artykuł

/Tag:artykuł

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Atak kawalerii niemieckiej na Kutno w nocy z 15 na 16 listopada 1914 r.

Tłumaczenie artykułu z niemieckiej broszury p.t. „Deutsche Reiter”, wydawnictwa H. Hillgera, Berlin – Upsk, „Krieg und Sieg” opublikowane w Tygodniku Kutnowskim nr 46 z 12 XI 1921 r., s. 4; nr 49 z 9 XII 1921 r., s.4 – 5; nr 51 z 21 XII 121 r., s. 7.

Dnia 11 listopada rozpoczęły się ataki na naszych szybko naprzód postępujących wojsk w północnej Polsce, na południe od Wisły. W Dniu 15 listopada walczyło zwycięskie lewe skrzydło na linii, wiodącej przez Dąbrowice, na południe od Lubienia, w poprzek przez: gościniec z Kowala do Gostynina, aż że błota nadwiślańskie na zachód od Płocka. Z tyłu, po za środkiem tej linii, stał nasz korpus kawalerii pod dowództwem generała porucznika von Richthetena, w gotowości do wyruszenia w pościg za ustępującym nieprzyjacielem z chwilą zwycięskiego przełamania jego frontu przez główna armię.

Jedyna dywizja kawalerii oczekiwała z niecierpliwością rozkazu do pościgu już od godz. 7 rano od Czaplami, na południowy wschód od Lubienia. Około godz. 2 po południu uznał dowódca korpusu, że moment odpowiedni nadszedł. Dywizja otrzymała rozkaz ścigania Rosjan w kierunku południowo – wschodnim, ile tylko koniom nóg starczy. Jako cel wytknięta została szosa, wiodąca z Łęczycy do Łowicza, którą mieliśmy osiągnąć między Piątkiem, a Bielawami.

Rozstrzygnięcie właśnie przed chwilą nastąpiło: dzielny korpus rezerwy wyrzucił nieprzyjaciela z jego mocnej pozycji pod Łaniętami. Patrzyliśmy na Moskali, wychodzących z rowów z podniesionymi w górę rękami. Niezdobyta do niedawna linia obrony była przełamana i droga dla kawalerii stała otworem. Z jedna brygadą, jako przednią strażą, ruszyła cała dywizja zaraz naprzód, okrężną drogą przez Sokołów, aby wyminąć piechotę, która postępowała za nieprzyjacielem prostą drogą. Około godz. 4 po południu – a było już całkiem o tej porze – husarzy musieli się rozprawić naprzód z dość silnym oddziałem kozaków, który, nie zauważony przez piechotę, usadowił się w lesie, na południe od Sokołowa. Dalsza droga miała prowadzić przez Strzelce. Dowódca przedniej straży, dotarłszy do Niedrzewia, stwierdził niestety, że droga do Strzelec zajęta już była przez korpus główny. Rozprawa z kozakami zajęła nam czas i przeszkodziła w wyminięciu piechoty. Była to naturalnie dla prącej naprzód dywizji okoliczność przykra. Wysłany naprzód oficer sztabu generalnego naszej dywizji zorganizował przemarsz straży przedniej przez krzyżującą się z nią kolumnę artylerii. Główna siła miała postąpić podobnie.

Nieuniknioną przy tym zwłokę wykorzystał oficer aprowizacyjny a zarazem tłomacz sztabu dywizyjnego, przygotowując nam w „zamku” Niedrzewieckim herbatę – jedyny napój, wiecznie się powtarzający w ciągu długich dni naszego dalszego pochodu za armią rosyjską aż prawie pod Łódź i Piotrków. W prostym, ale ciepłym pokoju, opuszczonym kilka godzin temu przez rosyjskiego generała z jego sztabem, wobec nastającego pod wieczór dość silnego mrozu, nastrój był wyśmienity.

Nareszcie zdołaliśmy wyprzedzić piechotę, co prawda rezygnując z głównego, wygodnego traktu. Tylko ten, kto już raz jeździł konno w ciemnościach po rosyjskich drogach, zrozumie co to znaczy. Wkrótce nastała też nowa niespodzianka. Jeden szwadron przedniej straży rozerwał się u południowego wyjścia z Klonowca: druga jego połowa pojechała naprzód prosto, zamiast wykręcić na południowy – wschód, na lewo Bo też nawet konturów najbliższego jeźdźca przed sobą nie można było rozpoznać.

Zaledwie, że przednia straż doszła do skrzyżowania z główną szosą, wiodąca ze Strzelec do Kutna, dany został rozkaz wykręcenia tą szosą w prawo, zamiast dalszego pochodu z kierunku południowo – wschodnim. Dawało to widoki szybszego posuwania się naprzód i prawdopodobieństwo urządzenia pod Kutnem krótkiego odpoczynku. Wiadomo, było bowiem, że na to miasto wyznaczonych było już przedtem kilka batalionów strzelców, spodziewaliśmy się więc zastać je już w ręku niemieckim.

Kutno zostało więc oznaczone przedniej straży jako cel najbliższy. Jednak cel ten dość trudno dawał się osiągnąć. Jeźdźcy, zsiadłszy z koni, musieli dom za domem po obu stronach szosy opróżniać z kozaków, zanim kolumny mogły ruszyć dalej. Trzeba było powyrzucać Moskali z ciepłych izb, aby potem z tyłu nie strzelali do naszych szeregów. Jeden z podoficerów zbierał ich na samych końcach dywizji i prowadził na tyłach.

Tak nastała godzina 10 wieczorem, przy 12 stopniach mrozu. O tej porze nadeszła wiadomość, że nasi przedni żołnierze zaskoczyli i pojmali wartownika piechoty rosyjskiej. Z tego wynikało, że bataliony naszych strzelców jeszcze tu nie dotarły i że znajdujemy się sami w obliczu nieprzyjaciela. Batalion piechoty zwykle przydzielony do naszej dywizji, oraz kompania cyklistów, użyte były tym razem gdzieindziej i jeszcze do naszej dywizji nie powróciły.

Wkrótce nadeszły dalsze ważne raporty straży przedniej, zbliżającej się już do Kutna. Jeden z tamtejszych mieszkańców wyznał, że Kutno obsadzone było w dniu 15 listopada przez znaczne siły nieprzyjacielskiej piechoty i artylerii, że jednak nad wieczorem główne siły opuściły miasto w kierunku Warszawy i że obecnie znajduje się tam tylko mniejszy oddział. Z jednego z pierwszych domów wyciągnięty został z łóżka oficer rosyjski, który pokazał na mapie położenie trzech jeszcze pułków piechoty rosyjskiej na zachód od Kutna. Jeżeli zeznania tego oficera były prawdziwe, w co zresztą można było nie wątpić, bo zgadzały się dobrze z jego wskazaniami na mapie, to pułki owe zagrażały poważnie naszemu prawemu skrzydłu. W każdym razie stawało się konieczne dokładne poinformowanie o tym naszych głównych sił na zachodzie. W tym kierunku musiały być potem wysłane oddziały strzelców jednej z brygad kawaleryjskich dla osłony prawego boku.

Dowódca straży przedniej otrzymał tymczasem polecenie zajęcia Kutna. W wykonaniu tego rozkazu zdecydował się on przedrzeć się z przednimi oddziałami przez miasto, aby w ten sposób opanować możliwie jak najprędzej wszystkie wyjścia. Miasteczko było już w głębokim śnie pogrążone. W szybkim biegu, pieszo udało się naszym jeźdźcom zamknąć wszystkie wyloty i obsadzić je chociaż słabymi siłami. Sam pułkownik H. ze strzelcami mniej więcej dwóch szwadronów i dwiema armatami dotarł do obszernego rynku właśnie w chwili, gdy w miasteczku ruch się rozpoczynał. Część załogi rosyjskiej, stanowiąca zapewne straż główną, wypadła z jednej z bocznych uliczek na rynek i rozpoczęła utarczkę salwą, której ofiarą padli jako pierwsi rotmistrz sztabu brygady Bodenstedi i trębacz, sierżant Schmieter. Ten pierwszy atak udało się wstrzymać od razu, dzięki przytomności umysłu kanoniera Dietzmana, który samorzutnie wystrzelił z pierwszej przygotowanej właśnie do strzału armaty. Ale ze wszystkich domów zaczęli się teraz sypać Moskale i rozpoczęła się dzika, bezplanowa walka jednego z drugim. Armaty na rynku, których obsługa po większej części już była ranna, zostały w końcu tak zagrożone, że trzeba je było stamtąd wycofać.

Widok odjeżdżających armat dodał moskalom widocznie odwagi, bo ze zdwojoną energią ponowili atak. Jedna z zagrożonych armat uratowana została tylko dzięki energii huzara Birkenhausa. Pułkownika li, leżącego na ziemi z ciężko nadwyrężoną noga uratowali od niewoli dwaj dzielni ordynansi, frajter Grochmann i huzar Dierkens przyprowadzili mu konia i wsadzili go na niego śród najgorętszego ognia karabinowego. Tymczasem rozwinęła się już także walka u wylotów, szczególniej na szosie do Łowicza – drodze odwrotowej Rosjan. Tu stał porucznik strzelców konnych Schmidt z siedmioma ludźmi, przy moście. W tym kierunku wymaszerowała silniejsza kolumna piechoty rosyjskiej i z najbliższej odległości powitana została gorącym ogniem owych siedmiu karabinów. Poniósłszy dotkliwe straty, cofnęli się Moskale do domów i rozpoczęli gęstą strzelaninę do naszych kilku strzelców, którzy leżeli dobrze zasłonięci i udaremniali wszelkie próby przebicia się. Wobec tego spróbowali Moskale nas obejść i zaskoczyć z boku z ogrodów. Trzej pierwsi, przełażący przez płoty, padli od kul porucznika Schmidta, wobec czego reszta podniosła ręce do góry.

Tymczasem za miastem sztab dywizyjny wyczekiwał z niecierpliwością wyniku walki ulicznej. Ogień karabinowy słyszało się coraz silniejszy. Wieści „blobowe” mnożyły się co chwila. „Jedna armata stracona”. „Posterunki u wylotów zostały odcięte”. „Pułkownik H. padł”. Wobec takich mnożących się niepomyślnych wieści ciężką istotnie była decyzja nie ustępować, tylko przez wprowadzenie posiłków chcieć sobie zapewnić zwycięstwo. Dowódca dywizji, hr. Schmettow, trwał przy tym swoim postanowieniu wbrew wszelkim alarmującym wieściom. Artyleria dostała rozkaz wyjechania na północny skraj miasta i wystrzelenia do środka miasta granatów wiele ich tylko miała do rozporządzenia. Generał v. S. otrzymał polecenie rozwinięcia przeciw miastu przed artylerią linii strzelców dwóch naszych brygad. Z miasta zaczynał się teraz także ogień. Na szosie panowało wściekłe zamieszanie. W zupełnych ciemnościach trzeba było wysunąć strzelców i artylerię. Konie, prowadzone za uzdy, zostały zebrane na tyły.

Wówczas też padł rozkaz „ wyprowadzić karabiny maszynowe na front!”. Do spełnienia tego zadania, wcale nie łatwego, jak z powyższego wnosić można, zgłosił się natychmiast książę Joachim Pruski, należący do sztabu dywizji jako ordynansowy oficer. Rozkaz został spełniony ze stanowczością i dziarskością. Wkrótce książę zgłosił się z raportem, że udało mu się osobiście dostawić tę ważną broń do przedniej linii bojowej.

Granaty, pękające nad domami, gra karabinu maszynowego i wystąpienie strzelców przeciwko przedmieściu, a wreszcie, i nie na ostatnim miejscu, dzielna wytrwałość wszystkich oddziałów w środku miasta i u wylotów, zmogły powoli siłę Rosjan. Ogień tak w mieście samem, jak i na peryferiach słabł stopniowo. O godzinie 4 nad ranem zdobycie Kutna zostało zameldowane.

Duża ilości Moskali poddała się tymczasem w mieście samem. Ale coraz więcej przyprowadzano ich jeszcze i spędzano na plac pod kościołem. Grupami przeszukiwali ludzie poszczególne domy. Nie brakowało przy tym komicznych epizodów: przed jednym z domów zastaje któryś z naszych oficerów trzech badańskich dragonów i pyta ich się, po co oni tu stoją. Odpowiedź brzmi: „jakiś po niemiecku mówiący Moskal otworzył okno i powiedział nam, że nie potrzebujemy się fatygować, bo oni zaraz w sześciu do nas przyjdą tylko się ubiorą!”

Około piątej rano wkroczył nasz sztab dywizyjny do Kutna. W jednej z aptek dostaliśmy coś nie coś do zjedzenia, a w braku innego napoju – trochę wina pepsynowego. Znalazł się też ciepły napój.

Po sprowadzeniu luźnych koni mieliśmy dwie godziny do dyspozycji na odpoczynek. Czas ten wyzyskaliśmy jak się dało do pożywienia tak ludzi, jak i koni. Owsa niestety nie było prawie wcale. Nie brakowało tylko, aż do zbytku, zarekwirowanych papierów, których zapas wystarczył jeszcze w parę dni później do poczęstowania piechoty, co tego samego ranka wkroczyła do Kutna. Mogliśmy jej także dodać 1500 jeńców i prawdziwym podziękowaniem dla nas była radość piechoty wywołana niespodziewanie wielkim łupem. Jak iskra rozeszła się śród niej wiadomości o tak pięknem uzupełnieniu jej zwycięstwa przez konnych towarzyszy broni.

Wkrótce wyruszyliśmy dalej przeciwko tylnym połączeniom nieprzyjaciela. Już o godzinie 9.30 rano dywizja była w pochodzie ku Łowiczowi. Po półgodzinnym marszu miała nas czekać nowa uciecha. Okazały automobil wjechał w sam środek naszego patrolu pod dowództwem porucznika Odnna i najechał na przedni odział, którego komendant, porucznik Haussman zmusił pojazd do zatrzymania się pochylonymi lancami swoich żołnierzy. W automobilu siedział ekscelencja baron von Korff, gubernator Warszawski, ze swoim adiutantem. Był w drodze do Kutna, które spodziewał się zastać zajęte przez rosyjską brygadę piechoty. W parę minut po wzięciu do niewoli został on odstawiony komendantowi dywizji, a potem dowódcy korpusu kawalerii.

Natomiast nas wiodła droga dalej, głęboko na tył nieprzyjacielskiej armii. Dzień w dzień, aż do późnej nocy bywała dywizja w walce. I nie było chwili jednej, w której by ten dzielny oddział tracił swą jak skały wiarę w dobry wynik i o stateczne zwycięstwo naszego oręża.

18 listopada, 2019|Aktualności|

Kutnowskie szpitale wojenne

1 września 1939 roku do Kutna zaczęto przywozić pierwszych rannych. Na początku działań wojennych były to głównie ofiary bombardowania Kutna i okolic przez samoloty Luftwaffe. W tych pierwszych, najcięższych dniach wojny obronnej kutnowska służba zdrowia musiała wypełniać stawiane przez nią zadania. Było to bardzo trudne, gdyż w szpitalu powiatowym św. Walentego pozostał jeden lekarz, dr Juliusz Perkowicz – dyrektor placówki oraz personel pomocniczy. Pozostali lekarze udali się do Warszawy. Na bazie szpitala cywilnego rozwinięto szpital ewakuacyjny Armii „Poznań”. W tej sytuacji dowódca sanitariatu wojskowego płk Józef Kuś wezwał lekarzy cywilnych i wojskowych do tworzenia szpitali pomocniczych. Na rozkaz komendanta wojskowego mjr. Błażejewskiego, pospiesznie urządzono je w koszarach 37 Pułku Piechoty Ziemi Łęczyckiej im. J. Poniatowskiego, sierocińcu, w budynku zarządu dróg (obok szpitala), Liceum im. Gen. J. H. Dąbrowskiego (obecnie Zespół Szkól nr 2), bożnicy i Sali towarzystwa „Sokół”. Wraz z rozpoczęciem bitwy nad Bzurą do Kutna zaczęły zjeżdżać samochody i wozy konne z rannymi żołnierzami. Z braku miejsca w szpitalu powiatowym zwożono ich do koszar 37 pułku piechoty. Nie było tam żadnego personelu medycznego. Komendantem organizowanego szpitala, któremu nadano nazwę „Koszary” został dr Kazimierz Ulatowski i funkcję tę pełnił do dnia likwidacji placówki. Budynki i sale nie były przygotowane do przyjęcia rannych żołnierzy. Brakowało wszystkiego, zwłaszcza opatrunków i narzędzi chirurgicznych. Dużym plusem położenia szpitala „Koszary” była bliskość szpitala powiatowego. Obie placówki bardzo szybko zaczęły się jednak zapełniać i rannych musiano układać na korytarzach, później również na koszarowym dziedzińcu. W tym samym czasie w budynku Gimnazjum in. Gen. Jana Henryka Dąbrowskiego przy ulicy Kościuszki powstał jeszcze jeden szpital wojenny. Organizatorem i kierownikiem tej placówki był dr Józef Malinowski.

Kolejnym powstałym szpitalem polowym był „Sierociniec”, którego kierownikiem został dr Roman Zenkteler. Mieścił on się w budynku domu dziecka zarządzanym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Przełożoną była w nim siostra Franciszka Ostrowska, zawodowa pielęgniarka, z dużym doświadczeniem zdobytym w I wojnie światowej. Podopieczni sióstr zostali wysłani na kolonie do majątku państwa Zawadzkich, a ich pobyt po wybuchu wojny przedłużono. Również ten szpital w szybkim tempie zapełnił się rannymi. Wkrótce w salach zaczęło brakować miejsc, a rannych lokowano na korytarzach zostawiając tylko konieczne przejścia.

W budynku Szkoły Podstawowej nr 5 utworzono szpital dla zakaźnie chorych. Po koniec września 1939 roku leczono tam 62 pacjentów, nad którymi opiekę sprawował 10. osobowy personel medyczny. Komendantem szpitala był wówczas mjr dr Roman, a jego zastępcą były starszy ordynator oddziału wewnętrznego 7 Szpitala Okręgowego w Poznaniu – ppłk dr Stanisław Linke. Wymienione wyżej szpitale polowe nie wyczerpują, oczywiście listy miejsc, do których zwożono rannych. Istniało jeszcze kilka mniejszych placówek. Wykorzystywano wszelkie dostępne miejsca, m. in. w „salce żydowskiej” naprzeciw synagogi, salce Towarzystwa ”Sokół”, budynku Zarządu Dróg, lodowni.

W nocy z 16 na 17 września Kutno zajęły wojska niemieckie. W miejscowych szpitalach Niemcy rozpoczęli sprawdzanie ewidencji służby chorych i rannych żołnierzy, przeprowadzili rewizję oraz przed wejściami do budynków ustawili uzbrojonych strażników. Lekarze otrzymali materiały opatrunkowe i leki oraz surowicę przeciwtężcową od tymczasowego zarządu miasta. W miarę poprawy zdrowia ranni żołnierze, zaczęli uciekać ze szpitala. Pod koniec października 1939 roku rozpoczęto likwidację szpitala „Koszary”. Niemcy spieszyli się z jego ewakuacją, ponieważ budynki po nim miał zająć oddział wojska niemieckiego. Wcześniej zakończył działalność szpital„Gimnazjum”. Jeszcze przed wkroczeniem Niemców do miasta część lżej rannych opuściła placówkę i skierowała się w kierunku Warszawy. Pozostałych Niemcy przenieśli do innych szpitali. Inne mniejsze szpitaliki również zakończyły swoją działalność zaraz po wkroczeniu Niemców do Kutna.

dr Jacek Saramonowicz

24 września, 2019|Aktualności|

„Architektoniczny splot niepodległościowy.” – artykuł dra Piotra Stasiaka

Odradzające się państwo Polskie u progu niepodległości musiało przezwyciężyć wiele problemów związanych m.in. z organizacją administracji, scalaniem gospodarki, transportu. Po latach zaborów Polacy musieli zdobyć się na olbrzymi wysiłek, aby nasze państwo, nasza ojczyzna według ówczesnych marzeń była krajem silnym i nowoczesnym w każdym względzie. Dbałość o jakość Polski także w wymiarze materialnym była szczególna dla odradzającej się państwowości. Promowano wizerunek prężnego państwa budującego własny potencjał oparty o niepowtarzalny charakter. Przejawiało się to w wielu aspektach, ale materialnym świadectwem tych dążeń, wciąż obecnym w naszym otoczeniu jest architektura.
W dwudziestoleciu międzywojennym w architekturze zrodziły się modernizm i kompilacja rozwiązań architektonicznych określona mianem tzw. „stylu narodowego”.

Szczególnie ten ostatni jest swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego, swoistym splotem – próbą przezwyciężenia zaborczych podziałów. Taki „splot” – krajobraz dziedzictwa – dziedzictwo krajobrazu możemy odnaleźć spacerując kutnowskimi ulicami. To jedna z ważniejszych spuścizn i dziedzictwo historyczne odradzającego się państwa w naszym lokalnym wymiarze.

Tuż po zakończeniu I wojny światowej w Kutnie był odczuwalny brak mieszkań, ze względu na gwałtowny wzrost ludności związany z przybyciem do miasta ludzi z Warszawy, Łodzi oraz byłych żołnierzy i robotników z Niemiec i uchodźców z Rosji. Ponadto budynki były zajmowane na cele nowopowstających urzędów. Dopiero po 1925 roku w Kutnie nastąpił „boom” budowlany. Powstało wówczas szereg kompleksów i budynków, które do dziś można odnaleźć w miejskim krajobrazie.

Na szczególną uwagę zasługuje kompleks budynków kolejowych powstały około 1928 roku przy ul. Rychtelskiego, Krośniewickiej oraz Siemiradzkiego i Fałata o znaczeniu których dla miasta pisał Tomasz Czyżewski w artykule Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy. Nie znany jest autora tego założenia, choć koncepcja wykazuje zdaniem T. Czyżewskiego na podobieństwa do projektów Józefa Handzelewicza. Budynki przy ul. Rychtelskiego stanowią kolonię robotniczą – kolejową, ale w typie architektury dworskiej, widoczne jest tu założenie charakterystyczne dla układów „pałac – czworaki- oficyny”. „Układ trzech dziesięcioosiowych, piętrowych budynków wielorodzinnych, ustawionych wokół zadrzewionego dziedzińca, osią założenia wyznacza w centrum kompozycji ryzalit środkowego budynku z podwójnym wejściem zwieńczonym łukami. Wejścia do budynków oskrzydlających także powtarzają półkoliste zwieńczenia. Wszystkie trzy kryte dachami czterospadowymi z niewielkimi, nietypowymi półszczytami górnymi, których zwieńczenia zdają się nawiązywać do charakterystycznych dla Kutna dachów naczółkowych; poddasza doświetlone lukarnami”. Przed elewacjami przeciwległymi do dziedzińca poprowadzone są alejki i przydomowe ogródki. Skrajne działki założenia przeznaczone zostały pod dwa domy dwurodzinne, z jednym wejściem do wspólnej sieni. Od strony ulicy elewacje obu domów wzbogacone facjatami, po dwie rozmieszczone symetrycznie, zwieńczone wąskim gzymsem i trójkątnym przyczółkiem. Kryte dachem polskim. Na tyłach założenia, symetrycznie rozmieszczone zabudowania gospodarcze, z bryłami formowanymi w literę ‚L’ gdzie bryły prostopadłe do linii ulicy są obszerniejsze i wyższe, o asymetrycznym ułożeniu kalenic.

Kolejnym kompleksem o znaczeniu symbolicznym dla naszej niepodległości są budynki należące do zespołu koszar 37 pułku piechoty. Należy do nich przede wszystkim budynek koszar przy ul. Grunwaldzkiej (dawniej Szosowa) i Żwirki i Figury. Budynek pochodzi co prawda z początku XX wieku został jednak dla potrzeb pułku przebudowany i rozbudowany w 1927 roku, a w 1931 r. wzniesiono skrzydło północne. W koszarach przy ulicy Grunwaldzkiej stacjonowało dowództwo pułku, kompania sztabowa i wszystkie trzy bataliony liniowe, tam również znajdowała się świetlica i koncentrowało życie pułku.

W 1928 r. stan zabudowy wykorzystywanej przez wojsko powiększono o dom podoficerski przy ul. Okrzei 1 oraz dom oficerski przy ul. Kościuszki 20, wybudowany w miejscu gdzie w 1917 r. mieszkańcy Kutna usypali pamiątkowy kopiec Kościuszki.

Dla potrzeb domu podoficerskie w sąsiedztwie wybudowano łaźnie wraz budynkiem, w którym umieszczono pompę zasilającą w wodę łaźnię.

Ponadto w Kutnie powstało po 1925 roku szereg budynków użyteczności publicznej i domów mieszkalnych, których wybór przedstawiono poniżej. Większość z nich została poddana gruntownym modernizacjom i nie we wszystkich przypadkach można rozpoznać styl architektoniczny, który w przypadku zwłaszcza tzw. stylu narodowego, czy dworkowego można nazwać swoistym symbolem odradzającego się państwa polskiego. Bez wątpienia starano się architekturze nadać odpowiednią jakość odnosząc się do naszej historii lub dbając o nowoczesny design (trudny dzisiaj do zaprezentowania ze względu na brak ikonografii ukazującej pierwotny, nie zniszczony wygląd budynków), dorównujący projektom europejskim, czasem skutecznie i umiejętnie łącząc oba trendy.

Na odrębną uwagę zasługuje kompleks willowy wybudowany po 1925 roku między ulicami Staszica. Kołłątaja i Bema oraz Lelewela i Sobieskiego: ul. Bema 11, Barcewicza 3, Dąbrowskiego 3, Matejki 8, Staszica 5,9, 14 oraz kilka domów z lat 30 tych: ul. Barcewicza 8 , Bema 14, M. Curie Skłodowskiej 21, Krasińskiego 17, Żółkiewskiego 27, ale w większości budynki te zostały mocno zmodernizowane w ostatnich latach.

To kilka wybranych przykładów architektury międzywojennej w Kutnie. Warto przypomnieć, że nie doczekał się tu realizacji bardzo ciekawy przykład architektury modernistycznej, jakim miał być bardzo nowoczesny budynek Kasy Chorych, wg projektu H. i Sz. Syrkusów z 1927 roku.

Opracowane na podstawie:

T. Czyżewski, Zapomniane koleje kutnowskiej historii. Szkic dotyczący budownictwa kolejowego i założeń urbanistycznych osiedli dla kolejarzy, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 70-79.

P. A. Stasiak, Tajemnice kutnowskich koszar, Studia i Materiały, Muzeum Regionalne w Kutnie, t. 1, Kutno 2011, s. 80-91.

E. Bergman, M. Barbasiewicz, J. Jernajczyk, Kutno. Studium urbanistyczno-historyczne, PKZ w Warszawie, Warszawa 1980.

dr Piotr A. Stasiak.

14 września, 2019|Aktualności|

Zbombardowanie apteki Chacińskich we wrześniu 1939 r.

Kutno jako ważny węzeł komunikacyjny już 1 września 1939 r. od wczesnych godzin porannych było obiektem nalotów lotnictwa niemieckiego. Przez miasto prowadziły drogi ewakuacji tysięcy polskich uciekinierów z Wielkopolski i Pomorza, tedy przejeżdżały pociągi ewakuacyjne. Najcięższe naloty przeżyło Kutno w dniu 3 września (spłonęły wówczas Zakłady Chemiczne) i 10 września (w centrum miasta zginęły 23 osoby, a kilkadziesiąt było rannych, gdy Niemcy obrzucili bombami zapalającymi i burzącymi ludzi wychodzących z niedzielnej Mszy św. z Kościoła parafialnego.

Wśród bezpośrednich świadków bombardowań Kutna był Jan Kaczkowski – zasłużony polski farmaceuta, który wówczas pracował w aptece Państwa Chacińskich. Pracę podjął tam jako młody farmaceuta, po ukończeniu studiów w 1933 roku. Mieszkał w pokoju przy aptece i tak po latach wspominał dzień 10 września:

Cały rynek miasta i pobliskie ulice wypełnione były furgonami wojskowymi z ewakuowanymi rannymi żołnierzami. Apteka położona była na Placu Piłsudskiego. Pomimo, że była niedziela apteka była czynna. Dzień był słoneczny, pamiętam wielu ludzi przechadzających się po ulicach. Miałem wtedy wolne, jednak przechodząc obok wstąpiłem do apteki. Było w niej kilku klientów – ludzi cywilnych i żołnierzy. Akurat córka przyniosła będącemu w pracy Machowskiemu obiad. Zobaczyłem, ze wyciera on z krwi nożyczki. Spytałem, co się stało. Wskazał mi siedzącego na progu apteki żołnierza z obandażowaną głową i powiedział, że właśnie odciął mu i opatrzył resztki ucha, które miał odstrzelone. Zaproponowałem, że go na chwilę zastąpię przy ekspedycji, aby mógł spokojnie zjeść i ubrałem biały fartuch. Właśnie schyliłem się, aby sięgnąć z dolnej szuflady stołu, gdy w budynek wyrżnęła bomba. Zostałem oszołomiony, może nawet straciłem na chwilę przytomność. Ocknąłem się cały przysypany gruzem i naczyniami aptecznymi, leżąc wzdłuż masywnego stołu, który ocalił mi życie. Nagle, na drugim końcu tunelu utworzonego przez zerwane stropy i gruz z powalonej ściany, spostrzegłem diabła. Widziałem jego błyszczące oczy w czarnej, usmolonej twarzy i duży nos. Wokoło błyski płomieni. Czy ja już nie żyję. Gdzie ja jestem – pomyślałem…Był to ten ranny żołnierz, który schronił się przed nalotem w aptece i został przysypany. Wydostaliśmy się z gruzu. Gruzy apteki płonęły” Zgodnie z otrzymanym rozkazem, każda apteka musiała w ramach mobilizacji zrobić zapasy środków opatrunkowych i spirytusu do dezynfekcji ran. Nasze kilkadziesiąt litrów wybuchło i podpaliło regały i suszone zioła. Przed apteką i przed stołem ekspedycyjnym leżało kilkoro zabitych. Bomby uszkodziły również sąsiednie kamienice. Panowała cisza, plac był wyludniony. Dzień był piękny, pogodny taki … Wkrótce usłyszałem znów charakterystyczny dźwięk nadlatującego bombowca. Muszę się schronić! Ale gdzie? Pobiegłem pod masywne kolumny i balkon znajdującej się kilka domów dalej bożnicy żydowskiej. Tym razem samoloty przeszły dalej. Wyszedłem na rynek i myślę, co mam teraz robić. Patrzę, a naprzeciw w bramie, z drugiej strony placu stoi jakaś kobieta i kiwa na mnie ręką: „Proszę pana! Proszę pana …” No więc podbiegam do niej, a ona mówi: nic teraz nie można zrobić. Niech się tam pali, a pan niech wejdzie, wypije pan herbatę! Otrzepałem się nieco z gruzu, piję herbatę i patrzę przez okno, ale widzę, że przy aptece kręcą się jakieś postacie, włażą przez okno i zasypane wejście do środka i coś wynoszą w szufladach aptecznych…”.

dr Jacek Saramonowicz 

9 września, 2019|Aktualności|

Wspomnienie Września 1939

 

Szanowni Państwo. Następny dzień zmagań wojennych to kolejne bombardowania i coraz liczniejsze ofiary. Od bomb nieprzyjaciela giną nie tylko żołnierze, ale i cywile. Dzisiaj zwracamy uwagę na stan uzbrojenia polskiego wojska na przykładzie wyposażenia koszar kutnowskich w momencie ogłoszenia powszechnej mobilizacji, przytaczając wspomnienia żołnierza 37 pp Jerzego Macieja Swatki z Warszawy, które przesłał do Muzeum w Kutnie w 1983 roku.
„(…)Pobraliśmy broń w magazynach MOB znajdujących się o kilka km od koszar w Kutnie. Karabiny były starszej produkcji, otrzymaliśmy natomiast nowe zupełnie polskiej produkcji granatniki oraz po trzy skrzynie na pluton (po jednej na drużynę) nowej broni. Były to polskie karabiny p. pancerne o bardzo długiej lufie, wyposażonej u wylotu w rozkładane nóżki do oparcia na ziemi, takie jak w naszych erkaemach. Diametr pocisku był normalny natomiast łuska z prochem była niezwykle gruba i długa (około 11 cm a średnica około 2,15 cm). Uprzedzono nas, że mają b. silny odrzut. Aby ośmielić żołnierzy do używania tego karabinu, sam oddałem kilka strzałów z tego karabinu, gdy już byliśmy poza miastem na postoju w lesie. Po pośpiesznym sformowaniu całego batalionu udaliśmy się na stację w Kutnie w pobliżu znajdującej się między torami wieży dla ciśnienia wody. Znajdował się tam, jak się później okazało, nasz wartownik, który pilnował zgromadzonego tam naszego sprzętu. W kilka minut po przybyciu na stację kolejową nadleciały samoloty niemieckie. Jedna z bomb wybuchła tuż przy wyżej wspomnianej wieży. Stojący wartownik został trafiony w nogi.
Wkrótce dostaliśmy rozkaz odmarszu. Batalion nie załadował się do pociągu a skierowany został w kierunku Łęczycy. (…)
Przesyłam serdeczne pozdrowienia i wyrazy szacunku.

Jerzy Swatko”

4 września, 2019|Aktualności|

Kutno w pierwszych dniach września 1939 roku

Kutno z racji centralnego położenia, przebiegających przez nie ważnych arterii komunikacyjnych oraz usytuowania tutaj lub w pobliżu wielu jednostek, magazynów i ośrodków zapasowych od pierwszych dni września 1939 roku stało się obiektem częstych nalotów lotnictwa niemieckiego. W godzinach rannych 1 września samoloty niemieckie zbombardowały w okolicach wsi Boża Wola pociąg osobowy wiozący ludzi z Kutna do pracy w kierunku Łodzi. Zginęło ponad 30 osób, a kilkanaście zostało rannych. W samym mieście tego dnia zbombardowano dworzec kolejowy, parowozownię na Azorach i budujące się koszary 37 Pułku Piechoty. Zginęło wielu ewakuowanych z Wielkopolski, gdyż Luftwaffe bombardowało i ostrzeliwało pociągi cywilne, kolumny ludzi uciekających wozami lub pieszo na wschód. Naoczny świadek tych tragicznych wydarzeń, proboszcz parafii p.w. Św. Wawrzyńca ksiądz Michał Woźniak tak wspominał pierwsze dni wojny: Był śliczny poranek jesienny, piątek 1 września [1939]. Bawił u mnie na wakacjach Ks. Dominik Dziewanowski. Przed dwoma tygodniami był w Gdyni. Po drodze wstąpił do swych sióstr do Bydgoszczy, a potem na parę dni, przed rozpoczęciem roku szkolnego, chciał się zatrzymać u mnie. Spał w salonie. Wtem, w piątek przed godziną 6 rano wpadł do mego pokoju z zapytaniem czy słyszałem jakieś wybuchy. Byłem senny, ale słyszałem, bo te wybuchy mnie obudziły. Poczęliśmy snuć przypuszczenia, co by to mogło być. Gdy tak rozmawiamy, zabrzęczał telefon. To ze szpitala wzywają na gwałt do rannych wszystkich księży. Pobiegłem więc z Ks. Oziębłowskim. Księża prefekci obaj i drugi Ks. Wikary Malinowski wyjechali do wojska na kapelanów. Ranni byli to rzemieślnicy i robotnicy, którzy wykańczali koszary w Sklęczkach oraz inni z pociągu, jadącego do Łodzi. Na koszary i na pociąg rzucono z samolotów bomby, a potem ostrzeliwano jeszcze pociąg z samolotu, karabinem maszynowym. Taki był początek wojny w Kutnie. Odczuliśmy to, jako zwykły napad zbójecki, bo wśród rannych nie było wcale żołnierzy. Widok był okropny. Ciała porozrywane odłamkami bomb, stanowiły u niektórych osób jedną miazgę bezkształtnej masy. Udzielaliśmy rozgrzeszenia ciężej rannym i namaszczaliśmy na czole, jeśli to było można. Mniej rannych zostawialiśmy na później. Nie mogliśmy nadążyć, bo nowych przywożono. Ranni umierali, a nie było komu wynieść do kostnicy. Kilkadziesiąt osób tego dnia było ofiar”.

Najcięższe naloty przeżyło Kutno w dniu 3 września – spłonęły wówczas Zakłady Chemiczne i 10 września – w centrum miasta zginęły 23 osoby, a kilkadziesiąt było rannych, gdy Niemcy obrzucili bombami zapalającymi i burzącymi ludzi wychodzących z Kościoła.

Już 5 września burmistrz Kutna Eugeniusz Filipowicz opuścił miasto. Nad paniką i chaosem starał się zapanować Obywatelski Komitet Samopomocy jako Tymczasowy Zarząd Miejski utworzony przez mieszkańców Kutna w dniu 8 września na czele z Walerianem Krzemińskim. W skład zarządu weszli także przedstawiciele środowisk będących dotychczas w opozycji do rządzącej sanacji, w tym przedstawiciele Polskiej Partii Socjalistycznej w osobach Bronisława Skibińskiego, Ignacego Piaskowskiego oraz Antoni Zdziubany ze Stronnictwa Narodowego. W odezwie do mieszkańców Kutna apelowano o zachowanie „ spokoju i równowagi”.

Od 9 września w okolicach Kutna trwała bitwa nad Bzurą – największa batalia wojny obronnej 1939 roku, zwana również bitwą pod Kutnem. Przez cały okres trwania walk Kutno pozostawało poza zasięgiem bezpośrednich walk wojsk lądowych. Jedynie część polskich jednostek wycofujących się od 13 września w kierunku północno – wschodnim przechodziła przez miasto i jego najbliższe okolice. Kutno spełniało rolę wielkiego ośrodka sanitarnego dla rannych żołnierzy. W mieście zlokalizowano szpital ewakuacyjny Armii „Poznań”, a następnie wiele innych szpitali polowych, przez które przewinęło się 8—9 tys. polskich żołnierzy.

W dniu 12 września Komendant Miasta wydał zarządzenie nakazujące wszystkim przedsiębiorcom dostarczanie zapasów benzyny, spirytusu, nafty, sprzętu kuchennego, narzędzi sanitarnych oraz zapasów żywnościowych. W mieście zakazano sprzedaży alkoholu. Punkt rekwizycji mieścił się w budynku Komendy Policji przy ulicy Senatorskiej 40. Następnego dnia apelował o zgłaszanie się do punktu werbunkowego przy ulicy 29 listopada 25 w celu otrzymania brani i dalszej walki.

Wojska niemieckie wkroczyły do Kutna w dniu 16 września 1939 roku. Miasto do 25 października 1939 roku znajdowało się pod zarządem wojskowym. 9 listopada 1939 roku Kutno weszło w skład Kraju Warty, który był częścią III Rzeszy.

dr Jacek Saramonowicz

2 września, 2019|Aktualności, Wydarzenia|

Kutnowski order Sztandaru Pracy I klasy

W czerwcu 1975 roku wszedł w życie trzeci etap reformy administracyjnej. Kutno, podobnie jak 280 innych miast w kraju, straciło status ośrodka powiatowego. Nie stało się jednak miastem wojewódzkim i znalazło się w ramach nowego województwa płockiego, składającego się z 44 gmin i 9 miast. Z liczbą 34 tysięcy mieszkańców plasowało się na drugim miejscu po Płocku, który liczył wówczas 84 tysięcy mieszkańców. Kutnowskie władze partyjne z trudem starały się ukryć rozczarowanie, wynikające z nowego podziału administracyjnego kraju i starały się szukać pozytywnych aspektów przynależności miasta do województwa płockiego. Na każdym kroku podkreślano duży potencjał przemysłowy Kutna i jego partnerstwo wobec Płocka. Zwracano uwagę na dorobek kulturalno – oświatowy i dogodne położenie komunikacyjne. Dostrzegano również korzyści dla mieszkańców w postaci lepszej bazy wypoczynkowej i możliwością robienia zakupów w Płocku. Pewną formą rekompensaty za brak administracji wojewódzkiej i powiatowej w Kutnie, centralne władze partyjne starały się zrekompensować nieco spóźnioną uroczystością w ramach trzydziestolecia PRL. W dniu 11 lipca 1975 roku przybyła do Kutna delegacja Biura Politycznego KC PZPR na czele z Władysławem Kruczkiem oraz najwyższe władze wojewódzkie z Franciszkiem Teklińskim – I sekretarzem KW PZPR w Płocku i Kazimierzem Janiakiem – wojewodą płockim. Po krótkiej spotkaniu w KM PZPR delegacja udała się na place budowy nowych zakładów w Kutnie: „Agromy” i Zakładów Metalurgicznych. Głównym punktem wizyty była uroczystość wręczenia Orderu Sztandaru Pracy I klasy w Domu Kultury (rok wcześniej podobny order otrzymał powiat kutnowski), gdzie odbyła się specjalna sesja MRN. Wojewoda płocki – K. Janiak odczytał uroczysty akt: „ Rada Państwa PRL w 30 rocznicę powstania Polski Ludowej w uznaniu wybitnych zasług w walkach o narodowe i społeczne wyzwolenie, za bohaterską postawę w walkach z hitlerowskim najeźdźcą i aktywny udział w utrwalaniu władzy ludowej, za szczególne intensywną działalność gospodarczą i kulturalna Rada Państwa Nadaje Order Sztandaru Pracy I Klasy…” Order na sztandarze przypiął W. Kruczek. W imieniu mieszkańców ziemi kutnowskiej podziękowania władzom państwowym złożył Tadeusz Jańczak – przodujący robotnik „Kraju”, który podkreślił, iż „ludzie regionu jeszcze wydajniej będą pracować dla dobra regionu i całego kraju, podejmą dalsze zobowiązania na cześć VII Zjazdu partii. W części artystycznej wystąpił zespół Pieśni i Tańca Ziemi Kutnowskiej i Zespół z Zakładowego Domu Kultury w Żychlinie i artyści zawodowi z Łodzi.

dr Jacek Saramonowicz

 

 

 

 

22 lipca, 2019|Aktualności|

Społeczeństwo Kutna wobec najazdu bolszewickiego w 1920 roku

W związku z ofensywą bolszewicką, latem 1920 r. wojska polskie musiały przejść do działań obronnych. W dniu 1 lipca 1920 roku Sejm powołał Radę Obrony Państwa (dalej: ROP) na czele z Józefem Piłsudskim, który wystąpił z apelem do społeczeństwa o pomoc dla wojsk. ROP była organem o charakterze centralnym, w terenie działania lokalnych społeczności na rzecz wojska i obronności państwa podlegały komitetom powiatowym. 4 lipca odbyło się w Warszawie zebranie Zarządu Głównego ZLN z udziałem Romana Dmowskiego. Powiat kutnowski reprezentowali: dr A. Troczewski, poseł W. Staniszkis, M. Kiniorski i J. Gąsior. Na zebraniu uchwalono rezolucję wzywającą do „zespolenia całych sił narodu w walce z bolszewizmem”.

7 lipca na zebraniu inteligencji w Kutnie podjęto decyzję o utworzeniu Powiatowej Rady Obrony Państwa. W uchwalonej wówczas rezolucji do Rady Ministrów domagano się: „rewizji wszystkich związków i partii komunistycznych w pierwszym rzędzie Bundu”. W Warszawie powstał Obywatelski Komitet Wykonawczy Obrony Państwa na czele z gen. J. Hallerem. Komitet mianował pełnomocników wojewódzkich i powiatowych, którzy mieli zająć się sprawami obrony państwa. W Kutnie pełnomocnikiem powiatowym został dr A. Troczewski. Biuro komitetu mieściło się w lokalu PMS przy ul. Toruńskiej 136.

Obywatelski Komitet Obrony Państwa (dalej: OKOP) organizował liczne zebrania i wiece propagujące: „Pożyczkę Odrodzenia”, werbunek do wojska (ochotników wcielano do 37 pp). Członkowie Związku Młodzieży Wiejskiej, kółek rolniczych, sołtysi stali się agitatorami pożyczki państwowej, zbierali ofiary pieniężne i rzeczowe dla żołnierzy (artykuły żywnościowe dla polowych szpitali, odzież, zboże i siano dla koni, konie, wozy). Wzywano do zaprzestania sporów politycznych i konsolidacji całego społeczeństwa.

Dla zapewnienia bezpieczeństwa utworzona została również Straż Obywatelska (dalej: SO). Członkowie straży nosili na ramieniu specjalne opaski. Postanowieniem Wojewody Warszawskiego z dnia 3 sierpnia nr 2857 Komendantem SO w powiecie kutnowskim został J. Szymański, zaś komendantem placówki w Kutnie K. Kostro (siedziba komendy mieściła się w gmachu gimnazjum). 11 lipca przez miasto przemaszerował pochód z udziałem ochotników chcących walczyć z bolszewikami. Na plakatach pojawiły się napisy „ Z nami na wroga”, „ Kto w Boga wierzy bij w bolszewika”. Z balkonu ratusza przemawiali posłowie: W. Staniszkis T. Wojda oraz robotnik A. Podlasiak. Mówcy zachęcali młodzież do obrony ojczyzny.

Dzień później Rada Miejska w Kutnie podjęła uchwałę wzywającą mieszkańców Kutna do wstępowania do Armii Ochotniczej pod dowództwem gen. J. Hallera. Jako jedni z pierwszych (już w dniu 10 lipca 1920 r.) do służby w Armii Ochotniczej zgłosili się nauczyciele i młodzież (uczniowie i harcerze) Szkoły Rolniczej w Mieczysławowie. Po weryfikacji przyjęto 42 uczniów. Z inicjatywą wstąpienia do Armii Ochotniczej wyszli również uczniowie gimnazjum im. J. H. Dąbrowskiego. W dniu 28 czerwca na zbiórce harcerskiej zapadła decyzja o utworzeniu kompanii ochotniczej pod dowództwem J. Sulińskiego. Komenda Hufca w Kutnie wydała rozkaz do harcerzy i harcerek powiatu kutnowskiego, w którym pod groźbą surowych konsekwencji powoływano harcerzy do odpowiedniej służby wojskowej. Zgodnie z wytycznymi, harcerze powyżej 17 roku życia mięli zgłaszać się bezpośrednio do walki frontowej. Harcerki powołano do służby sanitarnej. Swój akces do kompanii zgłosiło 150 uczniów – harcerzy. Młodzi ochotnicy weszli w skład batalionu zapasowego 37 pp i poddani zostali szkoleniu wojskowemu. Na front wyruszyli 8 sierpnia 1920 roku. Z Kutna podczas całej akcji werbunkowej do wojska wcielono 410 ochotników.

dr Jacek Saramonowicz

1 lipca, 2019|Aktualności|

Stosunki państwo – Kościół w Kutnie w okresie stalinizmu

 Od 1949 roku władza komunistyczna w Polsce rozpoczęła proces podporządkowania Kościoła katolickiego, który był wówczas jedyną, niezależną od władzy strukturą organizacyjną.

Zainicjowano ruch „księży–patriotów”, mając nadzieje na „rozsadzenie” Kościoła od wewnątrz. W sierpniu 1949 roku wydany został dekret „ o ochronie wolności sumienia w Polsce”. Na jego podstawie możliwe było skazanie każdego praktykującego katolika.

Stosunki Państwa z Kościołem katolickim stały się powodem zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Miejskiej Rady Narodowej w Kutnie w dniu 27 marca 1949 roku. Przewodniczący MRN – Teodor Sujczyński poinformował o wydaniu oświadczenia rządowego w sprawie uregulowania stosunków Państwo – Kościół. W dyskusji nad referatem okolicznościowym wygłoszonym przez B. Zemstę, Stanisława Świętkowa mówiła o: „… dwulicowej polityce kleru w szkole”, a Bronisław Kustosik stwierdził, że: „… kler nie tylko nic nie włożył w Państwo Ludowe, ale nadużył zaufania rządu ludowego”. Na koniec posiedzenia przewodniczący odczytał stosowną rezolucję z poparciem dla stanowiska rządu w stosunku do Kościoła i zapewnił zebranych, że: „władza nie ma zamiaru wtrącać się do kultu religijnego” i chce tylko, aby z „ ambony padały słowa miłości a nie nienawiści”.

Po wydaniu dekretu przez rząd, MRN ponownie spotkała się na nadzwyczajnym posiedzeniu w dniu 21 marca 1949 roku. Odczytana został rezolucja potępiająca Watykan za ekskomunikę osób należących do partii komunistycznych.

Pierwszoplanową rolę w walce z Kościołem odgrywał Wydział V Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Działalność operacyjna V Departamentu polegała na prowadzeniu czynności rozpoznawczych struktur i ludzi Kościoła, poprzez pozyskiwanie informatorów i agentów, stosowanie podsłuchów telefonicznych, kontrolę korespondencji, zatrzymania, przesłuchania, inspirowanie antykościelnych działań propagandowych.

Księży podzielono na trzy kategorie: 1) o wrogiej postawie wobec władzy, 2) bierni, 3) lojalni. W powiecie kutnowskim w pierwszej grupie znaleźli się m.in.: ks. Władysław Pamulak z Łaniąt, ks dziekan Bronisław Pągowski, ks. dziekan Remigiusz Dąbrowski (Żychlin), ks. Jan Lewandowski – wikary z Żychlina, ks. Korneliusz Gogolewski – proboszcz parafii Bedlno, ks. Głowacki ze Śleszyna, ks. Dopart – proboszcz ze Strzelec, ks. Gronkiewicz – wikary z Krośniewic i Jan Izbicki – proboszcz z Nowego. W drugiej grupie znalazło się 20 księży, a w trzeciej grupie – 6. Tym duchownym, którzy według władzy przejawiali „wrogą” działalność założono teczki obserwacyjne. Już maju 1948 roku Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Kutnie założył sprawę o kryptonimie „JASTRZĄB”, przeciwko ks. W. Pamulakowi, za „wrogie kazania”. Swoje teczki mieli również: ks. dziekan B. Pągowski, ks. Tadeusz Wardzyński, ks. Tadeusz Pawłowski i ks. Aleksander Cegłowski. Początkowo działania aparatu bezpieczeństwa wobec duchowieństwa były słabo skoordynowane i ograniczały się do obserwacji duchownych poprzez doniesienia informatorów o treści kazań. Wszelkie wypowiedzi krytyczne przeciwko władzy ludowej były dokładnie odnotowywane i analizowane. W 1951 r. referat V PUBP w Kutnie zajmujący się duchowieństwem wykorzystywał w swej pracy: 1 rezydenta, 33 informatorów i jedno miejsce konspiracyjne. W 1952 r. informatorów było już 45. Łącznie w 1951 r. na ponad 2 100 doniesień, referat V zebrał ponad 270 informacji (z tego 80 bezwartościowych). W środowisku kościelnym pracowali w tym czasie informatorzy: „CHĘTNY”, „FLAGA”, „RYBA”, „PYSZAŁEK”, „WIELKI”, „KONIK”, „SAN”, „KRUK”, „WICEK”, „TADEUSZ”.

W styczniu 1950 roku władze wprowadziły zarząd komisaryczny nad kościelną organizacją charytatywną „Caritas”, przejmując nad nią pełną kontrolę. W dniu 9 lutego odbyła się w tej sprawie konferencja dekanalna w Kutnie, którą zwołał ks. dziekan B. Pągowski. Wręczył on zebranym list biskupów odnośnie likwidacji „Caritasu” i polecił odczytanie go w kościołach w dniu 12 II 1950 r. Potępił również tych księży, którzy brali udział w krajowej konferencji „Caritasu”, zorganizowanej przez władze w Warszawie.

Komunistom zależało na pełnej kontroli nowego „Caritasu”. Bezpieka poprzez swojego informatora o ps. „T” wysłała do Warszawy Władysława Matusiaka – członka dekanalnego Zarządu „Caritas”, aby ten nawiązał kontakt z Zarządem Okręgowym „Caritas” Archidiecezji Warszawskiej. Tam udało mu się zatwierdzić dotychczasowy zarząd kutnowski. Kutnowski oddział państwowego „Caritasu” liczył 120 członków. Lokal nowego „Caritasu” mieścił się przy ul. Kościuszki 8. Ksiądz dziekan Pągowski odmówił współpracy z nowym „Caritasem”.

W marcu 1950 roku „Caritas” przeprowadził na terenie Kutna zbiórkę uliczną dla najbiedniejszych z przeznaczeniem na paczki świąteczne. Łącznie do 20 puszek zebrano kwotę, prawie 30000 zł. Dzięki dotacji państwa w kwocie 76000 zł, przygotowano 200 paczek przedświątecznych. W dniu 7 kwietnia, w obecności przedstawicielek Ligi Kobiet i przedstawicielki starostwa paczki te rozdano najbiedniejszym mieszkańcom Kutna.

W 1952 roku spadły represje na Seminarium Salezjańskie w Woźniakowie. PUBP w Kutnie prowadził sprawę przeciwko Prezydium PRN, które przedzielało aprowizację dla Salezjanów. Okazało się, że seminarium w Woźniakowie nie figurowało na liście legalnych instytucji. W związku z tym, z dniem 1 lipca 1952 roku zaprzestano wydawania przydziałów aprowizacyjnych klerykom. Dnia 3 VII 1952 r. do Woźniakowa przyjechała komisja Prezydium WRN w Łodzi, aby przejąć baraki należące do Salezjanów, na mający tam powstać dom starców. Na wieść o tym szybko zebrali się parafianie. Z tłumu padały głosy: „ ty bandyto, komunisto, bolszewiku wynoś się stąd, przyszedłeś nam kościół zamykać…my chcemy Boga, konstytucja zapewnia nam wolność sumienia”. Poturbowano funkcjonariusza PUBP, który chciał wejść do kancelarii parafialnej. Przez następne kilka dni i nocy parafianie pilnowali kościoła i innych budynków. W obronę kościoła szczególnie zaangażowane były dziewczęta – „Bielanki” kierowane przez siostrę zakonną Wandę Adamczyk, a szczególnie jedna z nich Teresa Czurajewicz, którą później wielokrotnie przesłuchiwała kutnowska bezpieka. W nocy z 8 na 9 lutego 1953 roku w drewnianym kościele (kaplicy) w Woźniakowie wybuchł pożar, który doszczętnie strawił świątynię. Władze wszczęły oficjalne śledztwo, w którym ustalono, że: „… w kaplicy stał piec żelazny i od niego, ogień rurami odprowadzającymi spaliny wydostał się na zewnątrz”. Taką wersję przyjęła komisja biegłych, powołanych w tym celu. Z relacji księży Salezjanów wynika jednak, że pieca w ogóle tam nie było.

W następnym roku seminarium próbowano całkowicie zamknąć.

Dopiero po październiku 1956 roku nastąpiła liberalizacja polityki państwa wobec Kościoła katolickiego. Uwolnienie kardynała Stefana Wyszyńskiego dało nadzieję na odbudowę życia religijnego i swobodną działalność duszpasterską w PRL. W nowej sytuacji społeczno-politycznej Kościół katolicki przystąpił do odbudowywania i pozyskiwania wpływów w organizacjach społecznych i młodzieżowych oraz w szkołach.

dr Jacek Saramonowicz

19 czerwca, 2019|Aktualności|

Kutnowskie wątki „procesu szesnastu”

W marcu 1945 roku NKWD aresztowało przywódców polskiego państwa podziemnego, których przewieziono do Moskwy, a następnie sądzono i skazano w tzw. „procesie szesnastu” (18 – 21 czerwca 1945 roku). Wśród nich byli: Stanisław Jasiukowicz i Franciszek Urbański, obaj związani z Kutnem i powiatem kutnowskim.

Stanisław Jasiukowicz urodził się 8 grudnia 1882 roku w Petersburgu. Był synem Ignacego, twórcy i dyrektora Zakładów Dnieprowskich w Jekaterynosławiu, właściciela majątku Chodów w powiecie kutnowskim i Bronisławy Łabuńskiej. Jego żoną była poślubiona w 1919 roku Maria Byszewska, ps. Halina, komendantka sanitariatu Wojskowej Służby Kobiet Okręgu Warszawa AK, po wojnie na uchodźstwie w Londynie, zmarła w 1987 roku. Jasiukowiczowie mieli syna Andrzeja (1920–1989), delegata rządu RP na uchodźstwie na Południową Afrykę oraz dwie córki: Hannę i Marię. Stanisław Jasiukowicz gimnazjum ukończył w Jekaterynosławiu, potem rozpoczął studia w Instytucie Technologicznym w Petersburgu, które wkrótce przerwał, aby rozpocząć studia ekonomiczne na uniwersytecie w Monachium. W 1911 roku uzyskał tytuł doktora na podstawie pracy „Historia Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie”. Jeszcze w czasie studiów w Petersburgu wstąpił do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, organizacji związanej z ruchem narodowym. W Monachium przystąpił do konspiracyjnego Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, w którym powierzono mu kierownicze stanowisko. W 1917 roku został członkiem tajnej Ligi Narodowej. Podczas pierwszej wojny światowej był członkiem Centralnego Komitetu Obywatelskiego na okręg północny z siedzibą w Petersburgu, od 1916 roku współredaktorem i wydawcą pisma „Sprawa Polska”. Jesienią 1918 roku pomimo zakazu wydanego przez Niemców wrócił do kraju i osiadł w majątku ojca Chodów w powiecie kutnowskim. W listopadzie 1918 roku wziął czynny udział w rozbrajaniu Niemców w Kutnie. Wspólnie z dr. Antonim Troczewskim pojechał do Warszawy, aby zakomunikować władzom centralnym o przejęciu władzy z rąk okupantów. Brał aktywny udział w kampanii wyborczej Narodowej Demokracji do Sejmu Ustawodawczego. Został zastępcą posła, a od 9 grudnia 1920 roku posłem z listy ZLN na miejsce Teofila Wojdy, który zmarł na początku grudnia 1920 roku. W sejmie pracował w Komisji Administracyjnej i Prawniczej. W 1925 roku uzyskał mandat jako zastępca posła ze listy państwowej nr 8, na miejsce Zygmunta Seydy, który zmarł 28 stycznia 1925 roku. Następnie dwukrotnie wybrany z list państwowych w 1928 i 1935 roku. W parlamencie był wiceprezesem Klubu ZLN. Poza sejmem pełnił wysokie funkcje w Stronnictwie Narodowym; był członkiem Zarządu Głównego i Komitetu Politycznego, później wiceprezesem i skarbnikiem ZG. Podczas drugiej wojny światowej był współorganizatorem konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego, a od czerwca do grudnia 1943 roku jego przewodniczącym. W latach 1941– 1942 był członkiem zespołu doradczego Komendanta Głównego ZWZ. W styczniu 1942 roku został aresztowany i więziony na Pawiaku w Warszawie. Zwolniono go w kwietniu tego roku. Od maja 1943 roku był trzecim zastępca Delegata Rządu RP na Kraj. W maju 1944 roku został ministrem Krajowej Rady Ministrów w Warszawie. Po powstaniu warszawskim kolejno przebywał w Krakowie, Piotrkowie i Pruszkowie. 28 marca 1945 roku został aresztowany przez NKWD, razem z innymi przywódcami Polski podziemnej, i przewieziony do więzienia na Łubiance w Moskwie. Tam został oskarżony w „procesie szesnastu” i skazany przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR na pięć lat więzienia. Wyrok odbywał na Łubiance i na Butyrkach w Moskwie, gdzie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach 22 października 1946 roku. Pochowany został w zbiorowej mogile na miejscowym Cmentarzu Dońskim. 26 października 1996 roku ambasador RP w Moskwie odsłonił w miejscu jego pochowania (wspólnym z gen. Leopoldem Okulickim) pomnik ku czci ofiar stalinizmu.

Franciszek Urbański urodził się 9 listopada 1891 roku w Suchodębiu koło Kutna. Szkołę powszechną ukończył w Łaniętach, następnie kursy muzyczne w Warszawie. Po ich ukończeniu rozpoczął pracę jako organista kościelny. Jako ochotnik uczestniczył w wojnie polsko – bolszewickiej. Po wojnie przeniósł się do Warszawy. Był działaczem związkowym, organizatorem związku organistów kościelnych. W 1921 roku został sekretarzem Chrześcijańskich Związków Zawodowych Robotników Rolnych. W latach trzydziestych pełnił funkcję prezesa Chrześcijańskich Związków Zawodowych. Był posłem na sejm I kadencji wybranym z okręgu 11, w którego skład wchodziło Kutno.

Poseł F. Urbański krytykował J. Piłsudskiego za przewrót majowy, podkreślał winę „obozu umiarkowanego” za to, że dopuścił do przewrotu. Na wiecach w Kutnie wzywał jednak do zachowania spokoju i czekania na dalszy bieg wydarzeń. Jako poseł Chrześcijańskiej Demokracji w latach dwudziestych XX wieku kilkakrotnie odwiedzał Kutno. W 1928 r. został posłem sejmu II kadencji, wybranym jednak z okręgu białostockiego. Był również posłem sejmu III kadencji z okręgu warszawskiego. Działał w Chrześcijańskim Stronnictwie Pracy. W 1937 r. wstąpił do sanacyjnego Obozu Zjednoczenia Narodowego.

W czasie październikowej wizyty A. Hitlera w Warszawie w 1939 r. był zakładnikiem, razem z innymi posłami, na wypadek spodziewanego zamachu na fuhrera.

Należał do współorganizatorów Rady Jedności Narodowej, w której reprezentował Stronnictwo Pracy. Od 1943 r. kierował Komisją Centralna Zjednoczenia Zawodowego Polskiego. Był członkiem Rady Jedności Narodowej. Brał udział w Powstaniu Warszawskim. Aresztowany w marcu 1945 roku. Przewieziony został do Moskwy razem z innymi przywódcami Polskiego Państwa Podziemnego. Został skazany 4 miesiące więzienia w „procesie szesnastu”. Powrócił do Polski w 1945 roku, angażując się w działalność Stronnictwa Pracy. Brutalne przesłuchania w Moskwie oraz cukrzyca spowodowały, że nie odzyskał już zdrowia. Zmarł 7 grudnia 1949 roku w Warszawie.

dr Jacek Saramonowicz

18 czerwca, 2019|Aktualności|