artykuł

/Tag:artykuł

Kutno znane i nieznane. Kutnowskie obchody urodzin Napoleona Bonaparte w okresie Księstwa Warszawskiego

Cesarz Napoleon Bonaparte, grafika ze zbiorów Andrzeja Nieuważnego, Muzeum Regionalne w Kutnie.

W 1806 roku odżyły nadzieje Polaków na niepodległość, w związku z dynamicznie rozwijającą się sytuacja polityczną w Europie. Napoleon Bonaparte po pokonaniu armii pruskiej pod Jeną i Auerstedt, w październiku 1806 roku wkroczył do Berlina, gdzie Józef Wybicki na prośbę cesarza napisał proklamację do narodu polskiego wzywającą do walki z zaborcami. Pod koniec listopada wojska francuskie były już w Warszawie, a w roku następnym na mapie Europy pojawiło się Księstwo Warszawskie, które miało być początkiem odradzenia się państwa polskiego.

Bitwa pod Jeną, grafika ze zbiorów Andrzeja Nieuważnego, Muzeum Regionalne w Kutnie.

Napoleon Bonaparte na ziemiach polskich oficjalnie został powitany w Poznaniu w listopadzie 1806 roku. W składzie delegacji warszawskiej znalazł się również właściciel Kutna Walenty Rzętkowski, który gościł później w pałacu kutnowskim (w 16 grudnia 1806 roku) Cesarza w drodze do Warszawy.

Walenty Rzętkowski, fot. domena publiczna.

Kutno w okresie Księstwa Warszawskiego weszło w skład departamentu warszawskiego i jako stolica powiatu orłowskiego stało się siedzibą Podprefektury, którą objął Ambroży Zaborowski. Cesarz Francuzów cieszył się dużym szacunkiem wśród mieszkańców Kutna, a z okazji jego urodzin, przypadających na dzień 15 sierpnia, organizowano okolicznościowe uroczystości. W 1809 roku już o świcie huk z moździerzy na Podprefekturze (Pałac Saski) oznajmił mieszkańcom miasta dzień urodzin „Wielkiego Napoleona Cesarza Francuzów, Króla Włoskiego, Protektora Ligi Reńskiej, oswobodziciela Polski”. W siedzibie podprefektury zgromadziły się miejscowe władze powiatu orłowskiego i zaproszeniu obywatele miasta. Stamtąd zgromadzeniu udali się do kościoła parafialnego, na nabożeństwo, które odprawił dziekan kutnowski. Okolicznościowe kazanie wygłosił natomiast proboszcz z Pleckiej Dąbrowy. Sławił on wielkość Napoleona „tak z dzieł wojennych, jako też z polityki i prawodawstwa…”. Na koniec kazania wyjaśnił motywy, dla których Polacy powinni być wdzięczni Napoleonowi.

Asystę wojskową uroczystości stanowiły dwie kompanie gwardii narodowej na czele z dowódcą kapitanem Zagórskim. Po nabożeństwie wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni przez W. Rzętkowskiego (wówczas Radcę Stanu Księstwa Warszawskiego) na okolicznościowy obiad do pałacu kutnowskiego.

Pałac Kutnowski, fot. ze zbiorów ikonograficznych MR.

Następnie w siedzibie Podprefektury, na zaproszenie A. Zaborowskiego, odbyło się spotkanie towarzyskie i wieczerza. Zarówno podczas obiadu, jak i wieczerzy nieustannie wznoszono toasty na cześć Cesarza Francuzów. W tym czasie żołnierze z gwardii narodowej oddawali salwy honorowe na przemian z broni ręcznej i moździerzy. Wieczorem oświetlono całe miasto, a największe wrażenie na mieszkańcach Kutna wywoływała iluminacja pałacu kutnowskiego oraz siedziby Podprefektury.

Siedziba Podprefektury w Kutnie okresie Księstwa Warszawskiego (Pałac Saski), fot. J. Szymańczyk, ze zbiorów MR.

dr Jacek Saramonowicz

3 sierpnia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Harcerze i uczniowie kutnowscy w walce z bolszewikami

Wojna polsko – bolszewicka w 1920 roku zmobilizowała prawie całe społeczeństwo do walki o zagrożoną niepodległość. Do boju z bolszewikami stanęli również ochotnicy z Kutna, w tym harcerze i uczniowie z kutnowskich szkół..

Rozkaz do harcerzy kutnowskich, Tygodnik Kutnowski 1920 r.

W związku z ofensywą bolszewicką, latem 1920 roku wojska polskie musiały przejść do działań obronnych. W dniu 1 lipca Sejm powołał Radę Obrony Państwa (dalej: ROP) na czele z Józefem Piłsudskim. Naczelnik Państwa wystąpił z apelem do obywateli o pomoc dla wojska. ROP była organem o charakterze centralnym, w terenie działania lokalnych społeczności na rzecz wojska i obronności państwa podlegały komitetom powiatowym.

Odezwa Rady Powiatowej w sprawie Armii Ochotniczej, tygodnik kutnowski 1920 r.

W dniu 7 lipca na zebraniu inteligencji w Kutnie podjęto decyzję o utworzeniu Powiatowej Rady Obrony Państwa. W uchwalonej wówczas rezolucji do Rady Ministrów domagano się: „rewizji wszystkich związków i partii komunistycznych w pierwszym rzędzie Bundu”. 8 lipca 1920 roku Kazimierz Sosnkowski (Minister Spraw Wojskowych) wydał rozkaz o utworzeniu z dniem 7 lipca 1920 roku Generalnego Inspektoratu Armii Ochotniczej i mianowaniu gen. broni Józefa Hallera dowódcą Armii Ochotniczej.

Równocześnie utworzony został Obywatelski Komitet Wykonawczy Obrony Państwa na czele z gen. J. Hallerem. Komitet mianował pełnomocników wojewódzkich i powiatowych, którzy mieli zająć się sprawami obrony państwa. W Kutnie pełnomocnikiem powiatowym został dr A. Troczewski. Biuro komitetu mieściło się w lokalu PMS przy ul. Toruńskiej 136. Obywatelski Komitet Obrony Państwa organizował liczne zebrania i wiece propagujące: „Pożyczkę Odrodzenia”, werbunek do wojska (ochotników wcielano do 37 pp).

Plakat z okresu wojny polsko – bolszewickiej, fot. domena publiczna

Już 11 lipca 1920 roku przez Kutno przemaszerował pochód z udziałem ochotników chcących walczyć z bolszewikami. Na plakatach pojawiły się napisy „Z nami na wroga”, „Kto w Boga wierzy bij w bolszewika”. Z balkonu ratusza przemawiali posłowie: W. Staniszkis i T. Wojda oraz robotnik A. Podlasiak. Mówcy zachęcali młodzież do obrony ojczyzny. Dzień później Rada Miejska w Kutnie podjęła uchwałę wzywającą mieszkańców Kutna do wstępowania do Armii Ochotniczej pod dowództwem gen. J. Hallera.

Jako jedni z pierwszych do służby w Armii Ochotniczej zgłosili się nauczyciele i młodzież (uczniowie i harcerze) Szkoły Rolniczej w Mieczysławowie. Wspólnie z uczniami Szkoły Handlowej w Kutnie zostali wcieleni do Batalionu Zapasowego 37 pp pod dowództwem mjr. Albina Skroczyńskiego. Po weryfikacji przyjęto 42 uczniów.

Harcerze kutnowscy w kompanii szturmowej 37 pp przed wyruszeniem na front, fot ze zbiorów MR.

Z inicjatywą utworzenia Kompanii Ochotniczej w gimnazjum im. J. H. Dąbrowskiego wystąpili już w końcu czerwca 1920 roku dwaj uczniowie – harcerze J. Suliński i W. Pogorzelski. Do kompanii zgłosiło się 150 uczniów, których wcielono do Batalionu Zapasowego 37 pp.

Na terenie Kutna i powiatu ożywioną akcję werbunkową prowadził Kutnowski Oddział Propagandy Inspektoratu Generalnego Armii Ochotniczej, który tylko w jednym tygodniu sierpnia 1920 r. oplakatował 30 wsi, urządził 4 wiece, na których zebrani postanowili się opodatkować na rzecz obrony państwa. Ogółem udało się zwerbować do wojska 410 ochotników.

Plakat wzywający mieszkańców Kutna do wstępowania w szeregi Armii Ochotniczej, Tygodnik Kutnowski 1920 r.

14 lipca 1920 roku, po powrocie z obozu wędrownego na Pomorzu, komendant kutnowskiego hufca Stefan Woyczyński wydał rozkaz do harcerzy, w którym pod groźbą stanowczych konsekwencji, powoływał harcerzy i harcerki (w zależności od wieku), do odpowiedniej służby wojskowej: od 17 lat wzwyż do służby frontowej (70 osób), 16-letni do służby wartowniczej (10 osób), 15-letni do służby kancelaryjnej (22 osoby), 14-letni do służby gońców (10 osób) i rezerwy gońców (30 osób). Dziewczęta – harcerki powołane zostały do służby sanitarnej (15 osób) i służby kancelaryjnej (20 osób).

Dowództwo oddziału ochotników objęli: profesor Stefan Woyczyński – komendant Hufca ZHP i Wacław Sobczyk – drużynowy Drużyny Harcerskiej im. T. Rejtana.

Uroczyste pożegnanie żołnierzy ochotników odbyło się 8 sierpnia na Nowym rynku. Z balkonu ratusza miejskiego przyozdobionego Białym Orłem przemawiał mjr Albin Skroczyński, po nim głos zabrali: S. Woyczyński, burmistrz T. Klepa, dyrektor gimnazjum K. Kostro oraz rejent R. Borkowski w imieniu Czerwonego Krzyża. 13 sierpnia 1920 roku kutnowscy ochotnicy dotarli do Góry Kalwarii.

Pożegnanie oddziału ochotników konnych na Nowym Rynku w Kutnie wyruszających do walki z bolszewikami, (fot. ze zbiorów ikonograficznych MR)

Harcerze i uczniowie z Kutna i powiatu walczyli m.in. w bitwach pod: Zgniłą Lipą, Złotą Lipą, Horyńcem. Podczas walk poległo pięciu uczniów – harcerzy: Władysław Borowski, Maksymilian Jasiński, Leon Krawczyk, Zygmunt Kucrzyński i Albin Zydorczak. Wielu zostało ciężko rannych m.in.: Józef Kowalewski, Antoni Śmiechowski, Julian Tybura, Zygmunt Seroczyński, Jakub Wojtczak, Teofil Bryłka i Henryk Stefański.

W październiku 1920 roku harcerze i uczniowie z Kutna i powiatu zostali zdemobilizowani i powrócili do nauki szkolnej. W czerwcu 1938 roku w Gimnazjum im. J. H. Dąbrowskiego w Kutnie została odsłonięta tablica upamiętniająca udział pedagogów i uczniów w wojnie 1920 roku. 10 czerwca 2000 roku, a w I LO im. J. H. Dąbrowskiego została odsłonięta replika pierwotnej tablicy.

dr Jacek Saramonowicz

27 lipca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Nowoczesne oświetlenie w Kutnie w I połowie XIX w.

Do połowy XVIII wieku w miastach na terenie Rzeczypospolitej nie było stałego oświetlenia ulicznego, a drogę oświetlano sobie pochodniami i kagankami. Najwcześniej na lampy olejowe na większą skalę pojawiły się w Warszawie w połowie XVIII w. W okresie Królestwa Polskiego, po 1815 roku zaczęto stosować lampy rewerberowe (z jęz. francuskiego rèverbère -„odbijać światło”), najwcześniej w stolicy ok. 1819 roku, w Kutnie w 1823 roku, w Łodzi dopiero w 1835 roku.

Kutno jeszcze w okresie Księstwa Warszawskiego oświetlane było kilkoma lampami olejowymi, w których paliły się świece lub knoty zanurzone w oleju. Lampy umieszczano na drewnianych slupach przy budynkach użyteczności publicznej (ratusz, oberża).

Lampa gazowa przy dworcu kolejowym w Kutnie, fot. ze zbiorów ikonograficznych MR.

W szerszym zakresie miasto oświetlane było tymczasowo podczas ważnych uroczystości państwowych. W 1807 roku w czasie obchodów 16. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Po części oficjalnej, która odbyła się na Starym Rynku, zorganizowano poczęstunek dla mieszkańców, podczas którego „…za zdrowie Najjaśniejszego Cesarza, pomyślność zwycięskiego wojska, szczęśliwe powstanie narodu itp. wiwaty spełniano”, a wieczorem siedziba władz powiatowych (budynek Pałacu Saskiego), jako też całe miasto „iluminowane było, i ledwo późną noc okrzyki radości i zapału zakończyć zdołała”.

Kilkaset kaganków oświetlało natomiast drogę wiodącą do pałacu kutnowskiego Walentego Rzętkowskiego, jaką przejeżdżał Fryderyk August, przyjeżdżający do Kutna podczas swoich podróży z Warszawy do Drezna w latach 1808 – 1811. Oświetlenie to finansowane było przez dziedzica dóbr kutnowskich.

Lampa olejowa przy kamienicy Hirszberga w Kutnie przy Nowym Rynku, fot. ze zbiorów ikonograficznych MR.

W okresie Królestwa Polskiego po 1820 roku w polskich miastach zaczęły pojawiać się pierwsze lampy rewerberowe. Były to duże czworokątne latarnie z olejnymi lampami zawieszone na drewnianych słupach. Na wierzchołku słupa znajdował się wygięty pręt ze sznurem, który służył do podnoszenia i opuszczenia latarni. Po opuszczeniu latarni dozorca otwierał kluczem drzwiczki, a następnie regulował knot zanurzony w oleju i go powtórnie zapalał. Nowatorskie rozwiązanie tego typu lamp polegało na tym, że latarnie posiadały cztery metalowe lustra odblaskowe (posrebrzane rewerbery), które wzmacniały światło lampy. Koszt jednej latarni był dość wysoki i w połowie XIX wieku wahał się od kilkunastu do nawet 40 rubli za sztukę.

Lampa gazowa przy kościele ewangelickim w Kutnie, fot. ze zbiorów ikonograficznych MR.

Kutno, jako prężnie rozwijający się wówczas kilkutysięczny ośrodek miejski, należało do tych miast, gdzie lampy takie pojawiły się najwcześniej. W 1823 roku władze miejskie zakupiły 9 sztuk latarni rewerberowych, na łączną kwotę ponad 183 rubli. Obowiązek zapalania lamp spoczywał kolejno na wszystkich mieszczanach, według sporządzonej listy. Czynności te nie były skrupulatnie wykonywane i 1825 roku burmistrz Kutna zdecydował się na ogłoszenie licytacji na trzyletnią obsługę latarni miejskich. Koszt rocznej obsługi latarni burmistrz Kutna skalkulował na kwotę 1138 złotych.

Dopiero II połowie XIX wieku pojawiły się pierwsze lampy gazowe, natomiast oświetlenie elektryczne Kutno otrzymało w 1917 roku.

dr Jacek Saramonowicz

20 lipca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Kutnowskie kina w I połowie XX wieku

W XIX wieku Kutno było ważnym ośrodkiem życia kulturalnego okolicznego ziemiaństwa. Do miasta przyjeżdżały rożnego rodzaju grupy artystyczne. Koncerty, przedstawianie teatralne i bale odbywały się w reprezentacyjnym gmachu tzw. „Nowej Oberży”.

Budynek „Nowej Oberży” powstał jeszcze w I połowie XIX wieku i był własnością Feliksa Mniewskiego – ówczesnego właściciela Kutna. Pierwotnie był to zajazd podróżny wzorowany na założeniach pałacowych w klasycystycznym stylu architektonicznym, którego budowę rozpoczął prawdopodobnie jeszcze Walenty Rzętkowski w 1808 roku po wielkim pożarze miasta. Elewacje zewnętrzną zdobiły płaskorzeźby z motywem kariatyd. W Sali balowej z jońskimi kolumnami były rozety i fryz wieńczący ściany.

Budynek Nowej Oberży w początkach XX w., w którym mieściło się kino Polonia, (fot. ze zbiorów ikonograficznych MR).

W początkach XX wieku na mapie życia kulturalnego pojawił się nowy gmach Domu Dochodowego Straży Ogniowej, którego inicjatorem budowy był dr Antoni Troczewski i środowiska narodowe. Tam odbywały się także przedstawienia teatralne i koncerty.

W I dekadzie XX wieku mieszkańcy Kutna otrzymali jeszcze jedną propozycję spędzania wolnego czasu, kiedy to na Starym Rynku w kompleksie budynków dawnego ratusza miejskiego uruchomiono niewielkie kino „Urania”. Wśród konserwatywnej części społeczeństwa seanse filmowe nie cieszyły się popularnością. Kino uważane było za „tanią rozrywkę” dla robotników, młodzieży i dzieci. Dużo zastrzeżeń wśród tych sfer wywoływał niewłaściwy repertuar filmów oraz warunki higieniczne sal kinowych. W kinie „Urania” wieczorami wyświetlane były „filmy dla dorosłych”. Na skutek protestów kierowanych do ówczesnych władz miasta, w 1911 roku kino „Urania” zostało czasowo zamknięte.

Kompleks budynków starego ratusza w Kutnie, w którym mieściło się kino Urania. (fot. ze zbiorów ikonograficznych MR).

Drugie kutnowskie kino „Moderne”, mieściło się w gmachu Hotelu Polskiego przy ul Kilińskiego. Sala kinowa posiadała znacznie większą widownię, także z lożami balkonowymi. Jego właścicielem był wówczas Dawid Kolski.

W 1914 roku, popularne w Kutnie małżeństwo cyrkowców, Maria i Michał Pempkowscy otworzyli kinematograf „Olimpia” przy ul. Pałacowej (obecnie Sienkiewicza). Obok kina istniała sala przystosowana do występów cyrkowych, kręgielnia i ogród dla gości. Przez krótki czas działało również kino „Nowości”, znajdujące się w drewnianej szopie przy ul. Kilińskiego.

Budynek Nowej Oberży, w którym mieściło się kino Polonia, (fot. ze zbiorów ikonograficznych MR).

W dwudziestoleciu między wojennym funkcjonowały w Kutnie już dwa kina: „Polonia” i „Moderne”. Największą popularnością cieszyło się kino „Polonia” znajdujące się w gmachu dawnej „Nowej Oberży”. W 1928 r. kino „Polonia przeszło gruntowny remont. Zakupiony został najnowszy sprzęt kinowy. Poprawił się również repertuar filmowy. W „Polonii” wyświetlane częściej światowe dzieła filmowe, natomiast kino „Moderne” preferowało filmy polskie. Projekcje filmów w przerwach przeplatane były pokazami rewiowymi.

dr Jacek Saramonowicz

13 lipca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Trzy pomniki żydowskie zniszczone w Kutnie według relacji Mordechaja Canina

W 2018 roku ukazała książka Mordechaja Canina, pt. „Przez ruiny i zgliszcza. Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce” przetłumaczona z jidisz na język polski. Wśród opisanych przez autora polskich miast i miasteczek znajduje się również Kutno. M. Canin (właśc. Cukierman) jako korespondent gazety „Forwerts” podróżował po Polsce w latach 1946–1947 i zbierał relacje o zagładzie polskich Żydów. Pełny zbiór jego tekstów wydany został w 1952 roku w Izraelu.

Doły po wydobyciu żwiru z okolic cmentarza, fot. ze zbiorów ikonograficznych Muzeum Regionalnego w Kutnie.

W relacji dotyczącej Kutna dziennikarz opisał tragiczny los, jaki spotkał społeczność żydowską w naszym mieście podczas okupacji. Zamieścił również informację o zniszczeniu trzech pamiątkowych obelisków już po wojnie przez bliżej nieokreślonych sprawców (strażaków): „…na cmentarzu żydowskim miejscowa ludność dokonała całkowitego pogromu. Macewy zrabowano. Groby rozkopano i tak pozostawiono, po polu walają się żydowskie czaszki, żydowskie żebra i piszczele – jak w afrykańskiej dżungli wśród dzikich plemion ludożerców … Niedobitki starej gminy postawiły na zdewastowanych grobach kutnowskiego cmentarza pomnik upamiętniający zgładzoną gminę. Ale Polacy z Kutna ten pomnik zniszczyli – w mieście nie ma miejsca na jakikolwiek ślad po Żydach. Ocalali Żydzi postawili drugi pomnik – i kutnowscy [strażacy] po raz drugi pomnik zniszczyli”.

Zniszczony pomnik na cmentarzu żydowskim w Kutnie, fot. ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Dalej dziennikarz napisał, że przygotowany został trzeci pomnik jeszcze bardziej okazały niż poprzednie dwa… lecz kutnowscy [strażacy] też są uparci w swojej nienawiści i zabrali się do plantowania góry, na której położony jest cmentarz … piasek z cmentarza – mówią, że jest potrzebny do budowy miasta”.

Atmosferę panującą wówczas w Kutnie oddał w swoich wspomnieniach kapitan Mojsze Wajkselfisz (przedwojenny mieszkaniec Kutna), który jako oficer Ludowego Wojska Polskiego przybył do Kutna 20 stycznia 1945 roku na polecenie Mojżesza Bobrownickiego (właśc. Mieczysław Mietkowski) wiceministra BP. Kapitan na nocleg udał się do apteki Karola Starnawskiego przy ul Królewskiej 11. Oficer LWP nawiązał rozmowę z właścicielem apteki, pytając o los Żydów: gdzie są Kutnowscy Żydzi?, którzy tu mieszkali wokół Pana? On postawił oczy w słup: Zna mnie Pan? Pewnie – odpowiadam spokojnie. Byłem nawet Pana sąsiadem, mieszkałem naprzeciwko, wówczas aptekarz krzyknął do swojej żony „Zobacz to syn Moszka Wajschselfisza, co mieszkał naprzeciwko. I rozpłakał się przy tym mocno”. Następnego dnia kapitan „odbył poranny spacer po Kutnie i odwiedzał znane mu przedwojenne żydowskie adresy: pukam do domu Celemańskiego. Żadnej odpowiedzi. Z domu mieszkalnego Lichtenszteina wyłania się nieznajomy Polak. Przepraszam go za pomyłkę… Sklep jest otwarty. Wchodzę do środka pewnym krokiem i pytam, gdzie jest właściciel? Obecny gospodarz stoi zakłopotany, nie wiedząc co odpowiedzieć. Po czasie odpowiada: „Otrzymałem to wszystko jako własność niemiecką”. W końcu kapitan dotarł do swojego przedwojennego domu. Od razu został rozpoznany przez dozorczynię, która opowiedziała mu o tragicznym losie kutnowskich Żydów podczas wojny.

Pochód z symbolicznymi prochami zamordowanych Żydów ul Mickiewicza, fot. ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

W Kutnie po zakończeniu wojny nie było dużego skupiska ludności żydowskiej. Centralny Komitet Żydów w Polsce (którego celem było niesienie pomocy ocalałym po zagładzie Żydom) zarejestrował niewiele ponad 100 osób narodowości żydowskiej.

Dr Maurycy Finkelstein, fot ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie

Przewodniczącym kutnowskiego Komitetu Żydowskiego został dr Maurycy Finkelstein, przed wojną znany kutnowski lekarz i radny miejski z listy Organizacji Syjonistycznej. Lokal komitetu mieścił się przy Alei Mickiewicza 3.

Pochód z symbolicznymi prochami zamordowanych Żydów. W pochodzie m.in. Maurycy Finkelstein (w kapeluszu) z żoną Natali

Wiosna i lato 1946 roku były okresem wzmożonej agitacji politycznego komunistów w związku z ogłoszonym na 30 czerwca tzw. referendum ludowym. Powojenne relacje polsko – żydowskie również były bardzo napięte, świadczyć o tym może, chociażby tzw. pogrom kielecki. Bezpośrednio tragicznych wydarzeniach w Kielcach, gdzie zginęły 42 osoby narodowości żydowskiej ponad 60 tys. Żydów (ocalałych po wojnie) wyjechało z Polski.

Odsłonięcie pomnika upamiętniającego zamordowanych przez Niemców Żydów kutnowskich. W środku w kapeluszu M. Finkelstein

28 kwietnia 1946 roku Komitet Żydowski w Kutnie zaplanował uroczystość żałobną symbolicznego pochowania na cmentarzu żydowskim szczątek 8 tys. Żydów zamordowanych przez Niemców w Chełmnie nad Nerem. Uroczystości rozpoczęły się o godzinie 12.00 w lokalu Komitetu, a następnie prochy zostały przeniesione ulicami Kutna przez budynek przedwojennego bet midraszu przy ul. Senatorskiej, a stamtąd na cmentarz gdzie je pogrzebano i prawdopodobnie odsłonięto pamiątkowy pomnik. Na pomniku w kształcie macewy z Gwiazdą Dawida i napisem w językach hebrajskim i polskim: „Wieczna pamięć zamordowanym Żydom przez zbirów hitlerowskich, co spoczywają w bratniej mogile. Cześć Waszej pamięci!”. Relacja fotograficzna z tego wydarzenia znajduje się w Zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Fot. ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Pomnik ten wkrótce został jednak zniszczony. Śledztwo w tej sprawie prowadziła kutnowska Milicja Obywatelska i Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Kutnie. Nie odnaleziono jak dotychczas akt śledztwa w tej sprawie. Ze szczątkowych raportów milicyjnych w tej sprawie wynika, że zniszczenia pomnika dokonano nocą (nie ma mowy o zniszczonych trzech pomnikach). Pewne poszlaki wskazują, że jakąś rolę w tym zdarzeniu mogli odegrać żołnierze NKWD, którzy wówczas stacjonowali w Kutnie.

dr Jacek Saramonowicz

6 lipca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Po co nam dziś muzeum?

Dzisiaj muzeum to już nie jest zbiór przedmiotów, ale wielka opowieść.
To potężne medium, które kształtuje wyobraźnię o przeszłości.
Rafał Wnuk

Po co nam dziś muzeum?

Pytanie to istnieje w różnorodnych dyskusjach i naukach humanistycznych od wielu lat. W dobie przemian cywilizacyjnych, kulturowych, społecznych, mentalnych jest zagadnieniem ważkim i aktualnym. Aby podjąć próbę odpowiedzi, należy zdefiniować pojęcie tej instytucji kultury.

Ewolucja pojęcia

Pojęcie muzeum wywodzi się ze starożytnej Grecji (greckie mouseion, czyli „świątynia muz” dało grunt łacińskiemu museum). W VII-IV w. p. n.e. znaczyło tyle, co wzgórze (Muzejon w Atenach), miejsce spotkań lub inspiracji. Kolejno był to ośrodek edukacyjny, część gimnazjonu, miejsce kultu. Istniało też w rozumieniu instytucji badawczej i naukowej, miejsca studiów, a nawet biblioteki. Najsławniejszym muzeum w świecie starożytnym – naukowym instytutem badawczym – było Muzeum Aleksandryjskie. Synonimy terminu możemy mnożyć aż do XIX wieku, kiedy muzeum zaczęło być rozumiane jako instytucja publiczna posiadająca kolekcje i chroniąca dziedzictwo materialne i niematerialne, czyli w wersji zbliżonej do współczesnej interpretacji terminu.

XX i XXI wiek

W 2007 roku, na Konferencji Generalnej w Wiedniu, Międzynarodowa Rada Muzeów ICOM wypracowała pojęcie w brzmieniu:

Muzeum jest stałą, niedochodową instytucją działającą na rzecz społeczeństwa i jego rozwoju, dostępną publicznie. Muzeum nabywa, konserwuje, prowadzi badania, informuje i wystawia materialne i niematerialne dziedzictwo ludzkości i środowiska w celu edukacji, nauki i przyjemności.

Tendencje w muzealnictwie

Zmiany w kulturze wymusiły modyfikacje w samym funkcjonowaniu instytucji. Muzea już nie tylko opiekują się kolekcjami, które można oglądać, ale są także nastawione na dialog społeczny. Wyróżnić tu można dwie dominujące tendencje:

  • nowa muzeologia – jej fundamentem jest nastawienie na budowanie współpracy z lokalną społecznością

  • muzeum partycypacyjne – możliwość współtworzenia prezentowanych treści przez odbiorców

Rola muzeum

Muzeum występuje zatem w relacjach społecznych, kontekstach kulturowych, a jednocześnie realizuje instytucjonalne priorytety. Stoi przed nim wiele wyzwań spowodowanych przemianami globalnymi i rozwojem masowej komunikacji informatycznej. Wiemy, że jako nośnik pamięci zbiorowej, lokalnej, nie może pełnić wyłącznie funkcji ekspozycyjnych. Stawia przed sobą różnorodne zadania, posiadające jeden wspólny mianownik – dbałość o lokalne dziedzictwo, także dla przyszłych pokoleń.
Jest to zatem prowadzenie „polityki pamięci”.

Dziedzictwo materialne w Kutnie, czyli o czym trzeba „pamiętać”

Muzea biorą się z przekonania, że coś nie powinno zginąć (Wojciech Suchocki, były Dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu).

Wiele prawdy kryje się w tym stwierdzeniu. Materialne dziedzictwo Kutna, królewski Pałac Podróżny Augusta III, to unikalny na skalę europejską zabytek, pamiętający czasy unii polsko – saskiej. Powstał w połowie XVIII wieku, w fazie późnego baroku, w stylu określanym czasem jako barok drezdeński. Sam fakt posiadana królewskiej budowli jest nobilitacją. Mamy tu jednak także do czynienia z nietypową formą połączenia różnych funkcji – rezydencji i zajazdu pocztowego, a więc czegoś, co określano pałacem podróżnym czy pocztowym, a rangę królewską podkreślają wspaniałe dekoracje rzeźbiarskie, zdobiące fasadę i wieńczące dach. Wyjątkowość tego zabytku to także jego, zachowana częściowo do dnia dzisiejszego, konstrukcja szachulcowa. Dzisiaj ten budynek stanowi praktycznie jedyną pamiątkę (poza budynkami sakralnymi) po architekturze powstałej w czasach unii polsko – saskiej.

Wizualizacja kompleksu muzealnego Pałac Saski w Kutnie wg projektu firmy MagBud

Muzeum Pałac Saski w Kutnie – „zatroskany” pałac

Los nie szczędził Pałacowi Saskiemu perypetii. Po śmierci Augusta III przeszedł w posiadanie właścicieli miasta. Na początku XIX wieku rozbudowano wschodnie skrzydło pałacu. W 1812 roku gościł w nim Napoleon Bonaparte. Wśród mieszkańców Kutna utrwaliła się nawet nazwa „dom napoleoński”. W następnych latach teren, na którym stał, został podzielony na mniejsze działki, a sam pałac wiele razy był poddawany przebudowie. W 1866 roku Witold Mniewski, dziedzic Kutna, sprzedał go. Na przełomie XIX i XX wieku powstało tam szereg sklepów i punktów usługowych. Transakcje sprzedaży i dzielenie budynku na mniejsze parcele doprowadziły do tego, że od 1866 do 1937 roku nieruchomość należała do 12 właścicieli! Budynek popadał w coraz większą ruinę. Pomieszczenia pałacu wykorzystywano na działalność usługowo- handlową, a w 2003 roku strawił go wielki pożar.
A dziś? Poddawany jest rewitalizacji i staje się częścią muzealnego kompleksu.

Muzeum w Kutnie: rezydencja, regionalne czy narracyjne?

Muzeum Pałac Saski w Kutnie swoją unikalność zawdzięcza temu, że będzie stanowić połączenie tych trzech typów. Rezydencja, dlatego, że w pałacu podróżnym przebywał król August III Sas. Regionalne, bowiem prezentować będzie sylwetki żyjących w Kutnie ludzi, przeszłość i losy miasta. Narracyjne, gdyż za pomocą nowoczesnych rozwiązań zaproponuje przeżycie prawdziwych emocji – w kategorii doświadczania. Zmieniające się czasy uwspółcześniają muzea; często przybierają one formę muzeów narracyjnych. Budynek pałacu staje się pretekstem do swoistego spektaklu.

Zatem po co muzeum?

Wniosków narzuca się kilka… analogicznie do postawionego pytania można się zastanowić: po co poezja, filozofia, muzyka, teatr ? Po co kultura?
Piękna, antyczna tradycja muzeum uzasadnia jego istnienie w kanonie wartości intelektualnych.

Muzeum to miejsce rozrywki, estetycznej kontemplacji i centrum edukacyjne. Triada ta koresponduje z pojęciem „trzeciego miejsca”, terminem socjologa Raya Oldenburga używanym w określaniu miejsca w przestrzeni publicznej, które oddziela środowisko życia w domu i pracy.

Muzeum wychodzi naprzeciw nowej rzeczywistości, chroniąc przeszłość i tworząc bezpieczny pomost ku teraźniejszości. Ta rola to najważniejsze powołanie muzeum, miejsca kulturotwórczego i edukacyjnego, stymulującego do rozwoju, chroniącego historię i ocalającego dziedzictwo materialne i niematerialne.

(ke)

30 czerwca, 2020|Aktualności|

Kultura kutnowska w epoce Gierka okiem reporterów telewizyjnych

W okresie rządów Edwarda Gierka podjęto szereg inwestycji gospodarczych, a w Kutnie powstała „druga strefa przemysłowa”. W orbicie zainteresowania władz PRL znajdowało się również życie kulturalne mieszkańców. Tematyka ta znalazła się w zainteresowaniu dziennikarzy telewizyjnych, którzy odwiedzili nasze miasto w 1973 roku.

Zespół HAGAW w 1964 roku (fot. domena publiczna)

Pewną inspiracją dla dziennikarzy stanowiły słowa z teksu piosenki Andrzeja Rosiewicza i zespołu Hagaw pt. „Podróż poślubna do Kutna”, w których jest mowa o podróży pociągiem do Kutna i rozterkach panny młodej związanych z zawarciem małżeństwa. Utwór ukazał się w 1970 roku na płycie zespołu Asocjacja Hagaw, którego wokalistą był Andrzej Rosiewicz.

Okładka płyty zespołu Hagaw i A.Rosiewicza z tekstem piosenki o Kutnie (1970 r.)

Miła, czemu jesteś taka smutna,

gdy jedziemy już do Kutna złączyć nasz los?

Pomyśl – kiedy już będziemy w Kutnie,

może będzie jeszcze smutniej? Tak dzień i noc…

Dojeżdżamy już do Kutna złączyć nasz los.

Pomyśl – kiedy już będziemy w Kutnie,

może będzie jeszcze smutniej? Tak dzień i noc.

Pomyśl – kiedy już będziemy w Kutnie,

może będzie jeszcze smutniej? Tak dzień i noc.

Tak dzień i noc. Tak dzień i noc. Tak dzień i noc?”

W jednej z sal Powiatowego Domu Kultury zostało zaimprowizowane studio telewizyjne, a do rozmowy zaproszono ówczesnych włodarzy miasta w osobach: Bogusława Kajcy – przewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, Władysława Krupniewskiego – sekretarza Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, Adama Karasińskiego – przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Władysława Karczewskiego – kierownika wydziału kultury PPRN i Kazimierza Jóźwiaka – kierownika Powiatowego Domu Kultury.

Powiatowy Dom Kultury w Kutnie, fot. Józef Szymańczyk (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie)

Już od wczesnych godzin rannych po ulicach miasta reporterzy telewizyjni dokumentowali życie mieszkańców Kutna i szukali odpowiedzi na pytanie: „Co można robić w Kutnie po pracy? „Ojcowie miasta” odpierali zarzuty, że „w Kutnie żyje się smutnie”. Adam Karasiński mówił, że w mieście jest wiele placówek rekreacyjnych. Przedstawił również plany budowy krytej pływalni i kortów tenisowych, a B. Kajca omówił działalność Społecznego Komitetu Budowy Krytej Pływalni. Dyrektor PDK chwalił się wszechstronną działalnością domu kultury, w tym występami artystów operowych i spektaklami teatralnymi.

Wejście na pływalnię, fot. Józef Szymańczyk (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie)

W. Krypniewski uznał, że nie widzi powodów, aby wyjeżdżać z Kutna i mówić, że jest „ponuro i smutnie”. Zacytował ponadto inny fragment piosenki A. Rosiewicza: „Miła, czemu jesteś taka smutna, gdy jedziemy już do Kutna…”, który jego zdaniem lepiej pasował do życia kulturalnego mieszkańców miasta.

Klub Kultury Kolejarza (1971 r.), fot. Józef Szymańczyk (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie)

Na koniec W. Karczewski przytoczył jeszcze inne porzekadło o Kutnie znane w całej Polce: „Ten nie zna życia, kto nie był w Kutnie”. Powiedzenie to według niektórych mieszkańców Kutna powstało od nazwy działającej przed 1939 rokiem przy Nowym Rynku restauracji pn. „Życie”, gdzie w okresie międzywojennym spotykali się przyjeżdżający do miasta na jarmarki i targi okoliczni, ziemianie, włościanie, kupcy, rzemieślnicy. Inna wersja wiąże to powiedzenie z wizytą dyplomatów francuskich w Kutnie, którzy pod koniec lat 20. tych XX wieku odwiedzili Międzynarodowe Targi Poznańskie i podczas powrotu koleją z Poznania do Warszawy zatrzymali się w naszym mieście na posiłek. Podróżni udali się do renomowanej restauracji w centrum miasta, gdzie dania miał przygotowywać kuchmistrz księcia Radziwiłła. Kutnowska restauracja bardzo przypadła do gustu dyplomatom, tak że odjechali dopiero po północy. W kilka dni później Polskie Radio przeprowadziło wywiad z przedstawicielem poselstwa francuskiego, który pod wrażeniem wizyty w Kutnie, wspomniał o polskiej gościnności i polskiej kuchni, a swoją wypowiedź miał zakończyć stwierdzeniem: „Po powrocie do Paryża powiem moim przyjaciołom. Kto z was nie był w Kutnie, ten nie zna życia”.

Spektakl teatralny, fot. Józef Szymańczyk (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie)

dr Jacek Saramonowicz

29 czerwca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Sfałszowane referendum ludowe w Kutnie w czerwcu 1946 roku

W marcu 1946 r. komuniści, widząc ogromne poparcie społeczne dla PSL „Mikołajczykowskiego” zdecydowali o przesunięciu terminu wyborów do sejmu. W zamian zapadła decyzja o przeprowadzeniu tzw. referendum ludowego. Jego termin wyznaczono na 30 czerwca 1946 roku. Kampania referendalna prowadzona była od początku maja 1946 roku. W referendum komuniści postawili Polakom trzy pytania: 1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu? 2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej Konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej i 3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?

Plakat referendalny z 1946 roku.

Kutno podzielone zostało na 7 obwodów wyborczych, a uprawnionych do głosowania było 13 tys. mieszkańców. Przewodniczącymi i zastępcami przewodniczących komisji wyborczych byli członkowie Polskiej Partii Robotniczej. Komuniści z PPR bez porozumienia z socjalistami wyznaczyli swoich przewodniczących i zastępców, chcąc mieć pełną kontrolę prac komisji wyborczych, a co za tym idzie możliwość dokonania fałszerstw wyników głosowania. Na każdy obwód wyborczy przydzielono pięciu funkcjonariuszy ORMO i po jednym pracowniku Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Tablice agitacyjne referendum 1946.

Członkowie PPR agitowali do głosowania 3 razy „TAK”. PSL wzywało do głosowania „1 raz NIE” – na pytanie dotyczące zniesienia Senatu i „2 razy TAK” na pozostałe. Niechętne stanowisko wobec referendum zajmowali również niektórzy członkowie PPS. Dnia 19 maja na wiecu w Dobrzelinie, Ludomir Sakowicz – wówczas Przewodniczący KP PPS w Kutnie skrytykował pierwsze pytanie referendalne. Twierdził, że senat jest w Polsce potrzebny jako izba kontrolująca sejm. Wystąpienie L. Sakowicza przeciwko oficjalnej linii PPS, które wzywało do głosowania 3 razy TAK, spowodowało szereg interwencji domagających się usunięcia L. Sakowicza z PPS.

Ludomir Sakowicz, adwokat, przywódca PPS przed referendum ludowym. Zbiory ikonograficzne Muzeum Regionalnego w Kutnie.

W nocy z 9 na 10 czerwca 1946 roku (tuż przed Świętem Ludowym w Kutnie) na murach domów rozklejono kartki o treści: „Precz z PPR, Gomułką i jego partiami. Niech żyje NSZ. Niech żyje jedność PSL”. Odezwy te zostały, natychmiast zostały zerwane zdjęte przez funkcjonariuszy PUBP. W dniu 7 czerwca w lokalu ZMW RP „Wici”, przy ul. Królewskiej 29, Wojciech Fudała (lider PSL) mówił o szykanach ze strony władz. Jeden z zebranych wezwał nawet do siłowej rozprawy z komunistami. Jan Lewandowski udzielił zebranym instrukcji, jak mają głosować. Zwrócił uwagę na odpowiedni sposób stawiania krzyżyka, aby uniemożliwić ewentualne fałszerstwa.

Członkowie komunistycznego Związku Walki Młody w Kutnie. Trzeci z lewej przewodniczący Zdzisław Rosiak. Zbiory ikonograficzne Muzeum Regionalnego w Kutnie.

20 czerwca 1946 roku w Strzelcach odbyła się na uroczystość poświęcenia sztandaru PSL. Władze komunistyczne chciały to wykorzystać do celów agitacyjnych, na rzecz głosowania „3 razy TAK”. Wysłano tam specjalną grupę agitatorów z Łodzi. W pewnym momencie członkowie PSL zaczęli wznosić hasła: „Precz z Armią Czerwoną”, „Precz ze złodziejami”, „Niech żyje Mikołajczyk”. Po uroczystości kutnowska bezpieka aresztowała 21 osób. W charakterze podejrzanych przesłuchano kilku członków PSL. Jedna z agitatorek referendalnych z Łodzi zeznała, że: „w czasie wiecu rozdawała gazetki objaśniające znaczenie referendum. Chodząc między zebranym chłopstwem, podeszła w pewnym momencie do grupy młodych panien, które brały udział w procesji Bożego Ciała. Panny ubrane były w stroje narodowe. Dziewczyny wyrwały jej broszury agitacyjne i zaczęły drzeć z wielką złością, rzucając strzępy z nietajoną nienawiścią w twarz”.

Pochód członków PPS w Kutnie (1946 rok. )Zbiory ikonograficzne Muzeum Regionalnego w Kutnie.

W dniu 12 czerwca na zebraniu PPR w Kutnie z udziałem pułkownika Logi- Sowińskiego zobowiązano członków partii do sprawdzania list w swoim rejonie. Mieli oni chodzić od domu do domu i sprawdzać, czy wszyscy są umieszczeni na listach. Okazało się, że w niektórych obwodach tylko 25% głosujących sprawdziło się na listach. Aktywnie w propagandę referendalną włączyła się komunistyczna młodzież zorganizowana w Związku Walki Młodych, która rozwieszała plakaty i ulotki wyborcze. Plakaty te były często zrywane, np. na budynku Szkoły Handlowej w Kutnie. W toku śledztwa bezpieka ustaliła, że plakaty zerwał Ryszard Michalski, uczeń tejże szkoły. Następnie chciał na nich napisać zamiast „tak” – „nie”.

Ignacy Pisaskowski (z lewej) podczas pochodu PPS. Zbiory ikonograficzne Muzeum Regionalnego w Kutnie.

Tuż przed referendum Wojewódzki Międzypartyjny Komitet Propagandy Głosowania Ludowego w Łodzi przysłał do swojego odpowiednika w Kutnie pismo, w którym krytykował Powiatowy Międzypartyjny Komitet Propagandy Głosowania Ludowego za jego nieudolną akcję propagandową – szczególnie na wsi. PUBP oceniał, że nastawienie ludności powiatu kutnowskiego wobec referendum jest „w dużych procentach wrogie”.

9 lipca 1946 roku (jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników głosowania) w lokalu ZMW RP „Wici” odbyło się zebranie PSL. W. Fudała wezwał zebranych do wytężonej pracy na rzecz „Wielkiej, potężnej, suwerennej, demokratycznej i ludowej Polski”. Zwrócił uwagę na antymikołajczykowską propagandę komunistów i pewny sukcesu PSL podsumował kampanię referendalną: „…musimy stwierdzić, że nie pozwolono nam prowadzić żadnej propagandy, osiągnęliśmy zupełne zwycięstwo. Źle, że było dużo takich, co na trzecie pytanie odpowiedzieli NIE, ale to byli przeważnie ludzie, którzy nie należą do naszego stronnictwa. Przyczyną takiego wyniku głosowania, była rozpasana kosztowna propaganda Stronnictw Zblokowanych. Z zadowoleniem, możemy patrzeć w przyszłość, bo lud się zbudził …możemy to stwierdzić, patrząc na wyniki głosowania”. Inni dyskutanci twierdzili, że do zwycięstwa PSL, przyczynił się fakt, że ludzie przestali się bać i szli do urn „zwartą ławą”, a aresztowania członków PSL tylko „podniosły ducha w narodzie”. W opinii zebranych sami członkowie PPR przerazili się wyników głosowania.

Uroczystość wręczania sztandaru Milicji Obywateslkiej w Kutnie (1946 r).Zbiory ikonograficzne Muzeum Regionalnego w Kutnie.

Oficjalne wyniki referendum ogłoszono dopiero 12 VII 1946 r. Było oczywiste, że zostały sfałszowane. W Kutnie na 13 003 uprawnionych mieszkańców, głos oddało 11 965 tj. 92 %. Na 1 pytanie, na „TAK” było 8654 głosów tj. 72, 32 %, na 2 pytanie na „TAK” oddano 9492 głosów, tj. 79, 33 %, a na 3 pytanie na „TAK” 10053 głosów tj. 84 %. Jedynie w obwodzie nr 2 ludowcy uznali wiarygodność wyników głosowania. Kutnowska bezpieka zbierała wszelkie relacje i komentarze dotyczące oficjalnych wyników głosowania. Do najbardziej rozpowszechnionych zaliczało się powiedzenie, że: „do urny wkładano Mikołajczyka, a wychodził Gomułka”. Kutnowscy działacze PPS mieli pretensje, że podczas liczenia głosów byli wyrzucani za drzwi. Po powiecie kutnowskim krążyła nawet informacja o wyrzuceniu całej urny z głosami, w drodze do Warszawy i zamienieniu jej innymi. G. Czerwik – Inspektor Szkolny i członek Stronnictwa Demokratycznego starał się na własną rękę zebrać rzeczywiste wyniki wyborów. Nie wiadomo jednak jakim efektem zakończyła się jego akcja. Sprawą natychmiast zajął się PUBP. Doświadczenie przy fałszowaniu wyników wyborów wykorzystali później podczas wyborów do Sejmu Ustawodawczego, w styczniu 1947 roku.

dr Jacek Saramonowicz

22 czerwca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

EtnoOpowieści. Tadeusz Kacalak o swojej kolekcji sztuki ludowej i nieprofesjonalnej.

Przeprowadziłam jakiś czas temu rozmowę z Tadeuszem Kacalakiem – moim niezwykłym teściem – rzeźbiarzem i kolekcjonerem polskiej sztuki ludowej. Celem było poznanie przyczyn stworzenia jego własnej kolekcji, okoliczności jej powstania oraz jakimi kierował się kryteriami w doborze poszczególnych dzieł i autorów. Ciekawym zagadnieniem wydał mi się także sposób wykorzystania kolekcji w działaniach edukacyjnych i promujących rzeźbę kutnowską.

Zachęcam Państwa do przeczytania wywiadu – Sylwia Kacalak

 

Co spowodowało, że zacząłeś kolekcjonować i od jakiej rzeźby wszystko się zaczęło?

W latach 80. jeżdżąc po kiermaszach, mogę powiedzieć, że po całej Polsce: Kraków, Łódź, Warszawa, biorąc udział w cepeliadach, po prostu oglądałem bardzo dużo prac innych rzeźbiarzy, i byłem zachwycony tymi pracami i to się tak rodziło we mnie, chęć może na początku nie kolekcjonowania, ale chęć posiadania, chociaż kilku prac wspaniałych, cudownych. Wtedy za dużo o nich nie wiedziałem, mam na myśli tutaj rzeźbiarzy, o ich życiu, osobowości, ale widziałem ich prace i mi się to szalenie podobało i wtedy u mnie zrodziła się taka myśl, żeby zacząć zbierać. Z tą myślą chodziłem tak, nie wiem rok czy dwa, aż wreszcie wybuchło. Pewnego razu dostałem zaproszenie jako twórca, (bo jeszcze wtedy sam jeździłem ze swoimi rzeźbami) na udział w ogólnopolskim jarmarku sztuki ludowej „Łęczyca w barwach jesieni” organizowanym przez Łęczycki Dom Kultury. Byłem jeszcze wtedy młody i szalenie zawsze podobały mi się prace najstarszych rzeźbiarzy: Stanisława Kopki, Bolesława Grabskiego, Wiktora Rysia, których wielokrotnie spotykałam na kiermaszach. Bardzo mi się podobały ich prace, ale nie było mnie na nie stać, aby je kupować, ale nie wytrzymałem wtedy i oglądając je podczas kiermaszu na wszystkich stoiskach, najbardziej spodobała mi się rzeźba, nie wiedząc jeszcze o tym, że zacznę od niej kolekcjonować. Rzeźba przedstawiająca „Adama i Ewę” autorstwa znakomitego rzeźbiarza z ośrodka łęczyckiego mianowicie Stanisława Kopki. I wtedy ją po prostu kupiłem i przywiozłem do domu. Pamiętam jak dziś, zapłaciłem za nią 8 tysięcy zł. To była tak cudowna rzeźba. Mieszkałem wtedy jeszcze w bloku w dwupokojowym mieszkaniu, w którym na ścianach przedpokoju była boazeria. I ona na tle tej boazerii wyglądała cudownie ta kolorystyka postaci, po prostu byłem zakochany. Mam ją od lat 80. XX w. nie przestałem się nią zachwycać, ona do dzisiejszego dnia mnie wciąż zachwyca. Ciągle widzę w niej coś lepszego, wspanialszego, do tego stopnia, że zacząłem jeździć i odwiedzać pana Stanisława Kopkę, który mieszkał w Dzierzbiętowie za Łęczycą niedaleko miejscowości Leśmierz, gdzie żył i tworzył kolejny cudowny, twórczy dziadek Bolesław Grabski. I tam jeździłem do jednego a później do drugiego i jak tylko mogłem kupić od nich rzeźby, to kupowałem. Do tego stopnia, że w swojej kolekcji posiadam 20 przepięknych rzeźb Stanisława Kopki. A Bolesława Grabskiego już nie pamiętam, nie wiem, ja nie prowadzę zapisków, ale gdzieś około 26-27 rzeźb. No i później to się posuwało. Rzeźb przybywało i małe mieszkanie w bloku już nie wystarczało… Zacząłem myśleć o jakieś pracowni. W latach 80. kupiłem mały dom z przeznaczeniem na własną pracownię i galerię. To była ciągła chęć nabywania rzeźb, to jest tak: jak się raz pocałuje dziewczynę, to zaczyna smakować i chce się drugi raz i trzeci, to jest takie małe uzależnienie jak od alkoholu. Od pierwszego kieliszka, aż do nieprzytomności. Człowiek kończy na tym, że jest nieprzytomny. I tak samo jest z chęcią nabywania dzieł od twórców, artystów nieprofesjonalnych między innymi od tych, których wymieniłem. Zacząłem kupować po prostu to, co mi się podobało i na co było mnie stać. To byli twórcy z terenu całej Polski: od Kociewia, Kaszub aż do Nowego Sącza, Zakopanego, jak nieżyjąca już Ewelina Pęksowa jedna z najwspanialszych malarek ludowych na szkle. Posiadam niewiele jej prac, bo tylko 4. Mam rzeźby z różnych regionów. Ale rzeźby twórców, których bardzo pragnąłem mieć, a są to już artyści nieżyjący, po części już mam. Bardzo dużą część swojej kolekcji rzeźb i obrazów kupiłem z prywatnych kolekcji w Ameryce i dzięki temu mogłem uzupełnić swoją kolekcję o dzieła nieżyjących już artystów takich jak: Adam Zegadło, Stanisław Korpa, Ptaszyńska Helena Szczypawka i wielu, wielu innych.

Jakich artystów prace chciałbyś nabyć jeszcze do swojej kolekcji?

Do swojej kolekcji chciałbym kupować wszystkich artystów, ale ja wiem, że jest to niemożliwe mieć wszystkich, najlepiej chciałbym nabywać również tych mniej lepszych i tych ponoć słabych, których przede wszystkim prace szalenie mi się podobają. Jest to ciągłą chęć kupowania i gromadzenia dzieł. Pewnie, że w pierwszej kolejności chciałbym mieć tych najlepszych, tych, którzy są w oczach znawców, etnografów, kolekcjonerów najlepsi, oryginalni, niepowtarzalni jak Jan Lamęcki, Leon Kudła, których nie posiadam w swojej kolekcji, bo to są nazwiska i rzeźby nie do zdobycia dzisiaj, czy wielu innych, którzy również zachwycają prostotą formy jak Szczepan Mucha czy Wojciech Oleksy. Ja ciągle chcę uzupełniać kolekcję i ta kolekcja nie jest zamierzona. To jest po prostu spontaniczna miłość, cudowna ekstaza posiadania dzieł, które mnie uspokajają, przy których rozmyślam, płacze, cieszę się. Moja kolekcja jest kilka razy dziennie przeze mnie nawiedzana, bo galeria znajduje się koło mojej pracowni w drugim pokoju. Nie ma godziny, żebym nie poszedł tam ze dwa razy. I mimo tego, że mam tę kolekcję prawie 30 lat, co prawda ona się ciągle poszerza, przybywają nowe rzeźby i obrazy, ona jest jakby ciągle odkrywana przeze mnie na nowo, bo ja przez te wszystkie lata nie zauważyłem tej kolorystyki, jak tę, którą przed chwilą ujrzałem. A przez te lata nie widziałem. Ja z tym żyję i nadal ona mnie zachwyca i dodaje tej chęci kupowania następnych, cudownych prac. Kolekcję swoją uzupełniam o malarstwo naiwne, ale też zacząłem kupować obrazy z nurtu malarstwa art brut i dzięki temu poznałem Ryszarda Koska  z Płocka, to jest jeden z 40 prac, ponieważ ja nie prowadzę spisów tak jak w muzeum, bo jest mi to niepotrzebne. Ja nie dlatego zbieram, żeby zapisywać tylko dlatego, żeby się upajać tymi dziełami. Ostatnio właśnie namalował dla mnie obraz pt.Tadeusz Kacalak strzyże Ryszard Koska na Święta”. Naprawdę jest to niesamowity artysta i wielka osobowość. Ale wspaniały jest również Stanisław Koguciuk, który skończył już 80 lat, zwany również „Nikiforem z Pławanic”, jeden z ostatnich autentycznych twórców ludowych. Nie sposób dziś nabyć jego obrazów, bo muzea są zainteresowane tym artystą, ale mam też kilka jego prac. Mam też słynną  z ośrodka paszyńskiego p. Marysię, która była gosposią u ks. Nitki, mam około 40 jej prac przedstawiające przecudne Madonny. I tak posiadam malarstwo na szkle, malarstwo ludowe, może nie za dużo, ale, myślę, że tak wszystkich razem w mojej kolekcji będzie około 300 obrazów, kilkaset rzeźb. Nigdy nie liczyłem i prawdopodobnie za mojego życia nie chcę, żeby zostało to policzone, albo przeliczane na pieniądze.
Ja zbieram z chęci i miłość posiadania dzieł niepowtarzalnych, prac wyróżniających się, samorodnych, powstających nie na zamówienie tylko z potrzeby rzeźbienia, tworzenia te uważam za oryginalne i najwspanialsze.


Którą rzeźbę lubisz najbardziej?

Wszystkie lubię, ale sentyment mam do tych bardzo naiwnych, wywodzących się z potrzeby serca tak jak rzeźby Józefa Soboty i jego kapliczki w pięknej prostocie mówiące wszystko. Te uważam za najwspanialsze, oryginalne, bo tam nie ma naleciałości podpowiadania, jak ma wyglądać rzeźba, tylko tak jak serce artysty dyktuje, a przy tym były to osoby, które nie czytały, nie pisały, nie były skażone cywilizacją, tworzyły sztukę czystych serc. I taką sztukę kocham najlepiej i taką chciałbym zbierać, ale jest jej coraz mniej, autentyków już nie ma. Jest teraz współczesna sztuka ludowa, ale nie tak oryginalna, jak twórczość tych starych artystów jak: Kudła, Lamęcki, którzy tworzyli z potrzeby własnego serca, a nie, bo musi zrobić 30 rzeźb i na kiermasz jechać. Nie powiem, że jedną lubię najbardziej, a jedną mniej, są różne, każda z nich jest inna, ale tak samo zachwycam się Stanisławem Miką, Hołdą, Adamem Zygadłą czy Stanisławem Kopką. Teraz właśnie trzymam rzeźbę Stanisława Miki przedstawiająca Matkę Boską z dzieciątkiem. Piękna, prosta, niepowtarzalna. Tak jak nie ma takiego samego człowieka, tak każda rzeźba jest nie ta sama, nie taka sama, nie tak samo wyraża… Jest to autentyczne odbicie artysty. On nie patrzy w lustro… .

Niektóre prace znanych artystów nazywasz perełkami, dlaczego i ile masz takich perełek w kolekcji?

Cały czas mówię, że niektóre rzeźby są dla mnie perełkami i tak je nazywam w swojej kolekcji. Dlaczego? Bo jest to najwyższa półka, to jest tak jakby porównać malucha i mercedesa. A u mnie są maluchy, fiaty, ale i mercedesy i Rolls-Royce też są. Ja emocjonalnie podchodzę do każdego artysty z miłością, z chęcią nabycia jego pracy, ale dobrze jest poznać artystę. Kolekcjoner nie jest usatysfakcjonowany tylko jedną częścią rzeźby, ale jego interesuje, co jest za tą rzeźbą, a więc to jest człowiek, jego życiorys, życie, dlaczego tak, a nie inaczej wyraża swoje emocje, dlaczego żyje tak,
a nie inaczej. Mnie interesuje rzeźba, ale przede wszystkim człowiek.

Czy w kolekcji znajdują się również prace kutnowskich rzeźbiarzy?

Oczywiście, że w mojej kolekcji nie mogło zabraknąć rzeźb naszych kutnowskich rzeźbiarzy. Tak jak mawiał, jak nazwał jeden z etnografów w kutnowskim muzeum Paweł Szymczak, jest to kopalnia czy szkoła rzeźby kutnowskiej, którą zapoczątkowali trzej rzeźbiarze: Antoni Kamiński, Andrzej Wojtczak i moja skromna osoba. Posiadam, chciałbym mieć jak najwięcej, ale posiadam po kilka prac każdego artysty z Kutna również ciekawe prace już tych nieżyjących artystów jak: Henryk Tarka, Henryk Abramczyk, Eugenia Skibińska. Mam wszystkich, którzy tworzyli od początku od Ignacego Kamińskiego z Oraczewa, pierwszego rzeźbiarza, który zapoczątkował i od niego z kolei utworzył się ośrodek łęczycki, bardzo znany można powiedzieć jeden z pierwszych ośrodków w Polsce. A myśmy później do Łęczycy dołączyli, byliśmy zakochani w twórczości artystów łęczyckich. I my jako trójka przygarnięci do Muzeum w Łęczycy, bo tutaj w Kutnie nie było wtedy jeszcze muzeum i takiej działalności muzealnej. Zaczęliśmy twórczo się rozwijać, osiągają małe sukcesy, nawiązywały się nowe znajomości i przyjaźnie. Na początku lat 80. XX w. powstał ośrodek kutnowski, wciąż przybywały nowe osoby, obecnie jest osiemnastu aktywie działających kutnowskich rzeźbiarzy. Wszystkich staram się mieć i mam w swojej kolekcji, ale staram się jeszcze więcej dokupować oraz sukcesywnie powiększać swoje zbiory.

Czym kierował się tworząc własną kolekcję?

To nie był zamiar, to nie było sugerowanie, to było po prostu wejście nieświadome, zakupienie cudownej rzeźby „Adama i Ewy” Stanisława Kopki nie wiedząc, że jest to wejście jedną nogą w tę kolekcję, że pożre mnie później całego… i to trwa prawie już 30 lat. Ja nie wiem, kiedy to się zaczęło, nie można powiedzieć. Po prostu to jest i to prawdopodobnie mam nadzieję, że tak do końca mojego życia będzie.

W jaki sposób pozyskiwałeś swoje eksponaty?

Prace nabywam w przeróżny sposób. Kolekcjoner to tak jak myśliwy, który wyjeżdża na łowy, nie wiedząc, czy coś upoluje. Nieraz zamawia się rzeźbę, jedziesz do artysty, a artysta dzień wcześniej Niemcom sprzedał i się apiać wraca bez niczego, ale to nie jest problem, żeby zaprzestać. To jest właśnie to piękno w tym kolekcjonowaniu, że za tym się chodzi, za tym się jeździ, poświęca się temu dużo czasu, pracy i pieniędzy, a później, kiedy człowiek to zdobędzie, to co chce, to się cieszy. I to stoi na półce w galerii i to po prostu mnie cieszy.

Wielu twórców znałeś osobiście, którego wspomnisz najlepiej i spotkanie z którym wywarło na Tobie niezapomniane wrażenie?

Uważam, że nie można szufladkować artystów, bo każdy jest inny, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju twórczości. Mogę powiedzieć, że najlepiej zapamiętałem Filomenę Robakowską z Witoni, Szczepana Muchę, Stanisława Kopkę mówię teraz o środowisku kutnowsko – łęczyckim, wielu znałem osobiście wspaniałych artystów, którzy zafascynowali mnie nie tylko swoimi pracami, ale także własną filozofią życia, sposobem życia. Jednak najwięcej w głowie zostanie mi Ryszard Kosek z Płocka. Jest to autentyk, jeśli ktoś nie wierzy, niech jedzie i niech zobaczy tego człowieka, w jakich warunkach żyje. Ale jeszcze przecież nie wspomniałem również autentycznego, wspaniałego nieżyjącego już Stanisława Zagajewskiego, artystę nie europejskiego, ale światowego. Był jednym z najlepszych rzeźbiarzy na świecie tworzących w glinie. Mam jego kilka prac. Nigdy nie zapomnę, kiedy widziałem jego dom, pracownię, w której olbrzymia ilość gotowych rzeźb przykryta szmatami, w naczyniach glina namoczona, mały stołek, krzesło i stół i miejsce w tych szmatach, gdzie spał a obok niego gromada psów, z którymi mieszkał. Wygląd tego człowieka, jego zaangażowanie w to, co robił. Jest wielu, wielu artystów, których znałem, widziałem, rozmawiałem. Współczesnych artystów teraz też znam, dużo, znam całe środowisko kutnowskie, ale znam też Eugeniusza Zagadłę, Romana Śledzia i wielu innych, ale to już nie jest to. Kacalak to nie Filomena Robakowska, Kacalak to nie Józef Sobota, Kacalak to jest współczesny twórca ludowy, który trochę jedną nogą był w tamtym świecie dawniejszej sztuki ludowej. Czy powiększam swoją kolekcję? Powiem tak: staram się, to jest tak jak smok nienażarty, bądź jak alkoholik któremu nie wystarczy jeden kieliszek tylko od razu dużo kieliszków. I tak ciągle od nowa. To jest tak samo w kolekcjonowaniu – jest to ciągła chęć gromadzenia, kupowania i cieszenia się tymi przecudnymi dziełami, perełkami. Teraz tego czasu na kolekcjonowanie mam trochę mniej, bo sam jestem twórcą i muszę też poświęcić się własnej twórczości artystycznej, nie tylko rzeźbię, ale robię wystawy za granicą w Stanach Zjednoczonych i tego czasu po prostu trochę brakuje.

Galeria ta pełni funkcję kulturalno – edukacyjne?

Wydaje mi się i sądzę, że tak jest. Bo u mnie to mało, że jest galeria, ale po niej oprowadza pasjonat tej kolekcji, dla którego jedna godzina to jest jak 5 minut. Ja, żebym był usatysfakcjonowany w jakimś najmniejszym stopniu, to musiałbym opowiadać cały dzień o swojej kolekcji, aby móc to wszystko przekazać. A dzieci, młodzież przychodzą na godzinę na dwie. Gdyby ta galeria i kolekcja w niej zgromadzona nie spełniała tej funkcji kulturalnej, to myślę, że nie dostałbym w 2014 roku tej wspaniałej Honorowej Nagrody Hetmana Kolekcjonerów Polskich im. Jerzego Dunin-Borkowskiego przyznawanej za wybitne zasługi na rzecz kolekcjonerstwa polskiego. Nie mówiąc już o mojej twórczości. To nie jest chwalenie, ale jestem laureatem nagrody Oskara Kolberga za całokształt pracy artystycznej i upowszechnianie kultury ludowej. Moja kolekcja nie tylko pełni tę rolę kulturalną, ale mogę powiedzieć, że moja cała działalność artystyczna nie tylko w Polsce, ale i w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim spełnia tę rolę. Od 1997 roku corocznie jeżdżę i biorę udział w Międzynarodowych Targach Sztuki Ludowej w Santa Fe Stan Nowy Meksyk, jest to jedyna taka impreza na całym świecie, na której prezentowanych jest pond 150 przedstawicieli z różnych państw świata. Jest to jedna jedyna taka impreza na świecie. I właśnie tam przekazuję, edukuję, nie tylko pokazuję swoje prace, ale opowiadam też o innych artystach, o dawnej twórczości chłopskiej, wspaniałej, autentycznej.

Czy placówki muzealne, instytucje wypożyczają od Ciebie na wystawy rzeźby i obrazy?

Bardzo często placówki muzealne, instytucje, domy kultury organizując wystawy, zwracają się z prośbą o wypożyczenie z mojej kolekcji obrazów czy rzeźb. Ostatnio do Muzeum Ziemi Wieluńskiej wypożyczyłem dużą ilość Szopek Bożonarodzeniowych, w Muzeum Etnograficznym w Toruniu w 2012 roku organizowana była wystawa malarstwa Wiktora Chrzanowskiego, moja kolekcja jego obrazów też tam była prezentowana. W 2014 roku z kolei w Muzeum Regionalnym w Kutnie otwarta była wystawa twórczości Ryszarda Koska, na którą użyczyłem ponad 30 obrazów. Dużą wystawę przygotowano także na 40-lecie działalności Stowarzyszenia Twórców Ludowych z Zarządem Głównym w Lublinie… naprawdę placówek tych jest wiele, nie sposób wszystkich tutaj wymienić.

A możesz tak szacunkowo powiedzieć, ile osób odwiedziło Twoją galerię na przestrzeni prawie 35-tu lat?

Trudno powiedzieć, bo w swojej galerii od 30 lat prowadzę tylko dokumentację w postaci kronik pamiątkowych, ale nie wszyscy chcą się wpisywać. Są to trzy olbrzymie, grube kroniki zapełnione wpisami osób, które widziały kolekcję. Setki, tysiące na pewno, a można to sprawdzić, przeglądając kroniki. W kronikach są wpisy np. Madeleine Albright, Lecha Wałęsy i wielu, wielu innych dostojności, nie tylko Polacy, ale przede wszystkim Niemcy, Amerykanie, Szwedzi, Ukraińcy, Anglicy, Europejczycy, Rosjanie. Często były to zagraniczne wycieczki.

Co przedstawia tematyka zgromadzonej kolekcji?

Tematyka gromadzonej kolekcji rzeźb kupowanych od innych artystów z całej Polski, twórców ludowych i nieprofesjonalnych, naiwnych i art. brut to przede wszystkim przedstawienia motywów sakralnych, w której dominują rzeźby Chrystusa Frasobliwego, różne wizerunki Matki Boskiej, postaci świętych, Pasje, Piety, Ucieczki do Egiptu oraz Szopki Bożonarodzeniowe, cala różnorodność postaci Aniołów. Druga taka grupa rzeźb dotyczy przedstawień związanych z obrzędowością, życiem na wsi i pracą na roli. Trzecią natomiast stanowi tematyka ptaszków ludowych z terenu całej Polski, których posiadam dużą ilość. Wymienię tutaj takich artystów jak: Andrzej Dębowski z Piątku, Ignacy Kamiński z Oraczewa, wspaniały dawno nieżyjący rzeźbiarz Piotr Dymórski, czy ostatni oryginalny rzeźbiarz ptaków ludowych Jerzy Skibiński z Kutna.

Czym dla Tadeusza Kacalaka jest ta kolekcja?

Dla mnie jest jedną z wielu latarni, która oświetla cząstkę kultury narodowej, jaką jest sztuka ludowa i nieprofesjonalna i nie pozwala o niej zapomnieć narodowi polskiemu. Kocham Polskę i dla niej chcę jak najdłużej żyć.

Jak widać z przytoczonego wywiadu Tadeusz Kacalak to prawdziwy pasjonat i człowiek, który bezgranicznie oddany jest temu, co robi. Kocha swoją kolekcję, poświęca jej każdą wolną chwilę i stara się przekazywać swoje odczucia oglądającym ten zbiór, dzieląc się przy tym ogromną wiedzą na jego temat. Jego kolekcja jest dla niego częścią jego życia. Zawładnęła nim do tego stopnia, że znajdując się w otoczeniu zgromadzonych dzieł i opowiadając o nich oraz ich twórcach, często zatraca poczucie czasu.

17 czerwca, 2020|Aktualności|

Kutno znane i nieznane. Działania władzy ludowej przeciwko Kościołowi katolickiemu w Kutnie w okresie stalinizmu

Przez pierwszy okres powojenny nowa władza koncentrowała swoje wysiłki na walce z partiami politycznymi, podziemiem niepodległościowym i umacnianiem swojej pozycji. W kręgu zainteresowania aparatu bezpieczeństwa znajdowali się przede wszystkim działacze partyjni, ale również uważnie obserwowano duchowieństwo Po wyeliminowaniu z życia społeczno-politycznego Polskiego Stronnictwa Ludowego i podziemia niepodległościowego, Kościół Katolicki pozostał jedyną zorganizowaną strukturą w opozycji wobec władzy.

Od 1945 roku dekanatem kutnowskim kierował ks. dziekan Bronisław Pągowski. Do Kutna przybył 29 stycznia 1945 roku, aby objąć parafię św. Wawrzyńca. Pierwsze miesiące po wyzwoleniu Kutna spod okupacji niemieckiej poświęcił na uporządkowanie kościoła i terenu wokół. Początkowo współpraca z władzą ludową układała się poprawnie. Ksiądz uczestniczył w spotkaniach i uroczystościach państwowych. Dużym wydarzeniem dla parafii kutnowskiej była w tym czasie wizyta w naszym mieście kardynała Augusta Hlonda.

Wizyta kardynała Augusta Hlonda w Kutnie (pierwszy z prawej ks. dziekan B.Pągowski)

Relacje kutnowskiego dziekana z władzą ludową uległy zmianie po 1948 roku, czego dowodem jes założenia przez aparat bezpieczeństwa proboszczowi kutnowskiej parafii teczki ewidencyjno – obserwacyjnej. Do walki z duchowieństwem katolickim w ramach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego utworzono specjalny Wydział V Departamentu V, przekształcony następnie Departament XI. Działalność operacyjna bezpieki polegała na prowadzeniu czynności rozpoznawczych wobec struktur i ludzi Kościoła poprzez pozyskiwanie informatorów i agentów, stosowanie podsłuchów telefonicznych, kontrolę korespondencji, zatrzymania, przesłuchania, inspirowanie antykościelnych działań propagandowych. Księży podzielono na trzy kategorie: 1) o wrogiej postawie wobec władzy, 2) bierni, 3) lojalni. W pierwszej grupie znalazł się m.in.: ks. ks dziekan Bronisław Pągowski.

Kard. Wyszyński z ks. Pągowskim w Kutnie (1958 r.)

W 1949 roku rozpoczął się zdecydowany proces podporządkowania Kościoła katolickiego, który był wówczas jedyną, niezależną i jawną strukturą organizacyjną. Zainicjowano ruch „księży – patriotów”, mając nadzieje na rozsadzenie Kościoła od wewnątrz. W lutym 1949 roku przybył do Kutna ks. prymas Stefan Wyszyński, jadąc z Gniezna do Warszawy w związku z ingresem do katedry warszawskiej. Przy bramie tryumfalnej niedaleko kościoła powitał go ks. dziekan Pągowski i miejscowe duchowieństwa. Wśród witających raport był Feliks Florczak jeden z liderów kutnowskiego PSL, a w powitaniu brało udział ok. 4 tys. mieszkańców Kutna i okolic. Orkiestra kolejowa odegrała hymn watykański. Ks. B. Pągowski w kościele parafialnym mówił, że pomimo stawianych szykan i różnych trudności, przyjęliśmy z wielką serdecznością i wiarą. Ciebie Najdostojniejszy Duszpasterzu i Prymasie Polski. Ludność m. Kutna dała dowód swego przywiązania do religii, kościoła katolickiego i prawd Bożych…”. Po tym przemówieniu zabrał głos Prymas, dziękując za serdeczne przyjęcie, jakie zgotowali mu parafianie kutnowscy Podziękował także orkiestrze kolejowej oraz pobłogosławił wiernych. Pobyt Prymasa w Kutnie trwał około 30 minut. Z Kutna udał się w kierunku Łowicza i Warszawy.

W sierpniu 1949 roku władze Polski Ludowej wydały dekret „ o ochronie wolności sumienia w Polsce”. Na jego podstawie możliwe było skazanie każdego praktykującego katolika. Napięte relacje władzy z Kociołem katolickim stały się powodem zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Miejskiej Rady Narodowej w Kutnie w dniu 27 marca 1949 roku. Przewodniczący MRN – Teodor Sujczyński poinformował o wydaniu oświadczenia rządowego w sprawie uregulowania stosunków Państwo – Kościół. W dyskusji nad referatem okolicznościowym wygłoszonym przez burmistrza Kutna Bolesława Zemstę dyskutowano o „dwulicowej polityce kleru w szkole”, a także o tym, że „kler nie tylko nic nie włożył w Państwo Ludowe, ale nadużył zaufania rządu ludowego”. Na koniec przewodniczący odczytał stosowną rezolucje z poparciem dla stanowiska rządu w stosunku do Kościoła i zapewnił zebranych, że: „władza nie ma zamiaru wtrącać się do kultu religijnego” i chce tylko, aby z „ambony padały słowa miłości, a nie nienawiści”. Członkowie MRN w Kutnie ponownie odbyli nadzwyczajne posiedzenie w dniu 21 sierpnia 1949 r., po wydaniu dekretu przez rząd. Odczytana został wówczas rezolucja potępiająca Watykan za ekskomunikę osób należących do partii komunistycznych.

Procesja Bożego Ciała w Kutnie po 1945 roku.

W styczniu 1950 roku władza ludowa wprowadziła zarząd komisaryczny nad kościelną organizacją charytatywną „Caritas”, przejmując nad nią pełną kontrolę. W dniu 9 lutego odbyła się w tej sprawie konferencja dekanalna w Kutnie, którą zwołał ks. dziekan B. Pągowski. Wręczył on zebranym list biskupów odnośnie likwidacji „Caritasu” i polecił odczytanie go w kościołach w dniu 12 lutego 1950 roku. Potępił również tych księży, którzy brali udział w krajowej konferencji „Caritasu”, zorganizowanej przez władze w Warszawie. Listy odczytało tylko 10 księży. Komunistom zależało na pełnej kontroli nowego „Caritasu”. Bezpieka poprzez swojego informatora o ps. „T” wysłała do członka dekanalnego Zarządu „Caritas”, aby ten nawiązał kontakt z Zarządem Okręgowym „Caritas” Archidiecezji Warszawskiej. Tam udało mu się zatwierdzić dotychczasowy zarząd kutnowski na czele z prezesem J. Arciszewskim, który natychmiast podjął działalność. Kutnowski odział państwowego „Caritasu” liczył 120 członków. Lokal nowego „Caritasu” mieścił się przy ul. Kościuszki 8. Ks. dziekan Pągowski odmówił współpracy z nowym „Caritasem”. W marcu „Caritas” przeprowadził na terenie Kutna zbiórkę uliczną dla najbiedniejszych z przeznaczeniem na paczki świąteczne. Łącznie do 20 puszek zebrano kwotę, prawie 30 tys. złotych. Dzięki dotacji państwa, w kwocie 76 tys. zł, przygotowano 200 paczek przedświątecznych. W dniu 7 kwietnia, w obecności przedstawicielek Ligi Kobiet i przedstawicielki starostwa rozdano te paczki najbiedniejszym mieszkańcom Kutna.

W 1952 r. represje spadły na Seminarium Salezjańskie Woźniakowie. Okazało się, że seminarium w Woźniakowie nie figurowało na liście legalnych instytucji. W związku z tym z dniem 1 lipca 1952 roku zaprzestano wydawania przydziałów aprowizacyjnych klerykom. 3 lipca 1952 roku do Woźniakowa przyjechała komisja Prezydium WRN w Łodzi, aby przejąć baraki należące do Salezjanów, na mający tam powstać dom starców. Na wieść o tym szybko zebrali się parafianie. Z tłumu padały głosy: „ty bandyto, komunisto, bolszewiku wynoś się stąd, przyszedłeś nam kościół zamykać…my chcemy Boga, konstytucja zapewnia nam wolność sumienia”. Poturbowano funkcjonariusza PUBP, który chciał wejść do kancelarii parafialnej. Przez następne kilka dni i nocy parafianie pilnowali kościoła i innych budynków. W nocy z 8 na 9 lutego 1953 roku w drewnianym kościele (kaplicy) w Woźniakowie wybuchł pożar, który doszczętnie strawił świątynię. Władze wszczęły oficjalne śledztwo, w którym ustalono, że: „w kaplicy stał piec żelazny i od niego, ogień rurami odprowadzającymi spaliny wydostał się na zewnątrz”. Taką wersję przyjęła komisja biegłych, powołanych w tym celu. Z relacji księży Salezjanów wynika jednak, że pieca w ogóle tam nie było. W następnym roku seminarium próbowano całkowicie zamknąć.

dr Jacek Saramonowicz

8 czerwca, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|