Kutno znane i nieznane

//Kutno znane i nieznane

Kutno znane i nieznane. Niemiecka zbrodnia na mieszkańcach Kutna w lesie Kraśnica koło Gostynina

26 lutego 1940 roku Kazimierz Adamiak kutnowski urzędnik Magistratu po raz drugi w przeciągu czterech miesięcy został aresztowany przez gestapo. Rodzina tym razem o dalszym losie aresztowanego dowiedziała się dopiero po wojnie, dzięki relacji naocznego świadka egzekucji na kilkudziesięciu Polakach, której dokonali Niemcy w dniu 28 lutego 1940 roku w lesie Kraśnica koło Gostynina. Zofia Adamiak podczas ekshumacji zidentyfikowała szczątki ciała męża po ubraniu, w którym znaleziono charakterystyczne wieczne pióro.

Miejsce egzekucji w lesie Kraśnica

Wśród zamordowanych wówczas przez Niemców mieszkańców Kutna znaleźli się również: Henryk Zieliński, Jan Wojciechowski, Władysław Wiatr, Wacław Blaszczyk, Stanisław Błaszczyk, Władysław Lewandowski oraz przodownik policji Cichomski.

Już w 1937 roku, (w związku z przygotowywaniem planów obronnych Polski) opracowany został tzw. „elaborat o unieruchomieniu”, który dotyczył prewencyjnego internowania obywateli polskich narodowości niemieckiej na wypadek wojny. W marcu 1939 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało odpowiednie specjalne w tej sprawie. Elaborat miał wejść w życie tuż przed ogłoszeniem powszechnej mobilizacji. Informacje na temat nielojalnych wobec państwa polskiego obywatelach zbierały różne instytucje wywiadowcze, policja oraz urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego i gromadzone je w starostwach powiatowych. Powiatowym komendantem PW i WF w Kutnie był Jerzy Gajewski (pracownik referatu gospodarczego kutnowskiego Magistratu). W biurze Zarządu Miasta sprawami wojskowymi i obronności zajmowali się: Kazimierz Adamiak oraz Eugeniusz Kasparek (obrona przeciwlotnicza). Starosta powiatowy składał do wojewody specjalne sprawozdanie o stanie bezpieczeństwa na swoim terenie. Takie sprawozdania składał od kwietnia 1939 roku do wojewody łódzkiego starosta kutnowski Tadeusz Buyko.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się m.in. dokument mianowania K. Adamiaka na stanowisko referenta wojskowego z dnia 20 lipca 1936 roku, podpisany przez Władysława Parniewskiego (tymczasowego burmistrza Kutna).

Mianowanie K. Adamiaka referentem ds wojskowych

Jednym z punktów sprawozdania było zachowanie mniejszości niemieckiej. Na podstawie przygotowanych list osobowych policja sporządzała nakaz zatrzymania i pod eskortą przewożono internowanego koleją do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. W pierwszych dniach września 1939 roku ewakuacja kolejowa stała się niemożliwa, w związku z tym internowani pod eskortą wojska byli prowadzeni pieszo.

Administracja samorządowa informacje na temat bezpieczeństwa sporządzała w oparciu o meldunki policji. Duże zainteresowanie policji wzbudzał wzmożona aktywność pastora ewangelickiego Jakuba Rossnagela. W jednym z lipcowych meldunków dotyczących duchownego, który otrzymał komendant kutnowskiej Policji Włodzimierz Wec (Wetz), starszy posterunkowy Józefa Zatorowski opisywał wyjazd pastora z kutnowskimi ewangelikami do Strzelec, a następnie spotkanie w jednym z domów w Kutnie, podczas którego przybyły ze Strzelec mężczyzna przywitał domowników tradycyjnym „hitlerowskim gestem”. Innym razem starszy posterunkowy opisywał wyjazd kutnowskich ewangelików z pastorem do Zdworza koło Gąbina, gdzie duchowny miał stwierdzić: „U nas zanosi się na wojnę i wojna zbliżyła się, lecz nie lękajcie się, pamiętajcie tylko o braciach za granicą, musicie być w tych trudnych czasach solidarnymi braćmi za granicą i na intencję naszą pomódlmy się”. Informacji policki na temat kutnowskich ewangelików dostarczał również Henryk Zieliński, którego zadaniem było spisywanie numerów samochodów Niemców przyjeżdżających do Kutna. Pod szczególną kontrolą był Karol Markwart (kierownik piekarni B. Malickiego) i to wobec niego zastosowane zostały przepisy wynikające z elaboratu odosobnienia. Do obozu w Berezie Karsuskiej K. Markwart (internowany w sierpniu 1939 roku) już nie zdążył dotrzeć.

16 września 1939 roku Niemcy wkroczyli do Kutna, od ponad tygodnia administrowanego przez Tymczasowy Zarząd Miasta z Walerianem Krzemińskim na czele. Za oddziałami wermachtu posuwały się siły policyjne, spośród których największe znaczenie miała Policja Bezpieczeństwa działająca w formie grup operacyjnych (Einsatzgruppen). W Kutnie działała EG nr III, która m. in. zabezpieczała akta pozostawione przez polskie władze administracyjne, wojsko i policję. Rekwirowano całą dokumentację, którą wykorzystywano jako źródło informacji. Drugim sposobem było pozyskiwanie informacji od miejscowych mieszkańców narodowości niemieckiej.

18 października 1939 roku na podstawie informacji od miejscowych ewangelików wytypowano osoby do zatrzymania. Wśród aresztowanych znaleźli się: Kazimierz Adamiak, Marian Szeluga i Henryk Zieliński. Zarzucano im publiczny bojkot sklepów ewangelickich w Kutnie, a K. Adamiakowi wskazanie policji miejsca zainstalowanej niemieckiej radiostacji i pisanie raportów o kutnowskich ewangelikach. Jak się wydaje Niemcy, nie posiadali jeszcze wówczas odpowiednich dowodów w tej sprawie, a dodatkowo w dniu 23 listopada 1939 roku specjalne zaświadczenie o niekaralności i nienagannym postępowaniu oraz apolityczności K. Adamiaka wydał ówczesny tymczasowy burmistrz Kutna Walerian Krzemiński. W rezultacie dodatkowych starań rodzin o uwolnienie bliskich aresztowani zostali zwolnieni. Kazimierz Adamiak ponownie podjął pracę w biurze Zarządu Miasta, tym razem w wydziale ewidencyjnym.

 

 

Kazimierz Adamiak

Spokój rodzin zatrzymanych w październiku 1939 roku trwał dwa miesiące. W lutym 1940 roku dowódcą placówki tajnej policji niemieckiej w Kutnie został Obersturmmfuhrer SS Eduard Schmidt i 26 lutego K. Adamiak został ponownie aresztowany. Podczas przesłuchania na gestapo został dotkliwie pobity, lecz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Aresztowano również H. Zielińskiego i Mariana Szelugę (został wkrótce zwolniony) oraz przodownika policji Cichomskiego. Tym razem gestapo posiadło już odpowiednią dokumentację. W aktach policyjnych, które dostały się w ręce niemieckie, znajdowały się meldunki i dokumenty policyjne, które nie zostały zniszczone. Dwuznaczną rolę w tej kwestii odgrywają dwaj kutnowscy policjanci. Wywiadowca policji państwowej w Kutnie Piotr Zajdler, który podjął służbę w niemieckim komisariacie policji kryminalnej oraz starszy posterunkowy Józefa Zatorowski, który pełnił tam funkcję tłumacza. Niejasna jest również postawa pozostałego w Kutnie komisarza Włodzimierza Wetza.

26 lutego 1940 roku funkcjonariusze gestapo odwiedzili także ks. prałata Michała Woźniaka, który tak pisał we wspomnieniach: „I znów przychodzi gestapo w sprawie zabitego Niemca, zmarłego na gruncie kościelnym we wrześniu. Powiedziałem jak było, lecz to im nie wystarczyło. Pytają się, jak wyglądał, albo jak się nazywał. Gdzie pochowany i w jakiej kwaterze. Mówię im, że to były naloty. Myśmy mieli 300 zabitych i kilkaset rannych, których trzeba było opatrywać. Gdzie tu czas badać czyjś wygląd lub jak się nazywał. Nie wiadomo zresztą, kto to był, może Niemiec, może Żyd. Jeśli postarałem się, żeby był uczciwie pochowany, to zrobiłem to ze względu, iż leżał na polu, gdzie się orze. Myśmy swoich chowali bez żadnego spisu, w nocy, we wspólnej mogile i bez trumien. Tego Niemca pochowano w trumnie i na cmentarzu ewangelickim. Ale w jakiej kwaterze, tego nie wiem”. Niemcy nie zadowolili się jednak tą dyplomatyczną odpowiedzią. Udało im się ustalić okoliczności zdarzenia (na podstawie innych źródeł) i dotrzeć do Stanisława Bartczaka, który uczestniczył w pochówku zabitego Niemca. Żona aresztowanego Stanisława Bartczaka po wojnie zeznała, że: „Wojsko Polskie prowadziło Niemców, zabito jakiegoś cywilnego Niemca, mąż mój szedł wówczas po zaliczkę do fabryki „Kraj” i gdy dowiedział się o tym wypadku, poszedł zobaczyć zastrzelonego, po czym przyniósł z fabryki szpadel i pochowano go. W lutym 1940 roku przyszedł gestapowiec i kazał mi opowiedzieć o zamordowaniu cywilnego Niemca, po chwili wszedł mój mąż, który mu oświadczył, iż wie o tym wypadku. Nie przyznał się wówczas, że przyniósł szpadel i pochował go. Powiedział tylko, że doradzał, aby przysypać wapnem i sam rzucił trochę wapna na niego”. Po dwóch kazano wstawić się S. Bartczakowi do siedziby gestapo na przesłuchanie, z którego już S. Bartczak nie wrócił. Ojciec zamordowanego zeznał, że: „… gdy Wojska Polskie prowadziły Niemców, ewakuowanych z ziem zachodnich, jeden z Niemców zmarł w czasie drogi, syn mój na rozkaz oficera polskiego wykopał dół, w którym pochowano Niemca, gdy wkroczy wojska niemieckie, jeden Niemiec z Kutna nazwiskiem Wedman zameldował o tym gestapo, które mego syna aresztowało, wywieźli do Gostynina, gdzie został stracony…” Wspominany Stefan Wedman w czasie okupacji niemieckiej pracował na kolei jako Bachnschutz, a po wojnie skazany został na karę śmierci za zastrzelenie Polaka o nazwisku Włodarek na dworcu kolejowym w Kutnie. W grudniu 1945 roku Bolesław Bierut skorzystał z prawa laski i zmniejszył Stefanowi Wedmanowi wyrok na 10 lat pozbawienia wolności.

dr Jacek Saramonowicz

24 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Drezdeńskie egzekucje na kutnowskich członkach ZWZ AK

W lutym i marcu 1942 roku Inspektorat Kutnowski ZWZ AK w wyniku licznych aresztowań został całkowicie rozbity. Aresztowano kilkadziesiąt osób zarówno z Kutna, jak i terenu całego inspektoratu. Większość z aresztowanych przewieziona została do więzienia w Inowrocławiu, a następnie sądzona była przez Wyższym Sądem Krajowym w Poznaniu, który swoje rozprawy prowadził na posiedzeniach wyjazdowych w Saksonii (Zwickau, Budziszyn, Drezno). Ogólnie spośród 181 znanych z imienia i nazwiska oskarżonych, 85 osób skazanych zostało na śmierć, z czego prawie połowę stanowili członkowie ZWZ z terenu Inspektoratu Kutno.

Do dziś sprawa tzw. wielkiej wsypy w Kutnie nie została dokładnie wyjaśniona. Pozostawione liczne relacje byłych członków ZWZ AK z terenu Kutna w tej kwestii są mało precyzyjne i często sprzeczne ze sobą. Ważnych informacji w tej sprawie dostarczają niemieckie dokumenty procesowe, choć i w tym przypadku nie można sobie pozwolić na formułowanie ostatecznych sądów.

W skład Inspektoratu Kutno wchodziły obwody: Kutno, Łęczyca, Gostynin, Koło a te dzieliły się na rejony np. Żychlin, Krośniewice. Od jesieni 1940 roku na czele Inspektoratu stał kpt. Jan Wojciechowski ps. „Janusz”, później dołączył do niego (jako zastępca) ppor. Zbigniew Kutnik ps. „Zbyszek”. Komendantem Obwodu Kutno był natomiast por. Bolesław Ślusarczyk ps. „Korab”, a jego zastępcą Jerzy Kałużny (absolwent gimnazjum im. J. H. Dąbrowskiego i student Wydziału Lotnictwa Politechniki Warszawskiej).

Wiosną 1941 roku kpt. Jan Wojciechowski (po krótkim aresztowaniu przez gestapo) samowolnie opuścił stanowisko inspektora i przeniósł się do Generalnego Gubernatorstwa. Latem w obawie przed aresztowaniem opuścił Kutno Bolesław Ślusarczyk. Komendant Okręgu na miejsce por. Janusza wyznaczył kpt. Jana Kopkę ps. „Kazimierz”, dotychczasowego szefa III oddziału w sztabie okręgu, który przybył do Kutna dopiero jesienią 1941 roku. Natomiast cały ciężar dowodzenia ZWZ w Kutnie przejął na siebie Jerzy Kałużny. Prężnie działał też Aleksander Kaniepień na terenie węzła kolejowego. Od czerwca 1941 roku funkcje komendanta obwodu Kutno pełnił już Jerzy Kałużny, a jego zastępcą był por. Maksymilian Bender ps. „Maben” (Związek Odwetu). Komendantem rejonu Kutno był natomiast ppor. Tadeusz Marlewski, a jego zastępcą pchor. Lucjan Malich (pochodzący z Bydgoszczy były student Prawa Uniwersytetu Poznańskiego, ranny podczas bitwy nad Bzurą) oraz kpt. Jan Liedtke (kwatermistrz), Bronisław Szałowski (BIP i kolportaż prasy).

Lucjan Malich

B. Szałowski był kierownikiem fabryki cykorii w Kutnie i tam właśnie wspólnie z Marianem Kałużnym zorganizował główny punkt dystrybucyjny prasy podziemnej, którą M. Kalużny rozprowadzał po terenie całego powiatu. Po wyjeździe M. Kałużnego do Warszawy, przy kolportażu prasy współpracował z L. Malichem.

Marian Kałużny

Punkt kontaktowy Inspektoratu Kutnowskiego ZWZ mieścił się w domu przy ulicy Narutowicza, naprzeciw łaźni miejskiej. Obsługą punktu zajmowała się Władysława Warczygłowa ps. „Halina” (żona oficera WP przebywającego w niewoli niemieckiej), która zajmowała mieszkanie na poddaszu. W domu tym mieszkał również Lucjan Malich. Kontakt z Obwodem w Łodzi utrzymywała łączniczka „Kazimierza” ps. „Cesia”, natomiast z Warszawą dwie kurierki. Jedna z nich nauczycielka została aresztowana przez Niemców i była więziona we Wronkach.

Punkt kontaktowy ZWZ AK przy ul. Narutowicza

Przybyły do Kutna kurier/łącznik wypowiadał określone zdanie, a następnie na dyskretnie położonej kartce miał narysować trójkąt w kole. „Halina” wówczas informowała komendantów obwodu przebywających najczęściej w mieszkaniu A. Kaniepienia i prowadziła tam łączniczki bądź rozmowy odbywały się na poddaszu w punkcie kontaktowym przy ul. Narutowicza. W mieszkaniu W. Warczygłowy mieścił się również punkt noclegowy dla kurierek.

Punkt kontaktowy przy ul. Narutowicza funkcjonował do końca grudnia 1941 roku, kiedy to „Halina” została wezwana na przesłuchanie do gestapo. Otrzymała skierowanie do przymusowej pracy w Niemczech. Chcąc tego uniknąć, dzięki pomocy Jerzego Kałużnego oraz Henryka Morawskiego ze „Wspólnej Pracy” udało jej się nielegalnie przekroczyć granicę GG i zamieszkać u siostry w Warszawie. Podjęła pracę jako kelnerka w „Cafe Bar Empire”. Dzięki informacji od Jerzego Kałużnego również ukrywającego się w Warszawie, w lutym 1942 roku dowiedziała się o aresztowaniach w Kutnie, w tym Lucjana Malicha i Bogdana Szałowskiego, którzy zostali przewiezieni do Inowrocławia i poddani brutalnym przesłuchaniom.

Kutnowskie gestapo usilnie poszukiwało w Warszawie braci Kałużnych. Kluczową rolę w zatrzymaniu Jerzego i Mariana Kałużnych w Warszawie odegrała tajemnicza kurierka ZWZ AK, która wielokrotnie odwiedzała punkt kontaktowy w Kutnie i tam nocowała. Znała warszawskie adresy W. Warczygłowy oraz M. Kałużnego. Mając pełne zaufanie „Haliny” (podobnie jak ona była rzekomo żoną oficera WP) umówiła spotkanie Jerzego Kałużnego z nieznanym (wysokiej rangi) członkiem ZWZ AK z Kutna ps. „Tomasz”. Do spotkania oczywiście nie doszło, a gestapo aresztowało Jerzego Kałużnego i osadziło go na Pawiaku. Potem został przewieziony do Inowrocławia, gdzie był przez wiele miesięcy bestialsko torturowany w celu wymuszenia zeznań. Zmarł w Inowrocławiu w 1943 roku.

Następnego dnia po aresztowaniu J. Kałużnego miało dojść do spotkania kurierki z M. Kałużnym. Zorientowawszy się, jaką rzeczywistą rolę odgrywa kurierka „Tomasza”, M. Kałużny i „Halina”, uciekli z miejsca spotkania. Niestety po jakimś czasie M. Kałużny został wydany przez informatora gestapo o imieniu Karol (wypuszczonego w tym celu z Pawiaka). Zastawiono na niego zasadzkę w restauracji przy ul. Foksal. M. Kałużny został również przewieziony do Inowrocławia, a nieznany z nazwiska Karol po wojnie pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa w Szczecinie.

Polscy więźniowie trafiali do Drezna albo bezpośrednio przed rozprawą, bądź egzekucją. Orzekane wyroki śmierci wykonywane były przez ścięcie w Dreźnie na placu Monachijskim. Najczęściej kilka dni po egzekucji zwłoki zamordowanych przewożono na nowy cmentarz katolicki w Dreźnie. Ustawiano je w kaplicy cmentarnej, a przy zbiorowej mogile któryś z kapłanów odmawiał modlitwę.

Drezdeńska gilotyna

Kutnowska ośmioosobowa grupa ZWZ AK Bogusława Szałowskiewgo sądzona była w dniu 19 października 1943 roku w Budziszynie. Tam też zapadły trzy wyroki śmierci. Wykonano je w Dreźnie w dniu 12 listopada 1943 r. Do dziś zwłoki bohaterskich członków ZWZ AK z Kutna spoczywają w bezimiennych mogiłach w Dreźnie.

Pomnik ofiar na dziedzińcu więzienia w Dreźnie

Kaplica na cmentarzu w Dreźnie

Pomnik ofiar faszyzmu w na cmentarzu w Dreźnie

Cześć Ich Pamięci !

dr Jacek Saramonowicz

17 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Rewolwer Kazimierza Mielęckiego

W zbiorach Muzeum Regionalnego znajduje się bardzo ciekawy eksponat – rewolwer należący do Kazimierza Mielęckiego, jednego z najbardziej walecznych dowódców powstania styczniowego na Kujawach i Wielkopolsce. Na rękojeści widnieje tajemnicza dedykacja: Kazimierzowi Mieleckiemu/mjr. Ulatowski Witold /23/12/1862.

Pierwsze tygodnie powstania poza licznymi potyczkami z wojskami carskimi przyniosły oczekiwanie na przybycie dyktatora Ludwika Mierosławskiego, który miał przekroczyć granicę i stanąć na czele oddziałów powstańczych. 17 lutego 1863 roku Stefan Bobrowski w Warszawie otrzymał informację o przekroczeniu granicy przez L. Mierosławskiego. Podęto wówczas decyzję o jak najszybszym wysłaniu przedstawicieli Rządu na powitanie dyktatora. W tym celu do Kutna udali się w dniu 18 lutego 1863 roku J. K. Janowski z żoną i J. Maykowski w towarzystwie Tekli Kuczborskiej. Stąd mieli wysłać kuriera w celu pozyskania szczegółowych informacji.

Nocleg członkowie rządu otrzymali u Kazimierza Regulskiego, szkolnego kolegi J. K. Janowskiego z gimnazjum w budynku dworca kolejowego. Jeszcze tego samego popołudnia Paulina Klara Janowska i Tekla Kuczborska udały się do Józefa Żeglińskiego w celu przedstawienia celu wizyty w Kutnie. Następnego dnia rano do domu naczelnika Kutna dotarli również J. K. Janowski i J. Maykowski. Kutnowski naczelnik nie posiadał wiedzy na temat przekroczenia granicy L. Mierosławskiego i natychmiast wysłał kuriera na Kujawy w celu pozyskania informacji. Kurier powrócił dopiero 21 lutego wieczorem i przekazał informacje o klęsce L. Mierosławskiego w bitwie pod Krzywosądem w dniu 19 lutego, jak relacjach L. Mierosławskiego z Kazimierzem Mielęckim dowódcą kujawskiego oddziału powstańczego. Wiadomość o klęsce L. Mierosławskiego sprawiła, że członkowie rządu uznali, że dalszy pobyt w Kutnie jest zbyteczny i 22 lutego 1863 roku postanowili wracać do Warszawy.

W tym czasie, na Kujawach w lasach koło Kowala organizował się kilkusetosobowy oddział powstańczy pod dowództwem mjr. Piotra Ulatowskiego (oficera wojsk polskich i uczestnika powstania listopadowego), który potem walczył razem z M. Langiewiczem, a następnie przeniósł do Galicji, gdzie zajmował się organizacją oddziałów powstańczych. Po upadku powstania zamieszkał w Dreźnie, gdzie zmarł 21 marca 1877 roku. Kazimierz Mielęcki był właścicielem majątku Nowa Wieś koło Włocławka, lecz pochodził z Wielkopolski, gdzie w Poznaniu ukończył szkole realną, a później służył w pułku huzarów.

Kazimierz Mielęcki

Od samego początku czynnie zaangażowany był w konspirację powstańczą na Kujawach i Mazowszu. W nocy z 22 na 23 stycznia dowodził atakiem na Żychlin, który przeprowadził oddział składającego się z młodzieży warszawskiej, ukrywającej się przed branką w Puszczy Kampinoskiej. W samym mieście oddział powstańczy organizowali dwaj oficjaliści fabryki cukru w Dobrzelinie: Jan Zawadzki i Ignacy Kurowski.

8 lutego 1863 roku Kazimierz Mielęcki objął dowództwo nad oddziałem powstańczym organizowanym mjr. Piotra Ulatowskiego. Jeden z naocznych świadków tamtych wydarzeń wspominał, że: „ Nieład był wielki, a ludzi doświadczonych mało”. Życie obozowe nabrało tempa, gdy 8 lutego komendę objął Kazimierz Mielęcki, naczelnik wojskowy ówczesnego województwa mazowieckiego”. […] Mielecki odbył przegląd na polance, zalecał karność i posłuszeństwo, a staremu majorowi Ulatowskiemu pozostawił dowództwo piechoty”.

Już 9 lutego powstańcy zdobyli magazyn rosyjski w niedalekim Przedczu, 16 lutego Koło, gdzie ogłosił manifest Rządu Narodowego. Tam otrzymał wezwanie od Ludwika Mierosławskiego, do podporządkowania się mu jako dyktatorowi. Osobiste ambicje uniemożliwiły jednak porozumienie. K. Mielęcki stoczył jeszcze kilka potyczek w wojskami carskimi. Zmarł w lipcu 1863 roku. Pochowany został na cmentarzu w Łabiszynie.

W oddziale K. Mielęckiego walczył 23 – letni Witold Ulatowski, którego dedykacja widnieje na podarowanej broni K. Mielęckiemu w grudniu 1862 roku. Bez wątpienia obaj młodzi patrioci znali się wcześniej z konspiracji przed powstaniem na terenie Kujaw. Ojciec Witolda – Franciszek Ulatowski piastował funkcję wójta gminy Grabkowo, nieopodal Kowala, a mieszkał w pobliskich Dziardonicach (był również inicjatorem nabożeństwa żałobnego za duszę śp. księcia Adama Czartoryskiego i umieścił patriotyczne emblematy na symbolicznym katafalku zmarłego).

Witold Ulatowski (jako podoficer artylerii) służył pod dowództwem K. Mielęckiego i brał udział w kilku bitwach m. in.: pod Cieplinami, Nową-Wsią i Dobrosołowem. Zginął bohatersko dnia 2 marca 1863 roku w bitwie pod Dobrosłowiem. Polegli zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Dobrosołowie we wspólnej mogile, która po dziś dzień się tam znajduje.

dr Jacek Saramonowicz

10 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Aleksander Toporski – naczelnik powstania styczniowego i prezes Trybunału Rewolucyjnego w Kutnie

Na cmentarzu parafialnym w Łaniętach w znajduje się wysoka mogiła z tablicą epitafijną poświęconą Kazimierze Toporskiej z domu Dobrowolskiej zmarłej w 1885 roku. U jej podstawy widnieje także płyta z napisem „Ś. P. Aleksander Toporski Naczelnik powstania styczniowego i prezes trybunału rewolucyjnego miasta Kutna 1863”.

W 1991 roku sekretarz gminy Łanięta w piśmie do Miejskiego Komitetu Pamięci Walk i Męczeństwa w Kutnie informował, iż na miejscowym cmentarzu znajduje stary grób Aleksandra Toporskiego – naczelnika powstańczego miasta Kutna oraz prezesa miejscowego Trybunału Rewolucyjnego. Z treści pisma wynikało, że opiekę nad mogiłą sprawowała młodzież ze szkoły podstawowej, a ówczesne władze planowały odnowienie mogiły.

W 1965 roku zainteresowanie postacią Aleksandra Toporskiego wykazały „Wiadomości Kutnowskie”, które opisały jego postać oraz stan mogiły na cmentarzu w Łaniętach: „… grób nadszarpnięty, zrębem czasu pozostaje w zupełnym zapomnieniu. Nikt się nim nie interesuje. Nagrobek jest poważnie uszkodzony. Z rozsypującego się ogrodzenia zniknęły metalowe pręty, tablice porasta mech…”. Autor artykułu również wyrażał ubolewanie, że podczas obchodów 100. Rocznicy wybuchu powstania styczniowego w 1963 roku nie wspominano nawet o naczelniku powstania styczniowego w Kutnie.

Aleksander Toporski urodził się w 1822 roku. Po zdobyciu wykształcenia podjął pracę jako kontroler komory celnej w Dąbrowie. W 1852 roku otrzymał etat p. o sekretarza biura naczelnika powiatu w Rawie Mazowieckiej. Potem objął funkcje rachmistrza. Do Kutna przeniósł się przed powstaniem styczniowym i objął stanowisko zastępcy naczelnika powiatu ds. wojskowych. To on odpowiadał za sporządzenie spisu poborowych w Kutnie. Miał więc bezpośredni dostęp do naczelnika powiatu Józefa Świecimskiego i informacje o podejmowanych decyzjach. Dla przykładu, w marcu 1863 roku na polecenie naczelnika powiatu zajmował się organizowaniem podwód w celu dostarczenia poborowych z Kutna do Łęczycy.

A. Toporski aresztowany został w 1865 roku. O całej sprawie dowiadujemy się z dokumentów pozostawionych przez Rosjan, uciekających z Warszawy przed Niemcami w 1915 roku. Dokumentację odnalazł Henryk Cederbaum (adwokat warszawski) w dawnym archiwum jenerał – gubernatora. Stanowiło ją 500 wyroków Audytoriatu polowego (sądu przy Namiestniku Królestwa) z lat 1863-67. Cześć wyroków była w oryginale, większość w kopiach, a jeden z wyroków (nr 331) dotyczył członków organizacji powstańczej w Kutnie.

Sprawę prowadziła komisja śledcza przy Audytoriacie polowym, który funkcjonował w cytadeli warszawskiej i był sądem przybocznym przy Namiestniku. Postępowanie karne posiadało kilka faz. Najpierw komisja śledcza, na której czele stał pułkownik Tuchołko i generał Rozwadowski przesłuchiwała oskarżonego i świadków. Najczęściej zeznania wymuszano za pomocą różnych tortur. Po opracowaniu materiału komisja śledcza składała go do odpowiedniego sądu wojennego, który wydawał wyrok. Następnie wyrok trafiał do Autorytoriatu polowego, który mógł go zmienić. Ostateczną decyzję podejmował na końcu Namiestnik Fiodor Berg.

A. Toporski otrzymał trzy zarzuty, że: 1) był jednym z trzech członków komitetu rewolucyjnego na powiat gostyński, utworzonego z polecenia Rządu Narodowego, 2) pełnił funkcje naczelnika powstańczego miasta Kutna, 3) był prezesem miejscowego trybunału rewolucyjnego. W trakcie śledztwa kutnowski urzędnik nie przyznał się do stawianych mu zarzutów, a policja nie posiadała ewidentnych dowodów winy. Zeznania obciążające złożyli jednak inni aresztowani: Herman Manitius i Artur Konopka, którzy stwierdzili, że A. Toporski utrzymywał kontakty z innymi członkami konspiracyjnej organizacji powstańczej. Artur Konopka był sekretarzem biura powiatu, a Herman Manitius inżynierem. W Zeznań wynikało ponadto, że: funkcje naczelników powstańczych” otrzymali kolejno od A. Toporskiego. Istotnym świadkiem w sprawie okazał się także Wincenty Tuszyński – kutnowski aptekarz, który zeznał, że podejrzany „bywał na schadzkach tajemnych i zbierał pieniądze na cele przeciwpaństwowe”.

W dniu 2 czerwca Rząd Narodowy przyjął dekret o trybunałach rewolucyjnych. Miały one powstać w każdym powiecie. Składały się z prezesa i dwóch członków. Przy trybunale funkcjonował prokurator. Głównym zadaniem trybunałów rewolucyjnych było orzekanie w sprawach „czynów szkodliwych dla sprawy ojczystej”. Trybunały mogły również wymierzać kary śmierci, pozbawienia czci czy wygnania z kraju. W praktyce nakładano np. kary pieniężne za niedostarczenia konia, furmanki, nakazy rekwizycyjne i podatkowe. Reforma ta miała na celu oddzielenie władzy sądowniczej od wykonawczej. Dotychczas wyroki śmierci mógł wydawać rząd i naczelnicy jako jego terenowi przedstawiciele. Do lipca 1863 roku funkcje naczelnika powstańczego Kutna pełnił Józef Żegliński. Członkami trybunałów według Franciszka Dobrowolskiego (członka ówczesnego Rządu Narodowego) mieli zostawać ludzie o nieposzlakowanej opinii. W zamyśle (bardziej radykalnych członków rządu) trybunały rewolucyjne miały nadzorować władzę wykonawczą.

W dniu 9 września 1865 roku Audytoriat polowy skazał A. Toporskiego na zesłanie na Syberię i pozbawienie wszystkich szczególnych praw, uznając, że był czynnym i wpływowym członkiem organizacji konspiracyjnej. W przypadku H. Manitiusa i A. Konopki komisja śledcza uznała, że „można uwolnić ich od odpowiedzialności i nawet na dotychczasowych posadach utrzymać’. Odmiennego zdania był Audorytoriat polowy, który uznał, że: „tacy jak oni ludzie nie powinni być cierpiani w kraju, a tym bardziej na urzędach, gdyż są to zdrajcy”. Wyrok złagodził namiestnik Fiodor Berg. A Toporski został usunięty z urzędu w powiecie i skazany na 6 miesięcy więzienia w twierdzy Modlin. Ze służby urzędniczej usunięci zostali również H. Manitius i A. Konopka. Poddano ich również pod dozór policji.

Po powrocie z więzienia A. Toporski pozostawał przez jakiś czas bez pracy. Utrzymywał kontakty z Bronisławą Żeglinska – wdową po zastrzelonym naczelniku powstańczym Kutna. W 1867 roku otrzymał posadę rachmistrza w dobrach kutnowskich. Mieszkał na terenie folwarku kutnowskiego. W 1869 roku zmarła jego żona Julia z domu Komorowska. Jeszcze w tym samym roku poślubił o ponad 20 lat młodszą Kazimierę Dobrowolską. Ślub odbył się w kolegiacie w Łowiczu. Kolejną posadę otrzymała w cukrowni Łanięta jako kasjer. W 1885 roku Kazimiera Toporska z domu Dobrowolska zmarła w wieku 42 lat. (na płycie błędnie podano datę urodzenia). Nie zachował się niestety akt zgonu A. Toporskiego. Zmarł prawdopodobnie kilka lat po śmierci żony.

Funkcjonowanie trybunału rewolucyjnego w Kutnie poddał w wątpliwość już H. Cederbaum, opracowując wyroki Audotoriatu polowego w 1917 roku. Według niego trybunały istniały tylko w Warszawie i Płocku. Obecny stan badań nie pozwala potwierdzić bądź zaprzeczyć istnienia trybunału w Kutnie. Nie zachowały się żadne inne dokumenty jak np. wyroki, czy wspomnienia z okresu powstania.

dr Jacek Saramonowicz

4 lutego, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Józef Marian Żegliński – powstańczy naczelnik Kutna.

W aktach Wydziału Tajnego Generał – Policmajstra w Warszawie wśród licznych spraw dochodzeń przeciwko uczestnikom powstania styczniowego jedna nosi nazwę „O wdowie po inżynierze , w której domu odbywały się spotkania polskich agentów z Poznania, jak również innych osób wymienionych w tej sprawie i zamieszanych w rewolucyjne knowania”. Ową wdową była Bronisława z domu Kosstiał, żona Józefa Żeglińskiego, powstańczgo naczelniku Kutna, rozstrzelanego w dniu 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku.

Józef Marian Żegliński urodził się w Krakowie w 1831 roku. Jego ojcem był Józef Joachim – nauczyciel gimnazjum w Radomiu, a potem Sandomierzu. J. Żegliński jako młody inżynier osiedlił się w Kutnie i w 1862 roku i zastąpił Hermana Manitiusa pełniącego obowiązki budowniczego, który pełnił tę funkcję po śmierci Antoniego Bielawskiego w 1861 roku. W 1861 roku w Kutnie przyszły powstańczy naczelnik Kutna zawarł związek małżeński z Bronisławą Kosstiał. W 1862 roku małżeństwu Żeglińskich urodził się syn Stanisław Jan.

Dom naczelnika miasta

Józef Żegliński jako wyznaczony powstańczy naczelnik miasta zajmował się przygotowaniem organizacji konspiracyjnej do powstania, która w Kutnie miała liczyć ok. 100 konspiratorów.

23 stycznia wspólnie z zon Bronisławą i teściową Kornelią Kosstiał gościł u siebie członków Tymczasowego Rządu Narodowego, a w następnych dniach (wspólnie z członkami rządu) planował napad na koszary kozackie. W lutym 1863 roku pomagał członkom rządu, ponownie przebywającym w Kutnie, uzyskać informację o działaniach L. Mierosławskiego. Dysponował siatką kurierów, którzy dostarczali rozkazy i korespondencje do walczących oddziałów.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kwit powstańczy, którzy zawiera odręcznie pisany tekst czarnym atramentem o treści: „Dnia 18 października 1863 r. dostarczono do mego obozu 44 koszule 40 par gaci 8 par butów z czego niniejszy kwit”. Z lewej strony dwa podpisy: „Roniński” i nieczytelny. Z prawej strony u dołu napis: „ Z Dominium Łęki i Mirosławice”.

Kwit powstańczy

Józef Żegliński jako naczelnik miasta działał w konspiracji, do połowy 1863 roku. Latem 1863 roku gen. Jurij Iwanowicz Szylder – Szuldner (włocławski naczelnik wojenny Kolei Warszawsko – Bydgoskiej) rozpoczął szereg aresztowań osób podejrzanych o udział w powstaniu, w tym szczególnie pracowników kolei. Naczelnikiem stacji Kutno był Kazimierz Regulski, również członek organizacji konspiracyjnej i jednocześnie kolega gimnazjalny J. K. Janowskiego (członka rządu), u którego w lutym 1863 roku w mieszkaniu nocowało dwóch członków Rządu Narodowego w oczekiwaniu na przybycie L. Mierosławskiego. Po powstaniu styczniowym K. Regulski pełnił m.in. funkcję inspektora kolei nadzorującego budowę dworca kolejowego w Skierniewicach w 1874 roku. Do Kutna wysłany został major Nelidow, który aresztował Józefa Żeglinskiego oraz innych członków organizacji konspiracyjnej w Kutnie. Wszystkich przewieziono do carskiego więzienia we Włocławku (po dawnym nieistniejącym już spichlerzu zbożowym przy ul. Stodólnej). Podczas przesłuchań kutnowski naczelnik do niczego się nie przyznał i początkowo skazany został na 6 lat więzienia. Niestety podczas przesłuchań pozostałych aresztowanych pojawiły się nowe informacje obciążające naczelnika i gen. J. Szylder – Szuldner wystarał się o zmianę wyroku, na karę śmierci poprzez rozstrzelanie.

Wyrok wykonano 17 sierpnia 1863 roku we Włocławku. Podziemne powstańcze pismo „Chorągiew Swobody” zamieściło w tej sprawie komunikat: „…naczelnik miasta Kutna jeden z najznaczniejszych, gorliwszych i najpierwszych około sprawy narodowej, człowiek wielkich zasług, małego o sobie rozumienia. Śp. Józef Żegliński miał stawianych przeciwko sobie świadków, którzy nikczemnie zarzuty mu czynili, osłabiony fizycznie męczarniami Moskwy przyznał się do czynionych mu zarzutów i poszedł na śmierć odważnie, z całym spokojem i rezygnacją, tak jak na Polaka, który dla Polski tylko żyje przystało. Rozstrzelaniem komenderował z amatorstwa znany z dzikości ppłk. Nelidow”.

J. Żeglinski w dniu śmierci miał 33 lata i pozostawił ciężarną żonę Bronisławę i 14 – miesięcznego syna Stanisława. Nie wiadomo, czy władze carskie wydały żonie ciało kutnowskiego inżyniera, czy pogrzebano Go w jakimś bezimiennym dole. Do dziś miejsce pochówku jest nieznane.

25 sierpnia 1863 roku w kościele parafialnym w Kutnie odbyło się nabożeństwo żałobne za J. Żeglinskiego, które odprawiał kutnowski wikariusz ks. Wojciechowski. Policja carska zaniepokojona tym wydarzeniem chciała aresztować wikarego. Na przeszkodzie stanęli parafianie kutnowscy, którzy otoczyli plebanię ścisłym kordonem, gdzie przebywał ksiądz i nie dopuścili do aresztowania. Kilka dni wcześniej na krótko aresztowany został proboszcz kutnowski za to, że nabożeństwo galowe na cześć rodziny carskiej w dniu 8 sierpnia nie miało uroczystej oprawy. Proboszcz tłumaczył się policji, że władze zabroniły używać dzwonów kościelnych.

Sierpień 1863 roku okazał się tragiczny dla rodziny Żeglińskich, jeszcze z jednego powodu, gdyż 27 sierpnia zmarł czternastomiesięczny syn naczelnika – Stanisław Jan. Bronisława Żeglinska była wówczas w ciąży. W dniu 31 grudnia 1863 roku urodził się drugi syn rozstrzelanego naczelnika. Matka dała mu po ojcu na imię Józef, a na drugie Sylwester.

W lipcu 1867 roku Bronisława wyprowadziła się z Kutna i przeniosła do Włocławka. Utrzymywała się z zapomóg pochodzących od byłych powstańców. W listopadzie 1867 roku żandarmeria guberni warszawskiej sporządziła raport nr 124, na podstawie informacji pozyskanych z Włocławka, który dotyczący sprawdzenia informacji nt. przygotowania mieszkańców miasta na wypadek wojny i utworzenia w mieście „centrum rewolucyjnych spisków”. Przeanalizowano w nim zachowania poszczególnych podejrzanych w sprawie, w tym wyniki obserwacji mieszkania Bronisławy Żeglińskiej. Adiutant kapitan sztabowy Czerkasow pisał, że: „żadnych zbiórek, prócz urzędnika biurowego Urzędu Powiatowego oddziału policyjnego Samsonowicza, w celach którego jak widać więź miłosną z Żeglińską. Samsonowicz osoba zaufana Powiatowego Naczelnika Podpułkownika Simonsa (ówczesnym naczelnikiem powiatu był ppłk Robert Simons a jego zastępcą ds. policyjnych Hektor Samosonowicz), i cała poufna korespondencja mu jest polecona”.

Otwarte pozostaje pytanie o rzeczywisty charakter tej więzi i korzyści, jakie posiadała każda ze stron ze spotkań. Być może dalsza kwerenda archiwalna pozwoli kiedyś wyjaśnić i tę zagadkę.

dr Jacek Saramonowicz

27 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Powstańczy Rząd Tymczasowy w Kutnie

22 stycznia 1863 roku o północy na dworcu kolejowym w Kutnie zatrzymał się pociąg osobowy z Warszawy, z którego wysiadło kilku podróżnych. Wśród nich byli członkowie powstańczego Rządu Tymczasowego: Józef Kajetan Janowski, Oskar Awejde, ks. Karol Mikoszewski, Jan Majkowski (z żoną) oraz Juliusz i Eugeniusz Kesselerowie (przydzieleni do specjalnych zadań).

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajduje się kilka ciekawych pamiątek po tamtym okresie, w tym powstańcze kwity podatkowe.

Jesienią 1862 roku Aleksander Wielopolski (naczelnik rządu cywilnego) polecił zorganizować pobór do wojska carskiego ok. 8 tysięcy młodych Polaków, którzy jego zdaniem zagrażali polityce reform i ugody z Rosją. W Warszawie branka rozpoczęła się w połowie stycznia 1863 roku, co przyspieszyło podjęcie decyzji o rozpoczęciu powstaniu. Kutno z racji swojego centralnego położenia idealnie nadawało się na miejsce, gdzie mógł ujawnić się rząd po spodziewanym zwycięstwie Z. Padlewskiego w Płocku i opanowaniu jakiegoś terenu przez powstańców.

Przybysze z Warszawy udali się początkowo na nocleg do jednego z kutnowskich konspiratorów. Ksiądz K. Mikoszewski wspominał, że: „ zastał go na weselu”. Być może wspominanym konspiratorem był Jan Napomucen Skrodzki (ekspedytor poczty w Kutnie, jednocześnie członek konspiracyjnej organizacji powstańczej), który tego dnia o godzinie 19.00 zawarł związek małżeński, i urządzał przyjęcie weselne. Ostatecznie na kilka godzin nocleg znalazł się w kutnowskiej oberży.

Rankiem 23 stycznia przybysze z Warszawy udali się do zaskoczonego tą wizytą – Józefa Żeglińskiego, inżyniera miejskiego i pracownika biura powiatu gostyńskiego w Kutnie, który wyznaczony był na powstańczego naczelnika Kutna i powiatu. Członkowie rządu oświadczyli J. Żeglińskiemu, że zostali skierowani do Kutna, aby oczekiwać dalszych dyspozycji ze strony Komitetu Centralnego w Warszawie. Inżynier początkowo nie miał pewności co do wiarygodności przyjezdnych i poprosił o złożenie odpowiedniej przysięgi. W trakcie dalszej rozmowy powstańczy naczelnik Kutna uznał, że jednoczesny pobyt wszystkich członków rządu w oberży kutnowskiej będzie ryzykowny i zasugerował, aby J. K. Janowski z żoną pozostali się u niego w mieszkaniu, O Awejde i J. Majkowski mieli udać się zarządcy kutnowskiego folwarku, natomiast ks. Mikoszewski otrzymał nocleg u ks. Fr. Jabłońskiego na plebanii. W oberży pozostali tylko bracia Kesselerowie.

Po ustaleniu miejsc zakwaterowania, żona inżyniera Bronisława wraz z matką podały gościom z Warszawy śniadanie, po którym J. Żegliński przedstawił sytuację w Kutnie. Powstańczy naczelnik Kutna (według relacji ks. Mikoszewskiego) twierdził, że otrzymał wprawdzie od Stanisława Frankowskiego (komisarza województwa mazowieckiego) informację o rozpoczęciu powstania, jednak na punkt zborny z 500 sprzysiężonych przybyło tylko 100 powstańców i całą akcję odwołał. Konspiratorzy dysponowali w Kutnie, tylko 20 sztukami broni myśliwskiej, a resztę stanowiły kosy. J. Żeliński prosił również S. Frankowskiego o przysłanie do Kutna kilku oficerów. W tym czasie rosyjska wojskowa załoga Kutna składała się tylko z kilku żandarmów, jednej sotni kozaków i 50 żołnierzy z komendy inwalidów. Kozacy stacjonowali w barakach za lazaretem przy trakcie na Toruń (obecnie zbieg ulic 29 listopada i Żółkiewskiego). Baraki były strzeżone przez dwóch wartowników. Komenda inwalidów mieściła się w koszarach wojskowych przy Starym Rynku.

Nieco inaczej ówczesna sytuację w Kutnie sytuację przedstawił J.K. Janowski.. Według jego relacji J. Żegliński o wybuchu powstania dowiedział się dopiero od przybyłych do Kutna członków rządu. W następnych dniach wspólnie ułożono plan nocnego napadu na koszary kozaków, a potem na komendę inwalidów. Punkt zborny wyznaczono za miastem, w zabudowaniach należących do jednego z konspiratorów. W akcję czynnie włączyły się B. Żeglińska i żona K. Janowskiego. Przygotowania zakończono w niedzielę 25 stycznia, a napad zaplanowano na noc z 26 na 27 stycznia.

25 stycznia do Kutna dotarł Władysław Daniłowski, wysłany przez Stefana Bobrowskiego z Warszawy. Przewodniczący komisji wykonawczej Rządu Narodowego zaniepokojony był brakiem informacji od L. Mierosławskiego w sprawie objęcia dyktatury w powstaniu i napisał list do członków rządu w Kutnie z prośbą o wydanie duplikatu wezwania do objęcia dyktatury, z którym W. Daniłowski miał natychmiast udać się do Paryża. Jeszcze tego samego dnia kurier S. Bobrowskiego (wyposażony w odpowiednie dokumenty wystawione w Kutnie) udał się w dalszą podróż koleją w kierunku Berlin i Paryża. Inną wersję swojego pobytu w Kutnie i spotkania z Żeglińskim przedstawił W. Daniłowski.

Tymczasem 26 stycznia, J. Żeglinski otrzymał ostrzeżenie o tym, że Rosjanie planują rewizję w zabudowaniach, gdzie przetrzymywano broń i planowano zbiórkę powstańców i polecił przeniesienie zgromadzonej broni. J. K. Janowski (na prośbę Żeglińskiego) udał się na nocleg do zarządcy folwarku, gdzie wcześniej ( już od 23 stycznia) przebywali O. Awejde i J. Majkowski. Następnego dnia rano do zarządcy folwarku udali się również bracia Kesselerowie.

W tym czasie już ulicach Kutna pojawiły się patrole kozackie, a wieczorem do miasta dotarła rota piechoty rosyjskiej i rozłożyła swój obóz na rynku. Rosjanie przeprowadzili także szereg rewizji w mieszkaniach podejrzanych o udział w powstaniu. Uwagę rosyjską przykuło również grono licznych gości u dzierżawcy w folwarku. W związku z tym J. Żegliński zasugerował członkom Rządu Tymczasowego, że dalszy pobyt w Kutnie może być dla nich niebezpieczny. Plan ataku na koszary uznano za nierealny i władze powstańcze w dniu 27 stycznia 1863 roku opuściły miasto, udając się do Łęczycy.

Dwaj członkowie rządu pojawili się w Kutnie raz jeszcze w lutym 1863 roku, kiedy oczekiwali tu przybycia L. Mierosławskiego, do czego jednak nie doszło z powodu opuszczenia kraju przez dyktatora po przegranej potyczce.

dr Jacek Saramonowicz

20 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Uroczystości patriotyczno – religijne w Kutnie przed powstaniem styczniowym

27 października 1861 roku przed szpitalem powiatowym w Kutnie odbyła się wielka uroczystość poświęcenia „Grupy św. Walentego” autorstwa Bolesława Syrewicza. Rzeźba przedstawiała Świętego w chwili, kiedy z krzyżem w ręku, wywoływał cud, przywracając wzrok niewidomej córce Aesteriusza, dworzanina rzymskiego z czasów cesarza rzymskiego Klaudiusza.

Grupa św. Walentego

Na przełomie 1860 i 1861 roku, w związku z 30. rocznicą wybuchu powstania listopadowego w Warszawie zaczęto organizować szereg uroczystości patriotyczno- religijnych. Atmosfera patriotyczna szybko ogarnęła również na prowincję i dotarła do Kutna.

Zaniepokojony takim stanem rzeczy Aleksander Wielopolski (wówczas dyrektor Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego) pisał o tym w jednym z listów do Józefa Świecimskiego, naczelnika powiatu gostyńskiego w Kutnie.

Popularnością cieszyły się nabożeństwa za wolność ojczyznę, podczas których śpiewano pieśń „Boże coś Polskę”. Modne stało się wówczas noszenie staropolskich strojów, biżuterii patriotycznej w kolorach narodowych i czapek konfederatek.

W zbiorach Muzeum Regionalnego znajduję się kilka pamiątek z tamtego okresy, w tym wisiorek z herbami Polski i Litwy. Pełnego wsparcia dla działalności patriotycznej mieszkańcom Kutna udzielali miejscowi księża: ks. proboszcz Franciszek Jabłoński i ks. wikariusz Teofil Światłowski, który nawet na plebanii przechowywał broszury patriotyczne i podziemną prasę.

Wisiorek z okresu powstania styczniowego

W kwietniu 1861 roku, po jednym z nabożeństw w kutnowskim kościele mieszkający wówczas w Kutnie Leszek Wiśniowski, wspólnie z Edwardem Gościckim zorganizowali manifestację patriotyczną przed biurem naczelnika powiatu. Podczas demonstracji obrzucano budynek kamieniami i powybijano szyby. Zarówno L. Wiśniowski, jak i E. Gościcki zostali aresztowani. E. Gościcki został osadzony w cytadeli warszawskiej, a L. Wisniowski wydalony do Galicji. L. Wiśniowski, nie pierwszy raz zaangażował się w działalność niepodległościową. W czasie Wiosny Ludów walczył w powstaniu węgierskim, jako adiutant generała Józefa Bema, za co wysłany został do kompanii karnej, z której zbiegł do Francji. Tam uzyskał dyplom inżyniera, a 1861 roku przybył do Kutna, gdzie otrzymał pracę przy budowie kolei warszawsko – bydgoskiej. Po wybuchu powstania styczniowego walczył na Wołyniu i Lubelszczyźnie. W listopadzie 1863 roku, carski sąd wojenny we Włodzimierzu, skazał go na śmierć poprzez rozstrzelanie.

Leszek Wiśniowski

Bardzo ważną okazją do manifestowania uczyć patriotycznych było zaplanowane na dzień 27 października 1861 roku odsłonięcie postumentu św. Walentego przed szpitalem w Kutnie. Organizatorem całego przedsięwzięcia była Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych powiatu gostyńskiego pod przewodnictwem Eugeniusza Łempickiego. W skład rady wchodzili ponadto: Jan Śliwiński, Eugeniusz Skarżyński, ks. proboszcz Franciszek Jabłoński, Leon wiewiórowski, W. Tuszyński, Władysław Walewski, Włodzimierz Łabecki, Witold Mniewski, ks. Kazimierz Kobierski, Zdzisław Cielecki, Walenty Garczyński i Ferdynant Ptaszyński. Lekarzem powiatowym był wówczas Karol Kosztulski.

Postument grupy zdobiły trzy tablice marmurowe. Na pierwszej frontowej widniał napis: „Oświeć Twoją służebnicę Panie Jezu Chryste, Prawdziwy Boże, Prawdziwa Światłość”, na drugiej: „Bogu na cześć, Świętemu Walentemu na Chwałę, rodakom na pamiątkę”, a na trzeciej imię artysty rzeźbiarza i rok wykonania rzeźby.

Podczas uroczystości licznie zebrani mieszkańcy Kutna zaczęli głośno śpiewać pieśń „Boże coś Polskę”, za co policja carska aresztowała ks, wikarego T. Światłowskiego. Kutnowski wikariusz osadzony został w twierdzy Modlin, a następnie zesłany na Syberię, z której powrócił najprawdopodobniej dopiero po wielu latach i osiadł w Warszawie.

dr Jacek Saramonowicz

13 stycznia, 2020|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski nocleg w Kutnie

Napoleon Bonaparte, po pokonaniu armii pruskiej pod Jeną i Auerstedt, w październiku 1806 roku wkroczył do Berlina. Florian Kobylański (adiutant gen. J. H. Dąbrowskiego) na polecenie cesarza udał się do Drezna, aby sprowadzić stamtąd Józefa Wybickiego. 2 listopada 1806 roku Wybicki był już w Berlinie. Na prośbę cesarza autor mazurka Dąbrowskiego napisał tekst proklamacji do narodu polskiego, a następnie udał się do Poznania, gdzie zajął się organizacją tworzenia nowej administracji i organizacją powitania cesarza Francuzów.

Napoleon dotarł do Poznania wieczorem 27 listopada. Oficjalne powitanie odbyło się w dniu następnym. W tym czasie pierwsze oddziały armii napoleońskiej wkroczyły już do Warszawy i Bonaparte natychmiast wysłał tam J. Wybickiego.

Tymczasem w Warszawie trwały narady dotyczące powitania Cesarza w stolicy. Kilkuosobowa deputacja miała powitać Napoleona jeszcze przed wjazdem do Warszawy. W jej składzie znalazł się m.in.: Feliks Łubieński (późniejszy minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego) oraz Ludwik Sz. Gutakowski (późniejszy prezes Senatu Księstwa Warszawskiego). Spodziewano się, że do powitania dojdzie w Błoniu. Okazało się jednak, że cesarz zagościł na dłużej w Poznaniu. Członkowie deputacji dowiedzieli się o tym dość przypadkowo (w pierwszych dniach grudnia 1806 roku, będąc wówczas w Łowiczu) od spotkanego tam przypadkiem J. H. Dąbrowskiego. Generał wyraził zdziwienie, że nikt z Warszawy jeszcze nie pojawił się u Napoleona w Poznaniu. Członkowie deputacji nie posiadali funduszy na tak długą podróż. Jedynie F. Łubieński miał przy sobie 5 dukatów w złocie. Udało mu się pożyczyć 600 zł (od miejscowego kupca Zawadzkiego) i 9 grudnia 1806 roku, skoro świt wyruszyli traktem pocztowym w kierunku Poznania.

Walenty Rzętkowski

Po drodze zatrzymali się na śniadanie w Pałacu Gierałty, u Walentego Rzątkowskiego (Rzętkowskiego) – ówczesnego właściciela dóbr kutnowskich. Podczas posiłku F. Łubienski, na widok gospodarza, który ubrany był w szlachecki strój, wpadł na pomysł, aby Rzętkowski przyłączył się do składu deputacji. Początkowo nie znalazł uznania u L. Sz. Gutakowskiego, który uważał, że członkowie deputacji nie posiadają stosownego upoważnienia do wyboru kolejnego członka delegacji. Pomysłodawca przekonał jednak swojego oponenta, tym że dziedzic dóbr kutnowskich (w szlacheckim stroju i rosłego wzrostu) uświetni wygląd deputacji warszawskiej i zrobi odpowiednie wrażenie na Cesarzu. W. Rzętkowski, zaskoczony propozycją Łubieńskiego, przystał na nią i tego samego dnia o północy deputacja dotarła do Poznania. Tam (w jednym z poznańskich szynków) przeczekano całą noc, siedząc na stołkach. Rankiem o 7.00 delegaci udali się do pałacu Ksawerego Działyńskiego, gdzie dowiedzieli się, że Napoleon faktycznie czeka już na nich od kilku dni. Działyński napisał list do marszałka pałacu F. Duroca, z informacją o przybyciu deputacji, a ten natychmiast wysłał zaproszenie na audiencję do cesarza o godzinie 11.00. Po wejściu do dawnego kolegium jezuickiego, gdzie przebywał Napoleon, F. Łubieński wspominał: „…W pierwszym salonie zastaliśmy wielu generałów i marszałka dworu, który nas bardzo grzecznie przyjął i oświadczył, że zamelduje nas Cesarzowi. Czekaliśmy kilka minut z generałami, wszystkich oczy zwracały się najwięcej na Rzątkowskiego ubranego w suknie polskie, z ogoloną głową…”. Do spotkania z Cesarzem doszło w gabinecie. Uczestniczył w nim jeszcze tylko Talleyrand (minister spraw zagranicznych). Podczas rozmowy cesarz wskazał na W. Rzętkowskiego i spytał, czy to senator? Łubieński odrzekł wówczas: „… to szlachcic polski, tak jak i my”, ale on powtórzył: A więc to senator!…”. Po półtoragodzinnej audiencji Talleyrand zaprosił delegatów na obiad. Podczas posiłku Bonaparte zapowiedział swój szybki wyjazd do Warszawy. Polecił również przekazać konie z cesarskiej stajni dla potrzeb deputacji warszawskiej. Wieczorem członkowie deputacji uczestniczyli jeszcze w naradzie u Napoleona i następnego dnia udali się w podróż powrotną do Warszawy, gdzie dotarli 14 grudnia. W. Rzętkowski pozostał w Kutnie,

Pałac Gierałty

16 grudnia 1806 roku o 3.00 w nocy, po dziewiętnastu dniach pobytu w Poznaniu, Napoleon wyjechał ze stolicy Wielkopolski w kierunku Warszawy. Jechał przez Słupcę (w której prawdopodobnie zatrzymał się na nocleg) dalej przez Kleczew, Ślesin, Sompolno Babiak, Kłodawę i Krośniewice. Do Kutna cesarz dotarł 17 grudnia, o godzinie 13.00. Ze względu na roztopy cesarz i jego najbliżsi współpracownicy podróżowali w koczykach, dostawianych na poszczególnych stacjach pocztowych. W jednym z nich podróżował F. Duroc. Pojazd przed Kutnem się wywrócił i marszałek pałacu odniósł kontuzję w ramię. Wypadek ten był, być może powodem dłuższego postoju Napoleona w Kutnie. Cesarz zatrzymał na nocleg i wyruszył w dalszą drogę, dopiero następnego dnia po południu. O całym zdarzeniu poinformowano w 43. Biuletynie Wielkiej Armii z dnia 17 grudnia 1806 roku.

43. Biuletyn

Do Łowicza Napoleon dotarł 18 grudnia o godzinie 15.30, gdzie zatrzymał się na obiad w oberży Ignacego Kosierkiewicza i po kilku godzinach udał się w kierunku Warszawy.

dr Jacek Saramonowicz

16 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Cesarski obiad w Kutnie

W grudniu 1812 roku Napoleon Bonaparte zostawił resztki rozbitej wielkiej armii, po przegranej kampanii wojennej w Rosji, i z najbliższymi towarzyszami wracał do Francji. Trasa powrotu cesarza wiodła przez Warszawę i Poznań. Wśród jego towarzyszy był Armand Caulaincourt – generał i francuski ambasador w Rosji, który w szczegółach opisał całą podróż, w tym również przymusowy postój w Kutnie w dniu 11 grudnia 1812 roku.

Napoleon zimą

W czerwcu 1812 roku (tuż po rozpoczęciu wyprawy na Moskwę) Sejm Księstwa Warszawskiego w dniu 28 czerwca 1812 roku zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego i ogłosił wskrzeszenie Królestwa Polskiego. W całym Księstwie Warszawskim zapanowało poruszenie i entuzjazm. Masowo podpisywano się pod aktem konfederacji. Tak było również w Kutnie, kiedy to 30 lipca 1812 roku w kościele parafialnym obradował sejmik powiatowy, któremu przewodniczył marszałek Rafał Świętosławski – poseł i sędzia pokoju. Obrady rozpoczęły się od mszy św. dziękczynnej za wskrzeszenie ojczyzny, którą koncelebrował ks. dziekan Guzowski. Następnie podprefekt powiatu orłowskiego Ambroży Zaborowski odczytał uniwersał o zawiązaniu konfederacji. Dalsze obrady prowadził marszałek sejmiku, a akt konfederacji odczytał Wojciech Gliński – podsędek i asesor. Na koniec wszyscy zebrani uczestnicy podpisali akt konfederacji i odśpiewali „Te Deum”.

W grudniu 1812 roku, po wielkim entuzjazmie, jaki panował jeszcze latem tego roku w Księstwie Warszawskim, niewiele już pozostało. Napoleon z Warszawy wyjechał wcześnie rano dnia 11 grudnia o godzinie 4.00. Tym razem powóz cesarski stanowiły sanie, na którym było pudło z „zielonej karety” i konie pocztowe. W kabinie Bonaparte włożył nogi w worek z wilczych skór i razem z Caulaincourtem udał się w kierunku Poznania, dokąd planował dotrzeć jeszcze tego samego dnia wieczorem.

Zaprzęgiem cesarskim powoził zaufany mameluk Rustam Raza, który był osobistym służącym Napoleona, dbającym o broń i odzież. Rustam (Ormianin z pochodzenia, urodzony w Tbilisi) służył Napoleonowi od czasów jego wyprawy do Egiptu, gdzie był sprzedany przez Turków jako niewolnik. Mameluk nosił haftowany złotem kaftan, aksamitny turban i bogato zdobioną broń.

Rustam Raza

W drodze pomiędzy Warszawą a Kutnem cesarz rozprawiał o Anglii, którą trudno będzie zmusić do podpisania pokoju. Żałował, że plany odbudowania państwa polskiego stały się przyczyną wojny z Rosją. Tymczasem przed Kutnem sanie uległy lekkiemu uszkodzeniu. Szybkiej jazdy nie wytrzymała jedna z hołobli i cesarski powóz zmuszony był się zatrzymać w celu naprawy usterki. Napoleon w Kutnie znalazł gościnę u miejscowego podprefekta Ambrożego Zaborowskiego, który mieszkał w murowanym domu przy ulicy Poznańskiej 120. Podprefekt od razu rozpoznał cesarza i „starał się przyjąć go jak najlepiej potrafił. Jego ładniutka żona (Józefa Zaborowska) i szwagierka – obie Polki – były zachwycone, mogąc gościć Cesarza i wręcz nie wiedziały, co by tu jeszcze zrobić, żeby okazać mu, jak bardzo są szczęśliwe, widząc go w dobrym zdrowiu”. Pod wrażeniem kutnowskiej gościnności był także A. Caulaincourt, który napisał, że: „Tak wiele potrafią wyrazić tylko twarze Polaków”.

A. Caulaincourt

W czasie przymusowego postoju w Kutnie Napoleon wydał kilka dyspozycji i rozkazów, w tym dla księcia Bassano. W pismach do Warszawy nakazywał przyspieszenie poboru do armii i dozbrojenie Księstwa Warszawskiego, a także budowę umocnień na warszawskiej Pradze, Modlinie i Sieradzu. W rozkazach do gubernatora Warszawy Taillisa polecił zatrzymać w Warszawie wszystkie wojska i zorganizować Gwardię Narodową. Pisanie listów nastręczało pewne problemy, z powodu skostniałych od mrozu palców, które powoli się rozgrzewały. Napoleon po napisaniu dwóch listów, sam nie potrafił ich odczytać i był zmuszony podyktować je do przepisania Caulaincourttowi.

Pobyt w domu podprefekta zakończył się obiadem. Podczas spożywania posiłku przez cesarza, Caulaincourt zajął się wysyłką pism. Dwa listy pisane ręką Napoleona zachował sobie na pamiątkę. W tym czasie samie zostały już naprawione. Cesarz na wieść o tym w pośpiechu dokończył obiad tak, że Caulaincourt zdążył wziąć na drogę tylko „kawałek chleba”. Do Poznania podróżnicy dotarli przed świtem 12 grudnia.

Gościna u kutnowskiego podprefekta A. Zaborowskiego wzruszyła Napoleona do tego stopnia, że polecił (po powrocie do Paryża) wysłać Józefie Zaborowskiej jakiś prezent.

dr Jacek Saramonowicz

9 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|

Kutno znane i nieznane. Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

Prezentujemy kolejny artykuł z cyklu „Kutno znane i nieznane” autorstwa dr. Jacka Saramonowicza.

 

Budowa linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej i pierwszy pociąg w Kutnie

W grudniu 1861 roku do Kutna z Łowicza przybył pierwszy pociąg. W ten sposób miasto uzyskało połączenie Kolejowe z Warszawą, a zarazem ogromną szansę dalszego rozwoju. Niewiele brakowało jednak, aby komunikacyjne i gospodarcze losy Kutna potoczyłyby się inaczej. Pierwotnie planowano przebieg linii kolejowej do Włocławka i Bydgoszczy przez Gostynin i Kowal.

W zbiorach Muzeum Regionalnego w Kutnie znajdują się plany wykupu gruntów pod budowę kolei z Kutna i okolic oraz rycina z 1862 roku przedstawiająca kutnowski dworzec kolejowy autorstwa L. Aleksandrowicza.

Wykup gruntów Łąkoszyn

O budowę linii kolejowej łączącej Pomorze Gdańskie z systemem dróg żelaznych Królestwa Polskiego zabiegali już w latach 40. XIX w. kupcy gdańscy, licząc na rozwój handlu. W marcu 1852 roku pruska Dyrekcja Kolei Wschodniej w Bydgoszczy opracowała wstępny projekt i kosztorys na budowę odcinka linii na obszarze zaboru pruskiego. Władze rosyjskie początkowo były niechętne projektowi, głównie z powodu odpowiednich środków finansowych. W grudnia 1856 roku, po długich negocjacjach zawarto umowę o budowie linii kolejowej Bydgoszcz – Łowicz. Akt nadawczy budowy linii kolejowej udzielony został Towarzystwu Akcyjnemu Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej w dniu 28 września 1857 roku. Towarzystwem kierował warszawski bankier Herman Epstein. Pochodził on z zamożnej warszawskiej rodziny kupieckiej. W 1836 roku został administratorem ceł Królestwa Polskiego, a w 1841 roku mianowany – radcą handlowym. Uczestniczył w obradach Rządowej Komisji Skarbu, poświęconych rozwojowi ekonomicznemu kraju. Jego syn Leon Epstein w 1865 roku rozpoczął budowę cukrowni „Konstancja” pod Kutnem, nazywając ją tak na cześć swojej żony Konstancji Marii.

Realizację inwestycji powierzono belgijskiemu przedsiębiorstwu braci Eugeniusza i Hektora Riche, które zatrudniło przy pracach ziemnych ok. 4 tys. robotników. Autorem planu technicznego i projektów mostów inż. August Rosenbaum, a głównym inżynierem budowy był Leonard Aleksandrowicz.

Przebieg linii kolejowej

W lipcu 1859 roku uzyskano zgodę na zmianę trasy. Inicjatorem i propagatorem nowego przebiegu linii kolejowej przez Kutno był inż. drogowy Stanisław Wysocki, kierownik budowy Kolei Warszawsko – Wiedeńskiej i główny inspektor kolei w Królestwie Polskim, który tak argumentował swoje stanowisko: „…od Łowicza do granicy pruskiej, droga rzeczona przechodzić będzie okolicą bogatą, gęsto zaludnioną. trzymającą w kraju naszym pierwsze miejsce tak pod względem rolniczym, jako i przemysłowym. Warunki te zapewniają drodze znaczny miejscowy ruch osób, który nadto zasilany będzie z dalszych okolic przez schodzące się w Krośniewicach główne trakty: Poznański, Kaliski i Łęczycko – Włocławski. Nareszcie, na powiększenie tegoż ruchu wpływać także będą miasta Kutno i Włocławek, jako też zakład kąpieli w Ciechocinku. Liczne fabryki, jakie w ostatnich czasach powstały i rozwinęły się w tej właśnie stronie kraju, kędy droga Warszawsko – Bydgoska przebiegać będzie, wyniszczyły miejscowe lasy i spowodowały niedostatek paliwa, dający się uczuwać coraz dotkliwiej. stąd więc niezbędny już dla okolic tych węgiel kamienny, stanowiący na większej liczbie dróg żelaznych najgłówniejsze i najpewniejsze źródło dochodu, będzie też nader ważnym przedmiotem wewnętrznego frachtu kolei Warszawsko – Bydgoskiej. a mianowicie do cukrowni: Dobrzelin, Budzyń. Oporów, Strzelce, Sójki. Łanięta, Ostrowy, Szubsk i do innych fabrycznych zakładów, których liczba wzrośnie niewątpliwie z uchyleniem niedostatku paliwa. Obok tego, potrzebne zakładom tym materyąły i surowe produkta, a następnie wychodzące z nich wyroby, dadzą także drodze żelaznej znakomite transporta”.

Prace budowlane nabrały pełnego tempa wiosną 1861 roku. Kontrolę finansową nad przedsięwzięciem posiadali bracia Riche, którzy przejęli akcje Towarzystwa Drogi Żelaznej Warszawsko – Wiedeńskiej. Pierwsze, sprowadzone przez braci Riche szyny, zostały położone na trasie z Łowicza do Kutna latem 1861 roku. Prace przy układaniu szyn zakończono w listopadzie 1861 roku. Wówczas specjalna komisja techniczna wyznaczona przez Rząd, w której składzie znajdował się S. Wysocki, dokonała testów sprawdzających i od 1 grudnia 1861 roku linia Łowicz Kutno została oddana do użytku.

W następnym roku kontynuowano prace na odcinku Kutno – Włocławek. Prace szły planowo i 3 września 1862 roku o 6.00 delegacja w składzie: Adam Łęski (dyrektor Główny Komisji Rządowej Przychodów, Jakub Ignacy Łaszczyński (gubernator cywilny warszawski); Radca Stanisław Wysocki inspektor główny i komisarz rządowy oraz H. Epstein udała się koleją Warszawy do Włocławka. Pociąg przybył do Włocławka około godziny 12.00, a z powrotem w Warszawie był już o godzinie 22.00. Ostatecznie trasę do Kutna otwarto 1 grudnia 1861 roku. Komunikację z Kutna do granicy pruskiej w Trojanowie (od 1879 roku Aleksandrów) uruchomiono 3 grudnia 1862 roku. Wówczas z Warszawy o godzinie 7.00 wyruszył pociąg wiozący delegację pod przewodnictwem generała adiutanta barona Andersa E. Ramsaya, członków Rady Administracyjnej, Rady Stanu, reprezentantów władz wojskowych i cywilnych. O godzinie 10.00 pociąg dojechał do Łowicza, gdzie wzniesiony był okolicznościowy łuk triumfalny oraz ołtarz. Arcybiskup Metropolita Warszawski poświecił pociąg oraz budynki stacji. Po krótkim postoju pociąg odjechał do Kutna, a godzinie 14.00 dotarł do stacji granicznej w Aleksandrowie. Tam doszło do oficjalnego powitania z przedstawicielami władz pruskich. Po wspólnym obiedzie, około godziny 17.00 pociąg wyruszył w drogę powrotną do Warszawy, gdzie dotarł około godziny 23.00. Ostatecznie pełne ukończenie budowy linii nastąpiło 17 grudnia 1863 roku. W pierwszym miesiącu funkcjonowania linii Warszawsko – Bydgoskiej z kolei skorzystało prawie 13 tys. pasażerów.

Łaszczyński gubernator cywilny warszawski

Car Aleksander II, za budowę linii kolejowej warszawsko – bydgoskiej odznaczył m.in: Hermana Epsteina – orderem św. Włodzimierza, L. Aleksandrowicza – orderem św. Stanisława, bankiera amsterdamskiego Leona Lippmana oraz przedsiębiorców, którzy zrealizowali inwestycję: Eugeniusza i Hektora Riche.

Sukces realizacji inwestycji budowy linii warszawsko – bydgoskiej zachęcił koła gospodarcze w Wielkopolsce do realizacji podobnego przedsięwzięcia.. 13 stycznia 1863 roku do Warszawy przybywała delegacja z Wielkopolski w celu prowadzenia wstępnych dotyczących budowy linii kolejowej z Poznania do Kutna przez Kalisz. Być może rozmowy zakończyłyby się sukcesem, jednak 22 stycznia wybuchło jednak powstanie w Królestwie Polskim i plany inwestycji gospodarczych trzeba było odłożyć na później. Delegacja poznańska jeszcze tego samego dnia wyjechała z Warszawy, a połączenie kolejowe z Poznania do Kutna oddano do użytku dopiero w 1920 roku, 57 lat później.

Dr J. Saramonowicz

2 grudnia, 2019|Aktualności, Kutno znane i nieznane|