawiał kutnowski wikariusz ks. Wojciechowski. Policja carska zaniepokojona tym wydarzeniem chciała aresztować wikarego. Na przeszkodzie stanęli parafianie kutnowscy, którzy otoczyli plebanię ścisłym kordonem, gdzie przebywał ksiądz i nie dopuścili do aresztowania. Kilka dni wcześniej na krótko aresztowany został proboszcz kutnowski za to, że nabożeństwo galowe na cześć rodziny carskiej w dniu 8 sierpnia nie miało uroczystej oprawy. Proboszcz tłumaczył się policji, że władze zabroniły używać dzwonów kościelnych.

Sierpień 1863 roku okazał się tragiczny dla rodziny Żeglińskich, jeszcze z jednego powodu, gdyż 27 sierpnia zmarł czternastomiesięczny syn naczelnika – Stanisław Jan. Bronisława Żeglinska była wówczas w ciąży. W dniu 31 grudnia 1863 roku urodził się drugi syn rozstrzelanego naczelnika. Matka dała mu po ojcu na imię Józef, a na drugie Sylwester.

W lipcu 1867 roku Bronisława wyprowadziła się z Kutna i przeniosła do Włocławka. Utrzymywała się z zapomóg pochodzących od byłych powstańców. W listopadzie 1867 roku żandarmeria guberni warszawskiej sporządziła raport nr 124, na podstawie informacji pozyskanych z Włocławka, który dotyczący sprawdzenia informacji nt. przygotowania mieszkańców miasta na wypadek wojny i utworzenia w mieście „centrum rewolucyjnych spisków”. Przeanalizowano w nim zachowania poszczególnych podejrzanych w sprawie, w tym wyniki obserwacji mieszkania Bronisławy Żeglińskiej. Adiutant kapitan sztabowy Czerkasow pisał, że: „żadnych zbiórek, prócz urzędnika biurowego Urzędu Powiatowego oddziału policyjnego Samsonowicza, w celach którego jak widać więź miłosną z Żeglińską. Samsonowicz osoba zaufana Powiatowego Naczelnika Podpułkownika Simonsa (ówczesnym naczelnikiem powiatu był ppłk Robert Simons a jego zastępcą ds. policyjnych Hektor Samosonowicz), i cała poufna korespondencja mu jest polecona”.

Otwarte pozostaje pytanie o rzeczywisty charakter tej więzi i korzyści, jakie posiadała każda ze stron ze spotkań. Być może dalsza kwerenda archiwalna pozwoli kiedyś wyjaśnić i tę zagadkę.

dr Jacek Saramonowicz

27 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|