Przeprowadziłam jakiś czas temu rozmowę z Tadeuszem Kacalakiem – moim niezwykłym teściem – rzeźbiarzem i kolekcjonerem polskiej sztuki ludowej. Celem było poznanie przyczyn stworzenia jego własnej kolekcji, okoliczności jej powstania oraz jakimi kierował się kryteriami w doborze poszczególnych dzieł i autorów. Ciekawym zagadnieniem wydał mi się także sposób wykorzystania kolekcji w działaniach edukacyjnych i promujących rzeźbę kutnowską.

Zachęcam Państwa do przeczytania wywiadu – Sylwia Kacalak

Co spowodowało, że zacząłeś kolekcjonować i od jakiej rzeźby wszystko się zaczęło?

W latach 80. jeżdżąc po kiermaszach, mogę powiedzieć, że po całej Polsce: Kraków, Łódź, Warszawa, biorąc udział w cepeliadach, po prostu oglądałem bardzo dużo prac innych rzeźbiarzy, i byłem zachwycony tymi pracami i to się tak rodziło we mnie, chęć może na początku nie kolekcjonowania, ale chęć posiadania, chociaż kilku prac wspaniałych, cudownych. Wtedy za dużo o nich nie wiedziałem, mam na myśli tutaj rzeźbiarzy, o ich życiu, osobowości, ale widziałem ich prace i mi się to szalenie podobało i wtedy u mnie zrodziła się taka myśl, żeby zacząć zbierać. Z tą myślą chodziłem tak, nie wiem rok czy dwa, aż wreszcie wybuchło. Pewnego razu dostałem zaproszenie jako twórca, (bo jeszcze wtedy sam jeździłem ze swoimi rzeźbami) na udział w ogólnopolskim jarmarku sztuki ludowej „Łęczyca w barwach jesieni” organizowanym przez Łęczycki Dom Kultury. Byłem jeszcze wtedy młody i szalenie zawsze podobały mi się prace najstarszych rzeźbiarzy: Stanisława Kopki, Bolesława Grabskiego, Wiktora Rysia, których wielokrotnie spotykałam na kiermaszach. Bardzo mi się podobały ich prace, ale nie było mnie na nie stać, aby je kupować, ale nie wytrzymałem wtedy i oglądając je podczas kiermaszu na wszystkich stoiskach, najbardziej spodobała mi się rzeźba, nie wiedząc jeszcze o tym, że zacznę od niej kolekcjonować. Rzeźba przedstawiająca „Adama i Ewę” autorstwa znakomitego rzeźbiarza z ośrodka łęczyckiego mianowicie Stanisława Kopki. I wtedy ją po prostu kupiłem i przywiozłem do domu. Pamiętam jak dziś, zapłaciłem za nią 8 tysięcy zł. To była tak cudowna rzeźba. Mieszkałem wtedy jeszcze w bloku w dwupokojowym mieszkaniu, w którym na ścianach przedpokoju była boazeria. I ona na tle tej boazerii wyglądała cudownie ta kolorystyka postaci, po prostu byłem zakochany. Mam ją od lat 80. XX w. nie przestałem się nią zachwycać, ona do dzisiejszego dnia mnie wciąż zachwyca. Ciągle widzę w niej coś lepszego, wspanialszego, do tego stopnia, że zacząłem jeździć i odwiedzać pana Stanisława Kopkę, który mieszkał w Dzierzbiętowie za Łęczycą niedaleko miejscowości Leśmierz, gdzie żył i tworzył kolejny cudowny, twórczy dziadek Bolesław Grabski. I tam jeździłem do jednego a później do drugiego i jak tylko mogłem kupić od nich rzeźby, to kupowałem. Do tego stopnia, że w swojej kolekcji posiadam 20 przepięknych rzeźb Stanisława Kopki. A Bolesława Grabskiego już nie pamiętam, nie wiem, ja nie prowadzę zapisków, ale gdzieś około 26-27 rzeźb. No i później to się posuwało. Rzeźb przybywało i małe mieszkanie w bloku już nie wystarczało… Zacząłem myśleć o jakieś pracowni. W latach 80. kupiłem mały dom z przeznaczeniem na własną pracownię i galerię. To była ciągła chęć nabywania rzeźb, to jest tak: jak się raz pocałuje dziewczynę, to zaczyna smakować i chce się drugi raz i trzeci, to jest takie małe uzależnienie jak od alkoholu. Od pierwszego kieliszka, aż do nieprzytomności. Człowiek kończy na tym, że jest nieprzytomny. I tak samo jest z chęcią nabywania dzieł od twórców, artystów nieprofesjonalnych między innymi od tych, których wymieniłem. Zacząłem kupować po prostu to, co mi się podobało i na co było mnie stać. To byli twórcy z terenu całej Polski: od Kociewia, Kaszub aż do Nowego Sącza, Zakopanego, jak nieżyjąca już Ewelina Pęksowa jedna z najwspanialszych malarek ludowych na szkle. Posiadam niewiele jej prac, bo tylko 4. Mam rzeźby z różnych regionów. Ale rzeźby twórców, których bardzo pragnąłem mieć, a są to już artyści nieżyjący, po części już mam. Bardzo dużą część swojej kolekcji rzeźb i obrazów kupiłem z prywatnych kolekcji w Ameryce i dzięki temu mogłem uzupełnić swoją kolekcję o dzieła nieżyjących już artystów takich jak: Adam Zegadło, Stanisław Korpa, Ptaszyńska Helena Szczypawka i wielu, wielu innych.

Jakich artystów prace chciałbyś nabyć jeszcze do swojej kolekcji?

Do swojej kolekcji chciałbym kupować wszystkich artystów, ale ja wiem, że jest to niemożliwe mieć wszystkich, najlepiej chciałbym nabywać również tych mniej lepszych i tych ponoć słabych, których przede wszystkim prace szalenie mi się podobają. Jest to ciągłą chęć kupowania i gromadzenia dzieł. Pewnie, że w pierwszej kolejności chciałbym mieć tych najlepszych, tych, którzy są w oczach znawców, etnografów, kolekcjonerów najlepsi, oryginalni, niepowtarzalni jak Jan Lamęcki, Leon Kudła, których nie posiadam w swojej kolekcji, bo to są nazwiska i rzeźby nie do zdobycia dzisiaj, czy wielu innych, którzy również zachwycają prostotą formy jak Szczepan Mucha czy Wojciech Oleksy. Ja ciągle chcę uzupełniać kolekcję i ta kolekcja nie jest zamierzona. To jest po prostu spontaniczna miłość, cudowna ekstaza posiadania dzieł, które mnie uspokajają, przy których rozmyślam, płacze, cieszę się. Moja kolekcja jest kilka razy dziennie przeze mnie nawiedzana, bo galeria znajduje się koło mojej pracowni w drugim pokoju. Nie ma godziny, żebym nie poszedł tam ze dwa razy. I mimo tego, że mam tę kolekcję prawie 30 lat, co prawda ona się ciągle poszerza, przybywają nowe rzeźby i obrazy, ona jest jakby ciągle odkrywana przeze mnie na nowo, bo ja przez te wszystkie lata nie zauważyłem tej kolorystyki, jak tę, którą przed chwilą ujrzałem. A przez te lata nie widziałem. Ja z tym żyję i nadal ona mnie zachwyca i dodaje tej chęci kupowania następnych, cudownych prac. Kolekcję swoją uzupełniam o malarstwo naiwne, ale też zacząłem kupować obrazy z nurtu malarstwa art brut i dzięki temu poznałem Ryszarda Koska  z Płocka, to jest jeden z 40 prac, ponieważ ja nie prowadzę spisów tak jak w muzeum, bo jest mi to niepotrzebne. Ja nie dlatego zbieram, żeby zapisywać tylko dlatego, żeby się upajać tymi dziełami. Ostatnio właśnie namalował dla mnie obraz pt.Tadeusz Kacalak strzyże Ryszard Koska na Święta”. Naprawdę jest to niesamowity artysta i wielka osobowość. Ale wspaniały jest również Stanisław Koguciuk, który skończył już 80 lat, zwany również „Nikiforem z Pławanic”, jeden z ostatnich autentycznych twórców ludowych. Nie sposób dziś nabyć jego obrazów, bo muzea są zainteresowane tym artystą, ale mam też kilka jego prac. Mam też słynną  z ośrodka paszyńskiego p. Marysię, która była gosposią u ks. Nitki, mam około 40 jej prac przedstawiające przecudne Madonny. I tak posiadam malarstwo na szkle, malarstwo ludowe, może nie za dużo, ale, myślę, że tak wszystkich razem w mojej kolekcji będzie około 300 obrazów, kilkaset rzeźb. Nigdy nie liczyłem i prawdopodobnie za mojego życia nie chcę, żeby zostało to policzone, albo przeliczane na pieniądze.
Ja zbieram z chęci i miłość posiadania dzieł niepowtarzalnych, prac wyróżniających się, samorodnych, powstających nie na zamówienie tylko z potrzeby rzeźbienia, tworzenia te uważam za oryginalne i najwspanialsze.


Którą rzeźbę lubisz najbardziej?

Wszystkie lubię, ale sentyment mam do tych bardzo naiwnych, wywodzących się z potrzeby serca tak jak rzeźby Józefa Soboty i jego kapliczki w pięknej prostocie mówiące wszystko. Te uważam za najwspanialsze, oryginalne, bo tam nie ma naleciałości podpowiadania, jak ma wyglądać rzeźba, tylko tak jak serce artysty dyktuje, a przy tym były to osoby, które nie czytały, nie pisały, nie były skażone cywilizacją, tworzyły sztukę czystych serc. I taką sztukę kocham najlepiej i taką chciałbym zbierać, ale jest jej coraz mniej, autentyków już nie ma. Jest teraz współczesna sztuka ludowa, ale nie tak oryginalna, jak twórczość tych starych artystów jak: Kudła, Lamęcki, którzy tworzyli z potrzeby własnego serca, a nie, bo musi zrobić 30 rzeźb i na kiermasz jechać. Nie powiem, że jedną lubię najbardziej, a jedną mniej, są różne, każda z nich jest inna, ale tak samo zachwycam się Stanisławem Miką, Hołdą, Adamem Zygadłą czy Stanisławem Kopką. Teraz właśnie trzymam rzeźbę Stanisława Miki przedstawiająca Matkę Boską z dzieciątkiem. Piękna, prosta, niepowtarzalna. Tak jak nie ma takiego samego człowieka, tak każda rzeźba jest nie ta sama, nie taka sama, nie tak samo wyraża… Jest to autentyczne odbicie artysty. On nie patrzy w lustro… .

Niektóre prace znanych artystów nazywasz perełkami, dlaczego i ile masz takich perełek w kolekcji?

Cały czas mówię, że niektóre rzeźby są dla mnie perełkami i tak je nazywam w swojej kolekcji. Dlaczego? Bo jest to najwyższa półka, to jest tak jakby porównać malucha i mercedesa. A u mnie są maluchy, fiaty, ale i mercedesy i Rolls-Royce też są. Ja emocjonalnie podchodzę do każdego artysty z miłością, z chęcią nabycia jego pracy, ale dobrze jest poznać artystę. Kolekcjoner nie jest usatysfakcjonowany tylko jedną częścią rzeźby, ale jego interesuje, co jest za tą rzeźbą, a więc to jest człowiek, jego życiorys, życie, dlaczego tak, a nie inaczej wyraża swoje emocje, dlaczego żyje tak,
a nie inaczej. Mnie interesuje rzeźba, ale przede wszystkim człowiek.

Czy w kolekcji znajdują się również prace kutnowskich rzeźbiarzy?

Oczywiście, że w mojej kolekcji nie mogło zabraknąć rzeźb naszych kutnowskich rzeźbiarzy. Tak jak mawiał, jak nazwał jeden z etnografów w kutnowskim muzeum Paweł Szymczak, jest to kopalnia czy szkoła rzeźby kutnowskiej, którą zapoczątkowali trzej rzeźbiarze: Antoni Kamiński, Andrzej Wojtczak i moja skromna osoba. Posiadam, chciałbym mieć jak najwięcej, ale posiadam po kilka prac każdego artysty z Kutna również ciekawe prace już tych nieżyjących artystów jak: Henryk Tarka, Henryk Abramczyk, Eugenia Skibińska. Mam wszystkich, którzy tworzyli od początku od Ignacego Kamińskiego z Oraczewa, pierwszego rzeźbiarza, który zapoczątkował i od niego z kolei utworzył się ośrodek łęczycki, bardzo znany można powiedzieć jeden z pierwszych ośrodków w Polsce. A myśmy później do Łęczycy dołączyli, byliśmy zakochani w twórczości artystów łęczyckich. I my jako trójka przygarnięci do Muzeum w Łęczycy, bo tutaj w Kutnie nie było wtedy jeszcze muzeum i takiej działalności muzealnej. Zaczęliśmy twórczo się rozwijać, osiągają małe sukcesy, nawiązywały się nowe znajomości i przyjaźnie. Na początku lat 80. XX w. powstał ośrodek kutnowski, wciąż przybywały nowe osoby, obecnie jest osiemnastu aktywie działających kutnowskich rzeźbiarzy. Wszystkich staram się mieć i mam w swojej kolekcji, ale staram się jeszcze więcej dokupować oraz sukcesywnie powiększać swoje zbiory.

Czym kierował się tworząc własną kolekcję?

To nie był zamiar, to nie było sugerowanie, to było po prostu wejście nieświadome, zakupienie cudownej rzeźby „Adama i Ewy” Stanisława Kopki nie wiedząc, że jest to wejście jedną nogą w tę kolekcję, że pożre mnie później całego… i to trwa prawie już 30 lat. Ja nie wiem, kiedy to się zaczęło, nie można powiedzieć. Po prostu to jest i to prawdopodobnie mam nadzieję, że tak do końca mojego życia będzie.

W jaki sposób pozyskiwałeś swoje eksponaty?

Prace nabywam w przeróżny sposób. Kolekcjoner to tak jak myśliwy, który wyjeżdża na łowy, nie wiedząc, czy coś upoluje. Nieraz zamawia się rzeźbę, jedziesz do artysty, a artysta dzień wcześniej Niemcom sprzedał i się apiać wraca bez niczego, ale to nie jest problem, żeby zaprzestać. To jest właśnie to piękno w tym kolekcjonowaniu, że za tym się chodzi, za tym się jeździ, poświęca się temu dużo czasu, pracy i pieniędzy, a później, kiedy człowiek to zdobędzie, to co chce, to się cieszy. I to stoi na półce w galerii i to po prostu mnie cieszy.

Wielu twórców znałeś osobiście, którego wspomnisz najlepiej i spotkanie z którym wywarło na Tobie niezapomniane wrażenie?

Uważam, że nie można szufladkować artystów, bo każdy jest inny, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju twórczości. Mogę powiedzieć, że najlepiej zapamiętałem Filomenę Robakowską z Witoni, Szczepana Muchę, Stanisława Kopkę mówię teraz o środowisku kutnowsko – łęczyckim, wielu znałem osobiście wspaniałych artystów, którzy zafascynowali mnie nie tylko swoimi pracami, ale także własną filozofią życia, sposobem życia. Jednak najwięcej w głowie zostanie mi Ryszard Kosek z Płocka. Jest to autentyk, jeśli ktoś nie wierzy, niech jedzie i niech zobaczy tego człowieka, w jakich warunkach żyje. Ale jeszcze przecież nie wspomniałem również autentycznego, wspaniałego nieżyjącego już Stanisława Zagajewskiego, artystę nie europejskiego, ale światowego. Był jednym z najlepszych rzeźbiarzy na świecie tworzących w glinie. Mam jego kilka prac. Nigdy nie zapomnę, kiedy widziałem jego dom, pracownię, w której olbrzymia ilość gotowych rzeźb przykryta szmatami, w naczyniach glina namoczona, mały stołek, krzesło i stół i miejsce w tych szmatach, gdzie spał a obok niego gromada psów, z którymi mieszkał. Wygląd tego człowieka, jego zaangażowanie w to, co robił. Jest wielu, wielu artystów, których znałem, widziałem, rozmawiałem. Współczesnych artystów teraz też znam, dużo, znam całe środowisko kutnowskie, ale znam też Eugeniusza Zagadłę, Romana Śledzia i wielu innych, ale to już nie jest to. Kacalak to nie Filomena Robakowska, Kacalak to nie Józef Sobota, Kacalak to jest współczesny twórca ludowy, który trochę jedną nogą był w tamtym świecie dawniejszej sztuki ludowej. Czy powiększam swoją kolekcję? Powiem tak: staram się, to jest tak jak smok nienażarty, bądź jak alkoholik któremu nie wystarczy jeden kieliszek tylko od razu dużo kieliszków. I tak ciągle od nowa. To jest tak samo w kolekcjonowaniu – jest to ciągła chęć gromadzenia, kupowania i cieszenia się tymi przecudnymi dziełami, perełkami. Teraz tego czasu na kolekcjonowanie mam trochę mniej, bo sam jestem twórcą i muszę też poświęcić się własnej twórczości artystycznej, nie tylko rzeźbię, ale robię wystawy za granicą w Stanach Zjednoczonych i tego czasu po prostu trochę brakuje.

Galeria ta pełni funkcję kulturalno – edukacyjne?

Wydaje mi się i sądzę, że tak jest. Bo u mnie to mało, że jest galeria, ale po niej oprowadza pasjonat tej kolekcji, dla którego jedna godzina to jest jak 5 minut. Ja, żebym był usatysfakcjonowany w jakimś najmniejszym stopniu, to musiałbym opowiadać cały dzień o swojej kolekcji, aby móc to wszystko przekazać. A dzieci, młodzież przychodzą na godzinę na dwie. Gdyby ta galeria i kolekcja w niej zgromadzona nie spełniała tej funkcji kulturalnej, to myślę, że nie dostałbym w 2014 roku tej wspaniałej Honorowej Nagrody Hetmana Kolekcjonerów Polskich im. Jerzego Dunin-Borkowskiego przyznawanej za wybitne zasługi na rzecz kolekcjonerstwa polskiego. Nie mówiąc już o mojej twórczości. To nie jest chwalenie, ale jestem laureatem nagrody Oskara Kolberga za całokształt pracy artystycznej i upowszechnianie kultury ludowej. Moja kolekcja nie tylko pełni tę rolę kulturalną, ale mogę powiedzieć, że moja cała działalność artystyczna nie tylko w Polsce, ale i w Stanach Zjednoczonych przede wszystkim spełnia tę rolę. Od 1997 roku corocznie jeżdżę i biorę udział w Międzynarodowych Targach Sztuki Ludowej w Santa Fe Stan Nowy Meksyk, jest to jedyna taka impreza na całym świecie, na której prezentowanych jest pond 150 przedstawicieli z różnych państw świata. Jest to jedna jedyna taka impreza na świecie. I właśnie tam przekazuję, edukuję, nie tylko pokazuję swoje prace, ale opowiadam też o innych artystach, o dawnej twórczości chłopskiej, wspaniałej, autentycznej.

Czy placówki muzealne, instytucje wypożyczają od Ciebie na wystawy rzeźby i obrazy?

Bardzo często placówki muzealne, instytucje, domy kultury organizując wystawy, zwracają się z prośbą o wypożyczenie z mojej kolekcji obrazów czy rzeźb. Ostatnio do Muzeum Ziemi Wieluńskiej wypożyczyłem dużą ilość Szopek Bożonarodzeniowych, w Muzeum Etnograficznym w Toruniu w 2012 roku organizowana była wystawa malarstwa Wiktora Chrzanowskiego, moja kolekcja jego obrazów też tam była prezentowana. W 2014 roku z kolei w Muzeum Regionalnym w Kutnie otwarta była wystawa twórczości Ryszarda Koska, na którą użyczyłem ponad 30 obrazów. Dużą wystawę przygotowano także na 40-lecie działalności Stowarzyszenia Twórców Ludowych z Zarządem Głównym w Lublinie… naprawdę placówek tych jest wiele, nie sposób wszystkich tutaj wymienić.

A możesz tak szacunkowo powiedzieć, ile osób odwiedziło Twoją galerię na przestrzeni prawie 35-tu lat?

Trudno powiedzieć, bo w swojej galerii od 30 lat prowadzę tylko dokumentację w postaci kronik pamiątkowych, ale nie wszyscy chcą się wpisywać. Są to trzy olbrzymie, grube kroniki zapełnione wpisami osób, które widziały kolekcję. Setki, tysiące na pewno, a można to sprawdzić, przeglądając kroniki. W kronikach są wpisy np. Madeleine Albright, Lecha Wałęsy i wielu, wielu innych dostojności, nie tylko Polacy, ale przede wszystkim Niemcy, Amerykanie, Szwedzi, Ukraińcy, Anglicy, Europejczycy, Rosjanie. Często były to zagraniczne wycieczki.

Co przedstawia tematyka zgromadzonej kolekcji?

Tematyka gromadzonej kolekcji rzeźb kupowanych od innych artystów z całej Polski, twórców ludowych i nieprofesjonalnych, naiwnych i art. brut to przede wszystkim przedstawienia motywów sakralnych, w której dominują rzeźby Chrystusa Frasobliwego, różne wizerunki Matki Boskiej, postaci świętych, Pasje, Piety, Ucieczki do Egiptu oraz Szopki Bożonarodzeniowe, cala różnorodność postaci Aniołów. Druga taka grupa rzeźb dotyczy przedstawień związanych z obrzędowością, życiem na wsi i pracą na roli. Trzecią natomiast stanowi tematyka ptaszków ludowych z terenu całej Polski, których posiadam dużą ilość. Wymienię tutaj takich artystów jak: Andrzej Dębowski z Piątku, Ignacy Kamiński z Oraczewa, wspaniały dawno nieżyjący rzeźbiarz Piotr Dymórski, czy ostatni oryginalny rzeźbiarz ptaków ludowych Jerzy Skibiński z Kutna.

Czym dla Tadeusza Kacalaka jest ta kolekcja?

Dla mnie jest jedną z wielu latarni, która oświetla cząstkę kultury narodowej, jaką jest sztuka ludowa i nieprofesjonalna i nie pozwala o niej zapomnieć narodowi polskiemu. Kocham Polskę i dla niej chcę jak najdłużej żyć.

Jak widać z przytoczonego wywiadu Tadeusz Kacalak to prawdziwy pasjonat i człowiek, który bezgranicznie oddany jest temu, co robi. Kocha swoją kolekcję, poświęca jej każdą wolną chwilę i stara się przekazywać swoje odczucia oglądającym ten zbiór, dzieląc się przy tym ogromną wiedzą na jego temat. Jego kolekcja jest dla niego częścią jego życia. Zawładnęła nim do tego stopnia, że znajdując się w otoczeniu zgromadzonych dzieł i opowiadając o nich oraz ich twórcach, często zatraca poczucie czasu.

Print Friendly, PDF & Email