W aktach Wydziału Tajnego Generał – Policmajstra w Warszawie wśród licznych spraw dochodzeń przeciwko uczestnikom powstania styczniowego jedna nosi nazwę „O wdowie po inżynierze , w której domu odbywały się spotkania polskich agentów z Poznania, jak również innych osób wymienionych w tej sprawie i zamieszanych w rewolucyjne knowania”. Ową wdową była Bronisława z domu Kosstiał, żona Józefa Żeglińskiego, powstańczgo naczelniku Kutna, rozstrzelanego w dniu 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku.

Józef Marian Żegliński urodził się w Krakowie w 1831 roku. Jego ojcem był Józef Joachim – nauczyciel gimnazjum w Radomiu, a potem Sandomierzu. J. Żegliński jako młody inżynier osiedlił się w Kutnie i w 1862 roku i zastąpił Hermana Manitiusa pełniącego obowiązki budowniczego, który pełnił tę funkcję po śmierci Antoniego Bielawskiego w 1861 roku. W 1861 roku w Kutnie przyszły powstańczy naczelnik Kutna zawarł związek małżeński z Bronisławą Kosstiał. W 1862 roku małżeństwu Żeglińskich urodził się syn Stanisław Jan.

Józef Żegliński jako wyznaczony powstańczy naczelnik miasta zajmował się przygotowaniem organizacji konspiracyjnej do powstania, która w Kutnie miała liczyć ok. 100 konspiratorów.

23 stycznia wspólnie z zon Bronisławą i teściową Kornelią Kosstiał gościł u siebie członków Tymczasowego Rządu Narodowego, a w następnych dniach (wspólnie z członkami rządu) planował napad na koszary kozackie. W lutym 1863 roku pomagał członkom rządu, ponownie przebywającym w Kutnie, uzyskać informację o działaniach L. Mierosławskiego. Dysponował siatką kurierów, którzy dostarczali rozkazy i korespondencje do walczących oddziałów.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kwit powstańczy, którzy zawiera odręcznie pisany tekst czarnym atramentem o treści: „Dnia 18 października 1863 r. dostarczono do mego obozu 44 koszule 40 par gaci 8 par butów z czego niniejszy kwit”. Z lewej strony dwa podpisy: „Roniński” i nieczytelny. Z prawej strony u dołu napis: „ Z Dominium Łęki i Mirosławice”.

Józef Żegliński jako naczelnik miasta działał w konspiracji, do połowy 1863 roku. Latem 1863 roku gen. Jurij Iwanowicz Szylder – Szuldner (włocławski naczelnik wojenny Kolei Warszawsko – Bydgoskiej) rozpoczął szereg aresztowań osób podejrzanych o udział w powstaniu, w tym szczególnie pracowników kolei. Naczelnikiem stacji Kutno był Kazimierz Regulski, również członek organizacji konspiracyjnej i jednocześnie kolega gimnazjalny J. K. Janowskiego (członka rządu), u którego w lutym 1863 roku w mieszkaniu nocowało dwóch członków Rządu Narodowego w oczekiwaniu na przybycie L. Mierosławskiego. Po powstaniu styczniowym K. Regulski pełnił m.in. funkcję inspektora kolei nadzorującego budowę dworca kolejowego w Skierniewicach w 1874 roku. Do Kutna wysłany został major Nelidow, który aresztował Józefa Żeglinskiego oraz innych członków organizacji konspiracyjnej w Kutnie. Wszystkich przewieziono do carskiego więzienia we Włocławku (po dawnym nieistniejącym już spichlerzu zbożowym przy ul. Stodólnej). Podczas przesłuchań kutnowski naczelnik do niczego się nie przyznał i początkowo skazany został na 6 lat więzienia. Niestety podczas przesłuchań pozostałych aresztowanych pojawiły się nowe informacje obciążające naczelnika i gen. J. Szylder – Szuldner wystarał się o zmianę wyroku, na karę śmierci poprzez rozstrzelanie.

Wyrok wykonano 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku. Podziemne powstańcze pismo „Chorągiew Swobody” zamieściło w tej sprawie komunikat: „…naczelnik miasta Kutna jeden z najznaczniejszych, gorliwszych i najpierwszych około sprawy narodowej, człowiek wielkich zasług, małego o sobie rozumienia. Śp. Józef Żegliński miał stawianych przeciwko sobie świadków, którzy nikczemnie zarzuty mu czynili, osłabiony fizycznie męczarniami Moskwy przyznał się do czynionych mu zarzutów i poszedł na śmierć odważnie, z całym spokojem i rezygnacją, tak jak na Polaka, który dla Polski tylko żyje przystało. Rozstrzelaniem komenderował z amatorstwa znany z dzikości ppłk. Nelidow”.

J. Żeglinski w dniu śmierci miał 33 lata i pozostawił ciężarną żonę Bronisławę i 14 – miesięcznego syna Stanisława. Nie wiadomo, czy władze carskie wydały żonie ciało kutnowskiego inżyniera, czy pogrzebano Go w jakimś bezimiennym dole. Do dziś miejsce pochówku jest nieznane.

25 sierpnia 1863 roku w kościele parafialnym w Kutnie odbyło się nabożeństwo żałobne za J. Żeglinskiego, które odprawiał kutnowski wikariusz ks. Wojciechowski. Policja carska zaniepokojona tym wydarzeniem chciała aresztować wikarego. Na przeszkodzie stanęli parafianie kutnowscy, którzy otoczyli plebanię ścisłym kordonem, gdzie przebywał ksiądz i nie dopuścili do aresztowania. Kilka dni wcześniej na krótko aresztowany został proboszcz kutnowski za to, że nabożeństwo galowe na cześć rodziny carskiej w dniu 8 sierpnia nie miało uroczystej oprawy. Proboszcz tłumaczył się policji, że władze zabroniły używać dzwonów kościelnych.

Sierpień 1863 roku okazał się tragiczny dla rodziny Żeglińskich, jeszcze z jednego powodu, gdyż 27 sierpnia zmarł czternastomiesięczny syn naczelnika – Stanisław Jan. Bronisława Żeglinska była wówczas w ciąży. W dniu 31 grudnia 1863 roku urodził się drugi syn rozstrzelanego naczelnika. Matka dała mu po ojcu na imię Józef, a na drugie Sylwester.

W lipcu 1867 roku Bronisława wyprowadziła się z Kutna i przeniosła do Włocławka. Utrzymywała się z zapomóg pochodzących od byłych powstańców. W listopadzie 1867 roku żandarmeria guberni warszawskiej sporządziła raport nr 124, na podstawie informacji pozyskanych z Włocławka, który dotyczący sprawdzenia informacji nt. przygotowania mieszkańców miasta na wypadek wojny i utworzenia w mieście „centrum rewolucyjnych spisków”. Przeanalizowano w nim zachowania poszczególnych podejrzanych w sprawie, w tym wyniki obserwacji mieszkania Bronisławy Żeglińskiej. Adiutant kapitan sztabowy Czerkasow pisał, że: „żadnych zbiórek, prócz urzędnika biurowego Urzędu Powiatowego oddziału policyjnego Samsonowicza, w celach którego jak widać więź miłosną z Żeglińską. Samsonowicz osoba zaufana Powiatowego Naczelnika Podpułkownika Simonsa (ówczesnym naczelnikiem powiatu był ppłk Robert Simons a jego zastępcą ds. policyjnych Hektor Samosonowicz), i cała poufna korespondencja mu jest polecona”.

Otwarte pozostaje pytanie o rzeczywisty charakter tej więzi i korzyści, jakie posiadała każda ze stron ze spotkań. Być może dalsza kwerenda archiwalna pozwoli kiedyś wyjaśnić i tę zagadkę.

dr Jacek Saramonowicz

Print Friendly, PDF & Email