Historia Kutna

/Tag:Historia Kutna

Józef Marian Żegliński – powstańczy naczelnik Kutna.

W aktach Wydziału Tajnego Generał – Policmajstra w Warszawie wśród licznych spraw dochodzeń przeciwko uczestnikom powstania styczniowego jedna nosi nazwę „O wdowie po inżynierze , w której domu odbywały się spotkania polskich agentów z Poznania, jak również innych osób wymienionych w tej sprawie i zamieszanych w rewolucyjne knowania”. Ową wdową była Bronisława z domu Kosstiał, żona Józefa Żeglińskiego, powstańczgo naczelniku Kutna, rozstrzelanego w dniu 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku.

Józef Marian Żegliński urodził się w Krakowie w 1831 roku. Jego ojcem był Józef Joachim – nauczyciel gimnazjum w Radomiu, a potem Sandomierzu. J. Żegliński jako młody inżynier osiedlił się w Kutnie i w 1862 roku i zastąpił Hermana Manitiusa pełniącego obowiązki budowniczego, który pełnił tę funkcję po śmierci Antoniego Bielawskiego w 1861 roku. W 1861 roku w Kutnie przyszły powstańczy naczelnik Kutna zawarł związek małżeński z Bronisławą Kosstiał. W 1862 roku małżeństwu Żeglińskich urodził się syn Stanisław Jan.

Józef Żegliński jako wyznaczony powstańczy naczelnik miasta zajmował się przygotowaniem organizacji konspiracyjnej do powstania, która w Kutnie miała liczyć ok. 100 konspiratorów.

23 stycznia wspólnie z zon Bronisławą i teściową Kornelią Kosstiał gościł u siebie członków Tymczasowego Rządu Narodowego, a w następnych dniach (wspólnie z członkami rządu) planował napad na koszary kozackie. W lutym 1863 roku pomagał członkom rządu, ponownie przebywającym w Kutnie, uzyskać informację o działaniach L. Mierosławskiego. Dysponował siatką kurierów, którzy dostarczali rozkazy i korespondencje do walczących oddziałów.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kwit powstańczy, którzy zawiera odręcznie pisany tekst czarnym atramentem o treści: „Dnia 18 października 1863 r. dostarczono do mego obozu 44 koszule 40 par gaci 8 par butów z czego niniejszy kwit”. Z lewej strony dwa podpisy: „Roniński” i nieczytelny. Z prawej strony u dołu napis: „ Z Dominium Łęki i Mirosławice”.

Józef Żegliński jako naczelnik miasta działał w konspiracji, do połowy 1863 roku. Latem 1863 roku gen. Jurij Iwanowicz Szylder – Szuldner (włocławski naczelnik wojenny Kolei Warszawsko – Bydgoskiej) rozpoczął szereg aresztowań osób podejrzanych o udział w powstaniu, w tym szczególnie pracowników kolei. Naczelnikiem stacji Kutno był Kazimierz Regulski, również członek organizacji konspiracyjnej i jednocześnie kolega gimnazjalny J. K. Janowskiego (członka rządu), u którego w lutym 1863 roku w mieszkaniu nocowało dwóch członków Rządu Narodowego w oczekiwaniu na przybycie L. Mierosławskiego. Po powstaniu styczniowym K. Regulski pełnił m.in. funkcję inspektora kolei nadzorującego budowę dworca kolejowego w Skierniewicach w 1874 roku. Do Kutna wysłany został major Nelidow, który aresztował Józefa Żeglinskiego oraz innych członków organizacji konspiracyjnej w Kutnie. Wszystkich przewieziono do carskiego więzienia we Włocławku (po dawnym nieistniejącym już spichlerzu zbożowym przy ul. Stodólnej). Podczas przesłuchań kutnowski naczelnik do niczego się nie przyznał i początkowo skazany został na 6 lat więzienia. Niestety podczas przesłuchań pozostałych aresztowanych pojawiły się nowe informacje obciążające naczelnika i gen. J. Szylder – Szuldner wystarał się o zmianę wyroku, na karę śmierci poprzez rozstrzelanie.

Wyrok wykonano 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku. Podziemne powstańcze pismo „Chorągiew Swobody” zamieściło w tej sprawie komunikat: „…naczelnik miasta Kutna jeden z najznaczniejszych, gorliwszych i najpierwszych około sprawy narodowej, człowiek wielkich zasług, małego o sobie rozumienia. Śp. Józef Żegliński miał stawianych przeciwko sobie świadków, którzy nikczemnie zarzuty mu czynili, osłabiony fizycznie męczarniami Moskwy przyznał się do czynionych mu zarzutów i poszedł na śmierć odważnie, z całym spokojem i rezygnacją, tak jak na Polaka, który dla Polski tylko żyje przystało. Rozstrzelaniem komenderował z amatorstwa znany z dzikości ppłk. Nelidow”.

J. Żeglinski w dniu śmierci miał 33 lata i pozostawił ciężarną żonę Bronisławę i 14 – miesięcznego syna Stanisława. Nie wiadomo, czy władze carskie wydały żonie ciało kutnowskiego inżyniera, czy pogrzebano Go w jakimś bezimiennym dole. Do dziś miejsce pochówku jest nieznane.

25 sierpnia 1863 roku w kościele parafialnym w Kutnie odbyło się nabożeństwo żałobne za J. Żeglinskiego, które odprawiał kutnowski wikariusz ks. Wojciechowski. Policja carska zaniepokojona tym wydarzeniem chciała aresztować wikarego. Na przeszkodzie stanęli parafianie kutnowscy, którzy otoczyli plebanię ścisłym kordonem, gdzie przebywał ksiądz i nie dopuścili do aresztowania. Kilka dni wcześniej na krótko aresztowany został proboszcz kutnowski za to, że nabożeństwo galowe na cześć rodziny carskiej w dniu 8 sierpnia nie miało uroczystej oprawy. Proboszcz tłumaczył się policji, że władze zabroniły używać dzwonów kościelnych.

Sierpień 1863 roku okazał się tragiczny dla rodziny Żeglińskich, jeszcze z jednego powodu, gdyż 27 sierpnia zmarł czternastomiesięczny syn naczelnika – Stanisław Jan. Bronisława Żeglinska była wówczas w ciąży. W dniu 31 grudnia 1863 roku urodził się drugi syn rozstrzelanego naczelnika. Matka dała mu po ojcu na imię Józef, a na drugie Sylwester.

W lipcu 1867 roku Bronisława wyprowadziła się z Kutna i przeniosła do Włocławka. Utrzymywała się z zapomóg pochodzących od byłych powstańców. W listopadzie 1867 roku żandarmeria guberni warszawskiej sporządziła raport nr 124, na podstawie informacji pozyskanych z Włocławka, który dotyczący sprawdzenia informacji nt. przygotowania mieszkańców miasta na wypadek wojny i utworzenia w mieście „centrum rewolucyjnych spisków”. Przeanalizowano w nim zachowania poszczególnych podejrzanych w sprawie, w tym wyniki obserwacji mieszkania Bronisławy Żeglińskiej. Adiutant kapitan sztabowy Czerkasow pisał, że: „żadnych zbiórek, prócz urzędnika biurowego Urzędu Powiatowego oddziału policyjnego Samsonowicza, w celach którego jak widać więź miłosną z Żeglińską. Samsonowicz osoba zaufana Powiatowego Naczelnika Podpułkownika Simonsa (ówczesnym naczelnikiem powiatu był ppłk Robert Simons a jego zastępcą ds. policyjnych Hektor Samosonowicz), i cała poufna korespondencja mu jest polecona”.

Otwarte pozostaje pytanie o rzeczywisty charakter tej więzi i korzyści, jakie posiadała każda ze stron ze spotkań. Być może dalsza kwerenda archiwalna pozwoli kiedyś wyjaśnić i tę zagadkę.

dr Jacek Saramonowicz

27 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Cenne odkrycie w dawnym ratuszu miejskim.

Rewaloryzacja kompleksu Pałacu Saskiego, obejmująca także ratusz, przynosi zaskakujące odkrycia. Podczas prac remontowych w siedzibie Muzeum, na poddaszu odkryte zostały w ścianie cenne dokumenty sięgające nawet początków XIX aż po czasy dwudziestolecia międzywojennego. Są wśród nich między innymi: różne dokumenty urzędowe, korespondencje, legitymacje, kwity aprowizacyjne i pisma administracyjne z początków II RP. Dokumenty zostaną zabezpieczone i opracowane, a część z nich trafi na nową ekspozycję muzealną poświęconą dziejom Kutna.

 

 

 

 

 

23 stycznia, 2020|Aktualności|

Powstańczy Rząd Tymczasowy w Kutnie

22 stycznia 1863 roku o północy na dworcu kolejowym w Kutnie zatrzymał się pociąg osobowy z Warszawy, z którego wysiadło kilku podróżnych. Wśród nich byli członkowie powstańczego Rządu Tymczasowego: Józef Kajetan Janowski, Oskar Awejde, ks. Karol Mikoszewski, Jan Majkowski (z żoną) oraz Juliusz i Eugeniusz Kesselerowie (przydzieleni do specjalnych zadań).

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kilka ciekawych pamiątek po tamtym okresie, w tym powstańcze kwity podatkowe.

Jesienią 1862 roku Aleksander Wielopolski (naczelnik rządu cywilnego) polecił zorganizować pobór do wojska carskiego ok. 8 tysięcy młodych Polaków, którzy jego zdaniem zagrażali polityce reform i ugody z Rosją. W Warszawie branka rozpoczęła się w połowie stycznia 1863 roku, co przyspieszyło podjęcie decyzji o rozpoczęciu powstaniu. Kutno z racji swojego centralnego położenia idealnie nadawało się na miejsce, gdzie mógł ujawnić się rząd po spodziewanym zwycięstwie Z. Padlewskiego w Płocku i opanowaniu jakiegoś terenu przez powstańców.

Przybysze z Warszawy udali się początkowo na nocleg do jednego z kutnowskich konspiratorów. Ksiądz K. Mikoszewski wspominał, że: „ zastał go na weselu”. Być może wspominanym konspiratorem był Jan Napomucen Skrodzki (ekspedytor poczty w Kutnie, jednocześnie członek konspiracyjnej organizacji powstańczej), który tego dnia o godzinie 19.00 zawarł związek małżeński, i urządzał przyjęcie weselne. Ostatecznie na kilka godzin nocleg znalazł się w kutnowskiej oberży.

Rankiem 23 stycznia przybysze z Warszawy udali się do zaskoczonego tą wizytą – Józefa Żeglińskiego, inżyniera miejskiego i pracownika biura powiatu gostyńskiego w Kutnie, który wyznaczony był na powstańczego naczelnika Kutna i powiatu. Członkowie rządu oświadczyli J. Żeglińskiemu, że zostali skierowani do Kutna, aby oczekiwać dalszych dyspozycji ze strony Komitetu Centralnego w Warszawie. Inżynier początkowo nie miał pewności co do wiarygodności przyjezdnych i poprosił o złożenie odpowiedniej przysięgi. W trakcie dalszej rozmowy powstańczy naczelnik Kutna uznał, że jednoczesny pobyt wszystkich członków rządu w oberży kutnowskiej będzie ryzykowny i zasugerował, aby J. K. Janowski z żoną pozostali się u niego w mieszkaniu, O Awejde i J. Majkowski mieli udać się zarządcy kutnowskiego folwarku, natomiast ks. Mikoszewski otrzymał nocleg u ks. Fr. Jabłońskiego na plebanii. W oberży pozostali tylko bracia Kesselerowie.

Po ustaleniu miejsc zakwaterowania, żona inżyniera Bronisława wraz z matką podały gościom z Warszawy śniadanie, po którym J. Żegliński przedstawił sytuację w Kutnie. Powstańczy naczelnik Kutna (według relacji ks. Mikoszewskiego) twierdził, że otrzymał wprawdzie od Stanisława Frankowskiego (komisarza województwa mazowieckiego) informację o rozpoczęciu powstania, jednak na punkt zborny z 500 sprzysiężonych przybyło tylko 100 powstańców i całą akcję odwołał. Konspiratorzy dysponowali w Kutnie, tylko 20 sztukami broni myśliwskiej, a resztę stanowiły kosy. J. Żeliński prosił również S. Frankowskiego o przysłanie do Kutna kilku oficerów. W tym czasie rosyjska wojskowa załoga Kutna składała się tylko z kilku żandarmów, jednej sotni kozaków i 50 żołnierzy z komendy inwalidów. Kozacy stacjonowali w barakach za lazaretem przy trakcie na Toruń (obecnie zbieg ulic 29 listopada i Żółkiewskiego). Baraki były strzeżone przez dwóch wartowników. Komenda inwalidów mieściła się w koszarach wojskowych przy Starym Rynku.

Nieco inaczej ówczesna sytuację w Kutnie sytuację przedstawił J.K. Janowski.. Według jego relacji J. Żegliński o wybuchu powstania dowiedział się dopiero od przybyłych do Kutna członków rządu. W następnych dniach wspólnie ułożono plan nocnego napadu na koszary kozaków, a potem na komendę inwalidów. Punkt zborny wyznaczono za miastem, w zabudowaniach należących do jednego z konspiratorów. W akcję czynnie włączyły się B. Żeglińska i żona K. Janowskiego. Przygotowania zakończono w niedzielę 25 stycznia, a napad zaplanowano na noc z 26 na 27 stycznia.

25 stycznia do Kutna dotarł Władysław Daniłowski, wysłany przez Stefana Bobrowskiego z Warszawy. Przewodniczący komisji wykonawczej Rządu Narodowego zaniepokojony był brakiem informacji od L. Mierosławskiego w sprawie objęcia dyktatury w powstaniu i napisał list do członków rządu w Kutnie z prośbą o wydanie duplikatu wezwania do objęcia dyktatury, z którym W. Daniłowski miał natychmiast udać się do Paryża. Jeszcze tego samego dnia kurier S. Bobrowskiego (wyposażony w odpowiednie dokumenty wystawione w Kutnie) udał się w dalszą podróż koleją w kierunku Berlin i Paryża. Inną wersję swojego pobytu w Kutnie i spotkania z Żeglińskim przedstawił W. Daniłowski.

Tymczasem 26 stycznia, J. Żeglinski otrzymał ostrzeżenie o tym, że Rosjanie planują rewizję w zabudowaniach, gdzie przetrzymywano broń i planowano zbiórkę powstańców i polecił przeniesienie zgromadzonej broni. J. K. Janowski (na prośbę Żeglińskiego) udał się na nocleg do zarządcy folwarku, gdzie wcześniej ( już od 23 stycznia) przebywali O. Awejde i J. Majkowski. Następnego dnia rano do zarządcy folwarku udali się również bracia Kesselerowie.

W tym czasie już ulicach Kutna pojawiły się patrole kozackie, a wieczorem do miasta dotarła rota piechoty rosyjskiej i rozłożyła swój obóz na rynku. Rosjanie przeprowadzili także szereg rewizji w mieszkaniach podejrzanych o udział w powstaniu. Uwagę rosyjską przykuło również grono licznych gości u dzierżawcy w folwarku. W związku z tym J. Żegliński zasugerował członkom Rządu Tymczasowego, że dalszy pobyt w Kutnie może być dla nich niebezpieczny. Plan ataku na koszary uznano za nierealny i władze powstańcze w dniu 27 stycznia 1863 roku opuściły miasto, udając się do Łęczycy.

Dwaj członkowie rządu pojawili się w Kutnie raz jeszcze w lutym 1863 roku, kiedy oczekiwali tu przybycia L. Mierosławskiego, do czego jednak nie doszło z powodu opuszczenia kraju przez dyktatora po przegranej potyczce.

dr Jacek Saramonowicz

20 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Uroczystości patriotyczno – religijne w Kutnie przed powstaniem styczniowym

27 października 1861 roku przed szpitalem powiatowym w Kutnie odbyła się wielka uroczystość poświęcenia „Grupy św. Walentego” autorstwa Bolesława Syrewicza. Rzeźba przedstawiała Świętego w chwili, kiedy z krzyżem w ręku, wywoływał cud, przywracając wzrok niewidomej córce Aesteriusza, dworzanina rzymskiego z czasów cesarza rzymskiego Klaudiusza.

Grupa św. Walentego

Na przełomie 1860 i 1861 roku, w związku z 30. rocznicą wybuchu powstania listopadowego w Warszawie zaczęto organizować szereg uroczystości patriotyczno- religijnych. Atmosfera patriotyczna szybko ogarnęła również na prowincję i dotarła do Kutna.

Zaniepokojony takim stanem rzeczy Aleksander Wielopolski (wówczas dyrektor Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego) pisał o tym w jednym z listów do Józefa Świecimskiego, naczelnika powiatu gostyńskiego w Kutnie.

Popularnością cieszyły się nabożeństwa za wolność ojczyznę, podczas których śpiewano pieśń „Boże coś Polskę”. Modne stało się wówczas noszenie staropolskich strojów, biżuterii patriotycznej w kolorach narodowych i czapek konfederatek.

W zbiorach Muzeum Regionalnego znajduję się kilka pamiątek z tamtego okresy, w tym wisiorek z herbami Polski i Litwy. Pełnego wsparcia dla działalności patriotycznej mieszkańcom Kutna udzielali miejscowi księża: ks. proboszcz Franciszek Jabłoński i ks. wikariusz Teofil Światłowski, który nawet na plebanii przechowywał broszury patriotyczne i podziemną prasę.

Wisiorek z okresu powstania styczniowego

W kwietniu 1861 roku, po jednym z nabożeństw w kutnowskim kościele mieszkający wówczas w Kutnie Leszek Wiśniowski, wspólnie z Edwardem Gościckim zorganizowali manifestację patriotyczną przed biurem naczelnika powiatu. Podczas demonstracji obrzucano budynek kamieniami i powybijano szyby. Zarówno L. Wiśniowski, jak i E. Gościcki zostali aresztowani. E. Gościcki został osadzony w cytadeli warszawskiej, a L. Wisniowski wydalony do Galicji. L. Wiśniowski, nie pierwszy raz zaangażował się w działalność niepodległościową. W czasie Wiosny Ludów walczył w powstaniu węgierskim, jako adiutant generała Józefa Bema, za co wysłany został do kompanii karnej, z której zbiegł do Francji. Tam uzyskał dyplom inżyniera, a 1861 roku przybył do Kutna, gdzie otrzymał pracę przy budowie kolei warszawsko – bydgoskiej. Po wybuchu powstania styczniowego walczył na Wołyniu i Lubelszczyźnie. W listopadzie 1863 roku, carski sąd wojenny we Włodzimierzu, skazał go na śmierć poprzez rozstrzelanie.

Leszek Wiśniowski

Bardzo ważną okazją do manifestowania uczyć patriotycznych było zaplanowane na dzień 27 października 1861 roku odsłonięcie postumentu św. Walentego przed szpitalem w Kutnie. Organizatorem całego przedsięwzięcia była Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych powiatu gostyńskiego pod przewodnictwem Eugeniusza Łempickiego. W skład rady wchodzili ponadto: Jan Śliwiński, Eugeniusz Skarżyński, ks. proboszcz Franciszek Jabłoński, Leon wiewiórowski, W. Tuszyński, Władysław Walewski, Włodzimierz Łabecki, Witold Mniewski, ks. Kazimierz Kobierski, Zdzisław Cielecki, Walenty Garczyński i Ferdynant Ptaszyński. Lekarzem powiatowym był wówczas Karol Kosztulski.

Postument grupy zdobiły trzy tablice marmurowe. Na pierwszej frontowej widniał napis: „Oświeć Twoją służebnicę Panie Jezu Chryste, Prawdziwy Boże, Prawdziwa Światłość”, na drugiej: „Bogu na cześć, Świętemu Walentemu na Chwałę, rodakom na pamiątkę”, a na trzeciej imię artysty rzeźbiarza i rok wykonania rzeźby.

Podczas uroczystości licznie zebrani mieszkańcy Kutna zaczęli głośno śpiewać pieśń „Boże coś Polskę”, za co policja carska aresztowała ks, wikarego T. Światłowskiego. Kutnowski wikariusz osadzony został w twierdzy Modlin, a następnie zesłany na Syberię, z której powrócił najprawdopodobniej dopiero po wielu latach i osiadł w Warszawie.

dr Jacek Saramonowicz

13 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski nocleg w Kutnie

Napoleon Bonaparte, po pokonaniu armii pruskiej pod Jeną i Auerstedt, w październiku 1806 roku wkroczył do Berlina. Florian Kobylański (adiutant gen. J. H. Dąbrowskiego) na polecenie cesarza udał się do Drezna, aby sprowadzić stamtąd Józefa Wybickiego. 2 listopada 1806 roku Wybicki był już w Berlinie. Na prośbę cesarza autor mazurka Dąbrowskiego napisał tekst proklamacji do narodu polskiego, a następnie udał się do Poznania, gdzie zajął się organizacją tworzenia nowej administracji i organizacją powitania cesarza Francuzów.

Napoleon dotarł do Poznania wieczorem 27 listopada. Oficjalne powitanie odbyło się w dniu następnym. W tym czasie pierwsze oddziały armii napoleońskiej wkroczyły już do Warszawy i Bonaparte natychmiast wysłał tam J. Wybickiego.

Tymczasem w Warszawie trwały narady dotyczące powitania Cesarza w stolicy. Kilkuosobowa deputacja miała powitać Napoleona jeszcze przed wjazdem do Warszawy. W jej składzie znalazł się m.in.: Feliks Łubieński (późniejszy minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego) oraz Ludwik Sz. Gutakowski (późniejszy prezes Senatu Księstwa Warszawskiego). Spodziewano się, że do powitania dojdzie w Błoniu. Okazało się jednak, że cesarz zagościł na dłużej w Poznaniu. Członkowie deputacji dowiedzieli się o tym dość przypadkowo (w pierwszych dniach grudnia 1806 roku, będąc wówczas w Łowiczu) od spotkanego tam przypadkiem J. H. Dąbrowskiego. Generał wyraził zdziwienie, że nikt z Warszawy jeszcze nie pojawił się u Napoleona w Poznaniu. Członkowie deputacji nie posiadali funduszy na tak długą podróż. Jedynie F. Łubieński miał przy sobie 5 dukatów w złocie. Udało mu się pożyczyć 600 zł (od miejscowego kupca Zawadzkiego) i 9 grudnia 1806 roku, skoro świt wyruszyli traktem pocztowym w kierunku Poznania.

Po drodze zatrzymali się na śniadanie w Pałacu Gierałty, u Walentego Rzątkowskiego (Rzętkowskiego) – ówczesnego właściciela dóbr kutnowskich. Podczas posiłku F. Łubienski, na widok gospodarza, który ubrany był w szlachecki strój, wpadł na pomysł, aby Rzętkowski przyłączył się do składu deputacji. Początkowo nie znalazł uznania u L. Sz. Gutakowskiego, który uważał, że członkowie deputacji nie posiadają stosownego upoważnienia do wyboru kolejnego członka delegacji. Pomysłodawca przekonał jednak swojego oponenta, tym że dziedzic dóbr kutnowskich (w szlacheckim stroju i rosłego wzrostu) uświetni wygląd deputacji warszawskiej i zrobi odpowiednie wrażenie na Cesarzu. W. Rzętkowski, zaskoczony propozycją Łubieńskiego, przystał na nią i tego samego dnia o północy deputacja dotarła do Poznania. Tam (w jednym z poznańskich szynków) przeczekano całą noc, siedząc na stołkach. Rankiem o 7.00 delegaci udali się do pałacu Ksawerego Działyńskiego, gdzie dowiedzieli się, że Napoleon faktycznie czeka już na nich od kilku dni. Działyński napisał list do marszałka pałacu F. Duroca, z informacją o przybyciu deputacji, a ten natychmiast wysłał zaproszenie na audiencję do cesarza o godzinie 11.00. Po wejściu do dawnego kolegium jezuickiego, gdzie przebywał Napoleon, F. Łubieński wspominał: „…W pierwszym salonie zastaliśmy wielu generałów i marszałka dworu, który nas bardzo grzecznie przyjął i oświadczył, że zamelduje nas Cesarzowi. Czekaliśmy kilka minut z generałami, wszystkich oczy zwracały się najwięcej na Rzątkowskiego ubranego w suknie polskie, z ogoloną głową…”. Do spotkania z Cesarzem doszło w gabinecie. Uczestniczył w nim jeszcze tylko Talleyrand (minister spraw zagranicznych). Podczas rozmowy cesarz wskazał na W. Rzętkowskiego i spytał, czy to senator? Łubieński odrzekł wówczas: „… to szlachcic polski, tak jak i my”, ale on powtórzył: A więc to senator!…”. Po półtoragodzinnej audiencji Talleyrand zaprosił delegatów na obiad. Podczas posiłku Bonaparte zapowiedział swój szybki wyjazd do Warszawy. Polecił również przekazać konie z cesarskiej stajni dla potrzeb deputacji warszawskiej. Wieczorem członkowie deputacji uczestniczyli jeszcze w naradzie u Napoleona i następnego dnia udali się w podróż powrotną do Warszawy, gdzie dotarli 14 grudnia. W. Rzętkowski pozostał w Kutnie,

16 grudnia 1806 roku o 3.00 w nocy, po dziewiętnastu dniach pobytu w Poznaniu, Napoleon wyjechał ze stolicy Wielkopolski w kierunku Warszawy. Jechał przez Słupcę (w której prawdopodobnie zatrzymał się na nocleg) dalej przez Kleczew, Ślesin, Sompolno Babiak, Kłodawę i Krośniewice. Do Kutna cesarz dotarł 17 grudnia, o godzinie 13.00. Ze względu na roztopy cesarz i jego najbliżsi współpracownicy podróżowali w koczykach, dostawianych na poszczególnych stacjach pocztowych. W jednym z nich podróżował F. Duroc. Pojazd przed Kutnem się wywrócił i marszałek pałacu odniósł kontuzję w ramię. Wypadek ten był, być może powodem dłuższego postoju Napoleona w Kutnie. Cesarz zatrzymał na nocleg i wyruszył w dalszą drogę, dopiero następnego dnia po południu. O całym zdarzeniu poinformowano w 43. Biuletynie Wielkiej Armii z dnia 17 grudnia 1806 roku.

Do Łowicza Napoleon dotarł 18 grudnia o godzinie 15.30, gdzie zatrzymał się na obiad w oberży Ignacego Kosierkiewicza i po kilku godzinach udał się w kierunku Warszawy.

dr Jacek Saramonowicz

16 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski obiad w Kutnie

W grudniu 1812 roku Napoleon Bonaparte zostawił resztki rozbitej wielkiej armii, po przegranej kampanii wojennej w Rosji, i z najbliższymi towarzyszami wracał do Francji. Trasa powrotu cesarza wiodła przez Warszawę i Poznań. Wśród jego towarzyszy był Armand Caulaincourt – generał i francuski ambasador w Rosji, który w szczegółach opisał całą podróż, w tym również przymusowy postój w Kutnie w dniu 11 grudnia 1812 roku.

W czerwcu 1812 roku (tuż po rozpoczęciu wyprawy na Moskwę) Sejm Księstwa Warszawskiego w dniu 28 czerwca 1812 roku zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego i ogłosił wskrzeszenie Królestwa Polskiego. W całym Księstwie Warszawskim zapanowało poruszenie i entuzjazm. Masowo podpisywano się pod aktem konfederacji. Tak było również w Kutnie, kiedy to 30 lipca 1812 roku w kościele parafialnym obradował sejmik powiatowy, któremu przewodniczył marszałek Rafał Świętosławski – poseł i sędzia pokoju. Obrady rozpoczęły się od mszy św. dziękczynnej za wskrzeszenie ojczyzny, którą koncelebrował ks. dziekan Guzowski. Następnie podprefekt powiatu orłowskiego Ambroży Zaborowski odczytał uniwersał o zawiązaniu konfederacji. Dalsze obrady prowadził marszałek sejmiku, a akt konfederacji odczytał Wojciech Gliński – podsędek i asesor. Na koniec wszyscy zebrani uczestnicy podpisali akt konfederacji i odśpiewali „Te Deum”.

W grudniu 1812 roku, po wielkim entuzjazmie, jaki panował jeszcze latem tego roku w Księstwie Warszawskim, niewiele już pozostało. Napoleon z Warszawy wyjechał wcześnie rano dnia 11 grudnia o godzinie 4.00. Tym razem powóz cesarski stanowiły sanie, na którym było pudło z „zielonej karety” i konie pocztowe. W kabinie Bonaparte włożył nogi w worek z wilczych skór i razem z Caulaincourtem udał się w kierunku Poznania, dokąd planował dotrzeć jeszcze tego samego dnia wieczorem.

Zaprzęgiem cesarskim powoził zaufany mameluk Rustam Raza, który był osobistym służącym Napoleona, dbającym o broń i odzież. Rustam (Ormianin z pochodzenia, urodzony w Tbilisi) służył Napoleonowi od czasów jego wyprawy do Egiptu, gdzie był sprzedany przez Turków jako niewolnik. Mameluk nosił haftowany złotem kaftan, aksamitny turban i bogato zdobioną broń.

W drodze pomiędzy Warszawą a Kutnem cesarz rozprawiał o Anglii, którą trudno będzie zmusić do podpisania pokoju. Żałował, że plany odbudowania państwa polskiego stały się przyczyną wojny z Rosją. Tymczasem przed Kutnem sanie uległy lekkiemu uszkodzeniu. Szybkiej jazdy nie wytrzymała jedna z hołobli i cesarski powóz zmuszony był się zatrzymać w celu naprawy usterki. Napoleon w Kutnie znalazł gościnę u miejscowego podprefekta Ambrożego Zaborowskiego, który mieszkał w murowanym domu przy ulicy Poznańskiej 120. Podprefekt od razu rozpoznał cesarza i „starał się przyjąć go jak najlepiej potrafił. Jego ładniutka żona (Józefa Zaborowska) i szwagierka – obie Polki – były zachwycone, mogąc gościć Cesarza i wręcz nie wiedziały, co by tu jeszcze zrobić, żeby okazać mu, jak bardzo są szczęśliwe, widząc go w dobrym zdrowiu”. Pod wrażeniem kutnowskiej gościnności był także A. Caulaincourt, który napisał, że: „Tak wiele potrafią wyrazić tylko twarze Polaków”.

W czasie przymusowego postoju w Kutnie Napoleon wydał kilka dyspozycji i rozkazów, w tym dla księcia Bassano. W pismach do Warszawy nakazywał przyspieszenie poboru do armii i dozbrojenie Księstwa Warszawskiego, a także budowę umocnień na warszawskiej Pradze, Modlinie i Sieradzu. W rozkazach do gubernatora Warszawy Taillisa polecił zatrzymać w Warszawie wszystkie wojska i zorganizować Gwardię Narodową. Pisanie listów nastręczało pewne problemy, z powodu skostniałych od mrozu palców, które powoli się rozgrzewały. Napoleon po napisaniu dwóch listów, sam nie potrafił ich odczytać i był zmuszony podyktować je do przepisania Caulaincourttowi.

Pobyt w domu podprefekta zakończył się obiadem. Podczas spożywania posiłku przez cesarza, Caulaincourt zajął się wysyłką pism. Dwa listy pisane ręką Napoleona zachował sobie na pamiątkę. W tym czasie samie zostały już naprawione. Cesarz na wieść o tym w pośpiechu dokończył obiad tak, że Caulaincourt zdążył wziąć na drogę tylko „kawałek chleba”. Do Poznania podróżnicy dotarli przed świtem 12 grudnia.

Gościna u kutnowskiego podprefekta A. Zaborowskiego wzruszyła Napoleona do tego stopnia, że polecił (po powrocie do Paryża) wysłać Józefie Zaborowskiej jakiś prezent.

dr Jacek Saramonowicz

9 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

Prezentujemy kolejny artykuł z cyklu „Kutno znane i nieznane” autorstwa dr. Jacka Saramonowicza.

 

Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

W grudniu 1861 roku do Kutna z Łowicza przybył pierwszy pociąg. W ten sposób miasto uzyskało połączenie Kolejowe z Warszawą, a zarazem ogromną szansę dalszego rozwoju. Niewiele brakowało jednak, aby komunikacyjne i gospodarcze losy Kutna potoczyłyby się inaczej. Pierwotnie planowano przebieg linii kolejowej do Włocławka i Bydgoszczy przez Gostynin i Kowal.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajdują się plany wykupu gruntów pod budowę kolei z Kutna i okolic oraz rycina z 1862 roku przedstawiająca kutnowski dworzec kolejowy autorstwa L. Aleksandrowicza.

O budowę linii kolejowej łączącej Pomorze Gdańskie z systemem dróg żelaznych Królestwa Polskiego zabiegali już w latach 40. XIX w. kupcy gdańscy, licząc na rozwój handlu. W marcu 1852 roku pruska Dyrekcja Kolei Wschodniej w Bydgoszczy opracowała wstępny projekt i kosztorys na budowę odcinka linii na obszarze zaboru pruskiego. Władze rosyjskie początkowo były niechętne projektowi, głównie z powodu odpowiednich środków finansowych. W grudnia 1856 roku, po długich negocjacjach zawarto umowę o budowie linii kolejowej Bydgoszcz – Łowicz. Akt nadawczy budowy linii kolejowej udzielony został Towarzystwu Akcyjnemu Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej w dniu 28 września 1857 roku. Towarzystwem kierował warszawski bankier Herman Epstein. Pochodził on z zamożnej warszawskiej rodziny kupieckiej. W 1836 roku został administratorem ceł Królestwa Polskiego, a w 1841 roku mianowany – radcą handlowym. Uczestniczył w obradach Rządowej Komisji Skarbu, poświęconych rozwojowi ekonomicznemu kraju. Jego syn Leon Epstein w 1865 roku rozpoczął budowę cukrowni „Konstancja” pod Kutnem, nazywając ją tak na cześć swojej żony Konstancji Marii.

Realizację inwestycji powierzono belgijskiemu przedsiębiorstwu braci Eugeniusza i Hektora Riche, które zatrudniło przy pracach ziemnych ok. 4 tys. robotników. Autorem planu technicznego i projektów mostów inż. August Rosenbaum, a głównym inżynierem budowy był Leonard Aleksandrowicz.

W lipcu 1859 roku uzyskano zgodę na zmianę trasy. Inicjatorem i propagatorem nowego przebiegu linii kolejowej przez Kutno był inż. drogowy Stanisław Wysocki, kierownik budowy Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i główny inspektor kolei w Królestwie Polskim, który tak argumentował swoje stanowisko: „…od Łowicza do granicy pruskiej, droga rzeczona przechodzić będzie okolicą bogatą, gęsto zaludnioną. trzymającą w kraju naszym pierwsze miejsce tak pod względem rolniczym, jako i przemysłowym. Warunki te zapewniają drodze znaczny miejscowy ruch osób, który nadto zasilany będzie z dalszych okolic przez schodzące się w Krośniewicach główne trakty: Poznański, Kaliski i Łęczycko – Włocławski. Nareszcie, na powiększenie tegoż ruchu wpływać także będą miasta Kutno i Włocławek, jako też zakład kąpieli w Ciechocinku. Liczne fabryki, jakie w ostatnich czasach powstały i rozwinęły się w tej właśnie stronie kraju, kędy droga Warszawsko – Bydgoska przebiegać będzie, wyniszczyły miejscowe lasy i spowodowały niedostatek paliwa, dający się uczuwać coraz dotkliwiej. stąd więc niezbędny już dla okolic tych węgiel kamienny, stanowiący na większej liczbie dróg żelaznych najgłówniejsze i najpewniejsze źródło dochodu, będzie też nader ważnym przedmiotem wewnętrznego frachtu kolei Warszawsko – Bydgoskiej. a mianowicie do cukrowni: Dobrzelin, Budzyń. Oporów, Strzelce, Sójki. Łanięta, Ostrowy, Szubsk i do innych fabrycznych zakładów, których liczba wzrośnie niewątpliwie z uchyleniem niedostatku paliwa. Obok tego, potrzebne zakładom tym materyąły i surowe produkta, a następnie wychodzące z nich wyroby, dadzą także drodze żelaznej znakomite transporta”.

Prace budowlane nabrały pełnego tempa wiosną 1861 roku. Kontrolę finansową nad przedsięwzięciem posiadali bracia Riche, którzy przejęli akcje Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej. Pierwsze, sprowadzone przez braci Riche szyny, zostały położone na trasie z Łowicza do Kutna latem 1861 roku. Prace przy układaniu szyn zakończono w listopadzie 1861 roku. Wówczas specjalna komisja techniczna wyznaczona przez Rząd, w której składzie znajdował się S. Wysocki, dokonała testów sprawdzających i od 1 grudnia 1861 roku linia Łowicz Kutno została oddana do użytku.

W następnym roku kontynuowano prace na odcinku Kutno – Włocławek. Prace szły planowo i 3 września 1862 roku o 6.00 delegacja w składzie: Adam Łęski (dyrektor Główny Komisji Rządowej Przychodów, Jakub Ignacy Łaszczyński (gubernator cywilny warszawski); Radca Stanisław Wysocki inspektor główny i komisarz rządowy oraz H. Epstein udała się koleją Warszawy do Włocławka. Pociąg przybył do Włocławka około godziny 12.00, a z powrotem w Warszawie był już o godzinie 22.00. Ostatecznie trasę do Kutna otwarto 1 grudnia 1861 roku. Komunikację z Kutna do granicy pruskiej w Trojanowie (od 1879 roku Aleksandrów) uruchomiono 3 grudnia 1862 roku. Wówczas z Warszawy o godzinie 7.00 wyruszył pociąg wiozący delegację pod przewodnictwem generała adiutanta barona Andersa E. Ramsaya, członków Rady Administracyjnej, Rady Stanu, reprezentantów władz wojskowych i cywilnych. O godzinie 10.00 pociąg dojechał do Łowicza, gdzie wzniesiony był okolicznościowy łuk triumfalny oraz ołtarz. Arcybiskup Metropolita Warszawski poświecił pociąg oraz budynki stacji. Po krótkim postoju pociąg odjechał do Kutna, a godzinie 14.00 dotarł do stacji granicznej w Aleksandrowie. Tam doszło do oficjalnego powitania z przedstawicielami władz pruskich. Po wspólnym obiedzie, około godziny 17.00 pociąg wyruszył w drogę powrotną do Warszawy, gdzie dotarł około godziny 23.00. Ostatecznie pełne ukończenie budowy linii nastąpiło 17 grudnia 1863 roku. W pierwszym miesiącu funkcjonowania linii Warszawsko – Bydgoskiej z kolei skorzystało prawie 13 tys. pasażerów.

Car Aleksander II, za budowę linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej odznaczył m.in: Hermana Epsteina – orderem św. Włodzimierza, L. Aleksandrowicza – orderem św. Stanisława, bankiera amsterdamskiego Leona Lippmana oraz przedsiębiorców, którzy zrealizowali inwestycję: Eugeniusza i Hektora Riche.

Sukces realizacji inwestycji budowy linii warszawsko – bydgoskiej zachęcił koła gospodarcze w Wielkopolsce do realizacji podobnego przedsięwzięcia.. 13 stycznia 1863 roku do Warszawy przybywała delegacja z Wielkopolski w celu prowadzenia wstępnych dotyczących budowy linii kolejowej z Poznania do Kutna przez Kalisz. Być może rozmowy zakończyłyby się sukcesem, jednak 22 stycznia wybuchło jednak powstanie w Królestwie Polskim i plany inwestycji gospodarczych trzeba było odłożyć na później. Delegacja poznańska jeszcze tego samego dnia wyjechała z Warszawy, a połączenie kolejowe z Poznania do Kutna oddano do użytku dopiero w 1920 roku, 57 lat później.

Dr J. Saramonowicz

2 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Formowanie 2 Pułku Mazurów w Kutnie

Rozpoczynamy nowy cykl artykułów pod hasłem: „Kutno znane i nieznane”. Co tydzień publikować będziemy informacje na temat ciekawych i mało znanych wydarzeń, które miały miejsce 50, 100, 200, 300 i … więcej lat temu w naszym mieście. W cyklu przedstawiać będziemy również eksponaty ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie, które stanowić będą podstawę nowej ekspozycji muzealnej dotyczącej dziejów Kutna. Dziś pierwszy artykuł dr. Jacka Saramonowicza dotyczący okresu powstania listopadowego.

 

Formowanie 2 Pułku Mazurów w Kutnie

29 listopada 1830 roku grupa młodych kadetów, na czele z o ppor. Piotrem Wysockim instruktorem musztry w Szkole Podchorążych Piechoty rozpoczęła powstanie przeciwko Rosji.

27 listopada 1815 roku, 15 lat wcześniej, ówczesny car rosyjski Aleksander I podpisał ostateczny tekst konstytucji Królestwa Polskiego. Po 20 latach od III rozbioru Rzeczypospolitej, w 1815 roku na mapę Europy wracało Królestwo Polskie. Decyzja cara będącego pod dużym wpływem ks. Adama Jerzego Czartoryskiego miała być wyrazem życzliwości wobec Polaków oraz pewną formą zadośćuczynienia za walkę o niepodległość w okresie napoleońskim. Utworzenie zależnego od Rosji Królestwa Polskiego odpowiadało ówczesnych interesom caratu w Europie. Królestwo zwane potocznie Kongresowym było namiastką dawnej Rzeczypospolitej, a jego władcą był car rosyjski. Posiadało jednak własny sejm, rząd i skarb.

Chlubą Królestwa Polskiego jego armia, dowodzona przez generałów polskich walczących u boku Napoleona. W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kilka dokumentów z tego okresu. Wśród nich patent dla majora Józefa Dzierzbickiego z 1822 roku. Józef Dzierzbicki urodził się w Szczawinie w 1786 roku. Brał udział w wojnach napoleońskich. Podczas wyprawy Napoleona na Moskwę w 1812 roku był dwukrotnie ranny. Za kampanię moskiewską został odznaczony Krzyżem złotym Orderu Wojskowego Polskiego. W armii Królestwa Polskiego, służył najpierw w 3 pułku strzelców konnych, a później w 2 pułku ułanów. Tuż przed wybuchem powstania, w listopadzie 1830 roku ppłk J. Dzierzbicki, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, przeszedł w stan spoczynku. Zmarł 19 czerwca 1856 r. w Janowicach koło Włocławka.

Informacja o wybuchu powstania w Warszawie dotarła do Kutna w dniu 3 grudnia 1830 roku. Komisja Województwa Mazowieckiego, za pośrednictwem specjalnych kurierów wysłała w teren odpowiednie informacje i rozkazy. Burmistrzom miast, w tym również i burmistrzowi Kutna Rafałowi Estkowskiemu, polecono w ciągu trzech dni uformować Straż Bezpieczeństwa. Na terenie województwa mazowieckiego całą akcję koordynował Wincenty Dobiecki za pomocą komisarzy obwodowych. W powiecie orłowskim, którego stolicą było Kutno, komisarzem obwodowym został Michał Walewski. Jednocześnie komisarze obwodowi otrzymali polecenie wydania rozkazu powrotu do armii wszystkim zdymisjonowanym żołnierzom z Wojska Polskiego.

W dniu 9 grudnia 1830 roku odbyło się w Kutnie zebranie obywateli, na którym postanowiono, że z każdych 14 gospodarstw w ciągu 12 dni zostanie umundurowany i uzbrojony jeden ochotnik. Uzbrojenie stanowić miała lanca bądź pika, pałasz i pistolet. Podpisy pod odpowiednim postanowieniem złożyło 64 obywateli Kutna. Punkty werbunkowy zorganizowano się w Kutnie, a całą akcję początkowo koordynował ppłk Klemens Cielecki, po nim zaś Maciej Walewski. Nadzór nad formowaniem pułku w Kutnie powierzono specjalnemu komitetowi w składzie: ppłk K. Cielecki, sędzia Czajkowski, poseł Jan Bardziński i Konstanty Małachowski. Delegacja przedstawicieli powiatu orłowskiego i gostynińskiego udała się do Warszawy w celu zakomunikowania Rządowi Tymczasowemu podjętych działań Inicjatywna znalazła uznanie w oczach Rządu, natomiast dyktator powstania Józef Chłopicki zachował wobec niej pewną rezerwę.

W początkach stycznia 1931 roku 2 pułk Mazurów formowany w Kutnie, Gostyninie i Orłowie liczył 372 kawalerzystów, a 28 stycznia już 613. Środki finansowe na formowanie pułku pochodziły z licznych, dobrowolnych składek mieszkańców. Do dnia 9 stycznia 1831 roku zebrano na ten cel ponad 14 tys. zł. Antoni Gliszczyński, ówczesny właściciel Kutna, dostarczył 17 uzbrojonych i umundurowanych jeźdźców.

Dowódcami poszczególnych szwadronów byli: 1. – mjr Ignacy Gliński (wcześniej porucznik 3 pułku jazdy Księstwa Warszawskiego), 2. – mjr Franciszek Łuszczewski, 3.- mjr Adam Suchodolski i 4. – mjr Wincenty Kwiatkowski (były kapitan 1 pułku huzarów Księstwa Warszawskiego).

Pułk osiągnął gotowość bojową na początku lutego 1831 roku i opuścił Kutno, udając się do Warszawy, gdzie budził podziw i uznanie mieszkańców stolicy. Dowódcą pułku był wówczas, płk Dominik Terlecki. W Kutnie pozostawiono, jako rezerwę 60 kawalerzystów. Środki na formowanie ochotniczego pułku pochodziły od mieszkańców miast i właścicieli ziemskich. Szczególną uwagę podczas mobilizacji ochotniczej przywiązywano do umundurowania. Każde województwo, nawiązując do tradycji Księstwa Warszawskiego, posiadało swój kolor. Kawalerzyści 2 pułku Mazurów nosili granatowe wołoszki z wypustkami koło kołnierza i żółtego sukna, czarne spodnie z żółtymi wypustkami na lampasach oraz czapki rogatywki pikowane w granatowym kolorze ze skórzanym czarnym daszkiem oraz płaszcze koloru szarego.

Oficjalna mobilizacja wojska ogłoszona została przez Rząd Tymczasowy w Warszawie dopiero 13 grudnia. Zobowiązano w niej komendantów poszczególnych obwodów do zapewnienia środków finansowych na tworzenie jednostek wojskowych. W Kutnie nie przeprowadzano tej rekrutacji, z powodu formowania się pułku Mazurów. Ograniczono się jedynie do zbierania dodatkowych środków finansowych.

25 listopada, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Tłumaczenie artykułu z niemieckiej broszury p.t. „Deutsche Reiter”, wydawnictwa H. Hillgera, Berlin – Upsk, „Krieg und Sieg” opublikowane w Tygodniku Kutnowskim nr 46 z 12 XI 1921 r., s. 4; nr 49 z 9 XII 1921 r., s.4 – 5; nr 51 z 21 XII 121 r., s. 7.

Dnia 11 listopada rozpoczęły się ataki na naszych szybko naprzód postępujących wojsk w północnej Polsce, na południe od Wisły. W Dniu 15 listopada walczyło zwycięskie lewe skrzydło na linii, wiodącej przez Dąbrowice, na południe od Lubienia, w poprzek przez: gościniec z Kowala do Gostynina, aż że błota nadwiślańskie na zachód od Płocka. Z tyłu, po za środkiem tej linii, stał nasz korpus kawalerii pod dowództwem generała porucznika von Richthetena, w gotowości do wyruszenia w pościg za ustępującym nieprzyjacielem z chwilą zwycięskiego przełamania jego frontu przez główna armię.

Jedyna dywizja kawalerii oczekiwała z niecierpliwością rozkazu do pościgu już od godz. 7 rano od Czaplami, na południowy wschód od Lubienia. Około godz. 2 po południu uznał dowódca korpusu, że moment odpowiedni nadszedł. Dywizja otrzymała rozkaz ścigania Rosjan w kierunku południowo – wschodnim, ile tylko koniom nóg starczy. Jako cel wytknięta została szosa, wiodąca z Łęczycy do Łowicza, którą mieliśmy osiągnąć między Piątkiem, a Bielawami.

Rozstrzygnięcie właśnie przed chwilą nastąpiło: dzielny korpus rezerwy wyrzucił nieprzyjaciela z jego mocnej pozycji pod Łaniętami. Patrzyliśmy na Moskali, wychodzących z rowów z podniesionymi w górę rękami. Niezdobyta do niedawna linia obrony była przełamana i droga dla kawalerii stała otworem. Z jedna brygadą, jako przednią strażą, ruszyła cała dywizja zaraz naprzód, okrężną drogą przez Sokołów, aby wyminąć piechotę, która postępowała za nieprzyjacielem prostą drogą. Około godz. 4 po południu – a było już całkiem o tej porze – husarzy musieli się rozprawić naprzód z dość silnym oddziałem kozaków, który, nie zauważony przez piechotę, usadowił się w lesie, na południe od Sokołowa. Dalsza droga miała prowadzić przez Strzelce. Dowódca przedniej straży, dotarłszy do Niedrzewia, stwierdził niestety, że droga do Strzelec zajęta już była przez korpus główny. Rozprawa z kozakami zajęła nam czas i przeszkodziła w wyminięciu piechoty. Była to naturalnie dla prącej naprzód dywizji okoliczność przykra. Wysłany naprzód oficer sztabu generalnego naszej dywizji zorganizował przemarsz straży przedniej przez krzyżującą się z nią kolumnę artylerii. Główna siła miała postąpić podobnie.

Nieuniknioną przy tym zwłokę wykorzystał oficer aprowizacyjny a zarazem tłomacz sztabu dywizyjnego, przygotowując nam w „zamku” Niedrzewieckim herbatę – jedyny napój, wiecznie się powtarzający w ciągu długich dni naszego dalszego pochodu za armią rosyjską aż prawie pod Łódź i Piotrków. W prostym, ale ciepłym pokoju, opuszczonym kilka godzin temu przez rosyjskiego generała z jego sztabem, wobec nastającego pod wieczór dość silnego mrozu, nastrój był wyśmienity.

Nareszcie zdołaliśmy wyprzedzić piechotę, co prawda rezygnując z głównego, wygodnego traktu. Tylko ten, kto już raz jeździł konno w ciemnościach po rosyjskich drogach, zrozumie co to znaczy. Wkrótce nastała też nowa niespodzianka. Jeden szwadron przedniej straży rozerwał się u południowego wyjścia z Klonowca: druga jego połowa pojechała naprzód prosto, zamiast wykręcić na południowy – wschód, na lewo Bo też nawet konturów najbliższego jeźdźca przed sobą nie można było rozpoznać.

Zaledwie, że przednia straż doszła do skrzyżowania z główną szosą, wiodąca ze Strzelec do Kutna, dany został rozkaz wykręcenia tą szosą w prawo, zamiast dalszego pochodu z kierunku południowo – wschodnim. Dawało to widoki szybszego posuwania się naprzód i prawdopodobieństwo urządzenia pod Kutnem krótkiego odpoczynku. Wiadomo, było bowiem, że na to miasto wyznaczonych było już przedtem kilka batalionów strzelców, spodziewaliśmy się więc zastać je już w ręku niemieckim.

Kutno zostało więc oznaczone przedniej straży jako cel najbliższy. Jednak cel ten dość trudno dawał się osiągnąć. Jeźdźcy, zsiadłszy z koni, musieli dom za domem po obu stronach szosy opróżniać z kozaków, zanim kolumny mogły ruszyć dalej. Trzeba było powyrzucać Moskali z ciepłych izb, aby potem z tyłu nie strzelali do naszych szeregów. Jeden z podoficerów zbierał ich na samych końcach dywizji i prowadził na tyłach.

Tak nastała godzina 10 wieczorem, przy 12 stopniach mrozu. O tej porze nadeszła wiadomość, że nasi przedni żołnierze zaskoczyli i pojmali wartownika piechoty rosyjskiej. Z tego wynikało, że bataliony naszych strzelców jeszcze tu nie dotarły i że znajdujemy się sami w obliczu nieprzyjaciela. Batalion piechoty zwykle przydzielony do naszej dywizji, oraz kompania cyklistów, użyte były tym razem gdzieindziej i jeszcze do naszej dywizji nie powróciły.

Wkrótce nadeszły dalsze ważne raporty straży przedniej, zbliżającej się już do Kutna. Jeden z tamtejszych mieszkańców wyznał, że Kutno obsadzone było w dniu 15 listopada przez znaczne siły nieprzyjacielskiej piechoty i artylerii, że jednak nad wieczorem główne siły opuściły miasto w kierunku Warszawy i że obecnie znajduje się tam tylko mniejszy oddział. Z jednego z pierwszych domów wyciągnięty został z łóżka oficer rosyjski, który pokazał na mapie położenie trzech jeszcze pułków piechoty rosyjskiej na zachód od Kutna. Jeżeli zeznania tego oficera były prawdziwe, w co zresztą można było nie wątpić, bo zgadzały się dobrze z jego wskazaniami na mapie, to pułki owe zagrażały poważnie naszemu prawemu skrzydłu. W każdym razie stawało się konieczne dokładne poinformowanie o tym naszych głównych sił na zachodzie. W tym kierunku musiały być potem wysłane oddziały strzelców jednej z brygad kawaleryjskich dla osłony prawego boku.

Dowódca straży przedniej otrzymał tymczasem polecenie zajęcia Kutna. W wykonaniu tego rozkazu zdecydował się on przedrzeć się z przednimi oddziałami przez miasto, aby w ten sposób opanować możliwie jak najprędzej wszystkie wyjścia. Miasteczko było już w głębokim śnie pogrążone. W szybkim biegu, pieszo udało się naszym jeźdźcom zamknąć wszystkie wyloty i obsadzić je chociaż słabymi siłami. Sam pułkownik H. ze strzelcami mniej więcej dwóch szwadronów i dwiema armatami dotarł do obszernego rynku właśnie w chwili, gdy w miasteczku ruch się rozpoczynał. Część załogi rosyjskiej, stanowiąca zapewne straż główną, wypadła z jednej z bocznych uliczek na rynek i rozpoczęła utarczkę salwą, której ofiarą padli jako pierwsi rotmistrz sztabu brygady Bodenstedi i trębacz, sierżant Schmieter. Ten pierwszy atak udało się wstrzymać od razu, dzięki przytomności umysłu kanoniera Dietzmana, który samorzutnie wystrzelił z pierwszej przygotowanej właśnie do strzału armaty. Ale ze wszystkich domów zaczęli się teraz sypać Moskale i rozpoczęła się dzika, bezplanowa walka jednego z drugim. Armaty na rynku, których obsługa po większej części już była ranna, zostały w końcu tak zagrożone, że trzeba je było stamtąd wycofać.

Widok odjeżdżających armat dodał moskalom widocznie odwagi, bo ze zdwojoną energią ponowili atak. Jedna z zagrożonych armat uratowana została tylko dzięki energii huzara Birkenhausa. Pułkownika li, leżącego na ziemi z ciężko nadwyrężoną noga uratowali od niewoli dwaj dzielni ordynansi, frajter Grochmann i huzar Dierkens przyprowadzili mu konia i wsadzili go na niego śród najgorętszego ognia karabinowego. Tymczasem rozwinęła się już także walka u wylotów, szczególniej na szosie do Łowicza – drodze odwrotowej Rosjan. Tu stał porucznik strzelców konnych Schmidt z siedmioma ludźmi, przy moście. W tym kierunku wymaszerowała silniejsza kolumna piechoty rosyjskiej i z najbliższej odległości powitana została gorącym ogniem owych siedmiu karabinów. Poniósłszy dotkliwe straty, cofnęli się Moskale do domów i rozpoczęli gęstą strzelaninę do naszych kilku strzelców, którzy leżeli dobrze zasłonięci i udaremniali wszelkie próby przebicia się. Wobec tego spróbowali Moskale nas obejść i zaskoczyć z boku z ogrodów. Trzej pierwsi, przełażący przez płoty, padli od kul porucznika Schmidta, wobec czego reszta podniosła ręce do góry.

Tymczasem za miastem sztab dywizyjny wyczekiwał z niecierpliwością wyniku walki ulicznej. Ogień karabinowy słyszało się coraz silniejszy. Wieści „blobowe” mnożyły się co chwila. „Jedna armata stracona”. „Posterunki u wylotów zostały odcięte”. „Pułkownik H. padł”. Wobec takich mnożących się niepomyślnych wieści ciężką istotnie była decyzja nie ustępować, tylko przez wprowadzenie posiłków chcieć sobie zapewnić zwycięstwo. Dowódca dywizji, hr. Schmettow, trwał przy tym swoim postanowieniu wbrew wszelkim alarmującym wieściom. Artyleria dostała rozkaz wyjechania na północny skraj miasta i wystrzelenia do środka miasta granatów wiele ich tylko miała do rozporządzenia. Generał v. S. otrzymał polecenie rozwinięcia przeciw miastu przed artylerią linii strzelców dwóch naszych brygad. Z miasta zaczynał się teraz także ogień. Na szosie panowało wściekłe zamieszanie. W zupełnych ciemnościach trzeba było wysunąć strzelców i artylerię. Konie, prowadzone za uzdy, zostały zebrane na tyły.

Wówczas też padł rozkaz „ wyprowadzić karabiny maszynowe na front!”. Do spełnienia tego zadania, wcale nie łatwego, jak z powyższego wnosić można, zgłosił się natychmiast książę Joachim Pruski, należący do sztabu dywizji jako ordynansowy oficer. Rozkaz został spełniony ze stanowczością i dziarskością. Wkrótce książę zgłosił się z raportem, że udało mu się osobiście dostawić tę ważną broń do przedniej linii bojowej.

Granaty, pękające nad domami, gra karabinu maszynowego i wystąpienie strzelców przeciwko przedmieściu, a wreszcie, i nie na ostatnim miejscu, dzielna wytrwałość wszystkich oddziałów w środku miasta i u wylotów, zmogły powoli siłę Rosjan. Ogień tak w mieście samem, jak i na peryferiach słabł stopniowo. O godzinie 4 nad ranem zdobycie Kutna zostało zameldowane.

Duża ilości Moskali poddała się tymczasem w mieście samem. Ale coraz więcej przyprowadzano ich jeszcze i spędzano na plac pod kościołem. Grupami przeszukiwali ludzie poszczególne domy. Nie brakowało przy tym komicznych epizodów: przed jednym z domów zastaje któryś z naszych oficerów trzech badańskich dragonów i pyta ich się, po co oni tu stoją. Odpowiedź brzmi: „jakiś po niemiecku mówiący Moskal otworzył okno i powiedział nam, że nie potrzebujemy się fatygować, bo oni zaraz w sześciu do nas przyjdą tylko się ubiorą!”

Około piątej rano wkroczył nasz sztab dywizyjny do Kutna. W jednej z aptek dostaliśmy coś nie coś do zjedzenia, a w braku innego napoju – trochę wina pepsynowego. Znalazł się też ciepły napój.

Po sprowadzeniu luźnych koni mieliśmy dwie godziny do dyspozycji na odpoczynek. Czas ten wyzyskaliśmy jak się dało do pożywienia tak ludzi, jak i koni. Owsa niestety nie było prawie wcale. Nie brakowało tylko, aż do zbytku, zarekwirowanych papierów, których zapas wystarczył jeszcze w parę dni później do poczęstowania piechoty, co tego samego ranka wkroczyła do Kutna. Mogliśmy jej także dodać 1500 jeńców i prawdziwym podziękowaniem dla nas była radość piechoty wywołana niespodziewanie wielkim łupem. Jak iskra rozeszła się śród niej wiadomości o tak pięknem uzupełnieniu jej zwycięstwa przez konnych towarzyszy broni.

Wkrótce wyruszyliśmy dalej przeciwko tylnym połączeniom nieprzyjaciela. Już o godzinie 9.30 rano dywizja była w pochodzie ku Łowiczowi. Po półgodzinnym marszu miała nas czekać nowa uciecha. Okazały automobil wjechał w sam środek naszego patrolu pod dowództwem porucznika Odnna i najechał na przedni odział, którego komendant, porucznik Haussman zmusił pojazd do zatrzymania się pochylonymi lancami swoich żołnierzy. W automobilu siedział ekscelencja baron von Korff, gubernator Warszawski, ze swoim adiutantem. Był w drodze do Kutna, które spodziewał się zastać zajęte przez rosyjską brygadę piechoty. W parę minut po wzięciu do niewoli został on odstawiony komendantowi dywizji, a potem dowódcy korpusu kawalerii.

Natomiast nas wiodła droga dalej, głęboko na tył nieprzyjacielskiej armii. Dzień w dzień, aż do późnej nocy bywała dywizja w walce. I nie było chwili jednej, w której by ten dzielny oddział tracił swą jak skały wiarę w dobry wynik i o stateczne zwycięstwo naszego oręża.

18 listopada, 2019|Aktualności|

Pałac Saski w Kutnie – kosztowna ruina czy cenny zabytek ?

Rewitalizacja Pałacu Saskiego w Kutnie stanowi wielkie wyzwanie finansowe i logistyczno-organizacyjne. Spójna koncepcja rewaloryzacji obiektu to efekt pracy specjalistów: architektów, archeologów, konserwatorów, projektantów i naukowców z ośrodków uniwersyteckich. Wszystkim przyświeca jeden cel: stworzenie nowoczesnego i wielofunkcyjnego kompleksu muzealnego, który będzie historyczno-edukacyjnym centrum Kutna.

Pałac Augusta III to unikatowy budynek z 1750 roku (czasów panowania dynastii Wettinów i unii polsko – saskiej), który w swoim zamierzeniu łączył dwie stolice: Warszawę i Drezno oraz miał zapewnić królowi wygodny odpoczynek podczas podróży na nowym trakcie pocztowym. To niepowtarzalny obiekt w skali europejskiej o konstrukcji szachulcowej, cenny dla szeroko pojętej kultury polskiej, jak i europejskiej. Podtrzymanie ducha miejsca oraz idea harmonijnego połączenia polskiej kultury sarmackiej oraz kultury drezdeńskiego dworu, a także historii regionalnej, to cel przyszłego kompleksu muzealnego.

Rewitalizacja kompleksu pałacu podróżnego Augusta III to wyjątkowe wyzwanie inwestycyjne pod względem finansowym i konserwatorskim. Rewitalizacja obiektu zabytkowego wiąże się z koniecznością przeprowadzenia prac zgodnych z programem konserwatorskim, który określa nie tylko sposób prowadzenia robót budowlanych, ale także wskazuje niezbędne materiały i technologie. Powoduje to znaczny wzrost kosztów.
W odróżnieniu od budowy zwykłego budynku, w przypadku zwłaszcza takiego zabytku, jakim jest pałac podróżny, wymaga on starannego ich dobrania. Konserwacji wymagają elementy drewnianej konstrukcji, wypełnienia ceglanych ścian. Ponadto elementy zniszczone muszą być zgodnie z zaleceniami konserwatorskimi wykonane za pomocą tradycyjnych technik ciesielskich z wykorzystaniem materiałów, np. cegieł o zbliżonym składzie do pierwotnych. Dochodzą do tego koszty wykonania wymaganych przepisami instalacji zabezpieczających: przeciwpożarowych i antywłamaniowych oraz innych, zapewniających odpowiednie warunki ekspozycyjne. W przypadku drewnianej konstrukcji, a z taką mamy tu do czynienia, koszty te znacznie wzrastają. Stąd taka kwota, a nie inna (mogła być znacznie wyższa) w przypadku skali wydatków na kutnowski pałac.

Ponadto wszystkie te działania są niezbędne do zachowania pałacu jako zabytku. Prowadzone do rozpoczęcia prac budowlanych badania i ekspertyzy mogły być realizowane jedynie wycinkowo. Konstrukcja szkieletowa pałacu od ponad 150 lat nie była konserwowana. Poddawana licznym przeróbkom, wycinaniu elementów konstrukcyjnych, trzymała się jedynie dzięki drewnianemu szalunkowi i tynkom nałożonym na ten szalunek. Pełna ekspertyza stanu obiektu mogłaby się odbyć jedynie po zdjęciu tych szalunków. To niestety groziłoby katastrofą budowlaną. Odsłonięcie całej konstrukcji było możliwe jedynie po rozpoczęciu prac budowlanych, a przede wszystkim zgromadzeniu środków finansowych, które pozwoliły te prace rozpocząć. W trakcie tych działań okazało się niezbędne powołanie specjalnej komisji konserwatorskiej z udziałem m.in. ekspertów od konserwacji cegieł oraz mykologa. Ich ocena substancji zabytkowej, po przeprowadzeniu badań, stwierdzała, że istniejące elementy drewniane, a także ceglane, są w daleko posuniętym stanie degradacji. Niemożliwa jest ich konserwacja, a tym samym wykorzystanie jako elementów konstrukcyjnych budynku. Takie niespodzianki są dość częstym zjawiskiem w przypadku inwestycji na obiektach zabytkowych, a szczególnie wykonanych w konstrukcji drewnianej. Zdarzają się np. odkrycia nieujawnionych wcześniej fresków, niezidentyfikowane wcześniej konstrukcje ukryte pod ziemią, itp. Są to sytuacje trudne do przewidzenia, ale mające wpływ na wzrost kosztów i terminy realizacji inwestycji.

Dofinansowanie projektu opierało się na założeniu maksymalnie 30% odbudowy, co nie jest aktualnie możliwe do zrealizowania. Nie oznacza to jednak utraty przez pałac statusu zabytku. Nadal, zgodnie z wytycznymi programu konserwatorskiego, pod nadzorem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi, ratowane są elementy zabytkowe konstrukcji. W oparciu o program konserwatorski wykonywane są nowe elementy rekonstrukcji konserwatorskiej zgodne z tradycyjnymi technikami obróbki ciesielskiej z XVIII wieku oraz stosowany jest materiał maksymalne zbliżony do zastosowanego pierwotnie. Wszystkie te zabiegi mają na celu zachowanie zabytkowego charakteru pałacu. O statusie budynku jako zabytku nie stanowi tylko procent zachowanej oryginalnej substancji. Gdyby tak było to choćby warszawskie Stare Miasto, Zamek Królewski i wiele innych podziwianych dziś w Polsce zabytków, takiej rangi by nie posiadały.

Czy obiekt jest zniszczony w większym czy mniejszym stopniu i jakie są badania stwierdzające skalę zniszczeń – to o zachowaniu, czy też nie, zabytku decydują również inne względy. Zabytki o szczególnym znaczeniu dla historii są często ratowane bez względu na stopień degradacji, np. budynek d. plebanii ewangelicko-augsburskiej w Zgierzu, czy dawny Hotel Müllera w Ciechocinku. Mimo stanu gorszego, niż kutnowski pałac, zalecono podjęcie działań mających na celu ich rekonstrukcję i utrzymanie statusu zabytkowego tych budynków. W obu przypadkach uwypuklono ich wartości historyczne, podkreślając, że „przywrócenie ich wartości zabytkowych może nastąpić jedynie w razie wykonania rekonstrukcji wiernie odtwarzającej bryłę, formę i konstrukcję pierwotnego obiektu, bez jakichkolwiek zmian i uproszczeń oraz unowocześnień wpływających na odbiór budynku jako zabytkowego”. I takie procedury są przewidziane i realizowane w przypadku kutnowskiego pałacu. Przytoczone przykłady dwóch budowli w Zgierzu i Ciechocinku, jako jedne z wielu mających ogromne znaczenie dla dziedzictwa regionalnego, w przypadku kutnowskiego pałacu posiadają znaczenie ogólnokrajowe, a nawet ważne dla dziedzictwa europejskiego.

O zabytkowym charakterze danego budynku świadczą także inne czynniki, m.in. takie jak wartość historyczna obiektu, czy wartość artystyczna i architektoniczna oraz niematerialna i naukowa. Zdaniem prof. dr. hab. J. Sito, prof. dr. hab. Tadeusza Bernatowicza (eksperta do spraw wpisów zabytków na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO) oraz dr. Ulricha Schaafa (wybitnego specjalisty od konstrukcji drewnianych, zajmującego się konserwacją świątyń pokoju w Jaworze i Świdnicy), zachowane w Kutnie duże fragmenty konstrukcji szkieletowej podróżnego (pocztowego) pałacu Augusta III o cechach murowanego pałacu – rezydencji, posiadają wyjątkową wartość historyczną i zabytkową. Do czasów współczesnych nie zachował się ani jeden przykład tego typu konstrukcji w architekturze pałacowej, powstałej na królewskie zamówienie, pełniącego zarazem funkcje królewskiego „zajazdu” – pałacu podróżnego. Architektura odrestaurowanego i zrekonstruowanego pałacu stanowić będzie wyjątkowy i jedyny przykład XVIII – wiecznego pałacu podróżnego wzniesionego
w konstrukcji szachulcowej, zarazem jako jednego z nielicznych materialnych świadectw pozostałych po unii polsko – saskiej i europejskim dziedzictwie tych czasów w Polsce. Podkreślali także znaczenie tego obiektu właśnie jako istotnego dziedzictwa narodowego i międzynarodowego. Kutnowski pałac to także jedna z nielicznych pozostałości po przedsięwzięciu nieznanym w ówczesnej Europie – trakcie pocztowym, który zbudowano niemal od podstaw dla połączenia Drezna i Warszawy nowym szlakiem komunikacyjnym. Dla Kutna poprowadzenie królewskiego traktu z Drezna do Warszawy i budowa pałacu miało ogromne znaczenie, bowiem utrwalało status miejskiego charakteru i wpływało na rozwój gospodarczy. Sprzyjał temu napływ rzemieślników i kupców zapewniających odpowiednią obsługę przemieszczającego się przez miasto dworu i podróżujących tym szlakiem. Kutnowski pałac to także przykład wspaniałej architektury zbudowanej w duchu drezdeńskiego baroku, który w Europie Środkowo – Wschodniej był w tym czasie jednym z głównych nurtów w architekturze.

Pałac to świadek historii, swoisty materialny dokument i źródło naszej lokalnej
i narodowej tożsamości. To nasza spuścizna po przodkach, których dokonania należy szanować i pielęgnować także w wymiarze przynależności do kultury zachodnioeuropejskiej.

Drugorzędne znaczenie dla oceny wartości zabytku ma to, z kim był on związany. Bez wątpienia jednak fakt, iż kutnowski pałac jest spuścizną po polskim królu, podnosi jego rangę. Jednak nie dla wszystkich jest to oczywiste. Idąc, jak to dzisiaj robią niektórzy, tropem zasług dla Polski czy też przewinień ówczesnych właścicieli obecnych zabytków, zastanawiając się w tym kontekście, czy o dany obiekt trzeba dbać, należałoby się zatem zastanowić nad utrzymywaniem czy remontowaniem i konserwacją takich obiektów jak zamek w Malborku, pałace na dolnym Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach, kapitalistyczne pałace „wyzyskiwaczy” łódzkich fabrykantów, bankierów, itp. Są one zarazem częścią naszej historii, jak również historii małych ojczyzn nie zawsze związanych z Polską i mają dla naszej historii złowrogi wydźwięk. Po co je restaurować ? Te pytania, czy wątpliwości, stawiane są przez pseudoznawców i chyba nie wymagają odpowiedzi. To przede wszystkim zabytki, niezależnie od tego, czy są one związane z osobami znanymi i popularnymi, czy też negatywnie „zasłużonymi” w naszej historii.

Zdaniem wielu konserwatorów, których wypowiedzi pojawiały się w ostatnich latach, w ocenie zabytków ważną rolę odgrywa stopień zachowanych wartości zabytkowych danego obiektu. Nie mniej bardzo zniszczony zabytek, ale o dużej wartości, warto ratować nawet za cenę wielkich nakładów inwestycyjnych. Ta wysoka wartość zabytkowa obiektu przesądza także o celowości podejmowania działań służących uratowaniu chociaż niektórych elementów substancji zabytkowej, a także usprawiedliwia znaczną skalę ewentualnych prac rekonstrukcyjnych.

5 listopada, 2019|Aktualności|