Napoleon Bonaparte, po pokonaniu armii pruskiej pod Jeną i Auerstedt, w październiku 1806 roku wkroczył do Berlina. Florian Kobylański (adiutant gen. J. H. Dąbrowskiego) na polecenie cesarza udał się do Drezna, aby sprowadzić stamtąd Józefa Wybickiego. 2 listopada 1806 roku Wybicki był już w Berlinie. Na prośbę cesarza autor mazurka Dąbrowskiego napisał tekst proklamacji do narodu polskiego, a następnie udał się do Poznania, gdzie zajął się organizacją tworzenia nowej administracji i organizacją powitania cesarza Francuzów.

Napoleon dotarł do Poznania wieczorem 27 listopada. Oficjalne powitanie odbyło się w dniu następnym. W tym czasie pierwsze oddziały armii napoleońskiej wkroczyły już do Warszawy i Bonaparte natychmiast wysłał tam J. Wybickiego.

Tymczasem w Warszawie trwały narady dotyczące powitania Cesarza w stolicy. Kilkuosobowa deputacja miała powitać Napoleona jeszcze przed wjazdem do Warszawy. W jej składzie znalazł się m.in.: Feliks Łubieński (późniejszy minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego) oraz Ludwik Sz. Gutakowski (późniejszy prezes Senatu Księstwa Warszawskiego). Spodziewano się, że do powitania dojdzie w Błoniu. Okazało się jednak, że cesarz zagościł na dłużej w Poznaniu. Członkowie deputacji dowiedzieli się o tym dość przypadkowo (w pierwszych dniach grudnia 1806 roku, będąc wówczas w Łowiczu) od spotkanego tam przypadkiem J. H. Dąbrowskiego. Generał wyraził zdziwienie, że nikt z Warszawy jeszcze nie pojawił się u Napoleona w Poznaniu. Członkowie deputacji nie posiadali funduszy na tak długą podróż. Jedynie F. Łubieński miał przy sobie 5 dukatów w złocie. Udało mu się pożyczyć 600 zł (od miejscowego kupca Zawadzkiego) i 9 grudnia 1806 roku, skoro świt wyruszyli traktem pocztowym w kierunku Poznania.

Po drodze zatrzymali się na śniadanie w Pałacu Gierałty, u Walentego Rzątkowskiego (Rzętkowskiego) – ówczesnego właściciela dóbr kutnowskich. Podczas posiłku F. Łubienski, na widok gospodarza, który ubrany był w szlachecki strój, wpadł na pomysł, aby Rzętkowski przyłączył się do składu deputacji. Początkowo nie znalazł uznania u L. Sz. Gutakowskiego, który uważał, że członkowie deputacji nie posiadają stosownego upoważnienia do wyboru kolejnego członka delegacji. Pomysłodawca przekonał jednak swojego oponenta, tym że dziedzic dóbr kutnowskich (w szlacheckim stroju i rosłego wzrostu) uświetni wygląd deputacji warszawskiej i zrobi odpowiednie wrażenie na Cesarzu. W. Rzętkowski, zaskoczony propozycją Łubieńskiego, przystał na nią i tego samego dnia o północy deputacja dotarła do Poznania. Tam (w jednym z poznańskich szynków) przeczekano całą noc, siedząc na stołkach. Rankiem o 7.00 delegaci udali się do pałacu Ksawerego Działyńskiego, gdzie dowiedzieli się, że Napoleon faktycznie czeka już na nich od kilku dni. Działyński napisał list do marszałka pałacu F. Duroca, z informacją o przybyciu deputacji, a ten natychmiast wysłał zaproszenie na audiencję do cesarza o godzinie 11.00. Po wejściu do dawnego kolegium jezuickiego, gdzie przebywał Napoleon, F. Łubieński wspominał: „…W pierwszym salonie zastaliśmy wielu generałów i marszałka dworu, który nas bardzo grzecznie przyjął i oświadczył, że zamelduje nas Cesarzowi. Czekaliśmy kilka minut z generałami, wszystkich oczy zwracały się najwięcej na Rzątkowskiego ubranego w suknie polskie, z ogoloną głową…”. Do spotkania z Cesarzem doszło w gabinecie. Uczestniczył w nim jeszcze tylko Talleyrand (minister spraw zagranicznych). Podczas rozmowy cesarz wskazał na W. Rzętkowskiego i spytał, czy to senator? Łubieński odrzekł wówczas: „… to szlachcic polski, tak jak i my”, ale on powtórzył: A więc to senator!…”. Po półtoragodzinnej audiencji Talleyrand zaprosił delegatów na obiad. Podczas posiłku Bonaparte zapowiedział swój szybki wyjazd do Warszawy. Polecił również przekazać konie z cesarskiej stajni dla potrzeb deputacji warszawskiej. Wieczorem członkowie deputacji uczestniczyli jeszcze w naradzie u Napoleona i następnego dnia udali się w podróż powrotną do Warszawy, gdzie dotarli 14 grudnia. W. Rzętkowski pozostał w Kutnie,

16 grudnia 1806 roku o 3.00 w nocy, po dziewiętnastu dniach pobytu w Poznaniu, Napoleon wyjechał ze stolicy Wielkopolski w kierunku Warszawy. Jechał przez Słupcę (w której prawdopodobnie zatrzymał się na nocleg) dalej przez Kleczew, Ślesin, Sompolno Babiak, Kłodawę i Krośniewice. Do Kutna cesarz dotarł 17 grudnia, o godzinie 13.00. Ze względu na roztopy cesarz i jego najbliżsi współpracownicy podróżowali w koczykach, dostawianych na poszczególnych stacjach pocztowych. W jednym z nich podróżował F. Duroc. Pojazd przed Kutnem się wywrócił i marszałek pałacu odniósł kontuzję w ramię. Wypadek ten był, być może powodem dłuższego postoju Napoleona w Kutnie. Cesarz zatrzymał na nocleg i wyruszył w dalszą drogę, dopiero następnego dnia po południu. O całym zdarzeniu poinformowano w 43. Biuletynie Wielkiej Armii z dnia 17 grudnia 1806 roku.

Do Łowicza Napoleon dotarł 18 grudnia o godzinie 15.30, gdzie zatrzymał się na obiad w oberży Ignacego Kosierkiewicza i po kilku godzinach udał się w kierunku Warszawy.

dr Jacek Saramonowicz

Print Friendly, PDF & Email