Historia Kutna

/Tag:Historia Kutna

Kutno znane i nieznane. Cesarski obiad w Kutnie

W grudniu 1812 roku Napoleon Bonaparte zostawił resztki rozbitej wielkiej armii, po przegranej kampanii wojennej w Rosji, i z najbliższymi towarzyszami wracał do Francji. Trasa powrotu cesarza wiodła przez Warszawę i Poznań. Wśród jego towarzyszy był Armand Caulaincourt – generał i francuski ambasador w Rosji, który w szczegółach opisał całą podróż, w tym również przymusowy postój w Kutnie w dniu 11 grudnia 1812 roku.

W czerwcu 1812 roku (tuż po rozpoczęciu wyprawy na Moskwę) Sejm Księstwa Warszawskiego w dniu 28 czerwca 1812 roku zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego i ogłosił wskrzeszenie Królestwa Polskiego. W całym Księstwie Warszawskim zapanowało poruszenie i entuzjazm. Masowo podpisywano się pod aktem konfederacji. Tak było również w Kutnie, kiedy to 30 lipca 1812 roku w kościele parafialnym obradował sejmik powiatowy, któremu przewodniczył marszałek Rafał Świętosławski – poseł i sędzia pokoju. Obrady rozpoczęły się od mszy św. dziękczynnej za wskrzeszenie ojczyzny, którą koncelebrował ks. dziekan Guzowski. Następnie podprefekt powiatu orłowskiego Ambroży Zaborowski odczytał uniwersał o zawiązaniu konfederacji. Dalsze obrady prowadził marszałek sejmiku, a akt konfederacji odczytał Wojciech Gliński – podsędek i asesor. Na koniec wszyscy zebrani uczestnicy podpisali akt konfederacji i odśpiewali „Te Deum”.

W grudniu 1812 roku, po wielkim entuzjazmie, jaki panował jeszcze latem tego roku w Księstwie Warszawskim, niewiele już pozostało. Napoleon z Warszawy wyjechał wcześnie rano dnia 11 grudnia o godzinie 4.00. Tym razem powóz cesarski stanowiły sanie, na którym było pudło z „zielonej karety” i konie pocztowe. W kabinie Bonaparte włożył nogi w worek z wilczych skór i razem z Caulaincourtem udał się w kierunku Poznania, dokąd planował dotrzeć jeszcze tego samego dnia wieczorem.

Zaprzęgiem cesarskim powoził zaufany mameluk Rustam Raza, który był osobistym służącym Napoleona, dbającym o broń i odzież. Rustam (Ormianin z pochodzenia, urodzony w Tbilisi) służył Napoleonowi od czasów jego wyprawy do Egiptu, gdzie był sprzedany przez Turków jako niewolnik. Mameluk nosił haftowany złotem kaftan, aksamitny turban i bogato zdobioną broń.

W drodze pomiędzy Warszawą a Kutnem cesarz rozprawiał o Anglii, którą trudno będzie zmusić do podpisania pokoju. Żałował, że plany odbudowania państwa polskiego stały się przyczyną wojny z Rosją. Tymczasem przed Kutnem sanie uległy lekkiemu uszkodzeniu. Szybkiej jazdy nie wytrzymała jedna z hołobli i cesarski powóz zmuszony był się zatrzymać w celu naprawy usterki. Napoleon w Kutnie znalazł gościnę u miejscowego podprefekta Ambrożego Zaborowskiego, który mieszkał w murowanym domu przy ulicy Poznańskiej 120. Podprefekt od razu rozpoznał cesarza i „starał się przyjąć go jak najlepiej potrafił. Jego ładniutka żona (Józefa Zaborowska) i szwagierka – obie Polki – były zachwycone, mogąc gościć Cesarza i wręcz nie wiedziały, co by tu jeszcze zrobić, żeby okazać mu, jak bardzo są szczęśliwe, widząc go w dobrym zdrowiu”. Pod wrażeniem kutnowskiej gościnności był także A. Caulaincourt, który napisał, że: „Tak wiele potrafią wyrazić tylko twarze Polaków”.

W czasie przymusowego postoju w Kutnie Napoleon wydał kilka dyspozycji i rozkazów, w tym dla księcia Bassano. W pismach do Warszawy nakazywał przyspieszenie poboru do armii i dozbrojenie Księstwa Warszawskiego, a także budowę umocnień na warszawskiej Pradze, Modlinie i Sieradzu. W rozkazach do gubernatora Warszawy Taillisa polecił zatrzymać w Warszawie wszystkie wojska i zorganizować Gwardię Narodową. Pisanie listów nastręczało pewne problemy, z powodu skostniałych od mrozu palców, które powoli się rozgrzewały. Napoleon po napisaniu dwóch listów, sam nie potrafił ich odczytać i był zmuszony podyktować je do przepisania Caulaincourttowi.

Pobyt w domu podprefekta zakończył się obiadem. Podczas spożywania posiłku przez cesarza, Caulaincourt zajął się wysyłką pism. Dwa listy pisane ręką Napoleona zachował sobie na pamiątkę. W tym czasie samie zostały już naprawione. Cesarz na wieść o tym w pośpiechu dokończył obiad tak, że Caulaincourt zdążył wziąć na drogę tylko „kawałek chleba”. Do Poznania podróżnicy dotarli przed świtem 12 grudnia.

Gościna u kutnowskiego podprefekta A. Zaborowskiego wzruszyła Napoleona do tego stopnia, że polecił (po powrocie do Paryża) wysłać Józefie Zaborowskiej jakiś prezent.

dr Jacek Saramonowicz

9 grudnia, 2019|Aktualności|

Kutno znane i nieznane. Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

Prezentujemy kolejny artykuł z cyklu „Kutno znane i nieznane” autorstwa dr. Jacka Saramonowicza.

Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

W grudniu 1861 roku do Kutna z Łowicza przybył pierwszy pociąg. W ten sposób miasto uzyskało połączenie Kolejowe z Warszawą, a zarazem ogromną szansę dalszego rozwoju. Niewiele brakowało jednak, aby komunikacyjne i gospodarcze losy Kutna potoczyłyby się inaczej. Pierwotnie planowano przebieg linii kolejowej do Włocławka i Bydgoszczy przez Gostynin i Kowal.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajdują się plany wykupu gruntów pod budowę kolei z Kutna i okolic oraz rycina z 1862 roku przedstawiająca kutnowski dworzec kolejowy autorstwa L. Aleksandrowicza.

O budowę linii kolejowej łączącej Pomorze Gdańskie z systemem dróg żelaznych Królestwa Polskiego zabiegali już w latach 40. XIX w. kupcy gdańscy, licząc na rozwój handlu. W marcu 1852 roku pruska Dyrekcja Kolei Wschodniej w Bydgoszczy opracowała wstępny projekt i kosztorys na budowę odcinka linii na obszarze zaboru pruskiego. Władze rosyjskie początkowo były niechętne projektowi, głównie z powodu odpowiednich środków finansowych. W grudnia 1856 roku, po długich negocjacjach zawarto umowę o budowie linii kolejowej Bydgoszcz – Łowicz. Akt nadawczy budowy linii kolejowej udzielony został Towarzystwu Akcyjnemu Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej w dniu 28 września 1857 roku. Towarzystwem kierował warszawski bankier Herman Epstein. Pochodził on z zamożnej warszawskiej rodziny kupieckiej. W 1836 roku został administratorem ceł Królestwa Polskiego, a w 1841 roku mianowany – radcą handlowym. Uczestniczył w obradach Rządowej Komisji Skarbu, poświęconych rozwojowi ekonomicznemu kraju. Jego syn Leon Epstein w 1865 roku rozpoczął budowę cukrowni „Konstancja” pod Kutnem, nazywając ją tak na cześć swojej żony Konstancji Marii.

Realizację inwestycji powierzono belgijskiemu przedsiębiorstwu braci Eugeniusza i Hektora Riche, które zatrudniło przy pracach ziemnych ok. 4 tys. robotników. Autorem planu technicznego i projektów mostów inż. August Rosenbaum, a głównym inżynierem budowy był Leonard Aleksandrowicz.

W lipcu 1859 roku uzyskano zgodę na zmianę trasy. Inicjatorem i propagatorem nowego przebiegu linii kolejowej przez Kutno był inż. drogowy Stanisław Wysocki, kierownik budowy Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i główny inspektor kolei w Królestwie Polskim, który tak argumentował swoje stanowisko: „…od Łowicza do granicy pruskiej, droga rzeczona przechodzić będzie okolicą bogatą, gęsto zaludnioną. trzymającą w kraju naszym pierwsze miejsce tak pod względem rolniczym, jako i przemysłowym. Warunki te zapewniają drodze znaczny miejscowy ruch osób, który nadto zasilany będzie z dalszych okolic przez schodzące się w Krośniewicach główne trakty: Poznański, Kaliski i Łęczycko – Włocławski. Nareszcie, na powiększenie tegoż ruchu wpływać także będą miasta Kutno i Włocławek, jako też zakład kąpieli w Ciechocinku. Liczne fabryki, jakie w ostatnich czasach powstały i rozwinęły się w tej właśnie stronie kraju, kędy droga Warszawsko – Bydgoska przebiegać będzie, wyniszczyły miejscowe lasy i spowodowały niedostatek paliwa, dający się uczuwać coraz dotkliwiej. stąd więc niezbędny już dla okolic tych węgiel kamienny, stanowiący na większej liczbie dróg żelaznych najgłówniejsze i najpewniejsze źródło dochodu, będzie też nader ważnym przedmiotem wewnętrznego frachtu kolei Warszawsko – Bydgoskiej. a mianowicie do cukrowni: Dobrzelin, Budzyń. Oporów, Strzelce, Sójki. Łanięta, Ostrowy, Szubsk i do innych fabrycznych zakładów, których liczba wzrośnie niewątpliwie z uchyleniem niedostatku paliwa. Obok tego, potrzebne zakładom tym materyąły i surowe produkta, a następnie wychodzące z nich wyroby, dadzą także drodze żelaznej znakomite transporta”.

Prace budowlane nabrały pełnego tempa wiosną 1861 roku. Kontrolę finansową nad przedsięwzięciem posiadali bracia Riche, którzy przejęli akcje Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej. Pierwsze, sprowadzone przez braci Riche szyny, zostały położone na trasie z Łowicza do Kutna latem 1861 roku. Prace przy układaniu szyn zakończono w listopadzie 1861 roku. Wówczas specjalna komisja techniczna wyznaczona przez Rząd, w której składzie znajdował się S. Wysocki, dokonała testów sprawdzających i od 1 grudnia 1861 roku linia Łowicz Kutno została oddana do użytku.

W następnym roku kontynuowano prace na odcinku Kutno – Włocławek. Prace szły planowo i 3 września 1862 roku o 6.00 delegacja w składzie: Adam Łęski (dyrektor Główny Komisji Rządowej Przychodów, Jakub Ignacy Łaszczyński (gubernator cywilny warszawski); Radca Stanisław Wysocki inspektor główny i komisarz rządowy oraz H. Epstein udała się koleją Warszawy do Włocławka. Pociąg przybył do Włocławka około godziny 12.00, a z powrotem w Warszawie był już o godzinie 22.00. Ostatecznie trasę do Kutna otwarto 1 grudnia 1861 roku. Komunikację z Kutna do granicy pruskiej w Trojanowie (od 1879 roku Aleksandrów) uruchomiono 3 grudnia 1862 roku. Wówczas z Warszawy o godzinie 7.00 wyruszył pociąg wiozący delegację pod przewodnictwem generała adiutanta barona Andersa E. Ramsaya, członków Rady Administracyjnej, Rady Stanu, reprezentantów władz wojskowych i cywilnych. O godzinie 10.00 pociąg dojechał do Łowicza, gdzie wzniesiony był okolicznościowy łuk triumfalny oraz ołtarz. Arcybiskup Metropolita Warszawski poświecił pociąg oraz budynki stacji. Po krótkim postoju pociąg odjechał do Kutna, a godzinie 14.00 dotarł do stacji granicznej w Aleksandrowie. Tam doszło do oficjalnego powitania z przedstawicielami władz pruskich. Po wspólnym obiedzie, około godziny 17.00 pociąg wyruszył w drogę powrotną do Warszawy, gdzie dotarł około godziny 23.00. Ostatecznie pełne ukończenie budowy linii nastąpiło 17 grudnia 1863 roku. W pierwszym miesiącu funkcjonowania linii Warszawsko – Bydgoskiej z kolei skorzystało prawie 13 tys. pasażerów.

Car Aleksander II, za budowę linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej odznaczył m.in: Hermana Epsteina – orderem św. Włodzimierza, L. Aleksandrowicza – orderem św. Stanisława, bankiera amsterdamskiego Leona Lippmana oraz przedsiębiorców, którzy zrealizowali inwestycję: Eugeniusza i Hektora Riche.

Sukces realizacji inwestycji budowy linii warszawsko – bydgoskiej zachęcił koła gospodarcze w Wielkopolsce do realizacji podobnego przedsięwzięcia.. 13 stycznia 1863 roku do Warszawy przybywała delegacja z Wielkopolski w celu prowadzenia wstępnych dotyczących budowy linii kolejowej z Poznania do Kutna przez Kalisz. Być może rozmowy zakończyłyby się sukcesem, jednak 22 stycznia wybuchło jednak powstanie w Królestwie Polskim i plany inwestycji gospodarczych trzeba było odłożyć na później. Delegacja poznańska jeszcze tego samego dnia wyjechała z Warszawy, a połączenie kolejowe z Poznania do Kutna oddano do użytku dopiero w 1920 roku, 57 lat później.

Dr J. Saramonowicz

2 grudnia, 2019|Aktualności|

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Tłumaczenie artykułu z niemieckiej broszury p.t. „Deutsche Reiter”, wydawnictwa H. Hillgera, Berlin – Upsk, „Krieg und Sieg” opublikowane w Tygodniku Kutnowskim nr 46 z 12 XI 1921 r., s. 4; nr 49 z 9 XII 1921 r., s.4 – 5; nr 51 z 21 XII 121 r., s. 7.

Dnia 11 listopada rozpoczęły się ataki na naszych szybko naprzód postępujących wojsk w północnej Polsce, na południe od Wisły. W Dniu 15 listopada walczyło zwycięskie lewe skrzydło na linii, wiodącej przez Dąbrowice, na południe od Lubienia, w poprzek przez: gościniec z Kowala do Gostynina, aż że błota nadwiślańskie na zachód od Płocka. Z tyłu, po za środkiem tej linii, stał nasz korpus kawalerii pod dowództwem generała porucznika von Richthetena, w gotowości do wyruszenia w pościg za ustępującym nieprzyjacielem z chwilą zwycięskiego przełamania jego frontu przez główna armię.

Jedyna dywizja kawalerii oczekiwała z niecierpliwością rozkazu do pościgu już od godz. 7 rano od Czaplami, na południowy wschód od Lubienia. Około godz. 2 po południu uznał dowódca korpusu, że moment odpowiedni nadszedł. Dywizja otrzymała rozkaz ścigania Rosjan w kierunku południowo – wschodnim, ile tylko koniom nóg starczy. Jako cel wytknięta została szosa, wiodąca z Łęczycy do Łowicza, którą mieliśmy osiągnąć między Piątkiem, a Bielawami.

Rozstrzygnięcie właśnie przed chwilą nastąpiło: dzielny korpus rezerwy wyrzucił nieprzyjaciela z jego mocnej pozycji pod Łaniętami. Patrzyliśmy na Moskali, wychodzących z rowów z podniesionymi w górę rękami. Niezdobyta do niedawna linia obrony była przełamana i droga dla kawalerii stała otworem. Z jedna brygadą, jako przednią strażą, ruszyła cała dywizja zaraz naprzód, okrężną drogą przez Sokołów, aby wyminąć piechotę, która postępowała za nieprzyjacielem prostą drogą. Około godz. 4 po południu – a było już całkiem o tej porze – husarzy musieli się rozprawić naprzód z dość silnym oddziałem kozaków, który, nie zauważony przez piechotę, usadowił się w lesie, na południe od Sokołowa. Dalsza droga miała prowadzić przez Strzelce. Dowódca przedniej straży, dotarłszy do Niedrzewia, stwierdził niestety, że droga do Strzelec zajęta już była przez korpus główny. Rozprawa z kozakami zajęła nam czas i przeszkodziła w wyminięciu piechoty. Była to naturalnie dla prącej naprzód dywizji okoliczność przykra. Wysłany naprzód oficer sztabu generalnego naszej dywizji zorganizował przemarsz straży przedniej przez krzyżującą się z nią kolumnę artylerii. Główna siła miała postąpić podobnie.

Nieuniknioną przy tym zwłokę wykorzystał oficer aprowizacyjny a zarazem tłomacz sztabu dywizyjnego, przygotowując nam w „zamku” Niedrzewieckim herbatę – jedyny napój, wiecznie się powtarzający w ciągu długich dni naszego dalszego pochodu za armią rosyjską aż prawie pod Łódź i Piotrków. W prostym, ale ciepłym pokoju, opuszczonym kilka godzin temu przez rosyjskiego generała z jego sztabem, wobec nastającego pod wieczór dość silnego mrozu, nastrój był wyśmienity.

Nareszcie zdołaliśmy wyprzedzić piechotę, co prawda rezygnując z głównego, wygodnego traktu. Tylko ten, kto już raz jeździł konno w ciemnościach po rosyjskich drogach, zrozumie co to znaczy. Wkrótce nastała też nowa niespodzianka. Jeden szwadron przedniej straży rozerwał się u południowego wyjścia z Klonowca: druga jego połowa pojechała naprzód prosto, zamiast wykręcić na południowy – wschód, na lewo Bo też nawet konturów najbliższego jeźdźca przed sobą nie można było rozpoznać.

Zaledwie, że przednia straż doszła do skrzyżowania z główną szosą, wiodąca ze Strzelec do Kutna, dany został rozkaz wykręcenia tą szosą w prawo, zamiast dalszego pochodu z kierunku południowo – wschodnim. Dawało to widoki szybszego posuwania się naprzód i prawdopodobieństwo urządzenia pod Kutnem krótkiego odpoczynku. Wiadomo, było bowiem, że na to miasto wyznaczonych było już przedtem kilka batalionów strzelców, spodziewaliśmy się więc zastać je już w ręku niemieckim.

Kutno zostało więc oznaczone przedniej straży jako cel najbliższy. Jednak cel ten dość trudno dawał się osiągnąć. Jeźdźcy, zsiadłszy z koni, musieli dom za domem po obu stronach szosy opróżniać z kozaków, zanim kolumny mogły ruszyć dalej. Trzeba było powyrzucać Moskali z ciepłych izb, aby potem z tyłu nie strzelali do naszych szeregów. Jeden z podoficerów zbierał ich na samych końcach dywizji i prowadził na tyłach.

Tak nastała godzina 10 wieczorem, przy 12 stopniach mrozu. O tej porze nadeszła wiadomość, że nasi przedni żołnierze zaskoczyli i pojmali wartownika piechoty rosyjskiej. Z tego wynikało, że bataliony naszych strzelców jeszcze tu nie dotarły i że znajdujemy się sami w obliczu nieprzyjaciela. Batalion piechoty zwykle przydzielony do naszej dywizji, oraz kompania cyklistów, użyte były tym razem gdzieindziej i jeszcze do naszej dywizji nie powróciły.

Wkrótce nadeszły dalsze ważne raporty straży przedniej, zbliżającej się już do Kutna. Jeden z tamtejszych mieszkańców wyznał, że Kutno obsadzone było w dniu 15 listopada przez znaczne siły nieprzyjacielskiej piechoty i artylerii, że jednak nad wieczorem główne siły opuściły miasto w kierunku Warszawy i że obecnie znajduje się tam tylko mniejszy oddział. Z jednego z pierwszych domów wyciągnięty został z łóżka oficer rosyjski, który pokazał na mapie położenie trzech jeszcze pułków piechoty rosyjskiej na zachód od Kutna. Jeżeli zeznania tego oficera były prawdziwe, w co zresztą można było nie wątpić, bo zgadzały się dobrze z jego wskazaniami na mapie, to pułki owe zagrażały poważnie naszemu prawemu skrzydłu. W każdym razie stawało się konieczne dokładne poinformowanie o tym naszych głównych sił na zachodzie. W tym kierunku musiały być potem wysłane oddziały strzelców jednej z brygad kawaleryjskich dla osłony prawego boku.

Dowódca straży przedniej otrzymał tymczasem polecenie zajęcia Kutna. W wykonaniu tego rozkazu zdecydował się on przedrzeć się z przednimi oddziałami przez miasto, aby w ten sposób opanować możliwie jak najprędzej wszystkie wyjścia. Miasteczko było już w głębokim śnie pogrążone. W szybkim biegu, pieszo udało się naszym jeźdźcom zamknąć wszystkie wyloty i obsadzić je chociaż słabymi siłami. Sam pułkownik H. ze strzelcami mniej więcej dwóch szwadronów i dwiema armatami dotarł do obszernego rynku właśnie w chwili, gdy w miasteczku ruch się rozpoczynał. Część załogi rosyjskiej, stanowiąca zapewne straż główną, wypadła z jednej z bocznych uliczek na rynek i rozpoczęła utarczkę salwą, której ofiarą padli jako pierwsi rotmistrz sztabu brygady Bodenstedi i trębacz, sierżant Schmieter. Ten pierwszy atak udało się wstrzymać od razu, dzięki przytomności umysłu kanoniera Dietzmana, który samorzutnie wystrzelił z pierwszej przygotowanej właśnie do strzału armaty. Ale ze wszystkich domów zaczęli się teraz sypać Moskale i rozpoczęła się dzika, bezplanowa walka jednego z drugim. Armaty na rynku, których obsługa po większej części już była ranna, zostały w końcu tak zagrożone, że trzeba je było stamtąd wycofać.

Widok odjeżdżających armat dodał moskalom widocznie odwagi, bo ze zdwojoną energią ponowili atak. Jedna z zagrożonych armat uratowana została tylko dzięki energii huzara Birkenhausa. Pułkownika li, leżącego na ziemi z ciężko nadwyrężoną noga uratowali od niewoli dwaj dzielni ordynansi, frajter Grochmann i huzar Dierkens przyprowadzili mu konia i wsadzili go na niego śród najgorętszego ognia karabinowego. Tymczasem rozwinęła się już także walka u wylotów, szczególniej na szosie do Łowicza – drodze odwrotowej Rosjan. Tu stał porucznik strzelców konnych Schmidt z siedmioma ludźmi, przy moście. W tym kierunku wymaszerowała silniejsza kolumna piechoty rosyjskiej i z najbliższej odległości powitana została gorącym ogniem owych siedmiu karabinów. Poniósłszy dotkliwe straty, cofnęli się Moskale do domów i rozpoczęli gęstą strzelaninę do naszych kilku strzelców, którzy leżeli dobrze zasłonięci i udaremniali wszelkie próby przebicia się. Wobec tego spróbowali Moskale nas obejść i zaskoczyć z boku z ogrodów. Trzej pierwsi, przełażący przez płoty, padli od kul porucznika Schmidta, wobec czego reszta podniosła ręce do góry.

Tymczasem za miastem sztab dywizyjny wyczekiwał z niecierpliwością wyniku walki ulicznej. Ogień karabinowy słyszało się coraz silniejszy. Wieści „blobowe” mnożyły się co chwila. „Jedna armata stracona”. „Posterunki u wylotów zostały odcięte”. „Pułkownik H. padł”. Wobec takich mnożących się niepomyślnych wieści ciężką istotnie była decyzja nie ustępować, tylko przez wprowadzenie posiłków chcieć sobie zapewnić zwycięstwo. Dowódca dywizji, hr. Schmettow, trwał przy tym swoim postanowieniu wbrew wszelkim alarmującym wieściom. Artyleria dostała rozkaz wyjechania na północny skraj miasta i wystrzelenia do środka miasta granatów wiele ich tylko miała do rozporządzenia. Generał v. S. otrzymał polecenie rozwinięcia przeciw miastu przed artylerią linii strzelców dwóch naszych brygad. Z miasta zaczynał się teraz także ogień. Na szosie panowało wściekłe zamieszanie. W zupełnych ciemnościach trzeba było wysunąć strzelców i artylerię. Konie, prowadzone za uzdy, zostały zebrane na tyły.

Wówczas też padł rozkaz „ wyprowadzić karabiny maszynowe na front!”. Do spełnienia tego zadania, wcale nie łatwego, jak z powyższego wnosić można, zgłosił się natychmiast książę Joachim Pruski, należący do sztabu dywizji jako ordynansowy oficer. Rozkaz został spełniony ze stanowczością i dziarskością. Wkrótce książę zgłosił się z raportem, że udało mu się osobiście dostawić tę ważną broń do przedniej linii bojowej.

Granaty, pękające nad domami, gra karabinu maszynowego i wystąpienie strzelców przeciwko przedmieściu, a wreszcie, i nie na ostatnim miejscu, dzielna wytrwałość wszystkich oddziałów w środku miasta i u wylotów, zmogły powoli siłę Rosjan. Ogień tak w mieście samem, jak i na peryferiach słabł stopniowo. O godzinie 4 nad ranem zdobycie Kutna zostało zameldowane.

Duża ilości Moskali poddała się tymczasem w mieście samem. Ale coraz więcej przyprowadzano ich jeszcze i spędzano na plac pod kościołem. Grupami przeszukiwali ludzie poszczególne domy. Nie brakowało przy tym komicznych epizodów: przed jednym z domów zastaje któryś z naszych oficerów trzech badańskich dragonów i pyta ich się, po co oni tu stoją. Odpowiedź brzmi: „jakiś po niemiecku mówiący Moskal otworzył okno i powiedział nam, że nie potrzebujemy się fatygować, bo oni zaraz w sześciu do nas przyjdą tylko się ubiorą!”

Około piątej rano wkroczył nasz sztab dywizyjny do Kutna. W jednej z aptek dostaliśmy coś nie coś do zjedzenia, a w braku innego napoju – trochę wina pepsynowego. Znalazł się też ciepły napój.

Po sprowadzeniu luźnych koni mieliśmy dwie godziny do dyspozycji na odpoczynek. Czas ten wyzyskaliśmy jak się dało do pożywienia tak ludzi, jak i koni. Owsa niestety nie było prawie wcale. Nie brakowało tylko, aż do zbytku, zarekwirowanych papierów, których zapas wystarczył jeszcze w parę dni później do poczęstowania piechoty, co tego samego ranka wkroczyła do Kutna. Mogliśmy jej także dodać 1500 jeńców i prawdziwym podziękowaniem dla nas była radość piechoty wywołana niespodziewanie wielkim łupem. Jak iskra rozeszła się śród niej wiadomości o tak pięknem uzupełnieniu jej zwycięstwa przez konnych towarzyszy broni.

Wkrótce wyruszyliśmy dalej przeciwko tylnym połączeniom nieprzyjaciela. Już o godzinie 9.30 rano dywizja była w pochodzie ku Łowiczowi. Po półgodzinnym marszu miała nas czekać nowa uciecha. Okazały automobil wjechał w sam środek naszego patrolu pod dowództwem porucznika Odnna i najechał na przedni odział, którego komendant, porucznik Haussman zmusił pojazd do zatrzymania się pochylonymi lancami swoich żołnierzy. W automobilu siedział ekscelencja baron von Korff, gubernator Warszawski, ze swoim adiutantem. Był w drodze do Kutna, które spodziewał się zastać zajęte przez rosyjską brygadę piechoty. W parę minut po wzięciu do niewoli został on odstawiony komendantowi dywizji, a potem dowódcy korpusu kawalerii.

Natomiast nas wiodła droga dalej, głęboko na tył nieprzyjacielskiej armii. Dzień w dzień, aż do późnej nocy bywała dywizja w walce. I nie było chwili jednej, w której by ten dzielny oddział tracił swą jak skały wiarę w dobry wynik i o stateczne zwycięstwo naszego oręża.

18 listopada, 2019|Aktualności|

Pałac Saski w Kutnie – kosztowna ruina czy cenny zabytek ?

Rewitalizacja Pałacu Saskiego w Kutnie stanowi wielkie wyzwanie finansowe i logistyczno-organizacyjne. Spójna koncepcja rewaloryzacji obiektu to efekt pracy specjalistów: architektów, archeologów, konserwatorów, projektantów i naukowców z ośrodków uniwersyteckich. Wszystkim przyświeca jeden cel: stworzenie nowoczesnego i wielofunkcyjnego kompleksu muzealnego, który będzie historyczno-edukacyjnym centrum Kutna.

Pałac Augusta III to unikatowy budynek z 1750 roku (czasów panowania dynastii Wettinów i unii polsko – saskiej), który w swoim zamierzeniu łączył dwie stolice: Warszawę i Drezno oraz miał zapewnić królowi wygodny odpoczynek podczas podróży na nowym trakcie pocztowym. To niepowtarzalny obiekt w skali europejskiej o konstrukcji szachulcowej, cenny dla szeroko pojętej kultury polskiej, jak i europejskiej. Podtrzymanie ducha miejsca oraz idea harmonijnego połączenia polskiej kultury sarmackiej oraz kultury drezdeńskiego dworu, a także historii regionalnej, to cel przyszłego kompleksu muzealnego.

Rewitalizacja kompleksu pałacu podróżnego Augusta III to wyjątkowe wyzwanie inwestycyjne pod względem finansowym i konserwatorskim. Rewitalizacja obiektu zabytkowego wiąże się z koniecznością przeprowadzenia prac zgodnych z programem konserwatorskim, który określa nie tylko sposób prowadzenia robót budowlanych, ale także wskazuje niezbędne materiały i technologie. Powoduje to znaczny wzrost kosztów.
W odróżnieniu od budowy zwykłego budynku, w przypadku zwłaszcza takiego zabytku, jakim jest pałac podróżny, wymaga on starannego ich dobrania. Konserwacji wymagają elementy drewnianej konstrukcji, wypełnienia ceglanych ścian. Ponadto elementy zniszczone muszą być zgodnie z zaleceniami konserwatorskimi wykonane za pomocą tradycyjnych technik ciesielskich z wykorzystaniem materiałów, np. cegieł o zbliżonym składzie do pierwotnych. Dochodzą do tego koszty wykonania wymaganych przepisami instalacji zabezpieczających: przeciwpożarowych i antywłamaniowych oraz innych, zapewniających odpowiednie warunki ekspozycyjne. W przypadku drewnianej konstrukcji, a z taką mamy tu do czynienia, koszty te znacznie wzrastają. Stąd taka kwota, a nie inna (mogła być znacznie wyższa) w przypadku skali wydatków na kutnowski pałac.

Ponadto wszystkie te działania są niezbędne do zachowania pałacu jako zabytku. Prowadzone do rozpoczęcia prac budowlanych badania i ekspertyzy mogły być realizowane jedynie wycinkowo. Konstrukcja szkieletowa pałacu od ponad 150 lat nie była konserwowana. Poddawana licznym przeróbkom, wycinaniu elementów konstrukcyjnych, trzymała się jedynie dzięki drewnianemu szalunkowi i tynkom nałożonym na ten szalunek. Pełna ekspertyza stanu obiektu mogłaby się odbyć jedynie po zdjęciu tych szalunków. To niestety groziłoby katastrofą budowlaną. Odsłonięcie całej konstrukcji było możliwe jedynie po rozpoczęciu prac budowlanych, a przede wszystkim zgromadzeniu środków finansowych, które pozwoliły te prace rozpocząć. W trakcie tych działań okazało się niezbędne powołanie specjalnej komisji konserwatorskiej z udziałem m.in. ekspertów od konserwacji cegieł oraz mykologa. Ich ocena substancji zabytkowej, po przeprowadzeniu badań, stwierdzała, że istniejące elementy drewniane, a także ceglane, są w daleko posuniętym stanie degradacji. Niemożliwa jest ich konserwacja, a tym samym wykorzystanie jako elementów konstrukcyjnych budynku. Takie niespodzianki są dość częstym zjawiskiem w przypadku inwestycji na obiektach zabytkowych, a szczególnie wykonanych w konstrukcji drewnianej. Zdarzają się np. odkrycia nieujawnionych wcześniej fresków, niezidentyfikowane wcześniej konstrukcje ukryte pod ziemią, itp. Są to sytuacje trudne do przewidzenia, ale mające wpływ na wzrost kosztów i terminy realizacji inwestycji.

Dofinansowanie projektu opierało się na założeniu maksymalnie 30% odbudowy, co nie jest aktualnie możliwe do zrealizowania. Nie oznacza to jednak utraty przez pałac statusu zabytku. Nadal, zgodnie z wytycznymi programu konserwatorskiego, pod nadzorem Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi, ratowane są elementy zabytkowe konstrukcji. W oparciu o program konserwatorski wykonywane są nowe elementy rekonstrukcji konserwatorskiej zgodne z tradycyjnymi technikami obróbki ciesielskiej z XVIII wieku oraz stosowany jest materiał maksymalne zbliżony do zastosowanego pierwotnie. Wszystkie te zabiegi mają na celu zachowanie zabytkowego charakteru pałacu. O statusie budynku jako zabytku nie stanowi tylko procent zachowanej oryginalnej substancji. Gdyby tak było to choćby warszawskie Stare Miasto, Zamek Królewski i wiele innych podziwianych dziś w Polsce zabytków, takiej rangi by nie posiadały.

Czy obiekt jest zniszczony w większym czy mniejszym stopniu i jakie są badania stwierdzające skalę zniszczeń – to o zachowaniu, czy też nie, zabytku decydują również inne względy. Zabytki o szczególnym znaczeniu dla historii są często ratowane bez względu na stopień degradacji, np. budynek d. plebanii ewangelicko-augsburskiej w Zgierzu, czy dawny Hotel Müllera w Ciechocinku. Mimo stanu gorszego, niż kutnowski pałac, zalecono podjęcie działań mających na celu ich rekonstrukcję i utrzymanie statusu zabytkowego tych budynków. W obu przypadkach uwypuklono ich wartości historyczne, podkreślając, że „przywrócenie ich wartości zabytkowych może nastąpić jedynie w razie wykonania rekonstrukcji wiernie odtwarzającej bryłę, formę i konstrukcję pierwotnego obiektu, bez jakichkolwiek zmian i uproszczeń oraz unowocześnień wpływających na odbiór budynku jako zabytkowego”. I takie procedury są przewidziane i realizowane w przypadku kutnowskiego pałacu. Przytoczone przykłady dwóch budowli w Zgierzu i Ciechocinku, jako jedne z wielu mających ogromne znaczenie dla dziedzictwa regionalnego, w przypadku kutnowskiego pałacu posiadają znaczenie ogólnokrajowe, a nawet ważne dla dziedzictwa europejskiego.

O zabytkowym charakterze danego budynku świadczą także inne czynniki, m.in. takie jak wartość historyczna obiektu, czy wartość artystyczna i architektoniczna oraz niematerialna i naukowa. Zdaniem prof. dr. hab. J. Sito, prof. dr. hab. Tadeusza Bernatowicza (eksperta do spraw wpisów zabytków na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO) oraz dr. Ulricha Schaafa (wybitnego specjalisty od konstrukcji drewnianych, zajmującego się konserwacją świątyń pokoju w Jaworze i Świdnicy), zachowane w Kutnie duże fragmenty konstrukcji szkieletowej podróżnego (pocztowego) pałacu Augusta III o cechach murowanego pałacu – rezydencji, posiadają wyjątkową wartość historyczną i zabytkową. Do czasów współczesnych nie zachował się ani jeden przykład tego typu konstrukcji w architekturze pałacowej, powstałej na królewskie zamówienie, pełniącego zarazem funkcje królewskiego „zajazdu” – pałacu podróżnego. Architektura odrestaurowanego i zrekonstruowanego pałacu stanowić będzie wyjątkowy i jedyny przykład XVIII – wiecznego pałacu podróżnego wzniesionego
w konstrukcji szachulcowej, zarazem jako jednego z nielicznych materialnych świadectw pozostałych po unii polsko – saskiej i europejskim dziedzictwie tych czasów w Polsce. Podkreślali także znaczenie tego obiektu właśnie jako istotnego dziedzictwa narodowego i międzynarodowego. Kutnowski pałac to także jedna z nielicznych pozostałości po przedsięwzięciu nieznanym w ówczesnej Europie – trakcie pocztowym, który zbudowano niemal od podstaw dla połączenia Drezna i Warszawy nowym szlakiem komunikacyjnym. Dla Kutna poprowadzenie królewskiego traktu z Drezna do Warszawy i budowa pałacu miało ogromne znaczenie, bowiem utrwalało status miejskiego charakteru i wpływało na rozwój gospodarczy. Sprzyjał temu napływ rzemieślników i kupców zapewniających odpowiednią obsługę przemieszczającego się przez miasto dworu i podróżujących tym szlakiem. Kutnowski pałac to także przykład wspaniałej architektury zbudowanej w duchu drezdeńskiego baroku, który w Europie Środkowo – Wschodniej był w tym czasie jednym z głównych nurtów w architekturze.

Pałac to świadek historii, swoisty materialny dokument i źródło naszej lokalnej
i narodowej tożsamości. To nasza spuścizna po przodkach, których dokonania należy szanować i pielęgnować także w wymiarze przynależności do kultury zachodnioeuropejskiej.

Drugorzędne znaczenie dla oceny wartości zabytku ma to, z kim był on związany. Bez wątpienia jednak fakt, iż kutnowski pałac jest spuścizną po polskim królu, podnosi jego rangę. Jednak nie dla wszystkich jest to oczywiste. Idąc, jak to dzisiaj robią niektórzy, tropem zasług dla Polski czy też przewinień ówczesnych właścicieli obecnych zabytków, zastanawiając się w tym kontekście, czy o dany obiekt trzeba dbać, należałoby się zatem zastanowić nad utrzymywaniem czy remontowaniem i konserwacją takich obiektów jak zamek w Malborku, pałace na dolnym Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach, kapitalistyczne pałace „wyzyskiwaczy” łódzkich fabrykantów, bankierów, itp. Są one zarazem częścią naszej historii, jak również historii małych ojczyzn nie zawsze związanych z Polską i mają dla naszej historii złowrogi wydźwięk. Po co je restaurować ? Te pytania, czy wątpliwości, stawiane są przez pseudoznawców i chyba nie wymagają odpowiedzi. To przede wszystkim zabytki, niezależnie od tego, czy są one związane z osobami znanymi i popularnymi, czy też negatywnie „zasłużonymi” w naszej historii.

Zdaniem wielu konserwatorów, których wypowiedzi pojawiały się w ostatnich latach, w ocenie zabytków ważną rolę odgrywa stopień zachowanych wartości zabytkowych danego obiektu. Nie mniej bardzo zniszczony zabytek, ale o dużej wartości, warto ratować nawet za cenę wielkich nakładów inwestycyjnych. Ta wysoka wartość zabytkowa obiektu przesądza także o celowości podejmowania działań służących uratowaniu chociaż niektórych elementów substancji zabytkowej, a także usprawiedliwia znaczną skalę ewentualnych prac rekonstrukcyjnych.

5 listopada, 2019|Aktualności|

Odczytanie aktu 5 listopada w Kutnie

W niedzielę 5 listopada 1916 roku punktualnie o godzinie 12.00 w sali teatralnej Domu Dochodowego w Kutnie, udekorowanej polskimi godłami i barwami narodowymi, odbyło się uroczyste zebranie z udziałem najważniejszych przedstawicieli społeczeństwa kutnowskiego oraz duchowieństwa. Naczelnik powiatu von Oppen odczytał w języku niemieckim akt proklamowania Państwa Polskiego, który następnie został przetłumaczony na język polski.

Po odczytaniu dokumentu wszyscy zebrani powstali z miejsc i trzykrotnym okrzykiem „hurra” powitali radosną informację. Następnie o godzinie 15.00 na rynku wojskowa orkiestra niemiecka odegrała trzy hymny: polski, niemiecki i austriacki. Całe miasto udekorowane było flagami niemieckich i biało – czerwonymi. Manifest dwóch cesarzy wywieszono do czytania w najważniejszych miejscach miasta. Zniesiona została równie tego dnia godzina policyjna i wolno było cała noc spacerować po ulicach Kutna bez przepustek.

Podsumowaniem uroczystości było, przygotowane przez amatorów na rzecz Polskiej Macierzy Szkolnej, odegranie komedii Michała Bałuckiego pt. „Gęsi i Gąski”. Cała sala teatralna Domu Dochodowego, jak wynika z relacji prasowej, wypełniona była po brzegi.

4 listopada, 2019|Aktualności|

Obchody rocznicy rewolucji październikowej w Kutnie

W PRL obchody kolejnych rocznic rewolucji październikowej urosły do rangi święta państwowego, październik ustanowiony został miesiącem przyjaźni polsko – radzieckiej. W szkołach odbywały się uroczyste akademie i wieczorki tematyczne. Zakłady pracy i inne instytucje podejmowały szereg zobowiązań, a by w ten sposób uczcić kolejną rocznicę rewolucji. Nad wszystkim czuwały władze partyjno- administracyjne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prace przy fundamentach nowej remizy strażackiej w Kutnie z okazji rocznicy rewolucji październikowej, 1950 rok. W pierwszym rządzie, czwarty od lewej Bronisław Kustosik.

W 1950 r. Zarząd Ochotniczej Straży Pożarnej dla uczczenia „ 33 Wielkiej Rewolucji Październikowej” podjął decyzję o bezpłatnym wykonaniu fundamentów pod rozbudowujący się wówczas dom strażacki. Prace wykonywane były wieczorem i w nocy, a 21 października przeciągnęły się nawet do godzin porannych. W pracach tych czynny udział brał Bronisław Kustosik – ówczesny przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Kutnie. Z okazji rocznicy rewolucji OSP podjęło stosowną rezolucję: „…Solidaryzując się z całą polską klasą robotniczą w wysiłku o wykonanie planu 6-letniego i obronę pokoju, idąc zdecydowanie i twardo po linii wytkniętej przez nasz Rząd i awangardę PZPR, zmierzającej do ugruntowania podstaw socjalizmu w Polsce… czynni członkowie OSP w Kutnie postanawiają zobowiązać się do bezinteresownego wykonania wszystkich prac związanych z założeniem fundamentów pod rozbudowę Domu Strażackiego…” . Pracownicy Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kutnie zobowiązali się do uporządkowania podwórza przy gmachu Prezydium PRN ( załadowanie 200 m3 gruzu i ziemi). Pracownicy wydziału komunikacyjnego postanowili odnowić nawierzchnię na drodze Sójki – Gąbin na długości 1 km. Pracownicy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej zobowiązali się do odgruzowania domów mieszkalnych w ramach remontów kapitalnych.

W okresie rządów W. Gomułki obchody były nieco skromniejsze , by ponownie nabrać blasku za czasów E. Gierka. W l977 roku z okazji 60 rocznicy Rewolucji Październikowej odbyła się akademia miejska z udziałem przedstawiciela Armii Radzieckiej. Zasłużonym działaczom komunistycznym wręczono listy gratulacyjne. Referat okolicznościowy wygłosił sekretarz KM PZPR w Kutnie ds. propagandy. W części artystycznej wystąpiła młodzież kutnowskich szkół oraz zespół artystyczny ze Związku Radzieckiego. Miejska akademią poprzedzały wieczorki i apele w zakładach pracy, instytucjach i szkołach. Wielu działaczy TPPR otrzymało honorowe odznaki towarzystwa. Zorganizowano również konkurs „Co wiesz o Kraju Rad?” dla młodzieży szkół średnich. Odbyły się również tradycyjne „Dni Filmu Radzieckiego” w Kinie „19 stycznia”.

dr Jacek Saramonowicz

21 października, 2019|Aktualności|

Uroczystości pogrzebowe śp. Antoniego Mariana Fortunata Troczewskiego

Stan zdrowia Antoniego Troczewskiego zaczął się pogarszać po 1926 roku. W związku z tym doktor dość często wyjeżdżał na kuracje do różnych uzdrowisk, np. wiosną 1928 roku udał się do Krynicy. Pomimo złego stanu zdrowia doktor nadal prowadził swoją praktykę lekarską, przyjmując chorych.

W lipcu 1928 roku po raz ostatni A. Troczewskiego odwiedził Roman Dmowski, który tak wspominał to spotkanie:

„… Zastałem schorzałego, wychudzonego, zmniejszonego w ciele człowieka. Mówił mi o bliskiej swej śmierci. Nie próbowałem mu przeczyć: zbyt dobrym był lekarzem, ażeby można go było okłamywać. Mówiłem więc z nim o przyszłości Polski: my odchodzimy, ale ona żyć będzie i żyć będzie to cośmy zrobili. Twarz mu się rozjaśniła, zaczął z ogniem mówić o ruchu narodowym wśród młodego pokolenia polskiego, o tym, że mamy spadkobierców: naszej wiary, naszej pracy – i naszej walki…”

Dr A. Troczewski zmarł w dniu 22 września 1928 roku. Pogrzeb odbył się 24 września w Kutnie. Na uroczystościach pożegnalnych stawiły się tłumy ludności. Ciało śp. A. Troczewskiego spoczęło w kaplicy szpitalnej. Stamtąd właśnie wyruszył kondukt pogrzebowy. Trasa przemarszu wiodła ówczesną ul. Szosową (obecnie ul. Kard. Stefana Wyszyńskiego), następnie ul. Królewską i ul. Narutowicza.

Przed kościołem parafialnym mowę okolicznościową wygłosił ks. Marceli Nowakowski, zaś przed domem A. Troczewskiego (przy ul. Narutowicza) mecenas Feliks Wąsowski. Na cmentarzu parafialnym, nad otwartą trumną doktora głos zabrali: Roman Dmowski, senator Władysław Jabłonowski ze Stronnictwa Narodowego i Karol Wierczak, senator Marian Kiniorski z Okręgowego Towarzystwa Rolniczego, dr Piasecki z Włocławka w imieniu lekarzy, starosta Witold Żbikowski, poseł Mieczysław Fijałkowski z Obozu Wielkiej Polski, gospodarz Ludwik Dziedziczak, p. Bukalska z Narodowej Organizacji Kobiet.

Roman Dmowski we wspomnieniu opublikowanym w „Gazecie Warszawskiej” nazwał A. Troczewskiego Najwierniejszym Sługą Ojczyzny” i tak określił jego rolę w życiu społeczno – politycznym: … tacy ludzie… równoważą bilans moralny narodu. Jeden taki człowiek wyrównywa znaczną część tego bilansu, zapełnia w nim tę pustkę, którą wytwarza cały szereg innych, patrzących na ojczyznę, jak na pełne koryto, szukających tylko, co by od niej wyrwać dla swej korzyści, dla zaspokojenia swych ambicji lub swej próżności, jakby użyć jej kosztem. Przy swej skromnej, cichej roli Troczewscy to olbrzymie pozycje w bilansie narodowym”.

 

 

30 września, 2019|Aktualności|

„Architektoniczny splot niepodległościowy.” – artykuł dra Piotra Stasiaka

Odradzające się państwo Polskie u progu niepodległości musiało przezwyciężyć wiele problemów związanych m.in. z organizacją administracji, scalaniem gospodarki, transportu. Po latach zaborów Polacy musieli zdobyć się na olbrzymi wysiłek, aby nasze państwo, nasza ojczyzna według ówczesnych marzeń była krajem silnym i nowoczesnym w każdym względzie. Dbałość o jakość Polski także w wymiarze materialnym była szczególna dla odradzającej się państwowości. Promowano wizerunek prężnego państwa budującego własny potencjał oparty o niepowtarzalny charakter. Przejawiało się to w wielu aspektach, ale materialnym świadectwem tych dążeń, wciąż obecnym w naszym otoczeniu jest architektura.
W dwudziestoleciu międzywojennym w architekturze zrodziły się modernizm i kompilacja rozwiązań architektonicznych określona mianem tzw. „stylu narodowego”.

Szczególnie ten ostatni jest swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego, swoistym splotem – próbą przezwyciężenia zaborczych podziałów. Taki „splot” – krajobraz dziedzictwa – dziedzictwo krajobrazu możemy odnaleźć spacerując kutnowskimi ulicami. To jedna z ważniejszych spuścizn i dziedzictwo historyczne odradzającego się państwa w naszym lokalnym wymiarze.

Tuż po zakończeniu I wojny światowej w Kutnie był odczuwalny brak mieszkań, ze względu na gwałtowny wzrost ludności związany z przybyciem do miasta ludzi z Warszawy, Łodzi oraz byłych żołnierzy i robotników z Niemiec i uchodźców z Rosji. Ponadto budynki były zajmowane na cele nowopowstających urzędów. Dopiero po 1925 roku w Kutnie nastąpił „boom” budowlany. Powstało wówczas szereg kompleksów i budynków, które do dziś można odnaleźć w miejskim krajobrazie.

Na szczególną uwagę zasługuje kompleks budynków kolejowych powstały około 1928 roku przy ul. Rychtelskiego, Krośniewickiej oraz Siemiradzkiego i Fałata o znaczeniu których dla miasta pisał Tomasz Czyżewski w artykule Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy. Nie znany jest autora tego założenia, choć koncepcja wykazuje zdaniem T. Czyżewskiego na podobieństwa do projektów Józefa Handzelewicza. Budynki przy ul. Rychtelskiego stanowią kolonię robotniczą – kolejową, ale w typie architektury dworskiej, widoczne jest tu założenie charakterystyczne dla układów „pałac – czworaki- oficyny”. „Układ trzech dziesięcioosiowych, piętrowych budynków wielorodzinnych, ustawionych wokół zadrzewionego dziedzińca, osią założenia wyznacza w centrum kompozycji ryzalit środkowego budynku z podwójnym wejściem zwieńczonym łukami. Wejścia do budynków oskrzydlających także powtarzają półkoliste zwieńczenia. Wszystkie trzy kryte dachami czterospadowymi z niewielkimi, nietypowymi półszczytami górnymi, których zwieńczenia zdają się nawiązywać do charakterystycznych dla Kutna dachów naczółkowych; poddasza doświetlone lukarnami”. Przed elewacjami przeciwległymi do dziedzińca poprowadzone są alejki i przydomowe ogródki. Skrajne działki założenia przeznaczone zostały pod dwa domy dwurodzinne, z jednym wejściem do wspólnej sieni. Od strony ulicy elewacje obu domów wzbogacone facjatami, po dwie rozmieszczone symetrycznie, zwieńczone wąskim gzymsem i trójkątnym przyczółkiem. Kryte dachem polskim. Na tyłach założenia, symetrycznie rozmieszczone zabudowania gospodarcze, z bryłami formowanymi w literę ‚L’ gdzie bryły prostopadłe do linii ulicy są obszerniejsze i wyższe, o asymetrycznym ułożeniu kalenic.

Kolejnym kompleksem o znaczeniu symbolicznym dla naszej niepodległości są budynki należące do zespołu koszar 37 pułku piechoty. Należy do nich przede wszystkim budynek koszar przy ul. Grunwaldzkiej (dawniej Szosowa) i Żwirki i Figury. Budynek pochodzi co prawda z początku XX wieku został jednak dla potrzeb pułku przebudowany i rozbudowany w 1927 roku, a w 1931 r. wzniesiono skrzydło północne. W koszarach przy ulicy Grunwaldzkiej stacjonowało dowództwo pułku, kompania sztabowa i wszystkie trzy bataliony liniowe, tam również znajdowała się świetlica i koncentrowało życie pułku.

W 1928 r. stan zabudowy wykorzystywanej przez wojsko powiększono o dom podoficerski przy ul. Okrzei 1 oraz dom oficerski przy ul. Kościuszki 20, wybudowany w miejscu gdzie w 1917 r. mieszkańcy Kutna usypali pamiątkowy kopiec Kościuszki.

Dla potrzeb domu podoficerskie w sąsiedztwie wybudowano łaźnie wraz budynkiem, w którym umieszczono pompę zasilającą w wodę łaźnię.

Ponadto w Kutnie powstało po 1925 roku szereg budynków użyteczności publicznej i domów mieszkalnych, których wybór przedstawiono poniżej. Większość z nich została poddana gruntownym modernizacjom i nie we wszystkich przypadkach można rozpoznać styl architektoniczny, który w przypadku zwłaszcza tzw. stylu narodowego, czy dworkowego można nazwać swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego. Bez wątpienia starano się architekturze nadać odpowiednią jakość odnosząc się do naszej historii lub dbając o nowoczesny design (trudny dzisiaj do zaprezentowania ze względu na brak ikonografii ukazującej pierwotny, nie zniszczony wygląd budynków), dorównujący projektom europejskim, czasem skutecznie i umiejętnie łącząc oba trendy.

Na odrębną uwagę zasługuje kompleks willowy wybudowany po 1925 roku między ulicami Staszica. Kołłątaja i Bema oraz Lelewela i Sobieskiego: ul. Bema 11, Barcewicza 3, Dąbrowskiego 3, Matejki 8, Staszica 5,9, 14 oraz kilka domów z lat 30 tych: ul. Barcewicza 8 , Bema 14, M. Curie Skłodowskiej 21, Krasińskiego 17, Żółkiewskiego 27, ale w większości budynki te zostały mocno zmodernizowane w ostatnich latach.

To kilka wybranych przykładów architektury międzywojennej w Kutnie. Warto przypomnieć, że nie doczekał się tu realizacji bardzo ciekawy przykład architektury modernistycznej, jakim miał być bardzo nowoczesny budynek Kasy Chorych, wg projektu H. i Sz. Syrkusów z 1927 roku.

Opracowane na podstawie:

T. Czyżewski, Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 70-79.

P. A. Stasiak, Tajemnice kutnowskich koszar, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 80-91.

E. Bergman, M. Barbasiewicz, J. Jernajczyk, Kutno. Studium urbanistyczno-historyczne, PKZ w Warszawie, Warszawa 1980.

dr Piotr A. Stasiak.

14 września, 2019|Aktualności|