artykuł

/Tag:artykuł

Powstańczy Rząd Tymczasowy w Kutnie

22 stycznia 1863 roku o północy na dworcu kolejowym w Kutnie zatrzymał się pociąg osobowy z Warszawy, z którego wysiadło kilku podróżnych. Wśród nich byli członkowie powstańczego Rządu Tymczasowego: Józef Kajetan Janowski, Oskar Awejde, ks. Karol Mikoszewski, Jan Majkowski (z żoną) oraz Juliusz i Eugeniusz Kesselerowie (przydzieleni do specjalnych zadań).

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kilka ciekawych pamiątek po tamtym okresie, w tym powstańcze kwity podatkowe.

Jesienią 1862 roku Aleksander Wielopolski (naczelnik rządu cywilnego) polecił zorganizować pobór do wojska carskiego ok. 8 tysięcy młodych Polaków, którzy jego zdaniem zagrażali polityce reform i ugody z Rosją. W Warszawie branka rozpoczęła się w połowie stycznia 1863 roku, co przyspieszyło podjęcie decyzji o rozpoczęciu powstaniu. Kutno z racji swojego centralnego położenia idealnie nadawało się na miejsce, gdzie mógł ujawnić się rząd po spodziewanym zwycięstwie Z. Padlewskiego w Płocku i opanowaniu jakiegoś terenu przez powstańców.

Przybysze z Warszawy udali się początkowo na nocleg do jednego z kutnowskich konspiratorów. Ksiądz K. Mikoszewski wspominał, że: „ zastał go na weselu”. Być może wspominanym konspiratorem był Jan Napomucen Skrodzki (ekspedytor poczty w Kutnie, jednocześnie członek konspiracyjnej organizacji powstańczej), który tego dnia o godzinie 19.00 zawarł związek małżeński, i urządzał przyjęcie weselne. Ostatecznie na kilka godzin nocleg znalazł się w kutnowskiej oberży.

Rankiem 23 stycznia przybysze z Warszawy udali się do zaskoczonego tą wizytą – Józefa Żeglińskiego, inżyniera miejskiego i pracownika biura powiatu gostyńskiego w Kutnie, który wyznaczony był na powstańczego naczelnika Kutna i powiatu. Członkowie rządu oświadczyli J. Żeglińskiemu, że zostali skierowani do Kutna, aby oczekiwać dalszych dyspozycji ze strony Komitetu Centralnego w Warszawie. Inżynier początkowo nie miał pewności co do wiarygodności przyjezdnych i poprosił o złożenie odpowiedniej przysięgi. W trakcie dalszej rozmowy powstańczy naczelnik Kutna uznał, że jednoczesny pobyt wszystkich członków rządu w oberży kutnowskiej będzie ryzykowny i zasugerował, aby J. K. Janowski z żoną pozostali się u niego w mieszkaniu, O Awejde i J. Majkowski mieli udać się zarządcy kutnowskiego folwarku, natomiast ks. Mikoszewski otrzymał nocleg u ks. Fr. Jabłońskiego na plebanii. W oberży pozostali tylko bracia Kesselerowie.

Po ustaleniu miejsc zakwaterowania, żona inżyniera Bronisława wraz z matką podały gościom z Warszawy śniadanie, po którym J. Żegliński przedstawił sytuację w Kutnie. Powstańczy naczelnik Kutna (według relacji ks. Mikoszewskiego) twierdził, że otrzymał wprawdzie od Stanisława Frankowskiego (komisarza województwa mazowieckiego) informację o rozpoczęciu powstania, jednak na punkt zborny z 500 sprzysiężonych przybyło tylko 100 powstańców i całą akcję odwołał. Konspiratorzy dysponowali w Kutnie, tylko 20 sztukami broni myśliwskiej, a resztę stanowiły kosy. J. Żeliński prosił również S. Frankowskiego o przysłanie do Kutna kilku oficerów. W tym czasie rosyjska wojskowa załoga Kutna składała się tylko z kilku żandarmów, jednej sotni kozaków i 50 żołnierzy z komendy inwalidów. Kozacy stacjonowali w barakach za lazaretem przy trakcie na Toruń (obecnie zbieg ulic 29 listopada i Żółkiewskiego). Baraki były strzeżone przez dwóch wartowników. Komenda inwalidów mieściła się w koszarach wojskowych przy Starym Rynku.

Nieco inaczej ówczesna sytuację w Kutnie sytuację przedstawił J.K. Janowski.. Według jego relacji J. Żegliński o wybuchu powstania dowiedział się dopiero od przybyłych do Kutna członków rządu. W następnych dniach wspólnie ułożono plan nocnego napadu na koszary kozaków, a potem na komendę inwalidów. Punkt zborny wyznaczono za miastem, w zabudowaniach należących do jednego z konspiratorów. W akcję czynnie włączyły się B. Żeglińska i żona K. Janowskiego. Przygotowania zakończono w niedzielę 25 stycznia, a napad zaplanowano na noc z 26 na 27 stycznia.

25 stycznia do Kutna dotarł Władysław Daniłowski, wysłany przez Stefana Bobrowskiego z Warszawy. Przewodniczący komisji wykonawczej Rządu Narodowego zaniepokojony był brakiem informacji od L. Mierosławskiego w sprawie objęcia dyktatury w powstaniu i napisał list do członków rządu w Kutnie z prośbą o wydanie duplikatu wezwania do objęcia dyktatury, z którym W. Daniłowski miał natychmiast udać się do Paryża. Jeszcze tego samego dnia kurier S. Bobrowskiego (wyposażony w odpowiednie dokumenty wystawione w Kutnie) udał się w dalszą podróż koleją w kierunku Berlin i Paryża. Inną wersję swojego pobytu w Kutnie i spotkania z Żeglińskim przedstawił W. Daniłowski.

Tymczasem 26 stycznia, J. Żeglinski otrzymał ostrzeżenie o tym, że Rosjanie planują rewizję w zabudowaniach, gdzie przetrzymywano broń i planowano zbiórkę powstańców i polecił przeniesienie zgromadzonej broni. J. K. Janowski (na prośbę Żeglińskiego) udał się na nocleg do zarządcy folwarku, gdzie wcześniej ( już od 23 stycznia) przebywali O. Awejde i J. Majkowski. Następnego dnia rano do zarządcy folwarku udali się również bracia Kesselerowie.

W tym czasie już ulicach Kutna pojawiły się patrole kozackie, a wieczorem do miasta dotarła rota piechoty rosyjskiej i rozłożyła swój obóz na rynku. Rosjanie przeprowadzili także szereg rewizji w mieszkaniach podejrzanych o udział w powstaniu. Uwagę rosyjską przykuło również grono licznych gości u dzierżawcy w folwarku. W związku z tym J. Żegliński zasugerował członkom Rządu Tymczasowego, że dalszy pobyt w Kutnie może być dla nich niebezpieczny. Plan ataku na koszary uznano za nierealny i władze powstańcze w dniu 27 stycznia 1863 roku opuściły miasto, udając się do Łęczycy.

Dwaj członkowie rządu pojawili się w Kutnie raz jeszcze w lutym 1863 roku, kiedy oczekiwali tu przybycia L. Mierosławskiego, do czego jednak nie doszło z powodu opuszczenia kraju przez dyktatora po przegranej potyczce.

dr Jacek Saramonowicz

20 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski nocleg w Kutnie

Napoleon Bonaparte, po pokonaniu armii pruskiej pod Jeną i Auerstedt, w październiku 1806 roku wkroczył do Berlina. Florian Kobylański (adiutant gen. J. H. Dąbrowskiego) na polecenie cesarza udał się do Drezna, aby sprowadzić stamtąd Józefa Wybickiego. 2 listopada 1806 roku Wybicki był już w Berlinie. Na prośbę cesarza autor mazurka Dąbrowskiego napisał tekst proklamacji do narodu polskiego, a następnie udał się do Poznania, gdzie zajął się organizacją tworzenia nowej administracji i organizacją powitania cesarza Francuzów.

Napoleon dotarł do Poznania wieczorem 27 listopada. Oficjalne powitanie odbyło się w dniu następnym. W tym czasie pierwsze oddziały armii napoleońskiej wkroczyły już do Warszawy i Bonaparte natychmiast wysłał tam J. Wybickiego.

Tymczasem w Warszawie trwały narady dotyczące powitania Cesarza w stolicy. Kilkuosobowa deputacja miała powitać Napoleona jeszcze przed wjazdem do Warszawy. W jej składzie znalazł się m.in.: Feliks Łubieński (późniejszy minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego) oraz Ludwik Sz. Gutakowski (późniejszy prezes Senatu Księstwa Warszawskiego). Spodziewano się, że do powitania dojdzie w Błoniu. Okazało się jednak, że cesarz zagościł na dłużej w Poznaniu. Członkowie deputacji dowiedzieli się o tym dość przypadkowo (w pierwszych dniach grudnia 1806 roku, będąc wówczas w Łowiczu) od spotkanego tam przypadkiem J. H. Dąbrowskiego. Generał wyraził zdziwienie, że nikt z Warszawy jeszcze nie pojawił się u Napoleona w Poznaniu. Członkowie deputacji nie posiadali funduszy na tak długą podróż. Jedynie F. Łubieński miał przy sobie 5 dukatów w złocie. Udało mu się pożyczyć 600 zł (od miejscowego kupca Zawadzkiego) i 9 grudnia 1806 roku, skoro świt wyruszyli traktem pocztowym w kierunku Poznania.

Po drodze zatrzymali się na śniadanie w Pałacu Gierałty, u Walentego Rzątkowskiego (Rzętkowskiego) – ówczesnego właściciela dóbr kutnowskich. Podczas posiłku F. Łubienski, na widok gospodarza, który ubrany był w szlachecki strój, wpadł na pomysł, aby Rzętkowski przyłączył się do składu deputacji. Początkowo nie znalazł uznania u L. Sz. Gutakowskiego, który uważał, że członkowie deputacji nie posiadają stosownego upoważnienia do wyboru kolejnego członka delegacji. Pomysłodawca przekonał jednak swojego oponenta, tym że dziedzic dóbr kutnowskich (w szlacheckim stroju i rosłego wzrostu) uświetni wygląd deputacji warszawskiej i zrobi odpowiednie wrażenie na Cesarzu. W. Rzętkowski, zaskoczony propozycją Łubieńskiego, przystał na nią i tego samego dnia o północy deputacja dotarła do Poznania. Tam (w jednym z poznańskich szynków) przeczekano całą noc, siedząc na stołkach. Rankiem o 7.00 delegaci udali się do pałacu Ksawerego Działyńskiego, gdzie dowiedzieli się, że Napoleon faktycznie czeka już na nich od kilku dni. Działyński napisał list do marszałka pałacu F. Duroca, z informacją o przybyciu deputacji, a ten natychmiast wysłał zaproszenie na audiencję do cesarza o godzinie 11.00. Po wejściu do dawnego kolegium jezuickiego, gdzie przebywał Napoleon, F. Łubieński wspominał: „…W pierwszym salonie zastaliśmy wielu generałów i marszałka dworu, który nas bardzo grzecznie przyjął i oświadczył, że zamelduje nas Cesarzowi. Czekaliśmy kilka minut z generałami, wszystkich oczy zwracały się najwięcej na Rzątkowskiego ubranego w suknie polskie, z ogoloną głową…”. Do spotkania z Cesarzem doszło w gabinecie. Uczestniczył w nim jeszcze tylko Talleyrand (minister spraw zagranicznych). Podczas rozmowy cesarz wskazał na W. Rzętkowskiego i spytał, czy to senator? Łubieński odrzekł wówczas: „… to szlachcic polski, tak jak i my”, ale on powtórzył: A więc to senator!…”. Po półtoragodzinnej audiencji Talleyrand zaprosił delegatów na obiad. Podczas posiłku Bonaparte zapowiedział swój szybki wyjazd do Warszawy. Polecił również przekazać konie z cesarskiej stajni dla potrzeb deputacji warszawskiej. Wieczorem członkowie deputacji uczestniczyli jeszcze w naradzie u Napoleona i następnego dnia udali się w podróż powrotną do Warszawy, gdzie dotarli 14 grudnia. W. Rzętkowski pozostał w Kutnie,

16 grudnia 1806 roku o 3.00 w nocy, po dziewiętnastu dniach pobytu w Poznaniu, Napoleon wyjechał ze stolicy Wielkopolski w kierunku Warszawy. Jechał przez Słupcę (w której prawdopodobnie zatrzymał się na nocleg) dalej przez Kleczew, Ślesin, Sompolno Babiak, Kłodawę i Krośniewice. Do Kutna cesarz dotarł 17 grudnia, o godzinie 13.00. Ze względu na roztopy cesarz i jego najbliżsi współpracownicy podróżowali w koczykach, dostawianych na poszczególnych stacjach pocztowych. W jednym z nich podróżował F. Duroc. Pojazd przed Kutnem się wywrócił i marszałek pałacu odniósł kontuzję w ramię. Wypadek ten był, być może powodem dłuższego postoju Napoleona w Kutnie. Cesarz zatrzymał na nocleg i wyruszył w dalszą drogę, dopiero następnego dnia po południu. O całym zdarzeniu poinformowano w 43. Biuletynie Wielkiej Armii z dnia 17 grudnia 1806 roku.

Do Łowicza Napoleon dotarł 18 grudnia o godzinie 15.30, gdzie zatrzymał się na obiad w oberży Ignacego Kosierkiewicza i po kilku godzinach udał się w kierunku Warszawy.

dr Jacek Saramonowicz

16 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski obiad w Kutnie

W grudniu 1812 roku Napoleon Bonaparte zostawił resztki rozbitej wielkiej armii, po przegranej kampanii wojennej w Rosji, i z najbliższymi towarzyszami wracał do Francji. Trasa powrotu cesarza wiodła przez Warszawę i Poznań. Wśród jego towarzyszy był Armand Caulaincourt – generał i francuski ambasador w Rosji, który w szczegółach opisał całą podróż, w tym również przymusowy postój w Kutnie w dniu 11 grudnia 1812 roku.

W czerwcu 1812 roku (tuż po rozpoczęciu wyprawy na Moskwę) Sejm Księstwa Warszawskiego w dniu 28 czerwca 1812 roku zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego i ogłosił wskrzeszenie Królestwa Polskiego. W całym Księstwie Warszawskim zapanowało poruszenie i entuzjazm. Masowo podpisywano się pod aktem konfederacji. Tak było również w Kutnie, kiedy to 30 lipca 1812 roku w kościele parafialnym obradował sejmik powiatowy, któremu przewodniczył marszałek Rafał Świętosławski – poseł i sędzia pokoju. Obrady rozpoczęły się od mszy św. dziękczynnej za wskrzeszenie ojczyzny, którą koncelebrował ks. dziekan Guzowski. Następnie podprefekt powiatu orłowskiego Ambroży Zaborowski odczytał uniwersał o zawiązaniu konfederacji. Dalsze obrady prowadził marszałek sejmiku, a akt konfederacji odczytał Wojciech Gliński – podsędek i asesor. Na koniec wszyscy zebrani uczestnicy podpisali akt konfederacji i odśpiewali „Te Deum”.

W grudniu 1812 roku, po wielkim entuzjazmie, jaki panował jeszcze latem tego roku w Księstwie Warszawskim, niewiele już pozostało. Napoleon z Warszawy wyjechał wcześnie rano dnia 11 grudnia o godzinie 4.00. Tym razem powóz cesarski stanowiły sanie, na którym było pudło z „zielonej karety” i konie pocztowe. W kabinie Bonaparte włożył nogi w worek z wilczych skór i razem z Caulaincourtem udał się w kierunku Poznania, dokąd planował dotrzeć jeszcze tego samego dnia wieczorem.

Zaprzęgiem cesarskim powoził zaufany mameluk Rustam Raza, który był osobistym służącym Napoleona, dbającym o broń i odzież. Rustam (Ormianin z pochodzenia, urodzony w Tbilisi) służył Napoleonowi od czasów jego wyprawy do Egiptu, gdzie był sprzedany przez Turków jako niewolnik. Mameluk nosił haftowany złotem kaftan, aksamitny turban i bogato zdobioną broń.

W drodze pomiędzy Warszawą a Kutnem cesarz rozprawiał o Anglii, którą trudno będzie zmusić do podpisania pokoju. Żałował, że plany odbudowania państwa polskiego stały się przyczyną wojny z Rosją. Tymczasem przed Kutnem sanie uległy lekkiemu uszkodzeniu. Szybkiej jazdy nie wytrzymała jedna z hołobli i cesarski powóz zmuszony był się zatrzymać w celu naprawy usterki. Napoleon w Kutnie znalazł gościnę u miejscowego podprefekta Ambrożego Zaborowskiego, który mieszkał w murowanym domu przy ulicy Poznańskiej 120. Podprefekt od razu rozpoznał cesarza i „starał się przyjąć go jak najlepiej potrafił. Jego ładniutka żona (Józefa Zaborowska) i szwagierka – obie Polki – były zachwycone, mogąc gościć Cesarza i wręcz nie wiedziały, co by tu jeszcze zrobić, żeby okazać mu, jak bardzo są szczęśliwe, widząc go w dobrym zdrowiu”. Pod wrażeniem kutnowskiej gościnności był także A. Caulaincourt, który napisał, że: „Tak wiele potrafią wyrazić tylko twarze Polaków”.

W czasie przymusowego postoju w Kutnie Napoleon wydał kilka dyspozycji i rozkazów, w tym dla księcia Bassano. W pismach do Warszawy nakazywał przyspieszenie poboru do armii i dozbrojenie Księstwa Warszawskiego, a także budowę umocnień na warszawskiej Pradze, Modlinie i Sieradzu. W rozkazach do gubernatora Warszawy Taillisa polecił zatrzymać w Warszawie wszystkie wojska i zorganizować Gwardię Narodową. Pisanie listów nastręczało pewne problemy, z powodu skostniałych od mrozu palców, które powoli się rozgrzewały. Napoleon po napisaniu dwóch listów, sam nie potrafił ich odczytać i był zmuszony podyktować je do przepisania Caulaincourttowi.

Pobyt w domu podprefekta zakończył się obiadem. Podczas spożywania posiłku przez cesarza, Caulaincourt zajął się wysyłką pism. Dwa listy pisane ręką Napoleona zachował sobie na pamiątkę. W tym czasie samie zostały już naprawione. Cesarz na wieść o tym w pośpiechu dokończył obiad tak, że Caulaincourt zdążył wziąć na drogę tylko „kawałek chleba”. Do Poznania podróżnicy dotarli przed świtem 12 grudnia.

Gościna u kutnowskiego podprefekta A. Zaborowskiego wzruszyła Napoleona do tego stopnia, że polecił (po powrocie do Paryża) wysłać Józefie Zaborowskiej jakiś prezent.

dr Jacek Saramonowicz

9 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

Prezentujemy kolejny artykuł z cyklu „Kutno znane i nieznane” autorstwa dr. Jacka Saramonowicza.

 

Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

W grudniu 1861 roku do Kutna z Łowicza przybył pierwszy pociąg. W ten sposób miasto uzyskało połączenie Kolejowe z Warszawą, a zarazem ogromną szansę dalszego rozwoju. Niewiele brakowało jednak, aby komunikacyjne i gospodarcze losy Kutna potoczyłyby się inaczej. Pierwotnie planowano przebieg linii kolejowej do Włocławka i Bydgoszczy przez Gostynin i Kowal.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajdują się plany wykupu gruntów pod budowę kolei z Kutna i okolic oraz rycina z 1862 roku przedstawiająca kutnowski dworzec kolejowy autorstwa L. Aleksandrowicza.

O budowę linii kolejowej łączącej Pomorze Gdańskie z systemem dróg żelaznych Królestwa Polskiego zabiegali już w latach 40. XIX w. kupcy gdańscy, licząc na rozwój handlu. W marcu 1852 roku pruska Dyrekcja Kolei Wschodniej w Bydgoszczy opracowała wstępny projekt i kosztorys na budowę odcinka linii na obszarze zaboru pruskiego. Władze rosyjskie początkowo były niechętne projektowi, głównie z powodu odpowiednich środków finansowych. W grudnia 1856 roku, po długich negocjacjach zawarto umowę o budowie linii kolejowej Bydgoszcz – Łowicz. Akt nadawczy budowy linii kolejowej udzielony został Towarzystwu Akcyjnemu Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej w dniu 28 września 1857 roku. Towarzystwem kierował warszawski bankier Herman Epstein. Pochodził on z zamożnej warszawskiej rodziny kupieckiej. W 1836 roku został administratorem ceł Królestwa Polskiego, a w 1841 roku mianowany – radcą handlowym. Uczestniczył w obradach Rządowej Komisji Skarbu, poświęconych rozwojowi ekonomicznemu kraju. Jego syn Leon Epstein w 1865 roku rozpoczął budowę cukrowni „Konstancja” pod Kutnem, nazywając ją tak na cześć swojej żony Konstancji Marii.

Realizację inwestycji powierzono belgijskiemu przedsiębiorstwu braci Eugeniusza i Hektora Riche, które zatrudniło przy pracach ziemnych ok. 4 tys. robotników. Autorem planu technicznego i projektów mostów inż. August Rosenbaum, a głównym inżynierem budowy był Leonard Aleksandrowicz.

W lipcu 1859 roku uzyskano zgodę na zmianę trasy. Inicjatorem i propagatorem nowego przebiegu linii kolejowej przez Kutno był inż. drogowy Stanisław Wysocki, kierownik budowy Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i główny inspektor kolei w Królestwie Polskim, który tak argumentował swoje stanowisko: „…od Łowicza do granicy pruskiej, droga rzeczona przechodzić będzie okolicą bogatą, gęsto zaludnioną. trzymającą w kraju naszym pierwsze miejsce tak pod względem rolniczym, jako i przemysłowym. Warunki te zapewniają drodze znaczny miejscowy ruch osób, który nadto zasilany będzie z dalszych okolic przez schodzące się w Krośniewicach główne trakty: Poznański, Kaliski i Łęczycko – Włocławski. Nareszcie, na powiększenie tegoż ruchu wpływać także będą miasta Kutno i Włocławek, jako też zakład kąpieli w Ciechocinku. Liczne fabryki, jakie w ostatnich czasach powstały i rozwinęły się w tej właśnie stronie kraju, kędy droga Warszawsko – Bydgoska przebiegać będzie, wyniszczyły miejscowe lasy i spowodowały niedostatek paliwa, dający się uczuwać coraz dotkliwiej. stąd więc niezbędny już dla okolic tych węgiel kamienny, stanowiący na większej liczbie dróg żelaznych najgłówniejsze i najpewniejsze źródło dochodu, będzie też nader ważnym przedmiotem wewnętrznego frachtu kolei Warszawsko – Bydgoskiej. a mianowicie do cukrowni: Dobrzelin, Budzyń. Oporów, Strzelce, Sójki. Łanięta, Ostrowy, Szubsk i do innych fabrycznych zakładów, których liczba wzrośnie niewątpliwie z uchyleniem niedostatku paliwa. Obok tego, potrzebne zakładom tym materyąły i surowe produkta, a następnie wychodzące z nich wyroby, dadzą także drodze żelaznej znakomite transporta”.

Prace budowlane nabrały pełnego tempa wiosną 1861 roku. Kontrolę finansową nad przedsięwzięciem posiadali bracia Riche, którzy przejęli akcje Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej. Pierwsze, sprowadzone przez braci Riche szyny, zostały położone na trasie z Łowicza do Kutna latem 1861 roku. Prace przy układaniu szyn zakończono w listopadzie 1861 roku. Wówczas specjalna komisja techniczna wyznaczona przez Rząd, w której składzie znajdował się S. Wysocki, dokonała testów sprawdzających i od 1 grudnia 1861 roku linia Łowicz Kutno została oddana do użytku.

W następnym roku kontynuowano prace na odcinku Kutno – Włocławek. Prace szły planowo i 3 września 1862 roku o 6.00 delegacja w składzie: Adam Łęski (dyrektor Główny Komisji Rządowej Przychodów, Jakub Ignacy Łaszczyński (gubernator cywilny warszawski); Radca Stanisław Wysocki inspektor główny i komisarz rządowy oraz H. Epstein udała się koleją Warszawy do Włocławka. Pociąg przybył do Włocławka około godziny 12.00, a z powrotem w Warszawie był już o godzinie 22.00. Ostatecznie trasę do Kutna otwarto 1 grudnia 1861 roku. Komunikację z Kutna do granicy pruskiej w Trojanowie (od 1879 roku Aleksandrów) uruchomiono 3 grudnia 1862 roku. Wówczas z Warszawy o godzinie 7.00 wyruszył pociąg wiozący delegację pod przewodnictwem generała adiutanta barona Andersa E. Ramsaya, członków Rady Administracyjnej, Rady Stanu, reprezentantów władz wojskowych i cywilnych. O godzinie 10.00 pociąg dojechał do Łowicza, gdzie wzniesiony był okolicznościowy łuk triumfalny oraz ołtarz. Arcybiskup Metropolita Warszawski poświecił pociąg oraz budynki stacji. Po krótkim postoju pociąg odjechał do Kutna, a godzinie 14.00 dotarł do stacji granicznej w Aleksandrowie. Tam doszło do oficjalnego powitania z przedstawicielami władz pruskich. Po wspólnym obiedzie, około godziny 17.00 pociąg wyruszył w drogę powrotną do Warszawy, gdzie dotarł około godziny 23.00. Ostatecznie pełne ukończenie budowy linii nastąpiło 17 grudnia 1863 roku. W pierwszym miesiącu funkcjonowania linii Warszawsko – Bydgoskiej z kolei skorzystało prawie 13 tys. pasażerów.

Car Aleksander II, za budowę linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej odznaczył m.in: Hermana Epsteina – orderem św. Włodzimierza, L. Aleksandrowicza – orderem św. Stanisława, bankiera amsterdamskiego Leona Lippmana oraz przedsiębiorców, którzy zrealizowali inwestycję: Eugeniusza i Hektora Riche.

Sukces realizacji inwestycji budowy linii warszawsko – bydgoskiej zachęcił koła gospodarcze w Wielkopolsce do realizacji podobnego przedsięwzięcia.. 13 stycznia 1863 roku do Warszawy przybywała delegacja z Wielkopolski w celu prowadzenia wstępnych dotyczących budowy linii kolejowej z Poznania do Kutna przez Kalisz. Być może rozmowy zakończyłyby się sukcesem, jednak 22 stycznia wybuchło jednak powstanie w Królestwie Polskim i plany inwestycji gospodarczych trzeba było odłożyć na później. Delegacja poznańska jeszcze tego samego dnia wyjechała z Warszawy, a połączenie kolejowe z Poznania do Kutna oddano do użytku dopiero w 1920 roku, 57 lat później.

Dr J. Saramonowicz

2 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Formowanie 2 Pułku Mazurów w Kutnie

Rozpoczynamy nowy cykl artykułów pod hasłem: „Kutno znane i nieznane”. Co tydzień publikować będziemy informacje na temat ciekawych i mało znanych wydarzeń, które miały miejsce 50, 100, 200, 300 i … więcej lat temu w naszym mieście. W cyklu przedstawiać będziemy również eksponaty ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Kutnie, które stanowić będą podstawę nowej ekspozycji muzealnej dotyczącej dziejów Kutna. Dziś pierwszy artykuł dr. Jacka Saramonowicza dotyczący okresu powstania listopadowego.

 

Formowanie 2 Pułku Mazurów w Kutnie

29 listopada 1830 roku grupa młodych kadetów, na czele z o ppor. Piotrem Wysockim instruktorem musztry w Szkole Podchorążych Piechoty rozpoczęła powstanie przeciwko Rosji.

27 listopada 1815 roku, 15 lat wcześniej, ówczesny car rosyjski Aleksander I podpisał ostateczny tekst konstytucji Królestwa Polskiego. Po 20 latach od III rozbioru Rzeczypospolitej, w 1815 roku na mapę Europy wracało Królestwo Polskie. Decyzja cara będącego pod dużym wpływem ks. Adama Jerzego Czartoryskiego miała być wyrazem życzliwości wobec Polaków oraz pewną formą zadośćuczynienia za walkę o niepodległość w okresie napoleońskim. Utworzenie zależnego od Rosji Królestwa Polskiego odpowiadało ówczesnych interesom caratu w Europie. Królestwo zwane potocznie Kongresowym było namiastką dawnej Rzeczypospolitej, a jego władcą był car rosyjski. Posiadało jednak własny sejm, rząd i skarb.

Chlubą Królestwa Polskiego jego armia, dowodzona przez generałów polskich walczących u boku Napoleona. W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kilka dokumentów z tego okresu. Wśród nich patent dla majora Józefa Dzierzbickiego z 1822 roku. Józef Dzierzbicki urodził się w Szczawinie w 1786 roku. Brał udział w wojnach napoleońskich. Podczas wyprawy Napoleona na Moskwę w 1812 roku był dwukrotnie ranny. Za kampanię moskiewską został odznaczony Krzyżem złotym Orderu Wojskowego Polskiego. W armii Królestwa Polskiego, służył najpierw w 3 pułku strzelców konnych, a później w 2 pułku ułanów. Tuż przed wybuchem powstania, w listopadzie 1830 roku ppłk J. Dzierzbicki, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, przeszedł w stan spoczynku. Zmarł 19 czerwca 1856 r. w Janowicach koło Włocławka.

Informacja o wybuchu powstania w Warszawie dotarła do Kutna w dniu 3 grudnia 1830 roku. Komisja Województwa Mazowieckiego, za pośrednictwem specjalnych kurierów wysłała w teren odpowiednie informacje i rozkazy. Burmistrzom miast, w tym również i burmistrzowi Kutna Rafałowi Estkowskiemu, polecono w ciągu trzech dni uformować Straż Bezpieczeństwa. Na terenie województwa mazowieckiego całą akcję koordynował Wincenty Dobiecki za pomocą komisarzy obwodowych. W powiecie orłowskim, którego stolicą było Kutno, komisarzem obwodowym został Michał Walewski. Jednocześnie komisarze obwodowi otrzymali polecenie wydania rozkazu powrotu do armii wszystkim zdymisjonowanym żołnierzom z Wojska Polskiego.

W dniu 9 grudnia 1830 roku odbyło się w Kutnie zebranie obywateli, na którym postanowiono, że z każdych 14 gospodarstw w ciągu 12 dni zostanie umundurowany i uzbrojony jeden ochotnik. Uzbrojenie stanowić miała lanca bądź pika, pałasz i pistolet. Podpisy pod odpowiednim postanowieniem złożyło 64 obywateli Kutna. Punkty werbunkowy zorganizowano się w Kutnie, a całą akcję początkowo koordynował ppłk Klemens Cielecki, po nim zaś Maciej Walewski. Nadzór nad formowaniem pułku w Kutnie powierzono specjalnemu komitetowi w składzie: ppłk K. Cielecki, sędzia Czajkowski, poseł Jan Bardziński i Konstanty Małachowski. Delegacja przedstawicieli powiatu orłowskiego i gostynińskiego udała się do Warszawy w celu zakomunikowania Rządowi Tymczasowemu podjętych działań Inicjatywna znalazła uznanie w oczach Rządu, natomiast dyktator powstania Józef Chłopicki zachował wobec niej pewną rezerwę.

W początkach stycznia 1931 roku 2 pułk Mazurów formowany w Kutnie, Gostyninie i Orłowie liczył 372 kawalerzystów, a 28 stycznia już 613. Środki finansowe na formowanie pułku pochodziły z licznych, dobrowolnych składek mieszkańców. Do dnia 9 stycznia 1831 roku zebrano na ten cel ponad 14 tys. zł. Antoni Gliszczyński, ówczesny właściciel Kutna, dostarczył 17 uzbrojonych i umundurowanych jeźdźców.

Dowódcami poszczególnych szwadronów byli: 1. – mjr Ignacy Gliński (wcześniej porucznik 3 pułku jazdy Księstwa Warszawskiego), 2. – mjr Franciszek Łuszczewski, 3.- mjr Adam Suchodolski i 4. – mjr Wincenty Kwiatkowski (były kapitan 1 pułku huzarów Księstwa Warszawskiego).

Pułk osiągnął gotowość bojową na początku lutego 1831 roku i opuścił Kutno, udając się do Warszawy, gdzie budził podziw i uznanie mieszkańców stolicy. Dowódcą pułku był wówczas, płk Dominik Terlecki. W Kutnie pozostawiono, jako rezerwę 60 kawalerzystów. Środki na formowanie ochotniczego pułku pochodziły od mieszkańców miast i właścicieli ziemskich. Szczególną uwagę podczas mobilizacji ochotniczej przywiązywano do umundurowania. Każde województwo, nawiązując do tradycji Księstwa Warszawskiego, posiadało swój kolor. Kawalerzyści 2 pułku Mazurów nosili granatowe wołoszki z wypustkami koło kołnierza i żółtego sukna, czarne spodnie z żółtymi wypustkami na lampasach oraz czapki rogatywki pikowane w granatowym kolorze ze skórzanym czarnym daszkiem oraz płaszcze koloru szarego.

Oficjalna mobilizacja wojska ogłoszona została przez Rząd Tymczasowy w Warszawie dopiero 13 grudnia. Zobowiązano w niej komendantów poszczególnych obwodów do zapewnienia środków finansowych na tworzenie jednostek wojskowych. W Kutnie nie przeprowadzano tej rekrutacji, z powodu formowania się pułku Mazurów. Ograniczono się jedynie do zbierania dodatkowych środków finansowych.

25 listopada, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Tłumaczenie artykułu z niemieckiej broszury p.t. „Deutsche Reiter”, wydawnictwa H. Hillgera, Berlin – Upsk, „Krieg und Sieg” opublikowane w Tygodniku Kutnowskim nr 46 z 12 XI 1921 r., s. 4; nr 49 z 9 XII 1921 r., s.4 – 5; nr 51 z 21 XII 121 r., s. 7.

Dnia 11 listopada rozpoczęły się ataki na naszych szybko naprzód postępujących wojsk w północnej Polsce, na południe od Wisły. W Dniu 15 listopada walczyło zwycięskie lewe skrzydło na linii, wiodącej przez Dąbrowice, na południe od Lubienia, w poprzek przez: gościniec z Kowala do Gostynina, aż że błota nadwiślańskie na zachód od Płocka. Z tyłu, po za środkiem tej linii, stał nasz korpus kawalerii pod dowództwem generała porucznika von Richthetena, w gotowości do wyruszenia w pościg za ustępującym nieprzyjacielem z chwilą zwycięskiego przełamania jego frontu przez główna armię.

Jedyna dywizja kawalerii oczekiwała z niecierpliwością rozkazu do pościgu już od godz. 7 rano od Czaplami, na południowy wschód od Lubienia. Około godz. 2 po południu uznał dowódca korpusu, że moment odpowiedni nadszedł. Dywizja otrzymała rozkaz ścigania Rosjan w kierunku południowo – wschodnim, ile tylko koniom nóg starczy. Jako cel wytknięta została szosa, wiodąca z Łęczycy do Łowicza, którą mieliśmy osiągnąć między Piątkiem, a Bielawami.

Rozstrzygnięcie właśnie przed chwilą nastąpiło: dzielny korpus rezerwy wyrzucił nieprzyjaciela z jego mocnej pozycji pod Łaniętami. Patrzyliśmy na Moskali, wychodzących z rowów z podniesionymi w górę rękami. Niezdobyta do niedawna linia obrony była przełamana i droga dla kawalerii stała otworem. Z jedna brygadą, jako przednią strażą, ruszyła cała dywizja zaraz naprzód, okrężną drogą przez Sokołów, aby wyminąć piechotę, która postępowała za nieprzyjacielem prostą drogą. Około godz. 4 po południu – a było już całkiem o tej porze – husarzy musieli się rozprawić naprzód z dość silnym oddziałem kozaków, który, nie zauważony przez piechotę, usadowił się w lesie, na południe od Sokołowa. Dalsza droga miała prowadzić przez Strzelce. Dowódca przedniej straży, dotarłszy do Niedrzewia, stwierdził niestety, że droga do Strzelec zajęta już była przez korpus główny. Rozprawa z kozakami zajęła nam czas i przeszkodziła w wyminięciu piechoty. Była to naturalnie dla prącej naprzód dywizji okoliczność przykra. Wysłany naprzód oficer sztabu generalnego naszej dywizji zorganizował przemarsz straży przedniej przez krzyżującą się z nią kolumnę artylerii. Główna siła miała postąpić podobnie.

Nieuniknioną przy tym zwłokę wykorzystał oficer aprowizacyjny a zarazem tłomacz sztabu dywizyjnego, przygotowując nam w „zamku” Niedrzewieckim herbatę – jedyny napój, wiecznie się powtarzający w ciągu długich dni naszego dalszego pochodu za armią rosyjską aż prawie pod Łódź i Piotrków. W prostym, ale ciepłym pokoju, opuszczonym kilka godzin temu przez rosyjskiego generała z jego sztabem, wobec nastającego pod wieczór dość silnego mrozu, nastrój był wyśmienity.

Nareszcie zdołaliśmy wyprzedzić piechotę, co prawda rezygnując z głównego, wygodnego traktu. Tylko ten, kto już raz jeździł konno w ciemnościach po rosyjskich drogach, zrozumie co to znaczy. Wkrótce nastała też nowa niespodzianka. Jeden szwadron przedniej straży rozerwał się u południowego wyjścia z Klonowca: druga jego połowa pojechała naprzód prosto, zamiast wykręcić na południowy – wschód, na lewo Bo też nawet konturów najbliższego jeźdźca przed sobą nie można było rozpoznać.

Zaledwie, że przednia straż doszła do skrzyżowania z główną szosą, wiodąca ze Strzelec do Kutna, dany został rozkaz wykręcenia tą szosą w prawo, zamiast dalszego pochodu z kierunku południowo – wschodnim. Dawało to widoki szybszego posuwania się naprzód i prawdopodobieństwo urządzenia pod Kutnem krótkiego odpoczynku. Wiadomo, było bowiem, że na to miasto wyznaczonych było już przedtem kilka batalionów strzelców, spodziewaliśmy się więc zastać je już w ręku niemieckim.

Kutno zostało więc oznaczone przedniej straży jako cel najbliższy. Jednak cel ten dość trudno dawał się osiągnąć. Jeźdźcy, zsiadłszy z koni, musieli dom za domem po obu stronach szosy opróżniać z kozaków, zanim kolumny mogły ruszyć dalej. Trzeba było powyrzucać Moskali z ciepłych izb, aby potem z tyłu nie strzelali do naszych szeregów. Jeden z podoficerów zbierał ich na samych końcach dywizji i prowadził na tyłach.

Tak nastała godzina 10 wieczorem, przy 12 stopniach mrozu. O tej porze nadeszła wiadomość, że nasi przedni żołnierze zaskoczyli i pojmali wartownika piechoty rosyjskiej. Z tego wynikało, że bataliony naszych strzelców jeszcze tu nie dotarły i że znajdujemy się sami w obliczu nieprzyjaciela. Batalion piechoty zwykle przydzielony do naszej dywizji, oraz kompania cyklistów, użyte były tym razem gdzieindziej i jeszcze do naszej dywizji nie powróciły.

Wkrótce nadeszły dalsze ważne raporty straży przedniej, zbliżającej się już do Kutna. Jeden z tamtejszych mieszkańców wyznał, że Kutno obsadzone było w dniu 15 listopada przez znaczne siły nieprzyjacielskiej piechoty i artylerii, że jednak nad wieczorem główne siły opuściły miasto w kierunku Warszawy i że obecnie znajduje się tam tylko mniejszy oddział. Z jednego z pierwszych domów wyciągnięty został z łóżka oficer rosyjski, który pokazał na mapie położenie trzech jeszcze pułków piechoty rosyjskiej na zachód od Kutna. Jeżeli zeznania tego oficera były prawdziwe, w co zresztą można było nie wątpić, bo zgadzały się dobrze z jego wskazaniami na mapie, to pułki owe zagrażały poważnie naszemu prawemu skrzydłu. W każdym razie stawało się konieczne dokładne poinformowanie o tym naszych głównych sił na zachodzie. W tym kierunku musiały być potem wysłane oddziały strzelców jednej z brygad kawaleryjskich dla osłony prawego boku.

Dowódca straży przedniej otrzymał tymczasem polecenie zajęcia Kutna. W wykonaniu tego rozkazu zdecydował się on przedrzeć się z przednimi oddziałami przez miasto, aby w ten sposób opanować możliwie jak najprędzej wszystkie wyjścia. Miasteczko było już w głębokim śnie pogrążone. W szybkim biegu, pieszo udało się naszym jeźdźcom zamknąć wszystkie wyloty i obsadzić je chociaż słabymi siłami. Sam pułkownik H. ze strzelcami mniej więcej dwóch szwadronów i dwiema armatami dotarł do obszernego rynku właśnie w chwili, gdy w miasteczku ruch się rozpoczynał. Część załogi rosyjskiej, stanowiąca zapewne straż główną, wypadła z jednej z bocznych uliczek na rynek i rozpoczęła utarczkę salwą, której ofiarą padli jako pierwsi rotmistrz sztabu brygady Bodenstedi i trębacz, sierżant Schmieter. Ten pierwszy atak udało się wstrzymać od razu, dzięki przytomności umysłu kanoniera Dietzmana, który samorzutnie wystrzelił z pierwszej przygotowanej właśnie do strzału armaty. Ale ze wszystkich domów zaczęli się teraz sypać Moskale i rozpoczęła się dzika, bezplanowa walka jednego z drugim. Armaty na rynku, których obsługa po większej części już była ranna, zostały w końcu tak zagrożone, że trzeba je było stamtąd wycofać.

Widok odjeżdżających armat dodał moskalom widocznie odwagi, bo ze zdwojoną energią ponowili atak. Jedna z zagrożonych armat uratowana została tylko dzięki energii huzara Birkenhausa. Pułkownika li, leżącego na ziemi z ciężko nadwyrężoną noga uratowali od niewoli dwaj dzielni ordynansi, frajter Grochmann i huzar Dierkens przyprowadzili mu konia i wsadzili go na niego śród najgorętszego ognia karabinowego. Tymczasem rozwinęła się już także walka u wylotów, szczególniej na szosie do Łowicza – drodze odwrotowej Rosjan. Tu stał porucznik strzelców konnych Schmidt z siedmioma ludźmi, przy moście. W tym kierunku wymaszerowała silniejsza kolumna piechoty rosyjskiej i z najbliższej odległości powitana została gorącym ogniem owych siedmiu karabinów. Poniósłszy dotkliwe straty, cofnęli się Moskale do domów i rozpoczęli gęstą strzelaninę do naszych kilku strzelców, którzy leżeli dobrze zasłonięci i udaremniali wszelkie próby przebicia się. Wobec tego spróbowali Moskale nas obejść i zaskoczyć z boku z ogrodów. Trzej pierwsi, przełażący przez płoty, padli od kul porucznika Schmidta, wobec czego reszta podniosła ręce do góry.

Tymczasem za miastem sztab dywizyjny wyczekiwał z niecierpliwością wyniku walki ulicznej. Ogień karabinowy słyszało się coraz silniejszy. Wieści „blobowe” mnożyły się co chwila. „Jedna armata stracona”. „Posterunki u wylotów zostały odcięte”. „Pułkownik H. padł”. Wobec takich mnożących się niepomyślnych wieści ciężką istotnie była decyzja nie ustępować, tylko przez wprowadzenie posiłków chcieć sobie zapewnić zwycięstwo. Dowódca dywizji, hr. Schmettow, trwał przy tym swoim postanowieniu wbrew wszelkim alarmującym wieściom. Artyleria dostała rozkaz wyjechania na północny skraj miasta i wystrzelenia do środka miasta granatów wiele ich tylko miała do rozporządzenia. Generał v. S. otrzymał polecenie rozwinięcia przeciw miastu przed artylerią linii strzelców dwóch naszych brygad. Z miasta zaczynał się teraz także ogień. Na szosie panowało wściekłe zamieszanie. W zupełnych ciemnościach trzeba było wysunąć strzelców i artylerię. Konie, prowadzone za uzdy, zostały zebrane na tyły.

Wówczas też padł rozkaz „ wyprowadzić karabiny maszynowe na front!”. Do spełnienia tego zadania, wcale nie łatwego, jak z powyższego wnosić można, zgłosił się natychmiast książę Joachim Pruski, należący do sztabu dywizji jako ordynansowy oficer. Rozkaz został spełniony ze stanowczością i dziarskością. Wkrótce książę zgłosił się z raportem, że udało mu się osobiście dostawić tę ważną broń do przedniej linii bojowej.

Granaty, pękające nad domami, gra karabinu maszynowego i wystąpienie strzelców przeciwko przedmieściu, a wreszcie, i nie na ostatnim miejscu, dzielna wytrwałość wszystkich oddziałów w środku miasta i u wylotów, zmogły powoli siłę Rosjan. Ogień tak w mieście samem, jak i na peryferiach słabł stopniowo. O godzinie 4 nad ranem zdobycie Kutna zostało zameldowane.

Duża ilości Moskali poddała się tymczasem w mieście samem. Ale coraz więcej przyprowadzano ich jeszcze i spędzano na plac pod kościołem. Grupami przeszukiwali ludzie poszczególne domy. Nie brakowało przy tym komicznych epizodów: przed jednym z domów zastaje któryś z naszych oficerów trzech badańskich dragonów i pyta ich się, po co oni tu stoją. Odpowiedź brzmi: „jakiś po niemiecku mówiący Moskal otworzył okno i powiedział nam, że nie potrzebujemy się fatygować, bo oni zaraz w sześciu do nas przyjdą tylko się ubiorą!”

Około piątej rano wkroczył nasz sztab dywizyjny do Kutna. W jednej z aptek dostaliśmy coś nie coś do zjedzenia, a w braku innego napoju – trochę wina pepsynowego. Znalazł się też ciepły napój.

Po sprowadzeniu luźnych koni mieliśmy dwie godziny do dyspozycji na odpoczynek. Czas ten wyzyskaliśmy jak się dało do pożywienia tak ludzi, jak i koni. Owsa niestety nie było prawie wcale. Nie brakowało tylko, aż do zbytku, zarekwirowanych papierów, których zapas wystarczył jeszcze w parę dni później do poczęstowania piechoty, co tego samego ranka wkroczyła do Kutna. Mogliśmy jej także dodać 1500 jeńców i prawdziwym podziękowaniem dla nas była radość piechoty wywołana niespodziewanie wielkim łupem. Jak iskra rozeszła się śród niej wiadomości o tak pięknem uzupełnieniu jej zwycięstwa przez konnych towarzyszy broni.

Wkrótce wyruszyliśmy dalej przeciwko tylnym połączeniom nieprzyjaciela. Już o godzinie 9.30 rano dywizja była w pochodzie ku Łowiczowi. Po półgodzinnym marszu miała nas czekać nowa uciecha. Okazały automobil wjechał w sam środek naszego patrolu pod dowództwem porucznika Odnna i najechał na przedni odział, którego komendant, porucznik Haussman zmusił pojazd do zatrzymania się pochylonymi lancami swoich żołnierzy. W automobilu siedział ekscelencja baron von Korff, gubernator Warszawski, ze swoim adiutantem. Był w drodze do Kutna, które spodziewał się zastać zajęte przez rosyjską brygadę piechoty. W parę minut po wzięciu do niewoli został on odstawiony komendantowi dywizji, a potem dowódcy korpusu kawalerii.

Natomiast nas wiodła droga dalej, głęboko na tył nieprzyjacielskiej armii. Dzień w dzień, aż do późnej nocy bywała dywizja w walce. I nie było chwili jednej, w której by ten dzielny oddział tracił swą jak skały wiarę w dobry wynik i o stateczne zwycięstwo naszego oręża.

18 listopada, 2019|Aktualności|

Kutnowskie szpitale wojenne

1 września 1939 roku do Kutna zaczęto przywozić pierwszych rannych. Na początku działań wojennych były to głównie ofiary bombardowania Kutna i okolic przez samoloty Luftwaffe. W tych pierwszych, najcięższych dniach wojny obronnej kutnowska służba zdrowia musiała wypełniać stawiane przez nią zadania. Było to bardzo trudne, gdyż w szpitalu powiatowym św. Walentego pozostał jeden lekarz, dr Juliusz Perkowicz – dyrektor placówki oraz personel pomocniczy. Pozostali lekarze udali się do Warszawy. Na bazie szpitala cywilnego rozwinięto szpital ewakuacyjny Armii „Poznań”. W tej sytuacji dowódca sanitariatu wojskowego płk Józef Kuś wezwał lekarzy cywilnych i wojskowych do tworzenia szpitali pomocniczych. Na rozkaz komendanta wojskowego mjr. Błażejewskiego, pospiesznie urządzono je w koszarach 37 Pułku Piechoty Ziemi Łęczyckiej im. J. Poniatowskiego, sierocińcu, w budynku zarządu dróg (obok szpitala), Liceum im. Gen. J. H. Dąbrowskiego (obecnie Zespół Szkól nr 2), bożnicy i Sali towarzystwa „Sokół”. Wraz z rozpoczęciem bitwy nad Bzurą do Kutna zaczęły zjeżdżać samochody i wozy konne z rannymi żołnierzami. Z braku miejsca w szpitalu powiatowym zwożono ich do koszar 37 pułku piechoty. Nie było tam żadnego personelu medycznego. Komendantem organizowanego szpitala, któremu nadano nazwę „Koszary” został dr Kazimierz Ulatowski i funkcję tę pełnił do dnia likwidacji placówki. Budynki i sale nie były przygotowane do przyjęcia rannych żołnierzy. Brakowało wszystkiego, zwłaszcza opatrunków i narzędzi chirurgicznych. Dużym plusem położenia szpitala „Koszary” była bliskość szpitala powiatowego. Obie placówki bardzo szybko zaczęły się jednak zapełniać i rannych musiano układać na korytarzach, później również na koszarowym dziedzińcu. W tym samym czasie w budynku Gimnazjum in. Gen. Jana Henryka Dąbrowskiego przy ulicy Kościuszki powstał jeszcze jeden szpital wojenny. Organizatorem i kierownikiem tej placówki był dr Józef Malinowski.

Kolejnym powstałym szpitalem polowym był „Sierociniec”, którego kierownikiem został dr Roman Zenkteler. Mieścił on się w budynku domu dziecka zarządzanym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Przełożoną była w nim siostra Franciszka Ostrowska, zawodowa pielęgniarka, z dużym doświadczeniem zdobytym w I wojnie światowej. Podopieczni sióstr zostali wysłani na kolonie do majątku państwa Zawadzkich, a ich pobyt po wybuchu wojny przedłużono. Również ten szpital w szybkim tempie zapełnił się rannymi. Wkrótce w salach zaczęło brakować miejsc, a rannych lokowano na korytarzach zostawiając tylko konieczne przejścia.

W budynku Szkoły Podstawowej nr 5 utworzono szpital dla zakaźnie chorych. Po koniec września 1939 roku leczono tam 62 pacjentów, nad którymi opiekę sprawował 10. osobowy personel medyczny. Komendantem szpitala był wówczas mjr dr Roman, a jego zastępcą były starszy ordynator oddziału wewnętrznego 7 Szpitala Okręgowego w Poznaniu – ppłk dr Stanisław Linke. Wymienione wyżej szpitale polowe nie wyczerpują, oczywiście listy miejsc, do których zwożono rannych. Istniało jeszcze kilka mniejszych placówek. Wykorzystywano wszelkie dostępne miejsca, m. in. w „salce żydowskiej” naprzeciw synagogi, salce Towarzystwa ”Sokół”, budynku Zarządu Dróg, lodowni.

W nocy z 16 na 17 września Kutno zajęły wojska niemieckie. W miejscowych szpitalach Niemcy rozpoczęli sprawdzanie ewidencji służby chorych i rannych żołnierzy, przeprowadzili rewizję oraz przed wejściami do budynków ustawili uzbrojonych strażników. Lekarze otrzymali materiały opatrunkowe i leki oraz surowicę przeciwtężcową od tymczasowego zarządu miasta. W miarę poprawy zdrowia ranni żołnierze, zaczęli uciekać ze szpitala. Pod koniec października 1939 roku rozpoczęto likwidację szpitala „Koszary”. Niemcy spieszyli się z jego ewakuacją, ponieważ budynki po nim miał zająć oddział wojska niemieckiego. Wcześniej zakończył działalność szpital„Gimnazjum”. Jeszcze przed wkroczeniem Niemców do miasta część lżej rannych opuściła placówkę i skierowała się w kierunku Warszawy. Pozostałych Niemcy przenieśli do innych szpitali. Inne mniejsze szpitaliki również zakończyły swoją działalność zaraz po wkroczeniu Niemców do Kutna.

dr Jacek Saramonowicz

24 września, 2019|Aktualności|

„Architektoniczny splot niepodległościowy.” – artykuł dra Piotra Stasiaka

Odradzające się państwo Polskie u progu niepodległości musiało przezwyciężyć wiele problemów związanych m.in. z organizacją administracji, scalaniem gospodarki, transportu. Po latach zaborów Polacy musieli zdobyć się na olbrzymi wysiłek, aby nasze państwo, nasza ojczyzna według ówczesnych marzeń była krajem silnym i nowoczesnym w każdym względzie. Dbałość o jakość Polski także w wymiarze materialnym była szczególna dla odradzającej się państwowości. Promowano wizerunek prężnego państwa budującego własny potencjał oparty o niepowtarzalny charakter. Przejawiało się to w wielu aspektach, ale materialnym świadectwem tych dążeń, wciąż obecnym w naszym otoczeniu jest architektura.
W dwudziestoleciu międzywojennym w architekturze zrodziły się modernizm i kompilacja rozwiązań architektonicznych określona mianem tzw. „stylu narodowego”.

Szczególnie ten ostatni jest swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego, swoistym splotem – próbą przezwyciężenia zaborczych podziałów. Taki „splot” – krajobraz dziedzictwa – dziedzictwo krajobrazu możemy odnaleźć spacerując kutnowskimi ulicami. To jedna z ważniejszych spuścizn i dziedzictwo historyczne odradzającego się państwa w naszym lokalnym wymiarze.

Tuż po zakończeniu I wojny światowej w Kutnie był odczuwalny brak mieszkań, ze względu na gwałtowny wzrost ludności związany z przybyciem do miasta ludzi z Warszawy, Łodzi oraz byłych żołnierzy i robotników z Niemiec i uchodźców z Rosji. Ponadto budynki były zajmowane na cele nowopowstających urzędów. Dopiero po 1925 roku w Kutnie nastąpił „boom” budowlany. Powstało wówczas szereg kompleksów i budynków, które do dziś można odnaleźć w miejskim krajobrazie.

Na szczególną uwagę zasługuje kompleks budynków kolejowych powstały około 1928 roku przy ul. Rychtelskiego, Krośniewickiej oraz Siemiradzkiego i Fałata o znaczeniu których dla miasta pisał Tomasz Czyżewski w artykule Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy. Nie znany jest autora tego założenia, choć koncepcja wykazuje zdaniem T. Czyżewskiego na podobieństwa do projektów Józefa Handzelewicza. Budynki przy ul. Rychtelskiego stanowią kolonię robotniczą – kolejową, ale w typie architektury dworskiej, widoczne jest tu założenie charakterystyczne dla układów „pałac – czworaki- oficyny”. „Układ trzech dziesięcioosiowych, piętrowych budynków wielorodzinnych, ustawionych wokół zadrzewionego dziedzińca, osią założenia wyznacza w centrum kompozycji ryzalit środkowego budynku z podwójnym wejściem zwieńczonym łukami. Wejścia do budynków oskrzydlających także powtarzają półkoliste zwieńczenia. Wszystkie trzy kryte dachami czterospadowymi z niewielkimi, nietypowymi półszczytami górnymi, których zwieńczenia zdają się nawiązywać do charakterystycznych dla Kutna dachów naczółkowych; poddasza doświetlone lukarnami”. Przed elewacjami przeciwległymi do dziedzińca poprowadzone są alejki i przydomowe ogródki. Skrajne działki założenia przeznaczone zostały pod dwa domy dwurodzinne, z jednym wejściem do wspólnej sieni. Od strony ulicy elewacje obu domów wzbogacone facjatami, po dwie rozmieszczone symetrycznie, zwieńczone wąskim gzymsem i trójkątnym przyczółkiem. Kryte dachem polskim. Na tyłach założenia, symetrycznie rozmieszczone zabudowania gospodarcze, z bryłami formowanymi w literę ‚L’ gdzie bryły prostopadłe do linii ulicy są obszerniejsze i wyższe, o asymetrycznym ułożeniu kalenic.

Kolejnym kompleksem o znaczeniu symbolicznym dla naszej niepodległości są budynki należące do zespołu koszar 37 pułku piechoty. Należy do nich przede wszystkim budynek koszar przy ul. Grunwaldzkiej (dawniej Szosowa) i Żwirki i Figury. Budynek pochodzi co prawda z początku XX wieku został jednak dla potrzeb pułku przebudowany i rozbudowany w 1927 roku, a w 1931 r. wzniesiono skrzydło północne. W koszarach przy ulicy Grunwaldzkiej stacjonowało dowództwo pułku, kompania sztabowa i wszystkie trzy bataliony liniowe, tam również znajdowała się świetlica i koncentrowało życie pułku.

W 1928 r. stan zabudowy wykorzystywanej przez wojsko powiększono o dom podoficerski przy ul. Okrzei 1 oraz dom oficerski przy ul. Kościuszki 20, wybudowany w miejscu gdzie w 1917 r. mieszkańcy Kutna usypali pamiątkowy kopiec Kościuszki.

Dla potrzeb domu podoficerskie w sąsiedztwie wybudowano łaźnie wraz budynkiem, w którym umieszczono pompę zasilającą w wodę łaźnię.

Ponadto w Kutnie powstało po 1925 roku szereg budynków użyteczności publicznej i domów mieszkalnych, których wybór przedstawiono poniżej. Większość z nich została poddana gruntownym modernizacjom i nie we wszystkich przypadkach można rozpoznać styl architektoniczny, który w przypadku zwłaszcza tzw. stylu narodowego, czy dworkowego można nazwać swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego. Bez wątpienia starano się architekturze nadać odpowiednią jakość odnosząc się do naszej historii lub dbając o nowoczesny design (trudny dzisiaj do zaprezentowania ze względu na brak ikonografii ukazującej pierwotny, nie zniszczony wygląd budynków), dorównujący projektom europejskim, czasem skutecznie i umiejętnie łącząc oba trendy.

Na odrębną uwagę zasługuje kompleks willowy wybudowany po 1925 roku między ulicami Staszica. Kołłątaja i Bema oraz Lelewela i Sobieskiego: ul. Bema 11, Barcewicza 3, Dąbrowskiego 3, Matejki 8, Staszica 5,9, 14 oraz kilka domów z lat 30 tych: ul. Barcewicza 8 , Bema 14, M. Curie Skłodowskiej 21, Krasińskiego 17, Żółkiewskiego 27, ale w większości budynki te zostały mocno zmodernizowane w ostatnich latach.

To kilka wybranych przykładów architektury międzywojennej w Kutnie. Warto przypomnieć, że nie doczekał się tu realizacji bardzo ciekawy przykład architektury modernistycznej, jakim miał być bardzo nowoczesny budynek Kasy Chorych, wg projektu H. i Sz. Syrkusów z 1927 roku.

Opracowane na podstawie:

T. Czyżewski, Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 70-79.

P. A. Stasiak, Tajemnice kutnowskich koszar, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 80-91.

E. Bergman, M. Barbasiewicz, J. Jernajczyk, Kutno. Studium urbanistyczno-historyczne, PKZ w Warszawie, Warszawa 1980.

dr Piotr A. Stasiak.

14 września, 2019|Aktualności|

Zbombardowanie apteki Chacińskich we wrześniu 1939 r.

Kutno jako ważny węzeł komunikacyjny już 1 września 1939 r. od wczesnych godzin porannych było obiektem nalotów lotnictwa niemieckiego. Przez miasto prowadziły drogi ewakuacji tysięcy polskich uciekinierów z Wielkopolski i Pomorza, tedy przejeżdżały pociągi ewakuacyjne. Najcięższe naloty przeżyło Kutno w dniu 3 września (spłonęły wówczas Zakłady Chemiczne) i 10 września (w centrum miasta zginęły 23 osoby, a kilkadziesiąt było rannych, gdy Niemcy obrzucili bombami zapalającymi i burzącymi ludzi wychodzących z niedzielnej Mszy św. z Kościoła parafialnego.

Wśród bezpośrednich świadków bombardowań Kutna był Jan Kaczkowski – zasłużony polski farmaceuta, który wówczas pracował w aptece Państwa Chacińskich. Pracę podjął tam jako młody farmaceuta, po ukończeniu studiów w 1933 roku. Mieszkał w pokoju przy aptece i tak po latach wspominał dzień 10 września:

Cały rynek miasta i pobliskie ulice wypełnione były furgonami wojskowymi z ewakuowanymi rannymi żołnierzami. Apteka położona była na Placu Piłsudskiego. Pomimo, że była niedziela apteka była czynna. Dzień był słoneczny, pamiętam wielu ludzi przechadzających się po ulicach. Miałem wtedy wolne, jednak przechodząc obok wstąpiłem do apteki. Było w niej kilku klientów – ludzi cywilnych i żołnierzy. Akurat córka przyniosła będącemu w pracy Machowskiemu obiad. Zobaczyłem, ze wyciera on z krwi nożyczki. Spytałem, co się stało. Wskazał mi siedzącego na progu apteki żołnierza z obandażowaną głową i powiedział, że właśnie odciął mu i opatrzył resztki ucha, które miał odstrzelone. Zaproponowałem, że go na chwilę zastąpię przy ekspedycji, aby mógł spokojnie zjeść i ubrałem biały fartuch. Właśnie schyliłem się, aby sięgnąć z dolnej szuflady stołu, gdy w budynek wyrżnęła bomba. Zostałem oszołomiony, może nawet straciłem na chwilę przytomność. Ocknąłem się cały przysypany gruzem i naczyniami aptecznymi, leżąc wzdłuż masywnego stołu, który ocalił mi życie. Nagle, na drugim końcu tunelu utworzonego przez zerwane stropy i gruz z powalonej ściany, spostrzegłem diabła. Widziałem jego błyszczące oczy w czarnej, usmolonej twarzy i duży nos. Wokoło błyski płomieni. Czy ja już nie żyję. Gdzie ja jestem – pomyślałem…Był to ten ranny żołnierz, który schronił się przed nalotem w aptece i został przysypany. Wydostaliśmy się z gruzu. Gruzy apteki płonęły” Zgodnie z otrzymanym rozkazem, każda apteka musiała w ramach mobilizacji zrobić zapasy środków opatrunkowych i spirytusu do dezynfekcji ran. Nasze kilkadziesiąt litrów wybuchło i podpaliło regały i suszone zioła. Przed apteką i przed stołem ekspedycyjnym leżało kilkoro zabitych. Bomby uszkodziły również sąsiednie kamienice. Panowała cisza, plac był wyludniony. Dzień był piękny, pogodny taki … Wkrótce usłyszałem znów charakterystyczny dźwięk nadlatującego bombowca. Muszę się schronić! Ale gdzie? Pobiegłem pod masywne kolumny i balkon znajdującej się kilka domów dalej bożnicy żydowskiej. Tym razem samoloty przeszły dalej. Wyszedłem na rynek i myślę, co mam teraz robić. Patrzę, a naprzeciw w bramie, z drugiej strony placu stoi jakaś kobieta i kiwa na mnie ręką: „Proszę pana! Proszę pana …” No więc podbiegam do niej, a ona mówi: nic teraz nie można zrobić. Niech się tam pali, a pan niech wejdzie, wypije pan herbatę! Otrzepałem się nieco z gruzu, piję herbatę i patrzę przez okno, ale widzę, że przy aptece kręcą się jakieś postacie, włażą przez okno i zasypane wejście do środka i coś wynoszą w szufladach aptecznych…”.

dr Jacek Saramonowicz 

9 września, 2019|Aktualności|

Wspomnienie Września 1939

 

Szanowni Państwo. Następny dzień zmagań wojennych to kolejne bombardowania i coraz liczniejsze ofiary. Od bomb nieprzyjaciela giną nie tylko żołnierze, ale i cywile. Dzisiaj zwracamy uwagę na stan uzbrojenia polskiego wojska na przykładzie wyposażenia koszar kutnowskich w momencie ogłoszenia powszechnej mobilizacji, przytaczając wspomnienia żołnierza 37 pp Jerzego Macieja Swatki z Warszawy, które przesłał do Muzeum w Kutnie w 1983 roku.
„(…)Pobraliśmy broń w magazynach MOB znajdujących się o kilka km od koszar w Kutnie. Karabiny były starszej produkcji, otrzymaliśmy natomiast nowe zupełnie polskiej produkcji granatniki oraz po trzy skrzynie na pluton (po jednej na drużynę) nowej broni. Były to polskie karabiny p. pancerne o bardzo długiej lufie, wyposażonej u wylotu w rozkładane nóżki do oparcia na ziemi, takie jak w naszych erkaemach. Diametr pocisku był normalny natomiast łuska z prochem była niezwykle gruba i długa (około 11 cm a średnica około 2,15 cm). Uprzedzono nas, że mają b. silny odrzut. Aby ośmielić żołnierzy do używania tego karabinu, sam oddałem kilka strzałów z tego karabinu, gdy już byliśmy poza miastem na postoju w lesie. Po pośpiesznym sformowaniu całego batalionu udaliśmy się na stację w Kutnie w pobliżu znajdującej się między torami wieży dla ciśnienia wody. Znajdował się tam, jak się później okazało, nasz wartownik, który pilnował zgromadzonego tam naszego sprzętu. W kilka minut po przybyciu na stację kolejową nadleciały samoloty niemieckie. Jedna z bomb wybuchła tuż przy wyżej wspomnianej wieży. Stojący wartownik został trafiony w nogi.
Wkrótce dostaliśmy rozkaz odmarszu. Batalion nie załadował się do pociągu a skierowany został w kierunku Łęczycy. (…)
Przesyłam serdeczne pozdrowienia i wyrazy szacunku.

Jerzy Swatko”

4 września, 2019|Aktualności|